• Wpisów:1590
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:329 641 / 2393 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Niewiele się u mnie ostatnio dzieje, a na swoje usprawiedliwienie, że grafik jest teraz tak mało urozmaicony mam... Właściwie to nic nie mam... Dni się wloką jeden za drugim, jest... Nudno... I obecny stan rzeczy w niczym na razie nie przypomina tych najwspanialszych w życiu wakacji, o których marzyłam.

Jeśli chodzi Łódzką Filmówkę... To chyba spieprzyłam na całej linii. Tak, nie chcą mnie tam. Więcej, nawet mnie nie dopuścili do egzaminów wstępnych (do tej pory zastanawiam się co było nie tak z moim porfolio). Byłam na taką ewentualność przygotowana, w końcu to uczelnia artystyczna, ludzie starają się dostać na takie latami... Ale gdzieś głęboko w serduszku jednak mnie coś zabolało, kiedy siedząc przed komputerem, przy swoim nazwisku widziałam "Niezakwalifikowana". Bo nie dostać nawet szansy to porażka większa niż zawalić egzamin. Było, minęło... Nieważne. Złożyłam papiery na kilka dobrych uczelni, czekam na wyniki matur... I nic więcej w tej kwestii na razie nie mogę zrobić.

Jednocześnie staram się jakoś specjalnie przeżywać to lato, ale... Nie czuję go. Przynajmniej na razie. Kolejny raz bierze mnie przekonanie, że wakacji nie wolno planować, bo wszystko i tak szlag trafia. Ja teraz powinnam siedzieć na Mazurach, względnie w Tatrach, albo Górach Stołowych. A siedzę w domu i największą atrakcją, jaka mnie czeka w najbliższym czasie, jest jutrzejsze wyjście do kina. Jedynym plusem całej tej sytuacji jest fakt, że korekta "Siedemnastu lat po Śródziemiu" idzie mi jak złoto, pięknie udało mi się ją podgonić i do końca zostało mi już tylko kilka rozdziałów. Wielkimi krokami zbliża się dzień przesilenia letniego i wtedy (albo ewentualnie dzień później) dostaniecie pierwszy rozdział od dawna zapowiadanej "Legendy o Limmaniel". Coś specjalnego planuję też na Noc Świętojańską, więc chyba warto czekać.
 

 
Soundtrack: https://youtu.be/MuoZeie2Czk

- To tutaj. - odezwała się Katrin, stając na stacji metra dokładnie w tym samym miejscu, w którym niemal przed trzema laty zaczęła się jej przygoda w innym świecie.
- Jak to działa? - spytał Legolas. - Masz pewność, że się uda? - Katrin wzięła elfa za rękę.
- Pewności nie mam żadnej. - powiedziała, mocniej ściskając jego dłoń. - Ale trzeba spróbować. Zamknij teraz oczy i weź głęboki wdech. Postaraj się rozluźnić. Pomyśleć o czymś, co cię uspokaja. - patrzyła jak Legolas zamyka oczy i oddycha głęboko i sama również zrobiła to samo, czując na twarzy pęd powietrza, ale zaraz potem krzyknęła głucho, kiedy w jej włosy wplątało się ogromne, czarne ptaszysko. Legolas mocniej ścisnął ją za rękę i przytrzymał, kiedy omal się nie przewróciła. Czarny kruk usiadł na peronie, a już w chwilę później w jego miejscu stał Czarnoksiężnik. Katrin, podtrzymywana przez Legolasa, podniosła głowę.
- Naiwna dziewczyno! - odezwał się mag ze śmiechem. - Myślałaś, że pozwolę ci tak po prostu przedostać się z powrotem? Nigdy ci się to nie uda. Teraz... Granica pomiędzy tymi dwoma światami jest tak cienka, iż wystarczyłby jeden fałszywy ruch, żeby ją zerwać. A wkrótce przejście, które udało ci się odkryć, zamknie się na wieki. Ale wy i tak już nigdy go nie przekroczycie. - Katrin uchyliła się niemal w ostatniej chwili, gdy w jej stronę poszybowała kula energii, która chwilę potem z hukiem uderzyła w ścianę. Legolas wyszarpnął strzałę z kołczanu i założył ją na cięciwę łuku, ale dosięgnął go kolejny magiczny pocisk. Łuk pękł na dwoje. Katrin powiodła wzrokiem za zniszczoną bronią, która z głuchym stukotem upadła na ziemię. W piersi wzbierała jej wściekłość. Nie tylko z powodu łuku. Czarnoksiężnik chciał zniszczyć Śródziemie. Chciał zawładnąć światem, który zdążyła pokochać całym sercem. Pozbawić drogie jej osoby domu, jaki znały.
Wbrew sobie wyszeptała frazę przywołująca ogień. Wiedziała, że nic z tego nie będzie, znajdowała się przecież w świecie, gdzie nie wierzono w magię, gdzie nie istniały czary. Dlatego naprawdę się zdziwiła, gdy w jej zaciśniętej dłoni zapłonął ogień. Najprawdziwszy ogień. Dziewczyna rozwarła palce. Płomienie się rozproszyły. Katrin przeniosła wzrok na Czarnoksiężnika. Wpatrywał się w nią zaskoczony nie mniej niż ona sama. Cofnął się o krok, gdy wyprostowała się dumnie. W jej oczach błysnął ten sam żar, nad którym miała władzę. Powoli, krok za krokiem zbliżała się do niego. Rozłożyła ręce przywołując do siebie żywioł. Wokół nich dwojga zapłonął ogień, zamykając oboje w ognistym kręgu. Katrin posłała w jego stronę kulę energii, która odbiła się od pospiesznie utworzonej tarczy. Dziewczyna nie zniechęciła się jednak, po raz kolejny szepcząc frazę. Przywołała do siebie więcej żaru i szata Czarnoksiężnika stanęła w płomieniach. Jeden ruch jego dłoni wystarczył jednak, by z ubrania zaczęły wydobywać się obłoczki pary i ogień został ugaszony. Katrin zgięła się wpół, odczuwając skutki nieudanego polecenia.
Chwila jej nieuwagi wystarczyła. W dłoni Czarnoksiężnika błysnęło ostrze sztyletu, który w chwilę później utkwił w łydce dziewczyny. Z gardła Katrin wyrwał się zduszony jęk, zanim bezwładnie padła na ziemię. Czarnoksiężnik, zamieniony w kruka odleciał. Ogień powoli dogasał.
Przy dziewczynie, nie do końca wiedząc co robić, przyklęknął Legolas. Katrin uczepiła się kurczowo jego bluzy, zaciskając zęby. Elf położył dłoń na rękojeści sztyletu.
- Będzie bolało. - uprzedził i jednym ruchem nadgarstka wyszarpnął sztylet z rany. Katrin wrzasnęła, po policzkach poleciały jej łzy bólu. - Ćśś... Patrz na mnie, słońce. - dziewczyna oddychała ciężko, gdy elf zdejmował chustkę, którą przewiązał na szyi, moczył ją pod kranem w toalecie i - podwinąwszy nogawkę jej dżinsów - obmywał ranę z krwi. Katrin syknęła z bólu, kiedy obwiązał chustką jej nogę. Legolas przytulił ją do siebie.
- Już wszystko dobrze, maleńka. - wyszeptał. - Wszystko będzie dobrze. Hej... - elf ujął ją pod brodę tak, by patrzyła na niego. - dopóki jesteś ze mną wszystko będzie dobrze. Nie jesteś zwykłą śmiertelniczką, Katrin. I nawet w tym świecie tkwi w tobie odrobina magii. Chodź, obejmij mnie za szyję. - Katrin zrobiła, o co Legolas prosił.
- Twój łuk... - odezwała się, kiedy wziął ją na ręce.
- To tylko narzędzie. - odpowiedział. - Są teraz ważniejsze rzeczy niż mój łuk.
 

 
Soundtrack: https://youtu.be/eGPuSQN2t3o

Katrin przebudziła się i przeciągnęła z westchnieniem, wyciągając dłoń spod kołdry i spodziewając się poczuć pod palcami ramię Legolasa. Natrafiła na puste miejsce. Elfa nie było obok niej, ale kiedy podniosła się do siadu, dojrzała go, siedzącego w kucki wprost na dywanie. Elf uśmiechnął się do niej, odkładając na półkę przeglądaną książkę.
- Hej... - odezwała się dziewczyna, przecierając oczy.
- Dzień dobry... - Legolas przysiadł obok niej. - Jak spałaś?
- Nieźle. - odpowiedziała Katrin. - Widziałam, że czytałeś.
- Tak. - elf skinął głową. - Macie tu zupełnie inną literaturę. To niesamowite, jak bardzo nasze światy się różnią.
- Mogę ci pokazać coś jeszcze lepszego. - odpowiedziała dziewczyna.
Chwilę potem Legolas klęczał przed telewizorem, wpatrując się w ruchomy obraz. Jacyś ludzie biegli przez park. I nagle jedna z postaci zatrzymała się na trawie. Mężczyzna. Pośrodku ekranu. Elf wyciągnął dłoń w stronę telewizora.
- To jest film. - Katrin uśmiechnęła się, widząc reakcję małżonka. - To tylko obraz.
- Ale ruchomy? - Legolas kilka razy dotknął dłonią ekranu, żeby się upewnić, ale obraz pozostał martwy. Dziewczyna wciąż patrzyła na niego, ale jej uśmiech powoli bladł. W oczach wezbrały jej łzy. Otarła je wierzchem dłoni.
- Katrin... - usłyszała dziewczyna, ale pokręciła głową.
- To nic. - odpowiedziała. Mimo to Legolas spojrzał na nią ze współczuciem, kiedy Katrin ukryła twarz w dłoniach i na dobre się rozpłakała. Elf objął ją ramieniem, przygarniając do siebie i przytulił mocno, kołysząc delikatnie w objęciach.
- Legolas, on chce przejąć władzę nad Śródziemiem. - zaszlochała Katrin. - Nie wierzę, że to miejsce przestanie wyglądać tak, jak je pamiętam. Że nie będzie już tym miejscem, które kocham.
- Tak się nie stanie Katrin, i ty dobrze o tym wiesz. - powiedział Legolas, głaszcząc ją po plecach.
- Nie możesz mieć pewności...
- Mogę. - dziewczyna podniosła głowę, patrząc na niego. - Bo ja wiem, że ty do tego nie dopuścisz. Za bardzo kochasz Śródziemie, żeby dopuścić do czegoś takiego, mam rację? - Katrin pokręciła głową przecząco.
- Nie mogę, nie potrafię. - zaszlochała. - Tym razem naprawdę nie wiem, co robić.
- Ale Gandalf będzie wiedział. - powiedział Legolas. - On zawsze wie, co trzeba zrobić i na pewno wyczuł już zbliżające się niebezpieczeństwo. On zawsze wiedział o wszystkim pierwszy. Ava nirn, melisse. (Nie płacz, kochanie.) - Katrin odetchnęła głęboko.
- Ale Gandalf jest tam, a my jesteśmy tu. - powiedziała.
- Ale ty wiesz coś, czego nie wiem ja. Znasz przecież sposób na powrót do Śródziemia. - Katrin wstrzymała oddech.
- No przecież... - wyszeptała. - Jak mogłam zapomnieć?
Dziewczyna i elf szli chodnikiem trzymając się za ręce. Katrin mocno ściskała dłoń Legolasa w swojej. Bała się, że zawiedzie. Że sprawdzony i dobrze znany sposób nie uda się tym razem. Legolas bacznie przypatrywał się dziewczynie. Wiedział, że nie jest to pora na zwlekanie, bo liczyła się każda sekunda, mimo to zastanawiał się jak mógłby jej teraz pomóc. Wziąć część strachu i wątpliwości na siebie. Jego wzrok padł na mężczyznę siedzącego na składanym krzesełku. Grał na akordeonie, a z instrumentu wydobywała się przepiękna muzyka. Elf wysunął dłoń z ręki dziewczyny i objął ją w talii. Zaskoczona Katrin spojrzała na niego, kiedy jedną jej rękę położył sobie na ramieniu, a druga ujął w swoją dłoń.
- Legolas, co robisz? - odezwała się dziewczyna.
- Tańczę ze swoją królową. - odpowiedział elf z uśmiechem.
- Ale Śródziemie... Zagłada... - protestowała Katrin.
- Zagłada poczeka. - Legolas pocałował ją, a potem okręcił w tańcu. Wokół zbierał się spory tłumek ludzi, patrzących na tę niecodzienną scenę. Dziewczyna znów spojrzała na Legolasa. Kąciki jej ust uniosły się ku górze, a chwile potem śmiała się już głośno i pełną piersią.
Legolas po raz ostatni okręcił dziewczynę wokół. Potem musnął wargami jej usta, ale nie był to wcale krótki pocałunek. Wokół rozległy się oklaski i dopiero wtedy Katrin zorientowała się, że nie są sami. Legolas zdawał się tym wcale nie przejmować.
- No i jak teraz? - spytał. - Zadowolona? - dziewczyna uśmiechnęła się, dotykając dłonią jego policzka i pocałowała go raz jeszcze.
 

 
Soundtrack (aczkolwiek na początku proszę sobie jeszcze podczepić muzykę z poprzedniego rozdziału): https://youtu.be/_soziaV2RyQ

Katrin pobiegła przed siebie. Zaraz jednak opadła na kolana, czując ucisk w piersi. Nie mogła oddychać, zaczynała się dusić. Traciła też ostrość widzenia. Na karku czuła już oddech Czarnoksiężnika. Poderwała się z miejsca, niemal tracąc równowagę.
- Nigdy mnie nie dostaniesz. - rzuciła.
- Och, czyżby? No powiedz. To ja jestem najpotężniejszym magiem, jakiego zna świat. znam czarne zaklęcia, które przewyższają twoje niewyćwiczone zdolności po stokroć. Przy tym tych kilka poleceń, które znasz na nic ci się nie przyda. A w dodatku bez przerwy zapominasz, że w tym świecie magia nie istnieje. - Katrin podniosła głowę dokładnie w momencie, kiedy wypuszczona z łuku strzała przeszyła mu gardło. Ona sama odzyskiwała wzrok, ucisk w klatce piersiowej znikał. Legolas właśnie chwytał ją za rękę. Dziewczyna bez słowa wstała.
- Musimy stąd znikać, najszybciej jak to możliwe. - powiedział elf i podtrzymał ją, kiedy zachwiała się niebezpiecznie. Czuła się słabo. Tak, jakby ktoś pozbawił ją całej energii.
Katrin przysiadła na skraju łóżka, biorąc głębszy oddech. Starała się ukryć drżenie dłoni, kiedy Legolas usiadł obok, ale elf i tak zauważył.
- Katrin...? - odezwał się, kładąc jej dłoń na plecach. Dziewczyna zarumieniła się, kryjąc twarz w dłoniach.
- Przepraszam. - odezwała się. - To wszystko z mojej winy.
- Nic z tego nie stało się z twojej winy. - powiedział Legolas. - Hej... - pogładził ją po policzku, widząc, że dziewczyna zaczyna płakać. - Nic się nie stało.
- Nic się nie stało?! - Katrin podniosła głos. - On chce zawładnąć Śródziemiem!
- Ćśś... - elf położył jej palce na ustach. - Nie uda mu się to. Wiem, że ty do tego nie dopuścisz. - dziewczyna chciała powiedzieć coś jeszcze, ale nie dał jej nawet otworzyć ust. - A an lume i in inye, ava lav lye hwarin. Lye nam men maranwe. A man quen nye lye asta, quet e ta. (Dopóki jestś ze mną, nie dam cię skrzywdzić. Ciebie mi zesłało przeznaczenie. A jeśli ktoś mi ciebie odbierze, zapłaci za to) - Katrin pociągnęła nosem. Wyznanie było takie piękne, że w życiu czegoś takiego nie słyszała. Chwilę potem szlochała już w ramię elfa. Legolas kojąco pogładził ją po plecach.
- Ava nirn, nye baleth. (Nie płacz, moja królowo.) - powiedział, całując ją w czubek głowy.

Katrin przewróciła się na bok, naciągając na siebie kołdrę i spojrzała na małżonka, leżącego na wznak z zamkniętymi oczami.
- Legolas, śpisz? - odezwała się.
- Nie, jeszcze nie. - odpowiedział elf. Dziewczyna położyła mu dłoń na piersi, obserwując jego oddech. Legolas odwrócił głowę, teraz patrząc wprost na nią. Musnął opuszkiem palca jej usta i pocałował w czubek głowy. Katrin przysunęła się bliżej, splatając swoje palce z jego palcami. Legolas złożył pocałunek na jej ustach, żeby zaraz przenieść się z pieszczotą na szyję, jednocześnie wsuwając dłoń między jej uda. Musnął palcami jej kobiecość. Katrin poruszyła się, ale nie zaprotestowała, kiedy elf włożył dłoń pod jej bieliznę. Poczuła ucisk podbrzuszu i westchnęła z rozkoszą. Nie pierwszy to raz Legolas sprawiał, że pragnęła go wciąż jeszcze bardziej. Sama zsunęła dłoń jeszcze niżej, tak, że teraz dotykała wypukłości w kroczu elfa. Legolas gwałtownie wciągnął powietrze.
- Doprowadzasz mnie do szaleństwa. - powiedział z uśmiechem, wpijając się wargami w jej usta. Katrin westchnęła, kiedy włożył palce w jej rozpalone pożądaniem wnętrze. Odwzajemniała pocałunek za pocałunkiem, jednocześnie pieszcząc brzuch elfa i jego przyrodzenie. Oboje kotłowali się pod kołdrą, wydając z siebie westchnienia zachwytu i pożądania.
Dziewczyna spojrzała na Legolasa kiedy ten przerwał pieszczotę, podnosząc się po pozycji siedzącej. Ani na chwilę nie spuścił z niej wzroku, kiedy zdejmowała bokserki i z powrotem pochylał się nad nią. Odwzajemniła pocałunek, kiedy musnął wargami jej usta, a chwilę potem jęknęła, kiedy przeniósł się z pieszczotą na jej piersi, a potem jeszcze niżej. Katrin z jękiem wygięła plecy w łuk, kiedy pieścił ją z subtelną namiętnością i spłonęła rumieńcem, gdy w końcu wszedł w nią, nie przestając całować. Zacisnęła dłoń na prześcieradle, nie mogąc powstrzymać się od przeciągłego jęku.
- Legolas... - wyszeptała z rozkoszą. Nie dał jej dokończyć znów składając na jej ustach pocałunek.
 

 
Soundtrack: https://youtu.be/kDtuUgigtQE

Legolas szedł chodnikiem za rękę z Katrin, ale tym razem elf nie był w stanie cieszyć się spokojnym spacerem. Rozglądał się wokół podejrzliwie, dłoń bezwiednie zaciskała się na pasku torby. Wyczuwał zbliżające się niebezpieczeństwo, ale nie wiedział skąd to przeczucie, alni co ma z tym zrobić.
- Legolas... - odezwała się dziewczyna. - Co się dzieje?
- Nie mam pojęcia. - odpowiedział elf. - Czuję... Że coś się stanie. Nie wiem tylko co... - Legolas przystanął, wysuwając swoją dłoń z ręki Katrin. Dziewczyna spojrzała na niego. Przeczucie prawie nigdy go nie myliło.
Legolas obejrzał się na wąską uliczkę między budynkami. Bez słowa wyjął ze sportowej torby łuk, kołczan ze strzałami zarzucił sobie na ramię. Naciągnął cięciwę.
- Legolas...? - powtórzyła niepewnie dziewczyna.
- Zostań tam. - nakazał jej krótko. Powoli wszedł w mrok, rozglądając się czujnie dookoła. Kątem oka dostrzegł kształt, który poruszył się przy śmietniku. Wycelowanie i wypuszczenie strzały zajęło mu zaledwie ułamek sekundy. Chybił. Strzała odbiła się z pustym stukiem od ściany budynku. Legolas nałożył na cięciwę kolejną i wziął głęboki oddech, usiłując uspokoić drżenie dłoni.Nie wiedział jak ma walczyć w świecie zupełnie mu obcym. Wokół było ciemno, ale elf widział całkiem nieźle toteż widząc postać owiniętą w ciemny płaszcz, stojącą pod przeciwległą ścianą, nie zawahał się ani chwili. Wypuścił z łuku dwie strzały, jedną po drugiej. Osobnik, w którego celował nie mógł być zwykłym śmiertelnikiem. Pierwsza strzała pod wpływem jego słów zmieniła kierunek lotu i poszybowała gdzieś w bok. Drugą złapał w locie. Legolas poczuł silne uderzenie w brzuch, chociaż odległość pomiędzy nim, a tamtą postacią nie zmniejszyła się ani trochę. Nieznana mu siła chwyciła go za gardło i przycisnęła do ściany. Czarny płaszcz falował na wietrze, kiedy postać szła w jego stronę z wyciągniętą doń ręką. Palce, bardziej przypominające szpony, dotknęły jego twarzy.
- Żałosny elf. - spod kaptura dobiegł głos. Chrapliwy i w niczym nieprzypominający głosu ludzkiego. - Gdzie twoja ludzka kochanka? - rzucił.
- Nie waż si zrobić jej krzywdy. - wyszeptał Legolas, ledwie łapiąc powietrze. - Jeśli tylko jej tkniesz, ja...
- Legolas! - elf odwrócił wzrok, słysząc dziewczynę.
- Katrin, nie podchodź! - krzyknął zduszonym głosem. Niewidzialna obręcz wokół gardła Legolasa natychmiast zniknęła. Elf padł na kolana, przykładając dłoń do szyi. Odkaszlnął i wreszcie odetchnął normalnie. W tym czasie postać w czarnym płaszcz dopadła do Katrin. Dziewczyna podniosła dłonie do gardła, na którym zacisnęła się już nie magiczna siła, ale dłoń zakończona szponami. Dziewczyna zaczęła oddychać spazmatycznie. W oczach stanęły jej łzy. Druga dłoń powoli podniosła się do czarnego kaptura i zerwała go z głowy. Katrin wrzasnęła. Łzy poleciały jej po policzkach.
- Czym ty jesteś? - wyjąkała.
- Ty dobrze wiesz czym jestem. A raczej czym się stałem. - dziewczyna zamknęła oczy, nie chcąc patrzeć na jego twarz. A raczej na coś, co kiedyś było twarzą. teraz pooraną bliznami, wykrzywioną w dziwnym grymasie, z tylko jednym okiem. Pusty oczodół nie był niczym zakryty i straszył teraz wszystkich, którzy spodziewali się ujrzeć tam zwykłe, albo co najmniej szklane oko.
- Sama się do tego przyczyniłaś. - odezwał się znowu, zarzucając kaptur na głowę. - Sprawiłaś, że jestem teraz szkaradą.
- Ale jakim cudem? - zaszlochała Katrin.
- Och, to było nadzwyczaj proste. Wystarczyło tylko zniszczyć źródło mojej mocy, nieprawdaż? A w tym przypadku był to... - wciągnął powietrze z przeciągłym sykiem. - Naszyjnik z czarnego szkła? - Katrin wstrzymała oddech. - Więc jednak pamiętasz. Tak samo jak ja pamiętam ciebie. I to, co zrobiłaś. A także to, jaką posługiwałaś się wtedy magią. - dziewczyna zamknęła oczy, za wszelką cenę usiłując przyzwać do siebie żywioł. - Niestety zapomniałaś najwyraźniej, że twój świat jest zamknięty na magię. I ty nie zrobisz nic. Za to ja... - w jego dłoni zapłonął ogień, nie robiąc mu najmniejszej krzywdy. - Najpierw zniszczę ciebie, potem twój świat, który nie będzie mi do niczego potrzebny, a następnie dokończę to, w czym mi przeszkodziłaś. - Katrin zamknęła oczy, czując na twarzy żar bijący od ognia, ale nagle szpony zaciśnięte na jej gardle rozluźniły się. Dziewczyna spojrzała na Czarnoksiężnika. W jego lewym barku tkwił sztylet, a Herumor odwracał się właśnie ku Legolasowi.
- Uciekaj Katrin. - polecił skamieniałej ze strachu dziewczynie, która chciała właśnie protestować i naciągnął cięciwę łuku. - Znajdę cię! - dodał i to przeważyło szalę. Katrin pobiegła przed siebie.
 

 
Soundtrack: https://youtu.be/gayblm2aZdc

Legolas rozglądał się dookoła, idąc ulicą za rękę z Katrin.
- To samochody? - spytał. - A to autobus, prawda? - dziewczyna skinęła głową, z uśmiechem obserwując podekscytowanego elfa. Roześmiała się rozbawiona, kiedy Legolas spojrzał na nią z radosnym błyskiem w oku. Wszystko go ciekawiło i mimo lęku przed nieznanym, wszystko chciał zobaczyć i wszystkiego spróbować. Mimo to wszelkie rozwiązania techniczne budziły w nim zdecydowanie więcej przerażenie niż zachwytu. W końcu nigdy nie miał z nimi do czynienia.
- Wszystko w porządku? - spytała Katrin.
- Tak. Tutaj jest po prostu tak niesamowicie, że nie wiem na czym skupić wzrok. W Śródziemiu jest tak spokojnie, a tutaj... - Legolas westchnął. Dziewczyna wzięła do za rękę.
- Czujesz się zagubiony... - powiedziała.
- Tak. - odpowiedział elf. - To zaskakujące uczucie.
- Wybacz. Może nie powinnam była cie tu ciągnąć. Jeśli źle się czujesz w tym zamieszaniu, możemy wrócić do mnie, do mieszkania. - Legolas pokręcił głową.
- Nie. - powiedział, obejmując ją ramieniem. - To twój świat. Jest niezwykły i zaskakuj, ale chcę go poznać, tak jak ty poznałaś mój. - Katrin uśmiechnęła się, gdy elf ją przytulił. - Z tobą przy mnie mogę być spokojny. - dodał. Dziewczyna z uśmiechem odwzajemniła uścisk, a zaraz potem odwróciła wzrok, słysząc wołanie. Na ławce pod rozłożystym drzewem, tuż nieopodal niewielkiego placu dostrzegła grupkę przyjaciół z Patty na czele, która machała do niej szaleńczo.
- Znasz tych ludzi? - spytał elf, spoglądając w ich stronę.
- Tak, to moi znajomi ze studiów. - odpowiedziała, odmachując przyjaciółce. - Podejdziemy? Chciałbyś ich poznać?
- Jeśli tylko mnie przedstawisz. - uśmiechnął się Legolas. Katrin z uśmiechem chwyciła go za rękę.
Patty pierwsza zerwała się z miejsca i podbiegła do przyjaciółki, żeby ją uściskać. Katrin odwzajemniła uścisk.
- Teraz już wiem, dlaczego wzbraniałaś się przed wypadem na miasto z nami. - Patty uśmiechnęła się. - Co to za przystojniak?
- Patty... To jest Legolas. A to moja najlepsza przyjaciółka, Patty. - Katrin dokonała prezentacji. Druga z dziewczyn ogarnęła Legolasa uważnym spojrzeniem. Elf uśmiechnął się.
- Miło cię poznać. - powiedział miękko. Patty spłonęła rumieńcem.
- Tak... Wzajemnie. - odpowiedziała, spoglądając mu w oczy. - Dołączycie do nas? Tylko na chwilę...
Katrin z uśmiechem patrzyła, jak Legolas próbuje odnaleźć się w nowym towarzystwie, ale odwróciła wzrok, kiedy Patty odciągnęła ją na bok z poważną miną mówiącą "Musimy pogadać".
- O co chodzi? - spytała rozbawiona.
- Ty i Legolas. - odpowiedziała Patty. - Skąd się znacie? Musisz mi o nim opowiedzieć. Chcę wiedzieć wszystko. Przyjaźnicie się?
- Chcesz, żebym ci opowiedziała o Legolasie? - zdziwiła się Katrin.
- Tak! Swoją drogą ma bardzo niezwykłe imię. Jest z Norwegii? Finlandii? Islandii! Musi być z Islandii! Ma taki akcent... Jak wikingowie. Thhhh. - Patty spróbowała wydać z siebie taki dźwięk. - No i jego włosy...
- Nigdy nie słyszałam od niego o żadnych wikingach. - odparła dziewczyna z rozbawieniem. - Myśmy się poznali... zupełnie przypadkiem. - dodała, zresztą zgodnie z prawdą.
- Myślisz, że dałby się gdzieś zaprosić? Przekonasz go do mnie?
- O nie, nic z tego nie będzie. - odpowiedziała Katrin z rozbawieniem. - My jesteśmy po słowie. - Patty spojrzała na nią z głupią miną. Jej przyjaciółka roześmiała się na ten widok.
- Ok, przyznaję.. Jestem zazdrosna. - odparła Patty.

- Proszę. - Katrin położyła na stoliku w pokoju pudełko z pizzą, która właśnie przyszła. - Mam nadzieję, że będzie ci smakować. To moja ulubiona. - Legolas spojrzał podejrzliwie na to, co leżało przed nim i ostrożnie dotknął palcem roztopionego sera. Pizza pachniała całkiem nieźle, to o jej smak się bał. Wcześniej kupili na przekąskę dwa opakowania chipsów. Te rzeczy z torebek pachniały okropnie. I smakowały jak trucizna, albo pył. Nie był w stanie tego przełknąć. Katrin usiadła obok elfa, spoglądając na niego, kiedy wziął sobie kawałek i odgryzł pierwszy kęs.
- Katrin... Jest pyszna. - powiedział Legolas. - Smakuje... Inaczej niż to co znam, ale jest naprawdę dobre.
- Zaczynam się zastanawiać, czy nie trzeba było zamówić dwóch. - roześmiała się dziewczyna. - A jak ci się dzisiaj podobało? Wydaje mi się, że miło spędziliśmy czas.
- Twoi znajomi to dobrzy ludzie. - stwierdził elf. - Chociaż ta dziewczyna... Patty? Przywodziła mi na myśl bliźniaków Elronda.
- To prawda, jest bardzo energiczna. - roześmiała się Katrin.
- Wiesz o co mnie zapytał, kiedy nie słyszałaś? - Legolas spojrzał na nią.
- Aż boję się zapytać.
- Wypytywała mnie, czy mam jakichś niezajętych jeszcze kolegów. Nie wiedziałem co odpowiedzieć. - dziewczyna roześmiała się. Po przyjaciółce mogła się tego spodziewać.
 

 
"Muzyka zasadniczo to każdy z dźwięków między dwunastoma oktawami. Dwanaście dźwięków i oktawa powtarzają się. To ta sama historia opowiedziana w kółko od początku. To, co artyści mogą zaoferować światu to, jak postrzegają owe dwanaście dźwięków." - Narodziny Gwiazdy (reż. Bradley Cooper)

Nie bez powodu ten cytat... Film widziałam po raz pierwszy już jakiś czas temu, a to, że na niego trafiłam z początku było zupełnym przypadkiem. Ot, przyjaciel był w kinie i bardzo zachwalał (nie szczędząc spoilerów), a któregoś razu, kiedy nie wiadomo było jaki film wybrać na wieczór, moja Natka przypomniała o nim właśnie. Może się wydawać, że to typowe love story, bo w sumie to prawda, ale ma coś w sobie, choć nie każdemu uda się to zobaczyć za pierwszym razem. Mnie się to udało dopiero niedawno, kiedy obejrzałam powtórnie, rozpłakałam się na "Shallow" i od dwóch dni przeżywam nie mogąc sobie miejsca znaleźć.
.

Podczas gdy moje obawy wynikały w głównej mierze z faktu, że w głównej roli została obsadzona piosenkarka, a nie zawodowa aktorka, a za kamerą stanął aktor, który pierwszy raz w życiu miał pokierować filmem, okazały się one zupełnie niepotrzebne. Bradley Cooper nie tylko dobrze wywiązał się z obowiązków reżysera, ale również stworzył doskonałą kreację aktorską. Postać Jacka jest człowiekiem z krwi i kości. Bohater jest prowadzony konsekwentnie, nie przechodzi "bajkowej" przemiany. To właśnie jego losy mają wyciskać łzy. Faktycznie to robią, w końcu to melodramat, jednak nie dzieje się to w sposób tani i nachalny. Do klasycznych tricków rodem z najstarszych filmów tego gatunku Cooper dorzuca przekonywującą psychologię postaci, która pozwala poczuć tragizm głównego bohatera. Lady Gaga również zagrała naturalnie, a kiedy tylko zaczęła śpiewać aż ciarki przechodziły. Mam wrażenie że po prostu była sobą. Wprawdzie nie zawsze przekonywała mnie sama historia bohaterki, ale w kontekście całego filmu Ally jest bardzo solidną postacią.

Pod względem realizacji jest doskonale. Zdjęcia są dobre, momentami bardzo przemyślane. Ale największą siłą filmu jest warstwa muzyczna, o której nie ma co dużo pisać, wystarczy wejść na YouTube i zobaczyć liczbę wyświetleń poszczególnych utworów ze ścieżki dźwiękowej. Z kolei na pewno należy docenić fakt, że wszystkie piosenki Jacka zostały zaśpiewane przez samego reżysera, który tym samym odkrywa przed nami swój kolejny talent. Podczas oglądania otrzymałam nieprawdopodobną dawkę emocji - chemia między bohaterami, piękne ujęcia, muzyka i - moim zdaniem - bardzo dobre dialogi. To właśnie zadanie tego obrazu - ma nieść emocje i zostało ono wykonane w stu procentach.
 

 
Soundtrack (może mało Śródziemny, ale ta melodia do igraszek miłosnych dziwnie pasuje): https://youtu.be/PVjiKRfKpPI

- Chodź. - Legolas pociągnął Katrin na łóżko. Nie opierała się. Pragnęła go tak samo mocno, jak on jej.
- Legolas... - wyszeptała dziewczyna, kiedy elf położył się obok niej w pościeli. Zamknął jej usta pocałunkiem. Katrin pochyliła się nad nim, całując coraz bardziej zawzięcie. Legolas objął ją ramionami i to samo zrobiła dziewczyna. Delikatnie muskała palcami jego szyję, potem brzuch, wreszcie wypukłość w kroczu. Elf drgnął. Jego dłonie tez zsuwały się coraz niżej. Katrin gwałtownie wciągnęła powietrze, kiedy dotarł do koronki jej bielizny. Mocno ścisnęła uda. Przerwała oddawanie pocałunków i spojrzała w oczy Legolasa. Elf założył jej za ucho kosmyk włosów. Delikatnie zsunął jej majteczki i wsunął dłoń pomiędzy zaciśnięte uda. Dziewczyna jęknęła, wyginając plecy w łuk.
- Legolas... - westchnęła pomiędzy pocałunkami. Elf musnął dłonią jej policzek i pocałował w usta.
- Chcesz tego? - spytał. Dziewczyna pokiwała głową. Legolas powoli zdjął jej przez głowę koszulkę nocną. Katrin siedziała teraz w pościeli naga i bezbronna. elf musnął dłonią jej piersi. Dziewczyna ściągnęła z niego koszulkę, bokserek pozbył się już sam. Katrin dotknęła wargami jego ust. Odwzajemnił pocałunek. Powoli przesuwał się z pieszczotami coraz niżej. Wsunął dłoń między jej uda, a Katrin złapała go za nadgarstek, czerwieniąc się.
- O co chodzi? - odezwał się Legolas. - Katrin... Wstydzisz się mnie? - dziewczyna pokręciła głową przecząco. - Wiesz, że ja nigdy bym cię nie skrzywdził.
- Wiem bardzo dobrze. - odpowiedziała. Jeszcze chwilę wpatrywała się w jego oczy. Potem cofnęła dłoń. Elf włożył palce w jej wnętrze rozpalone pożądaniem. Katrin jęknęła. W oczach zalśniły jej łzy, ale nie były to łzy bólu. Jęknęła powtórnie, kiedy Legolas wszedł w nią cały.
- Legolas... - westchnęła dziewczyna.
- Ilya mare, nittin. (Wszystko dobrze, maleńka.) - szepnął kojąco elf. Katrin zadrżała, kiedy Legolas poruszył się w niej i wsunął jeszcze głębiej. Wczepiła się palcami w jego włosy, wyginając plecy w łuk. Jęknęła przeciągle, czując usta elfa na swojej szyi i jego dłonie powoli przesuwające się po jej ramionach. Serce biło jej szybko i mocno, oddech również miała przyspieszony. Legolas znowu się poruszył i dziewczyna spróbowała powstrzymać się od krzyku. Elf dotknął jej zaczerwienionego policzka, składając na jej ustach pocałunek. Chwilę potem już szczytowała, zaciskając dłoń na prześcieradle.
Katrin odetchnęła głęboko, kiedy Legolas się wycofał. Czuła się zmęczona, jak po długim biegu bez wytchnienia. Chwilę jeszcze wymieniali delikatne pocałunki, aż w końcu dziewczyna podniosła z podłogi swoją koszulkę nocną, ale ręce trzęsły jej się tak bardzo, że nie potrafiła sama się ubrać. Legolas pomógł jej i sam również włożył na siebie ubranie. Potem przytulił mocno do siebie drżącą małżonkę.
- No już... - wyszeptał. - Obiecałem przecież, że nie zrobię ci krzywdy. Boli cę gdzieś? - Katrin pokręciła głową przecząco. - Wszystko w porządku? - dziewczyna potaknęła, a elf uśmiechnął się i ujął ją pod brodę, a gdy spojrzała mu w oczy, ostatni raz pocałował. Chwilę potem już spała, przytulona do również śpiącego Legolasa, obejmującego ją ramieniem.

Katrin poruszyła się pod kołdrą i przewróciła na plecy, przebudzając się. Uśmiechnęła się, spoglądając na śpiącego jeszcze elfa. Z poprzedniej nocy pamiętała niewiele, tylko tyle, że było obłędnie. Bezwiednie ścisnęła uda, przypominając sobie, co robiła minionej nocy. Na policzki wypłynął jej rumieniec. Starając się nie obudzić Legolasa, wysunęła się spod kołdry i skierowała do łazienki.
Kiedy wróciła do pokoju, Legolas już nie spał. siedział na skraju łóżka, czekając na nią.
- Dziękuję ci. - odezwała się Katrin, stając przed nim.
- Za co? - spytał Legolas obejmując ją w talii i posadził sobie na kolanach.
- Za ostatnią noc. - odpowiedziała dziewczyna.
- Możemy to powtórzyć. Możemy nawet teraz. - Katrin zaśmiała się, muskając wargami jego usta. Legolas odwzajemnił pocałunek, wsuwając dłoń pod jej koszulkę. Ona już bez słowa popchnęła go z powrotem na łóżko.
 

 
Soundtrack: https://youtu.be/Jv0stD_ySD4

Legolas z rosnącym zdziwieniem rozglądał się po mieszkaniu.
- Mieszkasz sama? - spytał wreszcie.
- Tak. - odpowiedziała Katrin. - Kiedy poszłam na studia rodzice stwierdzili, że najwyższa pora bym się usamodzielniła i wynajęli mi kawalerkę. Kawalerka to małe mieszkanie, takie jak to. - wytłumaczyła, widząc pytające spojrzenie elfa. - A studia... Przypominają trochę moje pałacowe zajęcia. Te, podczas których uczono mnie, jak być dobrą królową. Co jeszcze chciałbyś wiedzieć?
- Do czego służą te wszystkie rzeczy. - odpowiedział Legolas, wodząc wzrokiem po pokoju. W końcu zaciekawiony nacisnął przełącznik światła. Zapaliła się żarówka lampy pod sufitem. Nacisnął jeszcze raz. Światło zgasło. Zrobił to jeszcze kilka razy, dopóki nie usłyszał śmiechu Katrin.
- Widzę, że jesteś pod wrażeniem. - stwierdziła. - To zrozumiałe. Chodź, wszystko ci wytłumaczę.
Chwilę potem Legolas klęczał przy umywalce, obserwując płynącą z kranu wodę. Jeszcze nigdy nie widział czegoś takiego.
- Zatem pobieranie i przepływ wody nie dzieje się za sprawą magii? - spytał, podnosząc wzrok na dziewczynę.
- Skąd. - Katrin uśmiechnęła się. - To po prostu siec wodociągowa dostarczająca wodę do milionów mieszkań. Ma to związek z fizyką, ale żeby i to wyjaśnić potrzebuję więcej czasu, więc zostawmy to na później. - elf skinął głową i niepewnie zakręcił kran.
- Chcesz się wykąpać? - spytała dziewczyna. - Pod prysznicem. - wyjaśniła, widząc wahanie w oczach Legolasa. Elf skinął głową Katrin rozsunęła drzwiczki kabiny prysznicowej.
- Rozbierz się wejdź do środka. Wodę już umiesz odkręcić. Wykąp się, a ja w tym czasie przyniosę ci ręcznik. - powiedziała, wychodząc z łazienki.
Kilka minut później dziewczyna była już z powrotem z ręcznikiem w dłoni. Przez matowe szkło w drzwiach kabiny widziała zarys sylwetki Legolasa. Słychać było szum wody. Dziewczyna zarumieniła się. Myśl o tym, że elf stoi tuż obok niej, zupełnie nagi, powodowała, że jej oddech przyspieszał, a serce zaczynało szybciej bić.
- Legolas, przyniosłam ci ręcznik! - zawołała Katrin, dziwnie nieswoim głosem. Elf uchylił drzwiczki kabiny i struga wody z prysznica, trzymanego pod niewłaściwym kątem zmoczyła dziewczynę z góry na dół. Legolas posłał jej zmieszane spojrzenie.
- Możesz mi z tym pomóc? - spytał.
- I tak jestem już mokra. - Katrin wzruszyła ramionami, zdejmując bluz i dżinsy i dołączyła do niego pod prysznicem, mocując słuchawkę tak, żeby woda leciała na nich z góry. Elf uniósł jej głowę tak, żeby patrzyła mu prosto w oczy. Katrin stanęła na palcach dotykając wargami jego ust. Jej dłoń zsunęła się na brzuch Legolasa, a potem jeszcze niżej, ale elf złapał ją za nadgarstek.
- Katrin... - odezwał się, przerywając oddawanie jej pocałunków. - Musze się wysikać. - dziewczyna odsunęła drzwiczki kabiny prysznicowej i wytłumaczyła gdzie i jak. Legolas wyszedł spod prysznica i omal nie wywrócił się na śliskich kafelkach.
- Uważaj, nie poślizgnij się. - upomniała dziewczyna i zasunęła drzwi, zapewniając ukochanemu odrobinę prywatności. Chwilę potem Legolas był już z powrotem i trzymał Katrin w ramionach.
- To na czym stanęło? - spytał, sięgając do jej piersi.
- Chyba sobie przypominam. - dziewczyna wpiła się w jego usta. Elf wsunął jej rękę we włosy, a drugą wciąż pieścił jej brzuch i piersi. Katrin westchnęła kiedy musnął palcami jej kobiecość. Ścisnęła uda. W jego obecności czuła naprawdę ogromne pożądanie, ale z drugiej strony chciała odwlec ten moment jak tylko się da. Na razie wystarczały jej tylko subtelne pieszczoty. Ale co będzie, jeśli to przestanie jej wystarczać? Legolas przyciągnął ja do siebie. Katrin zadrżała, kiedy ich nagie ciała zetknęły się ze sobą. Pozwoliła mu wsunąć się do jej rozpalonego wnętrza. Chwilę potem jęknęła z rozkoszą. Elf przeniósł się z pocałunkami na jej szyję. Dziewczyna westchnęła, odchylając głowę w tył. Objęła go mocno, znów odnajdując jego usta i pocałowała namiętnie.
- Dokończymy w łóżku? - spytała, spoglądając mu w oczy. Legolas skinął głową.
Katrin kończyła jeszcze wycierać włosy, kiedy elf objął ją od tyłu. Dziewczyna bez słowa odchyliła głowę, całując go w usta.
- Chodź. - Legolas pociągnął Katrin na łóżko.
  • awatar DARK TERRITORY: @gość: Co o to myślę to już ci nieraz powiedziałem. Myślisz że tymi swymi posranymi komentarzami zdeprymujesz tę użytkowniczkę? Nie bo ona jest dużo mądrzejsza od ciebie, Zrobiła to co najdardziej boli takich pojebów jak ty. Obojętność - na nic innego nie zasługujesz.
  • awatar Gość: Kiedy ty wreszcie przestaniesz tu karynić?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
W kinie byłam w czwartek (dzień później poleciałam do Empiku po książkę), a o filmie wciąż nie mogę przestać myśleć. Nie przesadzę mówiąc, że jeszcze żaden film nigdy mnie tak nie ruszył i żadnego tak nie przeżywałam. Płakałam na filmach, niejeden raz, ale jeszcze nigdy nie było tak, żebym przepłakała pół seansu. Przez dwie godziny spędzone w kinie naprawdę zżyłam się z bohaterami, wczułam w ich historię i przeżywałam ją wraz z nimi. A pod stosunkowo prostą fabułą kryje się ważne przesłanie wręcz krzyczące, jak ważne a jednocześnie kruche jest życie, którego tak nie doceniamy.

Główna bohaterka - Stella - choruje na mukowiscydozę, bardzo nieprzyjemną chorobę wpływającą na układ oddechowy. No właśnie... Nieprzyjemną. To właśnie na każdym kroku pokazuje nam reżyser. Całą rutynę dnia głównych bohaterów, odkażenie ran, branie lekarstw na czas, korzystanie z bardzo skomplikowanego sprzętu i... Brak możliwości dotknięcia kogoś, kto również choruje na tę nieuleczalną chorobę. Dwie osoby chore na mukowiscydozę zawsze muszą dzielić około dwa metry. Do tej pory Stelli udawało się jakoś z tym pogodzić, ale wszystko zmienia się, gdy poznaje Willa, poddającego się eksperymentalnej terapii, a który nie dba o to czy zażywa lekarstwa i czy jego leczenie okaże się skuteczne, bo przecież walka z nieuniknionym i tak nie ma sensu.

Brawa należą się przede wszystkim za świetnie napisaną dwójkę bohaterów, którzy wysuwają się na pierwszy plan. Will wydaje się wychudzony, ma przydługie włosy, a przez większość filmu chodzi w szarych dresach. Nie czaruje wyglądem. Jest za to samozwańczym artystą, rysującym śmieszne komiksy i dość brzydkie portrety. Jego dzieła są naturalne. Widzimy, że to naprawdę bohater mógł je naszkicować, a nie jakiś profesjonalny artysta zaglądający gdzieś zza ramienia reżysera. Natomiast Stella to nie tylko stała bywalczyni szpitali, ale i youtuberka. Całe życie Stelli odkrywamy powoli, by w ostatnim akcie filmu mieć pełną świadomość dlaczego bohaterka zachowuje się tak a nie inaczej. Wiemy czemu tak zależy jej na swoim kanale, wiemy czemu trzyma swoje życie pod ścisłą kontrolą.

Sama historia karmi nas realizmem. Nie szczędzi widoków choroby, ale już choćby takim obrazem rzuca na kolana i każe zastanowić się, czy aby na pewno doceniamy nasze życie tak, jak powinniśmy. Sama pokuszę się również o stwierdzenie, że jest to ekranizacja na miarę "Gwiazd naszych wina", choć na odbiorcę działa odrobinę inaczej.
 

 
Dwóch dni potrzebowałam, żeby się pozbierać po wyprowadzce. Do samego zamknięcia za sobą drzwi pokoju w internacie nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że to już naprawdę koniec (choć odwlekać usiłowałam to jak najdłużej). Jakkolwiek to się komuś może wydawać dziwne, to tam poczułam, że jestem w domu. Tam przez tyle miesięcy było moje miejsce. A teraz trzeba było to wszystko zostawić i się pożegnać. I nic nie pomogło powtarzane jak mantra: przecież taka kolej rzeczy, tak musi być.

Pożegnania są czymś, czego nie cierpię, a to właśnie one okazały się najtrudniejsze... I nie chodzi tutaj tylko o tęsknotę za ludźmi, z którymi dzieliłam wiele wspaniałych chwil, czy za samym miejscem, ale za moim życiem. To do internatu wracałam każdego dnia po szkole, czy po weekendzie. To było to miejsce, w którym cieszyłam się swoimi sukcesami i opłakiwałam porażki. Tam pierwszy raz się zakochałam i dostałam pierwszego w życiu kosza. Przez ostatnie trzy lata to miejsce było stałym punktem w moim życiu: wszystko wokół mogło się zmieniać, ale wiedziałam, że zaraz wrócę "do siebie". A teraz to się skończyło... Wszystko, co miało się wydarzyć i co miał mi dać ten okres w życiu, już się stało, już to przeżyłam i mam w sobie. Ale jednocześnie tak trudno otworzyć mi się na dalszy ciąg...

Każdy kto mnie zna osobiście, wie, że rutyny na dłuższa metę po prostu nie znoszę, ale teraz... Naprawdę boję się przyszłości. Nie sądziłam, że będę wpadać w panikę na myśl o utracie bezpiecznej rutyny dni podporządkowanych obowiązkowi szkolnemu. Że jednocześnie będę się bała i cieszyła na myśl, że oto zaczyna się coś nowego, coś innego, coś obcego. I (jak nie ja) boję się obcości.
  • awatar Kate - Writes: @DARK TERRITORY: Dzięki wielkie za miłe słowa :)
  • awatar DARK TERRITORY: Jak to? Ty, która ma tyle pomysłów jeśli chodzi o pisanie (i nie tylko) nie miałaby poradzić sobie z nostalgią za tym co już minęło i nie wróci? Ja takiej ponurej opcji nie widzę i bez względu na to co przyniesie Ci przyszłość wierzę, że ze wszystkim sobie poradzisz. Powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ostatnie dwa egzaminy zdane i to zdane bardzo dobrze, jeśli nie lepiej. Poniedziałkowy angielski zaliczony na 84%, wczorajszy polski na okrąglutkie 100% mimo niewdzięcznego tematu w postaci "Zagrożeń językowych w dzisiejszej polszczyźnie" (albo coś koło tego). Niemalże błagałam siły wyższe o jakiś temat literacki, a tu takie coś... <świerszcze> Zawsze mogło być gorzej... Z kolei z angielskiego to ja nie wiem, naprawdę nie wiem jakim cudem tyle punktów dostałam, w moim odczuciu wypadłam gorzej. O wiele.

--------------------------------------------------------------------------------------------

Soundtrack: (jak znajdę coś pasującego, to wkleję)

Legolas szedł chodnikiem obok Katrin, w jednej dłoni ściskając jej dłoń, a w drugiej trzymając pasek od sportowej torby, do której dziewczyna włożyła łuk i kołczan ze strzałami.
- Może pójdziemy coś zjeść? - odezwała się Katrin. - Nie jesteś głodny? - elf spojrzał na nią.
- Prawdę mówiąc... To już chyba rzeczywiście pora obiadu.
- Więc możemy zajrzeć do mojej ulubionej restauracji. - dziewczyna uśmiechnęła się. - Często wpadamy tam z przyjaciółmi po zajęciach na uczelni. To niedaleko.
Legolas już nie pamiętał, kiedy ostatnio czuł się tak nieswojo. Siedzieli oboje przy stoliku pod oknem, z widokiem na niewielki park naprzeciwko i kolejną galerią handlową tuż obok. Wokół siedzieli inni ludzie, nieustannie rozmawiając. Słowa, które elf rozumiał, mieszały się z takimi, których nigdy nie słyszał. Przesunął krzesło, żeby nie siedzieć do nikogo plecami. Ubranie też nie leżało na nim tak jak trzeba. Legolas zerknął tęsknie w stronę torby ze sklepu, w której leżały jego stare ubrania. Te, które można było mieć na sobie i o tym nie myśleć. Nie życzył sobie tych nowych ubrań. Nie potrzebował ich. Ale dobrze wiedział, że nie może się tutaj pokazywać w stroju ze Śródziemia.
- Myślę, że powinien ci smakować makaron. - odezwała się Katrin, przeglądając kartę. - Ciężko mi znaleźć coś, co byłoby choć trochę podobne do tego, co jadamy w Śródziemiu.
Legolas spojrzał na swoje menu. Nie rozumiał nazw większości potraw, więc nie potrafił odpowiedzieć. Czuł się zawstydzony, choć nie był pewien dlaczego. Drażniło go to. miał ochotę wstać i zawołać, że nie jest stąd. Że nie nauczył się połowy słów i nie poznał wszystkich zwyczajów. Nie miał pojęcia skąd się u niego bierze taka postawa obronna. Właściwie to było przecież nieważne. Przyszli tu tylko coś zjeść. Elf odłożył kartę dań.
- Zdam się na ciebie. - powiedział. Katrin uśmiechnęła się i skinęła dłonią na kelnerkę, u której chwilę potem złożyła zamówienie, a gdy Legolas westchnął spojrzała na niego.
- Zmęczony? - spytała dziewczyna.
- Tak. - odpowiedział. - Tutaj już os samego patrzenia na wszystkie te niesamowitości można się zmęczyć.
- To prawda. - potaknęła Katrin. - Po jedzeniu zabiorę cię do siebie, oboje będziemy mogli odpocząć. - powiedziała. Legolas zerknął na kelnerkę, kiedy postawiła przed nim talerz i podziękował jej skinieniem głowy. Wyciągnął dłoń po sztućce, kiedy i Katrin zrobiła to samo i włożył do ust pierwszy kęs sałatki. Trącił widelcem zielone liście. Wyglądały na pozbawione smaku i nijakie, ale potrawa okazała się być smaczna. Elf jeszcze raz rozejrzał się po wnętrzu restauracji i chwilę potem jego spojrzenie padło na mężczyznę, siedzącego nie dalej niż dwa stoliki od nich. Wyraźnie im się przyglądał. Dłoń Legolasa sama rozpięła zamek torby i zacisnęła się na głowni łuku. Miał właśnie wyszarpnąć z torby broń i naciągnąć cięciwę łuku, uprzednio założywszy na nią strzałę, ale odwrócił wzrok od mężczyzny, słysząc głos małżonki.
- Firin lye ava nea? Milinde...? (Nic ci nie jest? Kochanie...?) - odezwała się dziewczyna.
- Ava, mi alma. (Nie, w porządku.) - odpowiedział elf, siląc się na uśmiech. Potem znów spojrzał na człowieka, który ich obserwował. właśnie uregulował rachunek i zmierzał ku wyjściu.
- Legolas... Na pewno wszystko dobrze? - powtórzyła Katrin.
- Ten mężczyzna... Nie wydaje ci się znajomy? - dziewczyna obejrzała się na człowieka, o którym mówił elf. Rzeczywiście, zdawało jej się, że już gdzieś widziała tę twarz.
- Chyba gdzieś go już widziałam. - powiedziała.
- Odniosłem to samo wrażenie. - odparł Legolas. - Nie mogę sobie tylko przypomnieć gdzie i kiedy. - dziewczyna powiodła wzrokiem za oddalającą się postacią. To samo zrobił elf.
- To teraz nieważne, Legolas. - powiedziała wreszcie Katrin. - Mój świat zasadniczo różni się od twojego. Nie ma w nim magii, ani złej mocy. Tutaj nawet moje zdolności są do niczego. Nie przywołam do siebie nawet najmniejszej iskierki. Tym samym raczej nie czeka nas tu nic złego, jeśli chodzi o Herumora. - Katrin uśmiechnęła się. A widząc jej twarz rozjaśnioną w uśmiechu, elf także nie mógł się powstrzymać.
 

 
Soundtrack (wiem, że idealny nie jest): https://youtu.be/t62B1EzTmDg

Legolas otworzył oczy i cofnął się gwałtownie, gdy tuż przed nim przetoczyły się wagony metra.
- W porządku. - Katrin kojąco ścisnęła jego dłoń. - Przeżywam to za każdym razem, kiedy próbuję przejść do Śródziemia. Hej... Wszystko dobrze. - dziewczyna uśmiechnęła się, widząc malującą się na twarzy elfa dezorientację. Legolas rozglądał się z zaciekawieniem. Nie zauważył nawet, kiedy Katrin wyprowadziła go na ulicę.
- Ej, genialny kostium. Urwałeś się z konwentu? - wyszarpniecie strzały z kołczanu i naciągnięcie cięciwy zajęło mu zaledwie ułamek sekundy. Chłopak, w którego elf wycelował, uniósł ręce w obronnym geście.
- Łoo... Stary, spokojnie. - powiedział. Dłoń elfa zadrżała, palce mocniej zacisnęły się na głowni łuku.
- Legolas... - Katrin natychmiast chwyciła go za ramię i odciągnęła. - Legolas, nie możesz tak sobie celować do kogo popadnie. Tutaj za strzelanie na ulicy możesz mieć kłopoty. - elf powoli opuścił łuk, rozglądając się wokół.
- Czuję się... Zagubiony. - wyznał. - Twój świat już teraz pełen jest rzeczy, których nie znam i nie rozumiem.
- Tak samo ja się czułam, gdy po raz pierwszy trafiłam do was. - dziewczyna uśmiechnęła się. - To naturalne. Na razie musimy zrobić coś z twoim wyglądem, bo za bardzo rzucasz się w oczy. Poszukamy dla ciebie ubrań. - Katrin pociągnęła Legolasa za rękę.

Legolas stał przy ukochanej w jednym ze sklepów na piętrze galerii handlowej, podczas gdy Katrin zajęta była szukaniem na wieszakach ubrań dla niego. Czuł się tak, jakby nagle znalazł się w pułapce. Uwięziony wśród ludzi. Był ich tysiące - na zewnątrz i tu, w zatłoczonym sklepie. Los Angeles było potworem. Największym i najstraszniejszym, jakiego kiedykolwiek widział. Domy były tak wysokie, że wyglądały, jakby w każdej chwili miały runąć. We wszystkie strony pędziły samochody i autobusy. Huczały. Jęczały. I trąbiły. Z pudła w kącie nad jego głową dudniła muzyka. Zupełnie inna od tej, którą elf znał. Ludzi mimo to nie przestawali rozmawiać. Na dużych ekranach widział dziwne, ruchome obrazy. Starał się jak mógł, by nie rzucać się w oczy. Czuł przemożną potrzebę, by zerwać się i rzucić do ucieczki...
- Legolas... W porządku? - elf wyrwał się z zamyślenia, czując dłoń małżonki na ramieniu i spojrzał na nią.
- Tak. - westchnął. - Tak, nic mi nie jest. - Katrin ścisnęła go za rękę kojąco. W jej oczach widniała troska.
- Pytam, bo na twojej twarzy maluje się... Przerażenie. Nigdy cię takiego nie widziałam. - Legolas uśmiechnął się.
- Do tej pory nie byłem w stanie sobie nawet wyobrazić jak się czułaś wtedy, podczas naszego pierwszego spotkania. Teraz jestem w takiej samej sytuacji. Ale mam to szczęście mieć przy sobie kogoś, kogo znam i kto może mi wytłumaczyć, jak to wszystko tutaj działa. Bez ciebie byłoby mi o wiele trudniej. - dziewczyna uśmiechnęła się, gdy elf przygarnął ją i pocałował w czubek głowy.
- Na początek naprawdę musimy się tobą zająć. - powiedziała. - Nie chcemy, żeby ludzie wiedzieli, że nie jesteś stąd. - Katrin włożyła mu w dłonie kilka wieszaków z ubraniami i poprowadziła do przymierzalni. Chwilę potem Legolas wyglądał już o wiele normalniej jak na standardy świata, w którym się znajdował. Katrin przygryzła wargę.
- Wyglądasz świetnie. - powiedziała, pokazując mu jego własne odbicie w lustrze. Wyglądał... Tak samo pociągająco jak w ubraniach z własnego świata. A może nawet bardziej... Legolas długo się sobie przyglądał, zanim się wreszcie odezwał.
- Wyglądam inaczej. - stwierdził.
- Inaczej niż zwykle, to prawda. - potwierdziła dziewczyna, całując go w policzek. Elf odwzajemnił pocałunek i objął ją ramieniem, a chwilę potem całowali się już długo i namiętnie oparci o ścianę przymierzalni.
- Przepraszam, czy tu wolne? - Katrin oderwała się od Legolasa, słysząc głos dochodzący zza kotary.
- Tak, już wychodzimy. - odpowiedziała, poprawiając włosy i oboje wyszli na zewnątrz. Przed kabiną czekała już czterdziestoletnia kobieta, ściskając w dłoniach naręcze ubrań. Pokręciła głową z rozbawieniem.
- Ach ta młodzież. - rzuciła pod nosem, wchodząc do środka.
- Musimy ci jeszcze kupić buty. - odezwała się Katrin, gdy wychodzili już ze sklepu z dużą torbą zakupów. Legolas posłusznie skierował się za nią do następnego sklepu i chwilę potem przystanął zdezorientowany. Jeszcze nigdy nie widział tylu par butów na raz. Niepewnie wziął do ręki parę. Żółte buty. Co za świat. Katrin zerknęła na niego.
- Podobają ci się? - spytała. Legolas podniósł wzrok i bez słowa odłożył buty na miejsce. To wystarczyło jej za odpowiedź.
 

 
Biologi napisana. Właściwie to nie było jakoś tragicznie, ale na cuda tez się wole nie nastawiać. Poziom trudności zadań wahał się od tych banalnych po te, w których kompletnie nie wiadomo było o co chodzi (w moim odczuciu kilka poleceń w ogóle niesprecyzowanych), ale ogólnie arkusz ciężki. Więcej właściwie wolę nic nie mówić, co z tego wyszło zobaczymy, jak będą wyniki. W przyszłym tygodniu ustne...

--------------------------------------------------------------------------------------------

Soundtrack: https://youtu.be/BfCAIxwxGbU

Katrin zbudziła się w miękkiej pościeli. Nad nią kołysały się łagodnie grube gałęzie buku, przez młode liście przeświecał blask słońca, zielony i złoty, powietrze pachniało słodkim, złożonym z wielu woni zapachem. Legolas siedział obok łóżka, pogrążony we śnie. Dziewczyna z westchnieniem uniosła się i oparła wyżej na poduszce. Delikatnie dotknęła dłoni elfa, a ten natychmiast otworzył oczy.
- Mae govennen. (Dzień dobry.) - odezwała się szeptem Katrin. - Gdzie jesteśmy?
- W Rivendell, kochanie. - Legolas usiadł obok niej na skraju łóżka. - Jak się czujesz? - w piersi dziewczyny wezbrał śmiech.
- Jak się czuję?! - zawołała. - Tego się nie da powiedzieć! Czuję się... Czuję... - rozgarnęła ramionami powietrze. - Czuję się jak wiosna po zimie, jak słońce wśród liści, jak fanfara trąb, jak śpiew harfy, jak wszystkie pieśni świata... - przerwała, wpadając prosto w ramiona ukochanego. Legolas zaśmiał się, poderwał ją do góry i z rozmachem siadając na łóżku, posadził ją sobie na kolanach. W białej koszulce nocnej wydawała mu się jeszcze drobniejsza niż była.
- Usnąłem dwukrotnie, czekając, aż ty się obudzisz. Zbudziłem się o świcie, a teraz pewnie już blisko południe.
- Południe? - powtórzyła. - Południe, ale którego dnia?
- Czternastego po Nowym Roku. - odparł Gandalf, wchodząc do pokoju. - albo, jeśli wolisz, ósmy kwietnia według kalendarza Shire.
- Gandalfie! - zawołała radośnie dziewczyna, widząc mężczyznę w białym płaszczu, z brodą świecącą jak czysty śnieg w przesianym przez liście słońcu. Czarodziej uśmiechając się, rzucił jej błyszczący przedmiot, który złapała w locie.
- To twoje, jeśli się nie mylę. - powiedział Gandalf. Katrin spojrzała na przedmiot, trzymany w ręku i jej twarz zajaśniała wewnętrznym blaskiem.
- Hannon le. (Dziękuję.) - odpowiedziała, zapinając sobie na szyi łańcuszek z przeźroczystym kryształem.
- Szkoda byłoby zgubić tak cenny klejnot. - dodał czarodziej i nie patrzył przy tym wcale na kryształ, ale na Legolasa. Katrin uśmiechnęła się. Kiwnęła głową, potakując. Naraz drzwi pokoju otworzyły się z impetem tak, że aż uderzyły o ścianę, a do środka wpadł rudobrody krasnolud. Zaraz za nim do sypialni zajrzał mężczyzna. Katrin zerwała się z miejsca.
- Aragorn! Gimli! - zawołała, rzucając się na szyję temu, który stał bliżej, czyli władcy Gondoru. Aragorn objął Katrin ramionami, a poderwawszy do góry, okręcił wokół. Gimli również uściskał dziewczynę i krasnoludzkim zwyczajem poklepał po plecach. Aragorn położył jej dłonie na ramionach.
- Nie każdy miałby odwagę stanąć przed takim złem w pojedynkę. - powiedział. - Lin oion nen horme tyar, Gondor lye tulko. (Jesli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy, Gondor cię wesprze.) - mężczyzna ucałował ją w czoło.
- No i czyż ta dziewczyna nie jest silniejsza od niejednego krasnoluda? - zawołał Gimli, również obejmując ją ramieniem. Katrin uśmiechnęła się.
- To jeszcze nie koniec. - powiedziała. - A Herumor wróci.
- Co zamierzasz? - spytał Aragorn.
- Położyć temu kres. Czarnoksiężnik wróci potężniejszy, ale my będziemy tu na niego czekać. Nie zostawię Śródziemia na pastwę złu. Nie pozwolę mu krzywdzić tych, których kocham. - dziewczyna uśmiechnęła się, gdy Gimli wydał z siebie bojowy okrzyk. Gandalf spojrzał na nią ze swego miejsca.
- Mogłabyś nauczyć się wielu rzeczy. - powiedział. - Katrin, wrodzony talent magiczny to rzadkość. wystarczy, żebyś opanowała nieliczne frazy, które przetrwały, a dzięki ćwiczeniom możesz stać się potężna. Nauczę cię wszystkiego, co sam umiem. Pomogę ci też w dalszym rozwoju, upewnię się, że rozumiesz niebezpieczeństwa związane z nieudanym rozkazem. - czarodziej uśmiechnął się, gdy Legolas wziął małżonkę za rękę. - Zostawmy ich teraz samych.
Katrin i Legolas stali obok siebie na jednym z tarasów domu Elronda, czule trzymając się za ręce, ale elf objął ją ramieniem z cichym westchnieniem
- Znikniesz teraz, tak? - odezwał się nagle.
- Nie, dlaczego? - spytała Katrin ze zdziwieniem.
- Ostatnim razem tak zniknęłaś. Ar ni enna mer daro lye lu inie. Le mellin. (A ja wciąż chcę zatrzymac cię przy sobie. Po wieczność.) - Legolas spojrzał na nią smutno i przeciągle.
- Na razie nigdzie się nie wybieram. - dziewczyna uśmiechnęła się.
- Ale w końcu znikniesz, prawda? Tak jak wtedy zniknęłaś. - Katrin skinęła głową. Legolas objął ją, przytulając do siebie. Pogładził po włosach i ucałował w czubek głowy. - Odejdziesz. - odezwał się znowu. - A ja zostanę.
- Nie, Legolas. - Katrin ujęła jego twarz w dłonie. - Tym razem nie. Bo tym razem zabieram cię ze sobą.
 

 
Matematyka, a dzisiaj angielski complete. Z matematyką nie mam żadnych większych problemów, a te zadania rozwiązywało mi się całkiem przyjemnie. Jak się człowiek wciągnął można było wręcz zapomnieć, że się jest na maturze. I z tego co zdążyłam się zorientować (łamiąc złożoną sobie samej solenną obietnicę, że nie będę sprawdzać wyników w internetach) całkiem nieźle mi poszło, więc nie ma tego złego. Pierwsze zdenerwowanie też już opadło, więc jakoś bardzo się nawet nie przejmowałam. Zdecydowanie bardziej niż sama matura jako taka z równowagi mógł wyprowadzić alarm bombowy (wszyscy wiemy co się teraz w Polsce dzieje). Ktoś się musi naprawdę świetnie bawić... U mnie na szczęście tylko dziesięć minut poślizgu, ale poruszenie jakieś było, kiedy za dziesięć dziewiąta ani jednego egzaminatora, a sale zaplombowane.

O wiele bardziej obawiałam się dzisiejszego angielskiego. Jeśli chodzi o języki obce, to nawet nie mając jakichś wielkich zdolności językowych, radzę sobie i to radzę sobie całkiem nieźle. Więcej złego tu chyba robi brak wiary we własne siły. Jeszcze dzisiaj rano dosłownie trzęsłam się ze strachu, oczywiście jak zwykle niepotrzebnie. Podobnie jak wczorajsza matematyka arkusz był całkiem przyjemny, a po sprawdzeniu odpowiedzi naliczyłam ponad pięćdziesiąt procent, więc źle nie jest.

Jutro przerwa, więc może nawet wam podrzucę rozdział, pojutrze proszę za mnie trzymać kciuki na rozszerzeniu z biologii.
 

 
Cześć kochani! Jak wam minął długi weekend majowy? Mnie prawie w całości zleciał na nauce i ostatnich powtórkach, i jak zwykle nie zdążyłam zrobić wszystkiego, co sobie na wolne zaplanowałam, ale nie narzekam. Nadrobię w przerwie między egzaminami, albo w ogóle jak już będzie po wszystkim. Z tego też względu dalsza korekta "Siedemnastu lat po Śródziemiu" chwilowo stoi. I nie do końca chodzi o czas, czas by się znalazł, gorzej z natchnieniem. Raz jest, raz go nie ma (zwykła pisarska rzeczywistość, nic nowego), a jeśli już to na coś innego. Bo zaczęłam skrobać ostatnio romans. Klasyczny romans (z wielokątem miłosnym w tle... <świerszcze> ). Sama siebie momentami nie poznaję, nie mówiąc już o tym, że przy pisaniu niektórych scen spalałam się ze wstydu... W każdym razie kilka rozdziałów już tego mam, nawet tytuł, kombinuję jeszcze nad oładką i tak myślę, piętnastego maja, jak już się będzie po moich maturach, będzie można początki tegoż przeczytać na Wattpadzie.

Właśnie, a propos matur... Za mną polski, podstawa i rozszerzenie. Czuję się sponiewierana... Tak odrobinkę... Boję się, że podstawę spaliłam po całości, chociaż jak tak się dobrze zastanowić, to mogło mi też całkiem nieźle pójść... Nigdy, przenigdy bym się nie spodziewała Sienkiewicza na maturze. Nigdy. Już inna sprawa, że z "Trylogii" nic kompletnie nie kojarzę, ewentualnie urywki. Chociaż przyznać też trzeba, że jakoś wybrnęłam i dało radę. Z rozszerzenia za to jestem bardzo zadowolona. Tak mi podeszło, że coś pięknego. Temat rozprawki złoto. Cud, miód i malina. O istocie dramatu i tragizmie bohatera, do wszystkich moich ulubionych utworów odwołać się dało, nawet motyw z Hobbita przeforsowałam. A siedząca naprzeciwko mnie egzaminatorka niezłą miała minę, kiedy zdawszy sobie sprawę, że złą tezę postawiłam, skreśliłam półtorej strony tekstu.

Z tego miejsca dziękuję też za wszelkie wsparcie duchowe, to naprawdę pomaga. Pierwszy dzień za mną, teraz już będzie z górki. Byle się nie poddawać. Dalej, do przodu.
 

 
Soundtrack: https://youtu.be/FWxs215YBqY

Katrin poderwała się z ozdobnej sofy na której leżała. Przy niej klęczał Czarnoksiężnik. Wymamrotał kilka słów i sztylet podleciał do niego, zatrzymując się z czubkiem o niecały cal od gardła dziewczyny. Nieruchomo patrzyła na sztylet. Potem rozejrzała się po pomieszczeniu. Goście zostali odprawieni, jej towarzysze stali teraz pod przeciwległą ścianą, pilnowani przez straż.Czarny naszyjnik leżał na stole.
- Legolas... - wyszeptała Katrin. z trudem podniosła się z sofy. W głowie jej dudniło. Rozsądek ostrzegał, że ten człowiek zdecydowanie ją przerasta. Atakując go ponownie, dałaby mu tylko kolejną szansę, żeby ją skrzywdził. Nie mogła jednak się poddać. Przyjaciele liczyli na jej siłę. W myślach zasugerowała, żeby Czarnoksiężnik upadł na podłogę. Szarpnął się do przodu i zesztywniał na chwilę. Jego przekrwione oczy pałały gniewem. Po chwili rozluźnił się i warknął,wypowiadając własna sugestię. Katrin łapała się na tym, że podnosi sztylet z podłogi i podchodzi do Legolasa. Elf obserwował ją ze spokojem. Herumor nie przestał mówić. Dziewczyna starała się oprzeć sugestiom, ale słowa sprawiły, że była jak zamroczona. Złapała się na tym, że szarpie małżonka za ramię i przyciąga do siebie, przystawiając mu ostrze o gardła. Żadne z tych działań nie było jej decyzją.
- Katrin... - odezwał się Legolas. - Ocknij się kochanie. To nie jesteś ty. - po policzkach dziewczyny poleciały łzy.
- Przepraszam Legolas... - słowa elfa docierały do niej jak z oddali.
- Potrafisz się temu oprzeć. Spróbuj, Katrin... - Czarnoksiężnik nie przestał mówić, ale dziewczyna wysiliła wolę i udało jej się odsunąć dłoń ze sztyletem od szyi małżonka. Katrin zgarbiła się, dysząc ciężko, walcząc z zawrotami głowy. Miała wrażenie, że czaszka rozpada jej się na kawałki.
- Jak śmiesz próbować zapanować nad taką wolą jak moja? - usłyszała głos Czarnoksiężnika. - Spróbuj tego jeszcze raz, a poderżnę ci gardło za taką bezczelność. - dziewczyna słyszała go jak z daleka. Niemalże nie była w stanie skupić się na czymkolwiek poza bólem, który rozbłyskiwał jej w czaszce. Jak przez mgłę dotarło do niej, że mężczyzna jest wściekły, ponieważ przez chwilę udało jej się opierać. Przez jeden ułamek sekundy, czas nie dłuższy niż moment pomiędzy dwoma uderzeniami serca, prawie jej uległ. Z prawdziwym wysiłkiem się oparł. I to mu się naprawdę nie spodobało. Jej umysł się oczyścił.
Przygotowywała się na tę chwilę od wielu godzin. Tak naprawdę przygotowywała się do tej chwili od przybycia do Śródziemia. Przygotowywała się, odgrywając swój talent. Jej wolę umacniali ci, których kochała. Jej determinacja wzrosła, kiedy dostrzegła zło, jakie reprezentował sobą ten człowiek.
Bez chwili wahania Katrin włożyła wszystko w rozkaz. Jej życie zależało od tej chwili. Życie jej przyjaciół. Nie było trudno przywołać prawdziwe emocje. Cały jej strach, gniew. Całą nadzieję, wiarę i miłość. Pragnienie życia. Całą siłę woli, jaką mogła wezwać. Skupiła się na naszyjniku, wypowiadając rozkaz, który zamieniłby kamień w szkło. Poczuła nieznaczny opór, ale rozkaz się wypełnił. Przemieniony czarny kamień błyszczał nieco inaczej, ale nadal wyczuwała w nim moc. Wiedziała, że sama przemiana może nie wystarczyć. Była na to przygotowana. Wypowiadając błyskawiczne sugestie, jedna po drugiej, zmusiła Czarnoksiężnika do padnięcia, biegu, podskoku, obrotu i zamilknięcia. Wiedziała, że wypowiada sugestie z większą subtelnością niż wcześniej. Wiedziała, że Czarnoksiężnik opiera się poleceniom, ale nie zatrzymała się, by nacieszyć się jego chwilowym niezdecydowaniem. Podnosząc głos uniosła naszyjnik, dźwignęła go w powietrze i cisnęła nim o podłogę. Czarny kamień się roztrzaskał. Ciemna aura mocy zniknęła. Dochodząc do siebie po krótkim zamroczeniu, Czarnoksiężnik zagapił się na odłamki i okruchy potłuczonego szkła na podłodze. Jego wściekłe spojrzenie odnalazło Katrin. Warknął, wypowiadając ostry rozkaz, przywołując potężną falę żaru do jej ubrań. Spokojnie, z pewnością, dziewczyna wypowiedziała polecenie. Czarnoksiężnik zgiął się wpół, kiedy jego rozkaz zawiódł, łapiąc się za żołądek i walcząc z odruchem wymiotnym. Klęcząc na czworakach, spiorunował Katrin spojrzeniem wściekłych, przekrwionych oczu, ale zanim dziewczyna zdążyła zrobić choćby krok w jego stronę, przemieniony w czarnego kruka chwiejnie wyleciał przez okno. Oddział jego strażników rozpadł się w pył. Katrin rzuciła się zrywem do okna, ale zaraz opadła na kolana, oddychając ciężko. Nie była przygotowana na to, że aż tyle energii będzie ją to kosztować.
- Katrin... - Legolas klęknął przy niej i położył jej dłoń na ramieniu. - Katrin, melisse (kochanie), nic ci nie jest? - dziewczyna zmusiła się, żeby podnieść głowę i spojrzeć ukochanemu w oczy.
- Legolas... - wyszeptała, ale to kosztowało ją za dużo wysiłku i straciła przytomność.
 

 
Bez soundtracku, bo coś chyba nie stykło...

Piątka wierzchowców wjechała na dziedziniec otaczający Czarną wieżę., Katrin wzięła głębszy wdech, widząc czekającego już na nich przy schodach Herumora. Aragorn i Legolas wymienili spojrzenia. Dziewczyna również zerknęła na mężczyznę.
- Unosi się tutaj coś dziwnego. - odezwał się Eomer. - Coś niepokojącego wisi w powietrzu.
- Miejmy się na baczności. - powiedział Aragorn, zsiadając z konia. Czarnoksiężnik uśmiechnął się.
- Witajcie. - odezwał się, rozkładając szeroko ręce. - Wasze komnaty są już przyszykowane. Na pewno jesteście zmęczeni po długiej podróży... - Katrin ujęła dłoń Legolasa, zgrabnie zsuwając się z siodła. Spoglądając na twarz Herumora znów pożałowała, że Gandalf nie może towarzyszyć im zarówno teraz, jak i podczas zapowiadanego bankietu. Czarodziej zostawił ich na skraju lasu, zostawiając im kilka wskazówek i owinięty w kilka warstwa materiału naszyjnik.
- Jej Miłość Katrin Greenleaf. - Czarnoksiężnik uśmiechnął się. - Tak piękna jak w opowieściach. - dziewczyna nawet nie drgnęła, kiedy wyciągnął dłoń do jej policzka. Zareagował za to Legolas.
- Nie waż się jej dotykać. - warknął, łapiąc go za nadgarstek.
- Legolasie... - odezwał się Aragorn.
- W porządku. - Katrin położyła mu dłoń na przedramieniu a sama podsunęła Herumorowi dłoń, którą tamten ucałował. W chwilę potem zamknęły się za nimi drzwi Czarnej Wieży.

Katrin rozejrzała się po komnacie, którą jej przydzielono. Czarne, kamienne ściany zdecydowanie nie sprawiały przytulnego wrażenia, a ogromne czarne łoże nie zachęcało do położenia się na nim. Dziewczyna odwróciła się gwałtownie, kiedy ktoś otworzył drzwi i odetchnęła, widząc Legolasa.
- Wszystko dobrze? - elf spojrzał na nią z troską.
- Mhm. - Katrin pokiwała głową. - Tak, nic mi nie jest.
- Aragorn prosił na naradę. - Legolas uśmiechnął się do niej.
- Już idę. - dziewczyna odłożyła trzymany w dłoni płaszcz i wzięła elfa za rękę, gdy prowadził ją do komnaty Aragorna. Trzy pary oczu skierowały się na nich, kiedy pchnął drzwi.
- Wejdźcie. - odezwał się Aragorn, podnosząc się z miejsca. - Zgodzimy się wszyscy, że najważniejszy jest teraz Herumor. Czarnoksiężnika nie wolno lekceważyć. Wszyscy, co do jednego musimy teraz uważać na słowa, zwłaszcza podczas jutrzejszej kolacji. Nie wolno mu dać powodu, by zaczął coś podejrzewać. Katrin...? Gandalf wspominał mi, że możesz chcieć nam coś pokazać.
- W zaistniałej sytuacji chyba rzeczywiście powinnam zaprezentować wam swoje umiejętności. - dziewczyna wstała, wyjmując świecę. Na początek wypowiedziała krótką frazę i knot zapłonął. Aragorn bez słowa wpatrywał się w świecę, Eomer również się nie odezwał, gdy ze świeczki przenosił wzrok na Katrin. Gimli wyciągnął dłoń, chcąc sprawdzić, czy ogień jest prawdziwy. Zdziwione spojrzenia przeniosły się na dziewczynę.
- Gandalf nauczył mnie także przywoływania zwierząt. - odezwała się Katrin. - I jak przesuwać rzeczy. Mam na myśli przesuwanie przedmiotów na rozkaz.
- Pokaż nam. - poprosił Legolas. Dziewczyna wyciągnęła dłoń w stronę niewielkiego stolika. Wypowiedziała krótką frazę i stolik zadygotał. Powtórzyła ją i stolik się zakołysał. Z twarzą skrzywioną od wysiłku spróbowała po raz trzeci i stolik przewrócił się na bok.
- Zwykle bardzo trudno jest poruszyć cokolwiek większego od tego, co można samodzielnie przesunąć. - powiedziała Katrin. - Ale... - wyciągnęła dłoń przed siebie i wypowiedziała rozkaz, a moneta z otwartej sakiewki Aragorna wskoczyła w jej dłoń.
- Wypowiedziałaś słowa bezpośrednio do monety. - zauważył Aragorn. - Nie wzywałaś żadnej siły, by ją pchnęła. Po prostu powiedziałaś jej, gdzie ma się znaleźć.
- Jesteś spostrzegawczy. - dziewczyna uśmiechnęła się do Aragorna, oddając mu monetę. - Nazywam przedmiot, czy substancję, którą zamierzam poruszyć i mówię jej, by się przesunęła, rozkazując i wyobrażając sobie trajektorię. Ale nie potrafię ci powiedzieć, dlaczego to działa.
- Domyślam się, że nie natknęłaś się jeszcze na frazę, której nie mogłabyś wykonać?
- Na razie nie. - przytaknęła Katrin. - Ale każdą frazę mogę wykorzystać tylko w ograniczonym zakresie. Gandalf mi mówił...
- więc może i mnie powiecie jak magiczne sztuczki mają nam pomóc w walce z Herumorem? - odezwał się, siedzący pod ścianą Eomer. Spojrzenia skupiły się na nim.

Katrin wyszła zza parawanu przebrana w suknię wyjściową. Czekający w komnacie Legolas obrzucił ją wzrokiem pełnym pożądania i podszedł do niej, obejmując ramieniem. Musnął wargami jej usta, całując z namiętnością.
- Możesz? - odezwała się dziewczyna, wysuwając się z jego uścisku i podała mu kilka spinek do włosów. Elf skinął głową i pomógł małżonce wpiąć je we włosy. Objął ją w talii, przytulając od tyłu.
- Prześlicznie wyglądasz. - wyszeptał. - Masz broń? - Katrin odsunęła się od niego i podkasała suknię, odsłaniając przypiętą do łydki pochwę z dwoma sztyletami. - Dobrze. - Legolas skinął głową.
Z towarzyszami spotkali się na korytarzu. Legolas pomógł Katrin zejść ze schodów do sali bankietowej, chociaż widać było, że jest spięty. Aragorn ukrywał w fałdach szat naszyjnik z czarnego szkła i wszyscy zaczynali na nowo odczuwać jego działanie. Usiedli do stołu, już zastawionego najróżniejszymi potrawami. Katrin dyskretnie przyglądała się Herumorowi siedzącemu u szczytu stołu. Dziewczyna niechętnie trąciła widelcem to, co miała na talerzu, ale skoro Czarnoksiężnik jadł z nimi z jednego półmiska, z jedzeniem musiało być wszystko w porządku. Katrin powoli włożyła do ust pierwszy kęs. Zaczęły się również rozmowy dyplomatyczne. Legolas położył dłoń na przedramieniu małżonki. Dziewczyna rozejrzała się dyskretnie po pomieszczeniu. Skupiła się na sztylecie w pochwie, leżącym na stoliku. Wypowiadając rozkaz, wyjęła sztylet z pochwy, a potem posłała ostrze ku postaci na honorowym miejscu. Mężczyzna wyszeptał kilka słów i nóż zatrzymał się o milimetry od jego głowy. Katrin próbowała złapać nóż umysłem, ale wyślizgiwał jej się jak żywa istota. Wściekła i zakłopotana dziewczyna rozkazała ostrzu przebić pierś Czarnoksiężnika. Mężczyzna wypowiedział krótką frazę, anulując jej polecenie. Sztylet z brzękiem upadł na kamienna podłogę, a Katrin wbrew sobie uderzyła dłonią w stół, trzęsąc się spazmatycznie. Wszyscy obecni na uczcie patrzyli już teraz tylko na nią... On już wiedział. Wiedział od początku... Katrin oddychała płytko. Było jej niedobrze. Wiedziała, że mężczyzna nie wywołał bezpośrednio u niej żadnego z objawów. To były konsekwencje jej nieudanego polecenia. Herumor wymówił krótka sugestię i świadomość dziewczyny umknęła.
 

 
- Hunter, Alice została postrzelona... - odezwała się Emily, kiedy jej mężczyzna wreszcie odebrał telefon. - Nie, spokojnie, spokojnie... Wyjdzie z tego, nic jej nie będzie... Będę informować. Na razie.
- Cholera, to się wydawało, że to będzie taka prosta akcja! - Jack Ascott uderzył pięścią w ścianę. Najchętniej zabiłby sukinsyna, który jej to zrobił, gdyby ten nie leżał już martwy.
- Ascott, spokojnie. - Emily, położyła mu dłoń na ramieniu. - Zdarza się trudno.
- To moja wina, ja powinienem ją osłaniać. - Jack ukrył twarz w dłoniach.
- Ale co też ty opowiadasz?! Jaka twoja wina?! Przecież nikt nie był w stanie tego przewidzieć. Że będą strzelać w środku miasta, na głównej ulicy i to jeszcze w biały dzień.
- Dzięki, ale ja teraz powinienem tam przy niej siedzieć. - mężczyzna powoli odwrócił się od niej, kierując się do sali, w której leżała jego partnerka. Emily odprowadziła do wzrokiem. Sama również nie zamierzała się ruszyć ze szpitala na krok.
Jack siedział przy szpitalnym łóżku w białej sali, wpatrując się w łagodnie zarysowany profil Alice. Kobieta leżała pod kroplówką, oddychając spokojnie przez sen, nie wybudziwszy się jeszcze z narkozy. Ascott westchnął ciężko.
- Co ty tu robisz? - usłyszał zaraz słaby, lekko zachrypnięty głos Alice. Kobieta powoli przekręciła głowę, spoglądając na niego. Jack nie odpowiedział, odwzajemnił tylko spojrzenie. Partnerka wydawała mu się taka krucha i słaba, kiedy leżała w sterylnej, szpitalnej pościeli. - Myślałeś, że już po mnie, co? - mężczyzna uśmiechnął się słabo. - Ascott... Wracaj do roboty...
- Nie, nie ma mowy. - zaprotestował Jack. - Zostaję tu, z tobą. Potrzebujesz mnie tutaj, Alice. - kobieta przełknęła ślinę, starając się zwilżyć wyschnięte gardło. Miała wrażenie, że ktoś przeszorował je papierem ściernym. Powoli wyciągnęła dłoń w stronę butelki wody stojącej na szafce nocnej, a Jack natychmiast zerwał się z miejsca, żeby jej pomóc. Alice nieporadnie spróbowała podtrzymać szklankę, którą przytknął jej do ust i powoli upiła kilka łyków cudownie chłodnej wody. Potem z westchnieniem opadła z powrotem na poduszkę, zamykając oczy. Piorunujący ból przeszył jej miejsce postrzału, a twarz wykrzywił grymas bólu.
- W porządku? - spytał Jack. Alice jęknęła, muskając dłonią bandaż na piersi. - Bardzo cię boli? Zawołam pielęgniarkę, jeśli trzeba.
- Nie, przestań. - kobieta złapała partnera za rękaw. - Nie trzeba. Jack... Muszę iść do łazienki. - mężczyzna spojrzał na nią niepewnie, ściągnął brwi.
- Nie wiem, czy mogę... - zaczął.
- Jack, proszę. - przerwała mu Alice. - Proszę... - powtórzyła.
- Dobrze, to chodź... - Jack pochylił się i delikatnie wziął ją na ręce. Alice zarzuciła mu ręce na szyję, a jej ciało natychmiast zaprotestowało. Bolało ją dosłownie wszystko. Mężczyzna zaniósł ją do przylegającej do sali łazienki i delikatnie postawił na ziemi. Zachwiała się. Przestrzelona kolano przeszyła błyskawica bólu. Jack zapalił światło, oślepiło ją migotanie żarówki fluorescencyjnej. - Usiądź, zanim się przewrócisz. - poprosił, nadal ją podtrzymując. Alice jęknęła cicho, ostrożnie siadając na sedesie.
- Możesz już iść. - odezwała się, podnosząc wzrok na partnera.
- O nie, nie ma mowy. - Jack pokręcił głową przecząco. - Rób swoje, Alice.
- Nie dam rady przy tobie. Wiesz jakie to krępujące?
- Możesz upaść, bo ja wiem... Stracić przytomność.
- Proszę... - Ascott uniósł ręce w geście poddania.
- Zaczekam na zewnątrz, drzwi otwarte. - cofnął się kilka kroków, aż stał tuż za progiem.
- Odwróć się, proszę... - przewrócił oczami z uśmiechem, ale odwrócił posłusznie. Alice westchnęła cicho. Nie spodziewała się, że aż tak bardzo jej ulży. Zrobiła bilans swoich obrażeń. Bolała ją głowa, bolała ją przestrzelona noga i bolała rana od postrzału w pierś. Poza tym czuła się świetnie, nie licząc może senności wywołanej lekami. Przywołała z powrotem do siebie Ascotta i chwilę potem znów znalazła się w jego ramionach.
- No, powoli... - szepnął Jack, pomagając jej się na nowo położyć. - Jak się czujesz?
- Jestem zdezorientowana. Obolała. Senna. - Alice wsparła się na poduszce. - Mercer?
- Ujęty. A właściwie to w kostnicy. Dzięki tobie. - mężczyzna uśmiechnął się. Kobieta pokręciła głową.
- Bez przesady. - odpowiedziała z uśmiechem. - Jack... Wracaj do centrali. Tam naprawdę bardziej się przydasz. A... Choć raz zrób to, co ci się każe. - dodała, zanim zdążył odpowiedzieć. Jack uśmiechnął się.
- Dobrze. - odpowiedział już spokojniej i posłusznie odwrócił się, kierując do drzwi.
- Ascott... - mężczyzna odwrócił się jeszcze, słysząc głos partnerki. - Dziękuję... - wyszeptała Alice z uśmiechem. Jack odwzajemnił uśmiech.
 

 
Dziś był ostatni dzień, w którym przekroczyłam próg swojego liceum jako jego uczennica. Skończyłam szkołę i jestem tym tak samo podekscytowana, jak i przerażona. Za mną trzy lata spędzone we wspaniałym miejscu, jakim były mury mojego ogólniaka. Choć przy jego wyborze trzy lata temu, kompletnie nie zdawałam sobie z tego sprawy sprawy, to właśnie ta szkoła była dokładnie tym, czego potrzebowałam. Jeszcze kiedy kończyłam drugą klasę, rok temu, wydawało mi się, że ja przecież dobrze wiem, czego chcę. I chociaż teraz okazało się, że chyba jednak niekoniecznie (bo niektóre misternie układane plany legły w gruzach, a inne zostały dość mocno osłabione), to jest to tylko dowód na to, że nie jestem już tą samą osobą, co kiedyś. Owszem, są też rzeczy, które straciły znaczenie, ale zastąpiły je inne cele i marzenia, których wcześniej nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić, a teraz myślę, że jestem na dobrej drodze do ich realizacji (oby tylko naprawdę tak było).

Przede mną z kolei matura, egzaminy wstępne na uczelnie wyższe i pierwsze próby stawiania kroków w dorosłe życie. Plany? Chwilowo żadnych wzniosłych. Jedną z rzeczy, których nauczyłam się przez ostatnie lata jest to, że planowanie na dłuższą metę nie ma sensu, bo życie jest nieprzewidywalne... Pierwsze kroki do spełniania marzeń związanych z karierą zawodową już poczynione - po pierwsze: piszę i to chyba najważniejsze (z tego miejsca podziękowania na ręce osób, które w momentach skrajnego załamania i zwątpienia potrafiły rozpalić ogień choćby krótkim hasłem "Pisz, Kaśka" ). Po drugie: złożyłam już papiery (z teczką prac włącznie) na wymarzoną uczelnię. Do Szkoły Filmowej w Łodzi. W tym momencie tak samo chcę jak i nie chcę się do niej dostać, bo strach mnie strasznie zżera (No bo jeśli jednak wcale się na to nie nadaję... Nie dam sobie rady...?) Pożyjemy, zobaczymy... Chciałabym za te kilka lat pokazać światu i tym, którzy we mnie wątpili, że jestem i że daję radę, nie zapominając przy okazji o tym, co tak naprawdę się w życiu liczy.

Zakończenie liceum (koniec roku szkolnego w kwietniu dalej jest dla mnie nienaturalny) to jeden z najważniejszych momentów mojego życia. Boję się o to, co dalej, ale powoli uświadamiam sobie, że chyba niepotrzebnie - przecież przez te trzy lata robiłam mnóstwo rzeczy, o które wcześniej bym siebie nie podejrzewała, z którymi sądziłam, że sobie nie poradzę, a wychodziły. Czemu nie miałoby tak być dalej?
  • awatar Kate - Writes: @gośćfrytkizmajonezem: A właśnie miałam się dopytywać, czy ten ostatni doszedł, bo długo wieści nie było. :D Nic się nie dzieje, poczekam ile będzie trzeba. A za wsparcie duchowe bardzo dziękuję, na pewno się przyda.
  • awatar Gość: Dzień dobry, to ja, tylko zapomniałam hasła więc nie komentuję bo nie lubię z partyzanta ;p (muszę ustawić nowe ale skrzynkę mailową mi usunęli, to nie wiem czy mogę) Przepraszam za zniknięcie, list się pisze, wszystko wyjaśnię!! Powodzenia na maturze <3 (tak, numer też zgubiłam bo zmieniłam telefon, jestem życiową sierotą :c)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/IPCsUHKZEh8

Katrin siedziała obok Legolasa na grubej gałęzi drzewa. Odkąd Gandalf podawał towarzyszom roślinę, mającą na celu osłabienie działania ciemnych mocy, elf na powrót był sobą. Legolas wziął małżonkę za rękę.
- Coś cię martwi? - spytał, widząc, że dziewczyna jest dziwnie milcząca. Katrin spojrzała mu w oczy.
- Wszystko w porządku. - odpowiedziała. - Jestem tylko zmęczona. - elf musnął ustami jej policzek, żeby potem przenieść się z pocałunkami na jej szyję. Delikatnie dotknął jej dłoni, pogładził miękki policzek, musnął palcem jej usta. Dziewczyna nie pozostała mu dłużna. Oddawała pocałunek za pocałunkiem, jej dłoń błądziła po plecach Legolasa, drugą położyła mu na kolanie, przesuwając coraz wyżej, aż dotknęła wewnętrznej strony jego uda. Elf oderwał się od dziewczyny.
- Chodź. - szepnął, biorąc ją za rękę i zgrabnie zeskoczył z drzewa. Towarzysze podróży spali mocno, wobec tego Legolas odciągnął Katrin spory kawałek od obozowiska. Rozłożył na trawie swój płaszcz. Potem przypadł do dziewczyny, całując ją z dziką namiętnością. Katrin położyła się na rozłożonym płaszczu. Legolas powoli odpiął klamerkę jej okrycia i odrzucił płaszcz na bok. Zdjął jej przez głowę tunikę, zsunął buty. Nie pozostała mu dłużna, sięgając do guzików jego tuniki. Zsunął jej spodnie, została w samej bieliźnie. Elf złożył na jej ustach pocałunek, potem przeniósł się z pieszczotami na piersi i brzuch. Katrin westchnęła z rozkoszy. Sięgnęła do paska spodni Legolasa. Pragnęła go. Tu i teraz. Zacisnęła uda, czując, że jest coraz bardziej podniecona. Elf zauważył to i spojrzał dziewczynie w oczy. Katrin zarumieniła się zawstydzona. Legolas jednak też zdjął spodnie, a potem pomógł dziewczynie pozbyć się bielizny. Wsunął dłoń pomiędzy jej uda. Katrin jęknęła. Elf zamknął jej usta pocałunkiem, pieszcząc ją coraz bardziej namiętnie, ale zawahał się zanim posunął się dalej.
- Zrób to. - wyszeptała Katrin. - Zrób to. - powtórzyła. Poddając się jej prośbom, wsunął się w jej rozpalone z pożądania wnętrze. Dziewczyna wygięła plecy w łuk. Nie mogła się powstrzymać i jęknęła głucho. Jej ciało przebiegł dreszcz rozkoszy.
- Kocham cię. - wyszeptała, patrząc mu w oczy. W odpowiedzi elf złożył na jej ustach pocałunek.
Katrin wyjrzała zza drzewa już w kompletnym ubraniu i wzięła Legolasa za rękę, bez słowa odchodząc z nim od obozowiska.
- Chcę ci coś pokazać. - powiedziała, wyjmując świecę. Osłoniła ją, wymamrotała krótką frazę i knot zapłonął. Zasłoniła ogień dłonią. Elf patrzył na to bez słowa.
- Jak to zrobiłaś? - spytał w końcu. Nie rozpoznał słów, które wymówiła, jednak instynktownie zrozumiał, że dotyczyły zgromadzenia żaru. - Kto cię tego nauczył?
- To quenya. - wyjaśniła. Legolas zgasił świecę.
- Zrób to jeszcze raz. - Katrin wyszeptała frazę i ogień wrócił. - Po prostu wypowiadasz słowa? - upewnił się elf.
- Po części. Słowa to prośba do ciepła, by się zgromadziło. Muszę jednak poprzeć słowa wolą i w pewnym sensie zmusić żar do posłuszeństwa. - Katrin zgasiła świecę.
- To brzmi jakbyś je śpiewała. Te słowa.
- Nie musisz mówić o tym tak głośno. - upomniała go dziewczyna. - Ale rzeczywiście, to ma znaczenie. Gandalf powiedział, że niektórzy czarodzieje uzyskiwali efekty, wypowiadając słowa tylko w myślach. Jednak nawet wtedy trzeba je prawidłowo powtórzyć.
- Ile czasu potrzebowałaś, żeby się tego nauczyć?
- Zapaliłam świeczkę przy pierwszej próbie, kiedy Gandalf opisał mi, jak postępować. Widziałam parę razy jak sam to robił. Za pierwszym razem potrzebowałam kilku sekund nacisku, by zrobić to jak należy. Teraz przychodzi mi to właściwie bez wysiłku. Legolas... Ja nie jestem zwykłą śmiertelniczką.
- Nie mam w zwyczaju podsłuchiwać towarzyszy - odezwał się czarodziej, stając za dziewczyną. - Ale wyczułem, że mówisz w quenyi i przyszedłem sprawdzić.
- Co masz na myśli mówiąc, że wyczułeś jak mówię?
- Czułem efekt twych słów. - wyjaśnił Gandalf. - Zmianę, jaką powodowały twoje słowa, moc, jaką zbierałaś siłą woli. W mniejszym stopniu ja też mogłem to wyczuć. Katrin, twój wrodzony talent to materiał, z którego wykuwa się czarodziei. Dzięki ćwiczeniom możesz stać się naprawdę potężna. Poza tym, czy mógłbym prosić, żebyście na przyszłość wstrzymali się od igraszek miłosnych? - spytał Gandalf, oddalając się. Katrin zarumieniła się zawstydzona.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/ecgXQ-dGbgk

Katrin siedziała pod drzewem z ogarkiem w ręku. Wypowiedziała cicho krótką quenejską frazę. Patrząc bacznie na knot, siłą woli sprawiła, że stał się punktem centralnym rozkazu zawartego we frazie i nagle świeca zapłonęła. Katrin zdmuchnęła płomyk. Smużka dymu poszybowała w górę. Dziewczyna powtórzyła frazę, wysiliła wolę i płomyk znów się pojawił. Uniosła nad nim dłoń i poczuła ciepło. Wykonała tę sztuczkę już setki razy, ale nadal czuła dreszczyk podniecenia, kiedy świeca się zapalała. Zgasiła płomyk i znowu go zapaliła. Zdmuchnęła. I znów przywołała. Czuła satysfakcję, ale i niepokój.
- Zaczynasz być w tym dobra. - orzekł ktoś. Zaskoczona Katrin opuściła świecę i odwróciła się. Zobaczyła Gandalfa, który stał tuż za nią. - Lepiej zwolnij trochę, bo w końcu to ty mnie zaczniesz instruować. - upuszczona świeca zgasła. Katrin podniosła ją z ziemi.
- Powinieneś pozwolić mi rozpalić następne ognisko.
- Podejrzewam, że teraz byś już zdołała. - zgodził się czarodziej. Dziewczyna schowała świeczkę i oparła głowę na dłoniach. Miała coraz mniejsze wątpliwości, że wywodzi się w prostej linii od elfów. Potrzebowała jednak konkretnego potwierdzenia. Była w końcu śmiertelniczką i co do tego nie miała najmniejszych wątpliwości. Pewnego wieczoru zobaczyła, jak Gandalf przyzywa żar, żeby rozpalić ognisko. Zapytała, jak to zrobił, więc jej powiedział. Tego samego wieczoru zapaliła świeczkę. Od tamtej pory nabierała coraz więcej pewności, że nie jest zwyczajną młodą kobietą. Czarodziej nalegał jednak, żeby nikomu nie mówić, nawet Legolasowi. Posiadła niezwykłą umiejętność. Gandalf przysiadł obok niej.
- Możesz zapalić świeczkę, kiedy zechcesz. Pokaż mi. - powiedział. Katrin poczuła niewielką tremę. Nigdy nie robiła tej sztuczki, kiedy się jej przyglądano. Odetchnęła. Robiła to setki razy. Wypowiedziała słowa, skupiła się na knocie i płomyk zapłonął.
- Zdmuchnij. - polecił Gandalf. - Postaw świecę dwadzieścia kroków od nas. - Katrin zaniosła świecę we wskazane miejsce. - Zapal ją. - dziewczyna spojrzała na czarodzieja.
- Nigdy nie próbowałam z tak daleka.
- Idea się nie zmienia. - wyjaśnił Gandalf. - Wezwij żar do knota. - Katrin wypowiedziała słowa, koncentrując się na knocie. Poczuła niewytłumaczalny opór, jak za pierwszym razem, kiedy próbowała zapalić świecę, posługując się siłą woli. Jej skupienie zaczęło słabnąć jakby jakaś siła odciągała jej wzrok od celu, ale podwoiła wysiłek, włożyła w niego więcej woli i wyszeptała słowa ponownie. Dwadzieścia kroków od niej zamigotał płomyk.
- To było trudniejsze. - powiedziała dziewczyna. Gandalf przyjrzał jej się z ciekawością.
- A jednak zrobiłaś to tak, że wydawało się łatwe. - odparł.
- Gandalfie, ja... - zaczęła Katrin. - Dlaczego moje zdolności ujawniły się tak nagle? Myślałam, że...
- Ale ty nie jesteś stąd. - odpowiedział czarodziej. - A twój świat z jakiegoś powodu został zamknięty na magię. Zamieszkują go sami ludzie, mam rację? - dziewczyna potaknęła. - Ludzie, moja droga, przestają wierzyć w magię. Ci z twojego świata zapewne już dawno wyparli ją ze świadomości. I pewnie w ogóle już nie pamiętają, że istnieje coś takiego jak magia. Podejrzewam, że gdy tam wrócisz, nie będziesz mogła korzystać ze swoich zdolności.
- Możesz mnie nauczyć więcej niż zapalanie świeczki? - spytała Katrin. - Wiem, że możesz. - dodała zaraz.
- Istnieją granice tego, czego mogę cię nauczyć. Większość moich umiejętności wiąże się z urokami. Także zaklęcia wymagają czasu i cierpliwości, by je utkać, a także specyficznych uzdolnień, jakie u niewielu się już teraz spotyka. Jednak z pewnością mogę cię nauczyć nowych fraz, pomóc ci wyszlifować swój talent i przestrzec cię przed niebezpieczeństwami związanymi z posługiwaniem się nim.
- Niebezpieczeństwami? - powtórzyła dziewczyna.
- Jeśli nie uda ci się zapalić świecy, skromna ilość energii, którą włożyłaś w rozkaz, zwykle rozprasza się bez szkody. Jeśli jednak spróbujesz wezwać tyle ognia, żeby pożarł nagle cały stóg siana, w grę będzie wchodzić znacząco więcej energii. Jeśli stracisz nad nią panowanie, może zapalić się coś, czego nie zamierzałaś podpalać, w tym ty sama. - Katrin skrzywiła się. Nie była to zbyt kusząca perspektywa.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/2ARSvBv-7W8
Ta muzyka to chyba nie do końca to co chciałam, ale już mniejsza.

Katrin siedziała w siodle przed Legolasem, opierając głowę na jego piersi. Podróżowali już czwartą dobę, wciąż kierując się w stronę Isengardu. Działanie naszyjnika wciąż miało wpływ na nich wszystkich. Nawet Aragorn, który opierał się jego mocy najdłużej, stał się milczący i szorstki w obyciu. Gimli narzekał na wszystko i wszystkich, Legolas stał się mniej czuły. Obojętny. Skoczyło się szeptanie czułych słówek, delikatne pocałunki i przytulanie, nawet branie za rękę. Dziewczyna bardzo tęskniła za ukochanym. Był obok niej, ale jednocześnie jakby go nie było. Katrin obejrzała się na Gandalfa, gdy zatrzymał wierzchowca.
- Tutaj zatrzymamy się na noc. - powiedział, zsiadając z konia. - Zapada zmrok, a to dobre miejsce na nocleg. - reszta drużyny także zsiadła z koni. Nakarmili i napoili zwierzęta. Legolas bez słowa podał dziewczynie lembasa. Przyjęła go z wdzięcznością, choć tak naprawdę nie była głodna.
- Katrin, moja droga... - odezwał się czarodziej, podchodząc do niej. - Jak się czujesz? - spytał.
- Dobrze, w porządku. - odpowiedziała dziewczyna. - Chciałam o coś zapytać. - dodała zaraz. Gandalf skinął głową.
- Słucham zatem. - powiedział, patrząc na nią.
- Kiedy rozmawialiśmy w pałacu Leśnego Królestwa... Wspomniałam o przepowiedni. Zaginionej księżniczce.
- Podejrzewałem, że w końcu poruszysz ten temat. - czarodziej westchnął. - Jesteś dla mnie prawdziwą zagadką. Jesteś niezwykle odporna na magie. Moc naszyjnika, choć wywiera na ciebie wpływ, to i tak nie tak silny, jak na pozostałych. Prawdopodobnie ma to związek z tym, że przybywasz do nas z miejsca poza granicami naszego świata. Już samo to, że taka rzecz się zdarza, jest dla mnie zupełnie niezrozumiała. Mam jednak nadzieję, że kiedyś posiądę wiedzę na ten temat. Co się zaś tyczy twojego pochodzenia...
- Wszyscy pokładają we mnie ogromne nadzieje. Wierzą, że przepowiednia mówiła właśnie o mnie. Ja... Nie jestem nikim niezwykłym, Mithrandirze. Owszem, chodzą słuchy, że powróciła zaginiona dawno księżniczka, ale czy ktoś jest mi w stanie powiedzieć na pewno, że ona i ja to jedna osoba? Chcę pomóc ratować Śródziemie, boję się jedynie, że nie podołam oczekiwaniom innych. I sama już nie wiem, co mam robić... - Gandalf uśmiechnął się lekko, dotykając dłonią jej policzka.
- Tego niestety nie potrafię ci powiedzieć. - czarodziej założył jej włosy za ucho. - Mogę jedynie obiecać, że wkrótce sama się dowiesz.
Katrin spacerowała powoli odkąd Gandalf zostawił ją samą sobie. Oddaliła się od obozowiska, ale nie aż tak, żeby stracić towarzyszy z oczu. Osiem godzin w siodle dawało się jej we znaki i najpierw musiała opróżnić pęcherz. Teraz, kiedy już załatwiła potrzebę fizjologiczną, naszła ją chęć na rozprostowanie nóg. Wokół dawało się już wyczuć nadchodzącą wiosnę. Legolas najwyraźniej też postanowił się przespacerować, bo również przechadzał się między drzewami. Dziewczyna stwierdziła jednak, że nie będzie do niego podchodzić. Widział ją i gdyby chciał jej towarzystwa, sam podszedłby do niej. Wokół panowała cisza, mącona jedynie odgłosami przyrody budzącej się do życia. Tę ciszę przerwał nagle krzyk pełen bólu. Krzyk mrożący krew w żyłach i sprawiający, że Katrin podskoczyła wystraszona. Obejrzała się. Legolas padł na kolana i krzyczał. Nie, on nie krzyczał, on wył. Dziewczyna pobiegła w jego stronę i położyła mu dłonie na ramionach.
- Legolas... - odezwała się. - Milinde... (Kochanie...) - elf w jednej chwili poderwał się z klęczek. Napięcie łuku i nałożenie strzały na cięciwę zajęło mu zaledwie ułamek sekundy.
- Ani drgnij, bo przeszyję cię strzałą. - rzucił. Katrin zamarła w bezruchu. Nie wiedziała co się stało z jej ukochanym.
- Legolasie, uspokój się. - Aragorn rzucił się dziewczynie na pomoc.
- Nie podchodź! - wrzasnął elf. - Nuquerna rer! (Cofnij się!) - wrzasnął. Aragorn posłusznie zrobił krok w tył, unosząc dłonie. - To ona jest winna śmierci mojego ojca! To ją rzucił się wtedy ratować i przez nią zginął! Ona go zabiła! A teraz poniesie tego konsekwencje! - dłonie Legolasa drżały.
- Legolasie, nie jesteś sobą. - odezwał się znowu Aragorn.
- Harya! (Milcz!) - wrzasnął elf. - To ona zawiniła! Tylko ona!
- Legolasie! - Gandalf zaszedł elfa od tyły i wcisnął mu do ust liść jakiejś rośliny. Potem to samo podał Aragornowi i Katrin.
- To złagodzi działanie naszyjnika. - wytłumaczył, widząc spojrzenie dziewczyny. - Szukałem tej rośliny. - Legolas wypuścił łuk z dłoni.
- Katrin... - odezwał się, biorąc ukochaną w ramiona. - Przepraszam, kochanie. Tak strasznie cię przepraszam. - wtuliła się w niego. Legolas kołysał ją lekko, przytulając do siebie i szeptem powtarzał jej imię, aż w końcu łzy poleciały jej po policzkach. Wytarła oczy w jego płaszcz i objęła go za szyję. W jego ramionach czuła się ciepło, była spokojna i odważna.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/RiFF1-qcj7E

Katrin obudziła się w środku nocy zlana potem, pewna, że Legolas odjechał i zostawił ją samą. Jednak musiał to być tylko sen, bo przez szum drzew słyszała jego równy oddech. Gdy przewróciła się na drugi bok i usiadła, mogła dostrzec w mroku zarys jego sylwetki. Wyciągnęła rękę i dotknęła jego ramienia. Tak tylko, żeby się upewnić. Nie zostawił jej. Był tutaj, podobnie jak pozostali członkowie drużyny. Znów się położyła, obserwując śpiącą postać rysującą się obok w ciemnościach. Uspokojona zamknęła oczy, starając się znów zasnąć. Do rana wciąż było daleko.
Szli przez las pieszo, prowadząc za sobą konie. Wszyscy byli milczący i podminowani, Katrin obserwowała, że i stosunki w ich grupie uległy pogorszeniu. Wszystko za sprawą przedmiotu spoczywającego w torbie Gandalfa. Naszyjnik z czarnego szkła, choć owinięty w kilka warstw materiału wciąż wywierał na nich wpływ. Z biegiem czasu coraz silniejszy... W Legolasie i Gimlim znów odezwała się wrodzona niechęć, zwłaszcza, że krasnoludy okazywały się wyjątkowo pamiętliwe. Katrin starała się w miarę możliwości pilnować małżonka i starać się nie dopuścić do żadnej tragedii, ale w końcu wzajemne przepychanki i kłótnie skończyły się bójką. Legolas rzucił się na przyjaciela z pięściami, Gimli z okrzykiem odpowiedział mu tym samym. Oboje zakotłowali się na ziemi, szarpiąc się zawzięcie. Aragorn pierwszy rzucił się ich rozdzielać, zaraz za nim pobiegła Katrin. Dziewczyna chwyciła elfa za ramię.
- Legolas! - między drzewami poniósł się jej krzyk. - W tej chwili przestańcie! Słyszysz?! - Legolas nie odpowiedział, pod wpływem impulsu odepchnął ja tylko od siebie, aż boleśnie upadła na ziemię. Aragorn stanął pomiędzy elfem a krasnoludem.
- Macie natychmiast przestać! - zawołał głośno. - Ta wyprawa jest zbyt ważna, żeby drużynę poróżniły konflikty!
Choć było jeszcze wcześnie, rozbili obóz w obawie, żeby Legolas i Gimli nie rzucili się sobie znowu do gardeł. Gdy jednak znowu zaczęli wymieniać ostre słowa przy ognisku, Katrin bez słowa pociągnęła Legolasa za rękę w głąb lasu. Spacerowali w milczeniu, dopóki elf nie zaczął oddychać spokojniej.
- Przepraszam, me Anar (słońce)... - odezwał się w końcu.
- Nie mnie powinieneś przeprosić, ale Gimlego. - Katrin zatrzymała się, stając przed nim. - Wiem, że to nie wasza wina, na moc naszyjnika nie macie najmniejszego nawet wpływu, ale gdy dojdzie do walki i Gimli uratuje ci skórę, będzie niezręcznie. - elf skinął głową, a gdy sięgnęła dłonią, by znów wziąć go za rękę, skrzywił się nieznacznie. - Katrin rzuciła mu krótkie spojrzenie i podciągnęła rękaw jego tuniki, pod którym dostrzegła porządnie rozbity i skaleczony nadgarstek. Jednak Gimli może się poszczycić siłą swoich przodków. Z kolei Legolas nie przyznałby się do tego, że jest ranny, dopóki krew nie zalałaby mu całej tuniki i dziewczyna dobrze o tym wiedziała.
- Coś mi mówi, że królewska duma została mocno nadszarpnięta. - Katrin uśmiechnęła się lekko. - Opatrzę ci to. - elf natychmiast złapał ją za nadgarstek.
- Nie mów krasnoludowi. - powiedział, spoglądając jej w oczy. Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko.
- Ani słowem. - odwzajemniła uścisk, gdy Legolas objął ją i przytulił mocno do siebie.

Katrin kuliła się pod płaszczem. Z westchnieniem stwierdziła, że spędzi kolejną bezsenną noc, bo poprzedniego dnia też nie mogła spać. Leżąc w mroku nocy, wpatrywała się w powoli dogasające ognisko, które coraz gorzej rozjaśniało ciemność. Wszyscy członkowie drużyny spali. Może z wyjątkiem Aragorna, którego sylwetkę dostrzegła pod jednym z pobliskich drzew, gdy ostrzył swój miecz lśniący w księżycowym blasku. Zirytowana przewróciła się na drugi bok. Jej frustracja sięgała zenitu i właściwie miała ochotę jedynie się rozpłakać. Właśnie wtedy poczuła ruch tuż przy swoim boku, a gdy odwróciła głowę, podłapała czujny wzrok Legolasa.
- Znowu nie możesz spać. - stwierdził elf. Dziewczyna bez słowa pokiwała głową. Legolas również nie powiedział już nic więcej, objął ją tylko ramieniem i przyciągnął do swojego ciepłego ciała, upewniając się, że oboje są szczelnie okryci. Katrin natychmiast wtuliła się w niego i z uśmiechem przyjęła pocałunek, który złożył na jej policzku.