• Wpisów:1575
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:3 dni temu
  • Licznik odwiedzin:328 196 / 2356 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Alice wyszła z łazienki, kończąc wycierać włosy. Jack powiódł za nią wzrokiem, kiedy przechodziła przez pokój. Miała na sobie jego koszulę i... Nic więcej. Kobieta z rozmachem usiadła na fotelu, koszula zafalowała lekko, odsłaniając jej nagie pośladki.
- Wolne. - odezwała się, podłapując spojrzenie partnera.
- Co chcesz teraz zrobić? - zapytał Ascott, wstając z miejsca.
- Po drugiej stronie ulicy jest McDonald, więc pójdziemy coś zjeść. - Racine potrząsnęła głową, jej włosy rozsypały się na ramionach.
- Alice, ja pytam poważnie. - Jack wsparł się łokciami o oparcie fotela, na którym kobieta siedziała.
- A ja ci poważnie odpowiadam. - kobieta spojrzała na niego. - Idź się wykąpać, bo za hamburgera jestem gotowa zabić.
Nie minęło pół godziny, kiedy oboje siedzieli przy oknie w restauracji, nad plastikowymi tacami z jedzeniem. Alice z uśmiechem odwijała z papierka dużą kanapkę, w którą natychmiast się wgryzła, Jack natomiast z roztargnieniem wyglądał przez szybę, automatycznie wkładając do ust frytki. Jak przez mgłę zdążył zarejestrować jedynie to, że jeden z przechodniów zatrzymuje się po drugiej stronie ulicy, wpatruje się przez chwilę właśnie w nich, po czym spod kurtki wyjmuje pistolet. Ascott drgnął, kiedy z opóźnieniem dotarło do niego kim jest mężczyzna i co się dzieje. Ledwie zdążył krzyknąć i pochylić się nad stołem, gdy przez szybę do środka wleciała kula, o włos mijając skroń Alice.

David Mercer stał na chodniku, z lekkim uśmiechem przyglądając się Ascott'owi i Racine, przez szybę restauracji. Teraz już nic ani nikt nie był w stanie mu przeszkodzić. Powoli wyjął spod kurtki pistolet dalekiego zasięgu, wycelował i nie zwracając uwagi na krzyk jakiejś starszej pani, strzelił.
- Alice! - wrzasnął Jack, niemalże w ostatniej chwili. Kobieta pochyliła się odruchowo. Kula bez przeszkód przeszła przez szybę i o włos minęła jej głowę. Racine zerwała się z miejsca, odruchowo chcąc sięgnąć po swojego glocka, ale nie była w stanie zrobić ruchu. Jack zdążył już przeładować swój pistolet i strzelić kilka razy z rzędu.
- Cholera... - zaklął, wysuwając magazynek. - Zostało mi dwanaście naboi. - rzucił. - Chodź. - dodał tonem, nieznoszącym sprzeciwu, łapiąc Alice pod ramię i wyprowadził ją na ulicę, zupełnie ignorując zamieszanie, jaki wywołali wśród klientów i obsługi.
Kiedy tylko stanęli na chodniku, padł kolejny strzał. Alice skuliła się, wyszarpując pistolet zza paska. Strzeliła, raz i drugi, ale dłoń jej drgnęła. Chybiła o włos. Pociągnęła Jacka za sobą za załom najbliższego budynku, gdy Mercer znów strzelił. Opuścił broń, powoli podchodząc do nich. Nie śpieszyło mu się.

- W centrum Glasgow trwa strzelanina, na miejscu są już służby specjalne, starające się zaprowadzić porządek. Ranny jest trzydziestoośmioletni mężczyzna... - Emily zdjęła słuchawki, słysząc początek relacji radiowej i gestem poprosiła o zwiększenie głośności.
- Służby specjalne dopiero tam będą. - rzuciła. - Kieruj się na centrum. - poleciła pilotowi i helikopter momentalnie zmienił kierunek lotu. Kobieta wyjrzała przez szybę. Zabranie ze sobą grupy antyterrorystów zdecydowanie było dobrym pomysłem.
- Trzymaj się, Alice. - wyszeptała.

Alice z jękiem padła na kolana, gdy padł kolejny strzał, po czym znów zerwała się do biegu. Jack dopadł do niej chwilę potem, starając się ją osłaniać, ale Mercer miał ich jak na widelcu. Strzelił. Alice krzyknęła krótko, gdy kula utkwiła jej tuz pod kolanem, przechodząc przez miękkie tkanki i zatrzymując się na kości. Pod kobietą ugięły się nogi i bezwładnie padła na asfalt.
- Alice... - Jack przypadł do niej. - Mogę...? - spytał, biorąc ją pod ramię i pociągnął w górę. - No chodź, chodź. - mężczyzna pociągnął ją za sobą. Kobieta jęknęła, jednak wciąż starała się za nim nadążyć. Jack poprawił sobie uchwyt na jej ramieniu. - Przecież cię nie zostawię, nie? Nie ma takiej opcji. - powiedział.
- Jack, nie mogę chodzić... - jęknęła Alice. Drugi pocisk trafił tuż po lewą łopatkę. Kobieta krzyknęła, wysuwając się z ramion Ascott'a. Odruchowo sięgnęła ręką do miejsca, które teraz pulsowało potwornym bólem. Podniosła oczy pełne łez na Mercera zbliżającego się do nich powoli. Rozległ się kolejny strzał i mężczyzna padł na asfalt z kulą w głowie. Kilka kroków za nim stała Emily, wciąż z uniesionym karabinem w dłoni. Jack uśmiechnął się lekko, oglądając się na nią, ale słysząc przeciągły jęk Alice, natychmiast przeniósł na nią wzrok. Kobieta oddychała płytko i urywanie.
- Spokojnie... - odezwał się, opadając przy niej na kolana. Przetrząsnął kieszenie bluzy, tylko po to, żeby sobie przypomnieć co zrobił ze swoim telefonem i zaklął głośno. Alice zacisnęła zęby, krzywiąc się w grymasie bólu. - Wytrzymasz?
- Mój Boże... - westchnęła Emily, dobiegając do nich. - Już dzwonię po pogotowie. - rzuciła, w drżącą dłoń chwytając telefon. Z ust Alice wyrwał się jęk bólu, palce zacisnęła na rękawie bluzy Jacka. Mężczyzna ponaglił spojrzeniem czekająca na połączenie Emily.
 

 
Sondtrack; https://youtu.be/aMqOkmDoMFQ

Aragorn zsiadł z konia, widząc nadjeżdżających Legolasa i Katrin.
- Witaj, przyjacielu. - odezwał się. - Katrin... - dziewczyna zarumieniła się lekko, kiedy mężczyzna ucałował jej dłoń. Elf odpowiedział mu uśmiechem.
- Aragornie... - zaczął, ściskając mu dłoń, po czym oboje objęli się w uścisku. - Naprawdę miło cię znów zobaczyć. Eomerze... - Legolas skinął głową królowi Rohanu. Mężczyzna stojący przy swoim koniu odpowiedział skinieniem.
- Legolas! - Katrin odwróciła się z uśmiechem, słysząc głos nadchodzącego właśnie Gimlego. Przyjaciele uściskali się serdecznie. - Katrin, moja słodka! - dziewczyna roześmiała się, gdy krasnolud i ją mocno przytulił. - Nic a nic się nie zmieniła od ślubu. A może i wypiękniała. - Legolas z uśmiechem objął Katrin w talii i pocałował w policzek. Aragorn również się uśmiechnął.
- Jesteśmy w komplecie?! - zawołał na powitanie Gandalf, dołączając do drużyny. - Chyba możemy ruszać. - Aragorn wsiadł na konia. Legolas też dosiadł wierzchowca i wyciągnął dłoń, żeby pomóc Katrin. Gimli usadowił się w siodle za Aragornem. Krasnolud niezbyt przepadał za konną jazdą, ale w tym wypadku nie miał większego wyboru. Katrin spojrzała na torbę Gandalfa, w której musiał leżeć naszyjnik. Mogłaby przysiąc, że kiedy tylko pojawił się czarodziej, atmosfera zgęstniała. Przytuliła się do Legolasa, obejmując go mocno w pasie, a twarz wtuliła w kaptur jego płaszcza. Elf kojąco ścisnął jej dłoń.

Katrin mocno ściskała lejce. Po postoju na posiłek przesiadła się na własnego konia, żeby Legolasowi było wygodniej. Gnieżdżenie się z nią w jednym siodle nie musiało mu sprawiać przyjemności, poza tym wszyscy już wyczuwali aurę łynącą z naszyjnika. Ona sama także. Dziewczyna westchnęła. Od popasu mijało pięć godzin jazdy konnej, a ona bardzo musiała już za potrzebą. Siedziała sztywno w siodle, ale każdy krok wierzchowca sprawiał, że czuła wyraźny nacisk na pęcherz. W końcu zrównała się z Legolasem, bez słowa łapiąc małżonka za rękaw tuniki. Elf spojrzał wprost na nią. Na jej pokryte rumieńcem policzki i łzy w oczach.
- Katrin, co się dzieje? - spytał, kładąc jej dłoń na ramieniu. Nie odpowiedziała, przyłożyła tylko wierzch dłoni do ust. Łzy poleciały jej po policzkach. Czuła zakłopotanie i nie miała pojęcia, jak się zachować i co mówić.
- Katrin... - odezwał się znów łagodnie Legolas. - Nie wiem, o czym teraz myślisz, czuję tylko, że jesteś skrępowana. Powiedz, co się dzieje. - dziewczyna zaszlochała krótko.
- Muszę zsiąść. - odpowiedziała przez łzy. - Nie wytrzymam do postoju, muszę zsiąść. - powtórzyła. Elf szarpnął za swoje wodze, wstrzymując wierzchowca, zatrzymał również konia Katrin. Pozostali obejrzeli się na nich, ale skarceni przez Gandalfa, ruszyli dalej, zwalniając tylko tępo. Dziewczyna zsunęła się z końskiego grzbietu, gdy Legolas podał jej rękę, potem już sama weszła głębiej między drzewa. Elf czekał na nią przy koniach, dopóki nie pokazała się z powrotem.
- W porządku? - spytał. - Lepiej? - Katrin pokiwała głową. Legolas uśmiechnął się lekko. - Wsiadaj, nie możemy zostawać w tyle. - powiedział, podając jej lejce.

Katrin leżała skulona pod płaszczem, wpatrując się w nocne niebo. Legolas leżał tuż obok niej, ale odwrócony plecami. Nie mogła się do niego przytulić, ani tym bardziej z nim porozmawiać.
- Legolas... - zagadnęła mimo to.
- Katrin, boli mnie głowa. - odpowiedział elf, nawet nie otwierając oczu.
- Czy właśnie dlatego przez cały dzień tak dziwnie się zachowujesz?
- Już ci mówiłem, że nic mi nie jest.
- Legolas, proszę cię... - zaczęła, dotykając jego ramienia.
- Nie masz się czym przejmować. - odparł, strącając jej rękę. Dziewczyna poczuła, że łzy napływają jej do oczu. Legolas, którego znała, nie ukrywał przed nią swoich myśli i nie bagatelizował jej trosk. Ten elf nie przypominał Legolasa - zdawał jej się niemal obcy.
- Chciałam tylko wiedzieć, co się stało. - powiedziała cichutko.
- Gdybyś to ty nie miała ochoty mówić o swoich uczuciach, nie próbowałbym cię zmuszać. - Katrin przełknęła ślinę.
- To prawda. - odparła. - Ale ja nie próbowałabym cię okłamywać. A ty ciągle upierasz się, że wszystko jest w porządku. - dziewczyna pociągnęła nosem. Wiedziała, że to moc naszyjnika ich zmienia, mimo to nie potrafiła tego tak po prostu zaakceptować i pogodzić się z tym w oczekiwaniu na rozwiązanie problemu. Legolas przekręcił się na drugi bok, obejmując ją. Katrin natychmiast przywarła do niego.
- Przepraszam, po prostu jestem zmęczony. - powiedział elf. - Oboje powinniśmy teraz spać. - dziewczyna już bez słowa skinęła głową, zamykając oczy.
 

 
Witaj świecie! Weekend odrobinę luźniejszy i natłok materiału trochę stopniał (przywiozłam do domu na weekend tylko jeden podręcznik i aż dziwnie się z tym czuję). Jesteśmy po klasyfikacji, oceny wystawione i nie będzie więcej żadnych sprawdzianów, a przede mną już tylko ostatni zryw przed maturą. Ostatnie powtórki, ostatnie partie materiału... Został miesiąc... Wyrobię się, choć na styk.
Porfolio skończone, czekają mnie przy nim tylko ostatnie poprawki. Mnie samej ciężko w to jeszcze uwierzyć, ale zdążyłam i to jeszcze ze sporym zapasem czasowym. Ostateczny treatment w porównaniu z pierwszą wersją to niebo, a ziemia, sceny dramatyczne wymuskane, a eksplikacja reżyserska, z której jestem wyjątkowo dumna, doprowadzona niemal do perfekcji. Historia oparta na znanym motywie,kręconym już nie raz, owszem, ale wywlekłam z niej dosłownie wszystko, co było tego warte. Zarys filmu z jednej strony dostosowanego do nastawionego na rozrywkę widza, z logicznie skonstruowaną historią, wszystkie wątki dociągnięte do końca, zmieszczone w dziewięćdziesięciu minutach. Z drugiej strony głęboka prawda oparta na prostym przekazie. Wszystko zawarte w zaledwie pięciu stronach scenopisu.

Z tego też względu jutro wieczorem (zgodnie z obietnicą) składam wam na ręce kolejny świeżutki rozdział "Siedemnastu lat po Śródziemiu". W najbliższym czasie postaram się też wkleić te trzy ostatnie rozdziały "Tożsamości wroga", a z miejsca mogę ogłosić, że mniej więcej w połowie czerwca pojawią się pierwsze rozdziały spin-offu tegoż opowiadania. W planach na lato zapowiadana od dawna, choć nie z tytułu "Legenda o Limmaniel", naprawdę jest na co czekać.
 

 
Gdzie są te czasy, kiedy siadało się wieczorem do zeszytu i uciekało w świat, w którym już czekał Legolas, żeby pocałować w policzek i przytulić, pomóc wsiąść na konia, zatańczyć, albo po prostu pośmiać się w pokoju kominkowym? Obecnie cały mój wolny czas pochłaniają sprawy szkolne i uczelniane. Poza próbnymi arkuszami maturalnymi, sprawdzianami i stertą zadań domowych trzeba znaleźć jeszcze czas, żeby napisać porfolio i zrobić to dobrze (że na pisanie dla przyjemności czasu nie ma wcale nie muszę chyba wspominać). Czasu jest coraz mniej, a jeszcze treatment, jeszcze sceny dramatyczne no i eksplikacja, z którą będzie najwięcej zabawy. A natchnienie jak zwykle wyniosło się w najmniej odpowiednim momencie. Historia - wymyślona i w miarę poukładana - siedzi w głowie, to z przelaniem jej na klawiaturę jest problem. Dodatkowa presja jak się możecie domyślać, wcale nie pomaga. Historia, która miała być wyrazem głębokich treści i jasnego przesłania, jest płytka i do niczego się nie nadaje (ewentualnie do spalenia). A nie poślę im przecież czegoś marnego, bo to po prostu nie w moim stylu.

Dlatego też, dopóki się to wszystko jakoś nie poukłada i nie uspokoi, rzadko kiedy będzie mnie można tu złapać, jeśli nie w ogóle. Zaraz jak tylko minie ten gorszy okres, dostaniecie ode mnie następny świeżutki rozdział, obiecuję. Tymczasem bardzo bym prosiła o wsparcie i trzymanie kciuków za egzaminy. Na pewno się przyda.
  • awatar goal digger: Z wielką chęcią potrzymam! Rób co do Ciebie należy i wróć jak będziesz gotowa. Powodzenia <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/MRrXKGQocCE

Katrin cwałowała przez las, co chwilę podnosząc rękę do oczu i ocierając łzy. Nie wiedziała dokąd jedzie, nie chciała wiedzieć. Chciała tylko być jak najdalej od pałacu. Żeby Legolas nie musiał denerwować się przez nią jeszcze bardziej. Po twarzy smagał ją lodowaty wiatr, w wielu miejscach leżał jeszcze śnieg, ale nie zwracała na to uwagi. Podniosła głowę i w tym samym momencie uderzyła ją gałąź. Dziewczyna spadła z konia, kiedy ten stanął dęba i upadła na śnieg. Przez chwilę nie mogła złapać oddechu, a zaraz potem rozpłakała się na dobre.
- Galion, siodłaj konia! - krzyknął Legolas, wpadając do stajni.
- Mój Panie... - elf skłonił głowę. - Wasza małżonka wyjechała chwilę temu. - Legolas usiadł w siodle i chwycił za wodze.
- Dokąd? - spytał krótko.
- Północny zachód. - elf wbił pięty w boki wierzchowca. Koń zaskoczony gwałtownością ruchów stanął dęba, a potem pogalopował w głąb puszczy.
Katrin z jękiem podniosła się z ziemi. Płaszcz miała przemoczony, koń uciekł, a w przypływie paniki uświadomiła sobie, że gdzieś zgubiła kryształ, który dostała od Legolasa. Dowód miłości. Na nadgarstku miała czerwony ślad, czyli łańcuszek musiał się zerwać. Może kiedy upadła? Albo jeszcze wcześniej. Dziewczyna rozejrzała się. Złość powoli mijała, teraz narastał w niej strach. Nie wiedziała gdzie jest, ani jak wrócić z powrotem do pałacu. Na razie pomaszerowała przed siebie, mając nadzieję, że trafi na coś znajomego.
Legolas zeskoczył z konia, widząc charakterystyczne ślady na śniegu. Przykucnął, muskając ziemię koniuszkami palców. Coś musiało się tu stać. Najwyraźniej spłoszyło konia, bo ślady kopyt zachodziły na siebie. Tutaj coś upadło. Śnieg był dość mocno zgnieciony i miejscami wyglądała spod niego trawa. Tam ślady stóp, po których można by wnioskować, że Katrin poszła dalej na piechotę. Bo to nie mógł być nikt inny, jak tylko jego ukochana. Elf przystanął, widząc kątem oka błysk w śniegu i chwilę potem podniósł z ziemi przeźroczysty kryształ na łańcuszku. Nie miał już żadnych wątpliwości. Pogalopował w ślad za małżonką.
Katrin ostrożnie szła po tafli lodu. Wciąż była zamarznięta podobnie jak wodospad, który widziała wcześniej. Z miejsca w którym stała rozciągał się wspaniały widok na Samotną górę, niegdyś Królestwo Ereboru.
- Katrin! - dziewczyna usłyszała głos Legolasa i odwróciła się gwałtownie. Elf powoli szedł w jej stronę.
- Co ty tu robisz? - spytała, nie kryjąc zaskoczenia.
- Szukam cię. - odpowiedział Legolas, próbując ja objąć.
- Nie chcę. - powiedziała Katrin. - Chcę wrócić do siebie, wiem, że tutaj tylko wam przeszkadzam. - dodała, cofając się. - Nie chcę być dla ciebie ciężarem...
- Ale ty nie jesteś dla mnie ciężarem. Nie mogłabyś być. Katrin, ja nie mówiłem szczerze. Nie mógłbym sobie wyobrazić, że dzielę wieczność z kimś innym. - elf zbliżył się do niej, a dziewczyna znów cofnęła się o kilka kroków. - To twój? - Legolas wyciągnął w jej stronę kryształ na łańcuszku. Katrin szybkim ruchem wyrwała mu go z dłoni, ale zrobiła to tak gwałtownie, że poślizgnęła się. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że stoi tuż nad krawędzią wodospadu.
- Ava uruva lanta! (Nie ruszaj się!) - krzyknął Legolas, łapiąc ją za nadgarstek. - Chodź do mnie. Ana inye... (Powoli...) - dziewczyna powolutku podeszła do niego i chwilę potem znajdowała się już bezpieczna w jego objęciach. Wtulona w niego, nie mogła przestać szlochać. Przybliżył swoje usta i musnął nimi jej wargi, delikatnie, bez pośpiechu. Przeszył ja dreszcz. Powoli pogłębił pocałunek, a ona przyjęła go. Chwilę stali w miejscu wymieniając pocałunki, ale wreszcie Katrin odsunęła się.
- Przepraszam Legolas. - wyszeptała. Elf założył jej kosmyk włosów za ucho.
- Pamiętasz co mówił Mithrandir. To przez ten naszyjnik. Wyzwala najgorsze żądze. - powiedział.
- Przecież żadne z nas go nie dotykało. - zauważyła Katrin.
- Ale przebywaliśmy w jego pobliżu. Najwyraźniej to wystarczyło. Nie wiemy jaka magiczna moc jest w nim ukryta. - dziewczyna pokiwała głową, obejmując go mocno. Chwilę trwali w uścisku.
- Lepiej wracajmy. - powiedział Legolas w końcu. - W przeciwnym razie przegapimy okazję na ciepły posiłek. A nie wiadomo kiedy następnym razem uda nam się zjeść coś ciepłego.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/LwGyIIZQ_PM

- Czemu zawdzięczamy tę wizytę? - Katrin spojrzała na Legolasa, kiedy ten położył jej dłonie na ramionach. Gandalf bez słowa położył na stole przedmiot owinięty w skórzaną szmatkę, potem rozwinął go i za pomocą laski podniósł do góry czarny naszyjnik.
- Oto dlaczego przychodzę. - powiedział. - Nie dotykajcie, no chyba, że przez coś. - ostrzegł, kiedy Katrin wyciągnęła dłoń ku biżuterii. Dziewczyna posłusznie cofnęła rękę. - To nie jest zwykła ozdoba. - dodał, uprzedzając jej pytanie. - Został stworzony dawno temu, w ruinach Dol Guldur. Każdy kto go nosi, zmienia się nie do poznania. Zostaje opętany przez czarne moce, które wyzwalają w nim najgorsze żądze. - Katrin wstrzymała oddech. Legolas mocniej zacisnął dłonie na jej ramionach.
- Wybacz Mithrandirze, ale nie rozumiem co my mamy z tym wspólnego. - odezwał się.
- Czyżbyście nie dostali zaproszenia na ucztę? - spytał Gandalf.
- Tego zaproszenia? - Legolas położył na stole złożony na troje czarny pergamin. Gandalf w zadumie skinął głową.
- Czarnoksiężnik, znany wam jako Herumor, osiedlił się w Isengardzie. Czarna wieża, niegdyś zburzona, została odbudowana. Rozesłano listy do władców wszystkich królestw Śródziemia, które coś znaczą. - Legolas odetchnął.
- Herumor chce prowadzić rozmowy. - powiedział. - Jeśli to się nie uda, stawiać warunki...
- Nie to mnie najbardziej niepokoi. - przerwał elfowi Gandalf. - Nie zastanawiało cię, dlaczego tylko ciebie zaproszono wraz z małżonką? - Katrin drgnęła, podnosząc wzrok na Legolasa. Jej serce zabiło mocniej. Oddech przyspieszył.
- Ja jestem tą zaginioną księżniczką... - odezwała się. - Tak czy nie? - spytała, spoglądając na Gandalfa.
- Nie wiemy na pewno. - czarodziej wziął jej dłoń w swoją. - Ale Herumor podejrzewa to od dawna. A ty sama jesteś naprawdę intrygującą istotą. - Gandalf uśmiechnął się. - Na południu źle się dzieje. Za pomocą tego... - czarodziej wskazał na naszyjnik. - Możemy jeśli nie zniszczyć, to porządnie osłabić Herumora. Przed laty zaklął w tym naszyjniku część swojej mocy. On go szuka... Nie wiedząc, ze jest w naszym posiadaniu. Aragorn i Eomer dostali listy, Gimli także. Wszyscy wiedzą co się szykuje i przygotowują się do wymarszu. Pytanie tylko, czy i wy odpowiecie na wezwanie. - Legolas uśmiechnął się.
- Czyżbyś zamierzał choć po części wskrzesić Drużynę Pierścienia? - spytał. Czarodziej odpowiedział uśmiechem.
- Przenikliwy z ciebie elf, Legolasie. - powiedział. - Potrzebni nam teraz ludzie zaprawieni w bojach. Ruszymy jutro o świcie. Bądźcie proszę gotowi. - Gandalf zgarnął ze stołu zawiniątko z naszyjnikiem i żwawym krokiem opuścił komnatę.
Katrin ukryła twarz w dłoniach, biorąc głębszy oddech. W głowie miała mętlik, nie potrafiła poskładać w całość tego, co przed chwilą usłyszała.
- Legolas, wytłumacz mi... - dziewczyna poderwała się z krzesła.
- A co tu tłumaczyć? - głos elfa zabrzmiał szorstko. - Świat znów stoi na krawędzi upadku! A mogłem się tego spodziewać. Już kiedy pierwszy raz się u nas zjawiłaś, za twoją sprawą były kłopoty. To z twojej winy to wszystko! Gdyby cię tu nie było...
- Ty... - Katrin zacisnęła dłonie w pięści. - Ty myślisz, że mi nie zależało, żeby tutaj wrócić?! Że nie starałam się o to?! Żeby ratować ten świat?! Legolas!
- Nie wiem, co mam myśleć, Katrin. - odpowiedział elf.
- Wróciłam, bo zależy mi na Śródziemiu! Tak jak zależy mi na tobie. Na nas... - dziewczyna pokręciła głową. - Ja sama nie rozumiem dlaczego Herumor tak się mną interesuje, w porządku?
- Wybacz, ale ciężko mi w to teraz uwierzyć. Może dla wszystkich byłoby lepiej, gdybyś się tu w ogóle nie pojawiła. Miałaś wtedy rację, nie powinienem wiązać się z tobą... - w oczach Katrin stanęły łzy. - Chcę teraz zostać sam.
- Nie mówisz tego poważnie. - dziewczyna patrzyła na wspartego o blat stołu Legolasa. Pragnęła, by i on na nią spojrzał...
- Wyjdź, Katrin. - głos elfa emanował chłodem. Katrin przyłożyła dłoń do ust, czując lecące po policzkach łzy i wybiegła z sali, zanosząc się płaczem. Ze swojej komnaty zgarnęła tylko płaszcz i wypadłą na dziedziniec, kierując się do stajni. Chwilę potem galopowała już przez las, kryjąc twarz w grzywie swojego konia. Legolas stojący przy oknie przyłożył dłoń do ust.
- Co ja zrobiłem... - wyszeptał, rzucając się w ślad za małżonką.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/7SPnSGJwbm4

Katrin przyglądała się Legolasowi przemierzającemu jadalnię w tę i z powrotem. W końcu zerknęła jednak na leżący na stole list. Na czarnym pergaminie, srebrnym atramentem wypisano zaproszenie na ucztę. Dziewczyna musnęła palcami srebrną literę H stanowiącą podpis.
- Nie rozumiem. - odezwał się wreszcie Legolas. - Przez dwa lata nie było o nim wieści. Nikt go nie widział, nie słyszał o nim. A teraz nagle ten list. Utrzymuje, że ma pokojowe zamiary, ale to z pewnością podstęp.
- Legolas... - Katrin podniosła się z krzesła. - Samym zamartwianiem się nic nie zdziałamy. Jest późno, chodźmy spać. - elf już bez słowa skinął głową. Był niemal tak samo zmęczony jak małżonka.
Katrin leżała w łóżku obok Legolasa, wpatrując się w baldachim nad głową. Mimo zmęczenia nie mogła zasnąć. Nie dawał jej spokoju tamten list. Dziewczyna zerknęła na małżonka.
- Nie śpisz? - odezwała się. Elf pokręcił głową.
- Nie, nie mogę spać. - odpowiedział. - Ten list... Dlaczego teraz...
- Legolas... - Katrin poderwała się z pościeli, siadając okrakiem na brzuchu elfa. - Niech choć raz ktoś inny się tym martwi. - dziewczyna nachyliła się nad Legolasem i wpiła mu się w usta. Elf odwzajemnił pocałunek. Nie odrywając ust od warg małżonki, podniósł się i klęcząc na łóżku zsunął z jej ramion cieniutką koszulkę nocną. Katrin nie pozostała mu dłużna i chwilę potem rozpinała guziki jego koszuli. Westchnęła, kiedy elf przeniósł się z pocałunkami na jej szyję, a potem na piersi. Objęła go mocno za szyję.
- Na pewno tego chcesz? - spytał Legolas, przerywając pieszczoty. Katrin dotknęła włosów elfa.
- Chcę. - odpowiedziała. Legolas zdjął jej przez głowę koszulkę nocną. Nie przestając go całować, dziewczyna pociągnęła go z powrotem do pozycji leżącej. Zakotłowali się w pościeli. Katrin jęknęła z rozkoszy. Elf już bez jej pomocy zdjął spodnie od stroju nocnego, jej pomógł pozbyć się bielizny. Dziewczyna zadrżała, kiedy ich nagie ciała zetknęły się ze sobą. Całkowicie poddała się Legolasowi, pozwalając mu przejąć inicjatywę. Kochali się namiętnie, chcąc żeby ta chwila trwała wiecznie. W końcu jednak oboje padli na łóżko wyczerpani.
- Wystarczy? - odezwał się elf, kładąc się koło niej. Dziewczyna pokiwała głową. Legolas pocałował ją po raz ostatni i ułożył się wygodnie, przykrywając oboje mięciutką jak puch kołdrą. Katrin spojrzała mu prosto w oczy i mocno przytuliła się do jego nagiego ciała. Ułożyła głowę na jego piersi, a elf objął ją ramieniem. Pocałował ją w czubek głowy.
- Mae Fui, melisse. (Dobranoc, kochanie.) - szepnął.

Katrin przeciągnęła się i wyciągnęła dłoń, chcąc poczuć pod palcami włosy Legolasa, ale elfa nie było już w łóżku. Stał przy oknie, kompletnie już ubrany. Dziewczyna, usiłując zrobić to bezszelestnie, wyciągnęła rękę po koszulkę nocną, ale Legolas i tak usłyszał.
- Dzień dobry. - odezwał się z uśmiechem. Katrin odwróciła się do niego plecami, nagle zawstydzona swoją nagością. Włożyła przez głowę koszulkę. Elf objął ją, bezszelestnie zachodząc dziewczynę od tyłu. Podniosła głowę i poczuła na wargach usta Legolasa. Odwzajemniła pocałunek. A zaraz potem wysunęła się z jego objęć. Musiała pójść do toalety. I nie mogła z tym już dłużej zwlekać.
- Legolas... - odezwała się. - Muszę pójść za potrzebą.
- Wygódka jest w kącie za parawanem. - odpowiedział elf. Katrin obejrzała się. U niej też było coś takiego, ale tutaj nie zauważyła parawanu, pomalowanego na ten sam kolor co ściana. Za parawanem stał stołek z wyciętą pośrodku dziurą i fajansowym naczyniem pod spodem. Teraz już sobie poradzi. Legolas uśmiechnął się do niej, gdy pokazała się z powrotem.
- Co chcesz dzisiaj robić? - spytał, obejmując ją ramieniem.
- Na początek może ubrać się i zjeść śniadanie. - odpowiedziała z uśmiechem.
- Wasza wysokość... - do komnaty zajrzał Galion. - Najmocniej przepraszam... Przybył Gandalf Biały. - Legolas skinął głową.
- Zaraz zejdziemy. - odpowiedział. - Katrin, ubierzesz się teraz?
- Daj mi pięć minut. - dziewczyna pobiegła do siebie.
Do sali audiencyjnej schodzili razem, Na krześle przy stole siedział człowiek ubrany w białą szatę i z laską w dłoni. Uśmiechnął się smutno na ich widok.
- Gandalfie... - odezwał się Legolas, skinąwszy mu głową. - Moja małżonka, Katrin. - dziewczyna również skinęła głową w geście przywitania. Nie czuła się dobrze ze świadomością, że czarodziej tak jej się przygląda.
- Dobrze, że zastaję was oboje. - powiedział Gandalf z uśmiechem. - Musimy porozmawiać.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/EFqesVTz-YA

Dwa lata później...
Katrin galopowała przez równiny u boku Legolasa, z łukiem w pogotowiu. Choć elf nie przepadał za regularnym polowaniem, tego dnia chętnie przystał na przejażdżkę konną. Królewskie obowiązki ostatnio bardziej dawały się we znaki obojgu, więc cały dzień spędzony na gonitwie w siodle był niemal wybawieniem od codziennych obowiązków.
- Jeszcze nie zmęczona? - zagadnął Legolas, ściągając lejce.
- Ani trochę! - odpowiedziała mu odrobinę jednak zdyszana Katrin. Elf uśmiechnął się do niej promiennie, a zaraz potem, słysząc szelest w zaroślach, całkowicie zatrzymał wierzchowca. Dziewczyna nałożyła strzałę na cięciwę łuku,a gdy tylko zza krzaków wypadł młody zając, wypuściła ją.
- Świetnie. - odezwał się Legolas. - Masz coraz lepsze oko.
- To już trzeci. - pochwaliła się Katrin, podnosząc zdobycz ziemi i z dumą schowała zająca do juków.
- To może i mnie dasz się popisać? - elf ujął w dłoń łuk, sięgnął do kołczanu. - Kochanie?
- Niech Wasza Wysokość pokaże, co potrafi. - dziewczyna skinęła głową. Legolas już bez słowa nałożył na cięciwę dwie strzały, mierząc w kierunku najbliższego drzewa. Chwilę potem na ziemi wylądowały z cichym pacnięciem dwie, dojrzałe jagody. Jedną z nich elf podał małżonce. Katrin uśmiechnęła się, wgryzając się w chrupiącą skórkę.Usta wypełnił jej słodki miąższ. Legolas uśmiechnął się, przypatrując się twarz małżonki i sam również odgryzł kęs swojego owocu.
- Nie wiedziałem, że aż tak lubisz smocze jagody. - odezwał się elf, gdy na powrót wjechali między drzewa.
- Są przepyszne. - odpowiedziała Katrin, spoglądając na niego, a gdy popędził konia, powiodła za nim wzrokiem.
- Co ty... Czekaj! - zawołała za nim, również wbijając pięty w boki wierzchowca. Elf roześmiał się, wyciągając do niej rękę, którą chwyciła mocno. Uniosła się w siodle, starając się za nim nadążyć, ale pościła jego dłoń, gdy wjechał głębiej w las. Ganiali się między drzewami, dopóki dziewczyna nie straciła go z oczu. Ściągnęła lejce, rozglądając się wokół.
- Legolas! - zawołała, szukając wzrokiem małżonka.
- No chodź! - zawołał z uśmiechem elf, wyłaniając się zza drzew.
- Muszę złapać oddech. - Katrin uśmiechnęła się lekko.
- Jelenia nie upolowałabyś na pewno. Zaczekaj chwilę, muszę podumać wśród drzew. - Legolas roześmiał się, przedrzeźniając dziewczynę. Katrin również roześmiała się w odpowiedzi. - Robimy przerwę?
- Oj, tak. - dziewczyna z ulgą zsiadła z konia.
Oboje z westchnieniem usiedli na trawie. Legolas objął ramieniem Katrin, dzieląc się z nią chlebem, a ona wsparła głowę o jego pierś, przytulając się do niego.
- wiesz... chciałbym kiedyś odwiedzić twój kraj. - odezwał się elf. Dziewczyna spojrzała na niego z zaskoczeniem.
- Naprawdę? - spytała. Legolas z powagą skinął głową. - Cóż... To daleko... I nie sądzę, by miało ci się tam spodobać.
- Dlaczego? - elf uśmiechnął się. - Chcę poznać twój świat, tak samo jak ty poznałaś mój.
- To może nie być najlepszy pomysł... - zaczęła Katrin, ale przerwała, czując na twarzy pierwsze krople wilgoci. Legolas podniósł głowę. Nie zanosiło się na deszcz, a jednak właśnie zaczynało padać.
W strugach deszczu wracali do pałacu. Katrin markotniała coraz bardziej, kuląc się w siodle. Przed ulewą nie chronił nawet gruby płaszcz. Dziewczyna odgarnęła z twarzy mokre loki. Cała była przemoczona, czuła jak po plecach spływa jej strużka wody. zaraz potem podniosła wzrok, gdy Legolas bez słowa odpiął zapinkę swojego płaszcza i równając do niej, rozpostarł nad głowami obojga. Niewiele to pomogło, mimo to dziewczyna roześmiała się. Gest był szczery.
Katrin oddała służącej przemoczony płaszcz i zsunęła z ramienia kołczan ze strzałami. Od elfki wzięła ręcznik.
- Powinna się Pani przebrać. - odezwała się elfka. - Przyszykuję suknię na zmianę. - dziewczyna skinęła głową.
- Dobrze, dziękuję. - odpowiedziała z westchnieniem. Była zmęczona, choć nie chciała tego przyznać nawet przed sobą.
- Mój Panie! - zawołał Galion, dojrzawszy Legolasa. - Był posłaniec. - powiedział, oddając elfowi list.
- Nie spodziewałem się żadnych wieści. - odezwał się Legolas. Katrin spojrzała na niego, potem zerknęła mu przez ramię.
- Adresowany do nas obojga. - zauważyła. Elf odwzajemnił spojrzenie małżonki i przełamał pieczęć z laku.
 

 
Rozszerzona wersja sceny koronacji przyszłej królowej z ostatniego rozdziału "Siedemnastu lat po Śródziemiu". Będzie można ją przeczytać w wersji opowiadania po korekcie.

Katrin klęczała na podwyższeniu przy królewskim tronie. Uśmiechnęła się lekko do Aragorna, gdy brał w dłoń jej miecz. Zarówno król Gondoru, jak i Legolas, stojący obok niego odpowiedzieli jej tym samym. Dziewczyna odetchnęła głębiej, z powrotem opuszczając wzrok. Mimo wszystko... Była zdenerwowana.
- Katrin... - Aragorn uniósł ostrze wyżej. - Czy przyjmujesz na siebie brzemię władzy i ślubujesz wierność swemu królestwu? - dziewczyna poczuła stal własnej klingi na głowie, gdy potakiwała. - Noś ten miecz z odwagą, w twym sercu jednak niechaj gości dobroć. Nigdy nie dobywaj go w gniewie, lecz tylko by chronić swoich poddanych. Przyjmij te razy i tylko te, na pamiątkę przysięgi, którą właśnie składasz... - Katrin uśmiechnęła się, gdy miecz dotknął jej obu ramion i głowy. Legolas podał przyjacielowi diadem na aksamitnej poduszce, który teraz Aragorn włożył jej na głowę. Dziewczyna powstała. Ręce jej drżały, gdy brała w dłonie królewskie berło i własny miecz. Stanęła przodem do innych elfów. Swoich poddanych.
- Przysięgam... - zaczęła. - Przysięgam być wierną Zielonemu Królestwu, bronić jego wolności i granic, jeśli zajdzie potrzeba, o oddanych troszczyć się jak o własną rodzinę. Za sprawę mojego królestwa w potrzebie, krwi własnej, ani życia nie szczędzić, a o moich poddanych walczyć ze wszystkich sił. - powiedziała z mocą, jakiej dawno w sobie nie czuła. Stojąca na samym końcu sali elfka w bieli i płaszczu, w kapturze naciągniętym głęboko na twarz i podpierająca się o ścianę z uśmiechem skinęła głową. Potem po sali tronowej poniosły się oklaski i wiwaty.
 

 
Porozmawiajmy o Hobbicie... A mianowicie będzie o książkach i albumach, które można było kupić przy okazji premiery każdej z części filmowej trylogii "Hobbit". Na Mikołajki zostałam obdarowana tomem drugim i z miejsca przepadłam. To kolejny po "Przewodnikach" i "Filmowych postaciach i miejscach" dodatek do filmowego "Hobbita" i kolejna znakomita książka, która udowadnia, że tego typu publikacje wcale nie muszą być odcinaniem kuponów od znanej marki.
Książki są wykonane bardzo starannie i dla każdego fana, już nie tylko filmu "Hobbit", ale ogólnie Śródziemia, są ciekawą propozycją, choćby ze względu na ogrom informacji w nich zawartych, dotyczących tworzenia kostiumów, powoływania do życia języków Śródziemia, tworzenia makiet lokacji znanych z twórczości Tolkiena itp. Jako miłośniczka nie tylko dzieł Tolkiena, ale także właśnie takich publikacji wciąż poluję na kolejne (na oku mam album dotyczący bitew, armii i broni Śródziemia), a jeśli chodzi o "Kroniki", nie ukrywam, że chciałabym mieć wszystkie sześć.

Zaznaczyć trzeba, że to wspomniane wcześniej "Przewodniki po filmie" trafiły do mnie jako pierwsze uzupełnienie po obejrzeniu ekranizacji i były dla mnie czymś naprawdę wspaniałym. Po przeczytaniu dumnie prezentowały się na półce, a we mnie cichutko rozwijało się pragnienie posiadania choćby jeszcze jednej książki o podobnej zawartości.
Aż któregoś razu będąc w galerii handlowej weszłam do Matrasa (kiedy jeszcze takowa księgarnia prosperowała) Nie miałam konkretnego celu. Ot, lubię sobie pochodzić między półkami, powdychać zapach nowych książek, rzucić okiem na nowości. Tak też sobie szłam, wdychałam i rzucałam okiem na boki, aż nagle rzuciły mi się w oczy jak gdyby nigdy nic stojące na półce "Filmowe postacie i miejsca" z dwóch pierwszych części trylogii (i to dziesięć złotych od sztuki). Magia zadziałała. Ze sklepu wyszłam z obiema częściami.

Nie ukrywam więc, że strasznie mi było żal, kiedy się dowiedziałam, że z trzeciej części trylogii, czyli "Hobbit: Bitwa Pięciu Armii" nie opublikowano w Polsce żadnego promocyjnego albumu (kronik "Pustkowie Smauga" zresztą też nie).

Same albumy to prawdziwe bogactwo informacji, ciekawostek i smaczków z filmów. Co się zaś tyczy treści, oferują one wszystko to, na co apetyt zaostrzył videoblog Petera Jacksona (kto oglądał, wie o co chodzi). Czytelnik znajdzie w nich dogłębną relację z powstawania filmu, pozna aktorów i postacie, otrzyma mnóstwo ciekawostek, których próżno szukać gdzie indziej, zapozna się z wywiadami z poszczególnymi członkami ekipy, odkryje tajemnice stojące za efektami specjalnymi... A to i tak ledwie niewielki procent ich zawartości. Albumy znakomicie nadają się nawet dla ludzi, którzy Tolkiena nie znają, bądź też nie znoszą, ale interesuje ich kino i strona techniczna powstawania filmu, prezentując im wszystkie chyba aspekty towarzyszące epickiej produkcji. Jeśli chodzi o samą "Kronikę", treść stanowią zaś aktorów i wszystkich możliwych członków ekipy z Weta Workshop, ujawniających nawet najdrobniejsze szczegóły kreowania bohaterów. Strona graficzna natomiast to pełna paleta przepięknych zdjęć z filmu i planu, a także rysunkowe pierwowzory szeroko pojętych projektów.
W dodatku tak piękne albumy musiały otrzymać właściwą oprawę i zdecydowanie tak się właśnie stało. Świetny papier, znakomita jakość druku, twarda, tłoczona, przyjemna w dotyku oprawa.

Ja czytając oba "Kronikę" znów czułam się jak te trzy (to już tyle czasu?) lata temu, kiedy dostałam do ręki pierwszy z albumów. Wszystkie pozwalają na nowo odkryć Śródziemie i do niego wrócić.
 

 
Na samym początku przyznać trzeba, że obawiałam się dość mocno czy twórcy nie przekombinują i po drodze nie uda im się czegoś zepsuć. Już po obejrzeniu zwiastuna byłam odrobinę zdziwiona, że wyglądało mi to na swego rodzaju powtórkę z rozrywki. Mamy nowego przeciwnika, który pojawia się znienacka i mamy analogicznie, kolejny raz poszukiwanie jakiegoś tajemniczego miejsca, gdzie bohaterowie mają znaleźć odpowiedzi na wszystkie nurtujące ich pytania. Jest to, że tak powiem zachowane w połowie, twórcy o wiele bardziej skupili się na relacjach łączących naszych bohaterów, fabuła jest w sumie po to, żeby była, ale chyba właśnie to sprawia, że film ma ten swój urok... Nie nudziłam się ani przez minutę, jeśli o to chodzi. Oprócz tego emocjonalność, efekty wizualne, które wręcz kładą na glebę i humor, który nie jest wpychany na siłę. I proszę bardzo, mamy piękny film animowany w pigułce.

Moje obawy okazały się na całe szczęście zupełnie bezpodstawne. Historia jest piękna i niejednokrotnie łzy mi z oczu wycisnęła. Akcja rozgrywa się mniej więcej rok po wydarzeniach z części drugiej. Zamieszkiwana przez naszych bohaterów wyspa Berg jest całkowicie przeludniona, a raczej należałoby powiedzieć "przesmoczona", ponieważ Czkawka postanowił sprowadzić do swojej matczynej miejscowości wszystkie znalezione smoki. Co gorsza, nad Szczerbatkiem zawisły ciemne chmury, ponieważ na jego tropie znajduje się przebiegły łowca, dysponujący nowatorskimi metodami polowań i typowym dla czarnych charakterów kwiecistym językiem. Cała sytuacja zmusza lud z Berg do opuszczenia wyspy i znalezienia nowego domu. Po drodze wikingowie spotykają niezwykłą białą furię, która rozkochuje w sobie Szczerbatka.

Jest to moim zdaniem cudowne zamknięcie trylogii i historii Szczerbatka i Czkawki. Jako fanka, która kocha to uniwersum i jest naprawdę zżyta z postaciami, dostałam idealne, emocjonujące zakończenie, które w dodatku zapewniło mi mnóstwo dobrej zabawy. Inna sprawa, to jak ten świat rozwinął się wizualnie. Ten film wygląda i brzmi po prostu epicko. Ten piasek, ten boski piasek, ta niesamowita trawa... To, co twórcy zrobili z kreacją świata jest po prostu cudowne. No i John Powell jak zwykle spisał się na medal. Jego muzyka zajmuje specjalne miejsce w moim serduszku. Bohaterowie dorastają, ale chwała reżyserowi za to, że nie próbował zrobić z Czkawki chociażby kogoś, kim Czkawka nie jest.

Po filmie nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Na ostatniej scenie płakałam już okropnie (do tego stopnia, ze siedzący po mojej prawej chłopczyk zaczął mnie pocieszać), ale zakończenie jest jak najbardziej satysfakcjonujące. To dokładnie to, czego ja potrzebowałam jako fanka Szczerbatka i właśnie ta ostatnia scena, choć może i smutna, przyniosła mi najwięcej szczęścia. Bardzo uczciwie polecam, jeśli ktoś jeszcze w kinie nie był, to niech naprawia swój błąd (bilety rozchodzą się jak świeże bułeczki).
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/F_lw-n_sok8

Katrin z westchnieniem wyjęła z włosów ostatnie wsuwki. Czarne pukle loków rozsypały jej się po ramionach.
- Zmęczona? - zagadnął Legolas, oglądając się na nią. Dziewczyna pokiwała głową, wyciągając dłoń do haftek sukni.
- Mógłbyś mi pomóc? - spytała nagle speszona. Elf potaknął.
- Musisz wstać. - odpowiedział, a kiedy usłuchała, bez trudu rozpiął jej suknię. Katrin zarumieniła się lekko. Legolas wodził wzrokiem po ciele dziewczyny. stała teraz odwrócona tyłem do niego, ale to właśnie jej kark, okolony czarnymi puklami włosów, działał na niego podniecająco. Nie mogąc się powstrzymać, elf musnął palcami ten kawałek jasnej skóry. Katrin wyprostowała się, kiedy musnął wargami jej szyję. Potem odwróciła się, przyciskając swoje usta do jego warg. Legolas objął ją, całując z coraz większą namiętnością. Powoli zsunął z jej ramion suknię. Dziewczyna odwróciła głowę tak, że usta elfa musnęły jej policzek. Legolas przerwał pieszczotę, gdy odsunęła się od niego, zdejmując suknię, która odwiesiła na oparcie krzesła. Potem sięgnęła do guzików jego koszuli, zostając w samym gorsecie i halce. Elf odrzucił koszulę gdzieś na bok.
Pozwoliła mu przejąć inicjatywę, a on w następnej sekundzie położył jej dłoń na plecach, przyciągając do siebie. Przytuliła się do niego, gdy rozsznurowywał tasiemki gorsetu, halkę zdjęła sama. Legolas obrzucił wzrokiem jej nagie ciało, gdy stała przed nim w samej bieliźnie. Nie całowali się jak w filmach czy książkach. On nie porwał jej w objęcia, nie rzucił na łóżko, zaślepiony pożądaniem. Przygarniał ją do siebie powoli, delikatnie. Wziął ją za rękę, splatając dłoń z jej palcami i poprowadził do łóżka, gdzie chwilę potem już leżeli w zmiętej pościeli. Dłoń elfa zsunęła z ud Katrin delikatne majteczki. Katrin westchnęła, a wtedy on przesunął nogę tak, żeby jego udo znalazło się między jej kolanami i trudno już było powiedzieć do kogo należy inicjatywa. Liczyła się tylko realność tej chwili. Od tak dawna marzył, żeby jej dotknąć. Dłoń Katrin schodziła po plecach coraz niżej, aż wreszcie dotknęła paska od spodni. Mięśnie brzucha elfa drgnęły, gdy dotknęła bioder, potem musnęła dłonią wypukłość w kroczu. Ciało Legolasa znieruchomiało pod jej ręką, jak gdyby wstrzymał oddech.
- Chcesz, żebym przestała? - spytała Katrin, odsuwając się.
- Nie. - odpowiedział, podnosząc się do pozycji siedzącej i zdejmując spodnie razem z bielizną. Chwilę potem na powrót wziął ją w ramiona. Jego wargi wędrowały po jej szyi. Westchnęła, kiedy wszedł w nią delikatnie i czułością, a po policzkach poleciały jej łzy. Jęknęła cichutko, drżąc z rozkoszy.
- W porządku? - wyszeptał Legolas. - Mam przestać? - nie mogła odpowiedzieć. Pokręciła tylko głową przecząco. Otworzyła oczy, spoglądając prosto w jego tęczówki. Potem przyszła pora na kulminację, gorączkową i troskliwą.

Legolas otworzył oczy, czując wdzierające się pod powieki promienie słoneczne i powoli podniósł się do pozycji siedzącej, opuszczając stopy na podłogę. Z uśmiechem spojrzał na leżącą obok Katrin, wciąż pogrążoną we śnie i lekko musnął palcami jej policzek. Dziewczyna poruszyła się pod jego dotykiem z westchnieniem chwilę potem spojrzała wprost na niego.
- Dzień dobry, małżonko. - odezwał się elf.
- Dzień dobry, małżonku. - odpowiedziała, unosząc się na łokciu. Legolas pocałował ją czule. Odwzajemniła pocałunek. Powiodła wzrokiem za elfem, gdy wstał i patrzyła na niego, kiedy wkładał spodnie i zarzucał na siebie koszulę. Uniosła się wyżej, wspierając na poduszce, ale zaraz znieruchomiała. Wsunęła rękę pod kołdrę, a gdy ją wyjęła, momentalnie spłonęła rumieńcem. Ma palcach miała ślady krwi. Spłoszona spojrzała na Legolasa, gdy bez słowa podał jej czystą bieliznę i cienką lnianą podpaskę. Elf uśmiechnął się lekko.
- Zejdź do sali jadalnej, gdy będziesz gotowa. - powiedział łagodnie. - Bedę tam na ciebie czekał. - dodał, całując ją w czubek głowy. Katrin odetchnęła. W tej chwili była mu niezmiernie wdzięczna.
Katrin lekkim krokiem zbiegła po schodach do holu, a dostrzegając rozmawiającego z gośćmi Legolasa, uśmiechnęła się. Elf odwzajemnił uśmiech, gdy tylko ich spojrzenia się spotkały.
- W porządku? - odezwał się, obejmując ją ramieniem.
- Tak. - odpowiedziała, rumieniąc się lekko.
- Nie mówiłaś, że to twój pierwszy raz.
- Nie pytałeś... - Katrin nerwowo odgarnęła włosy z twarzy. - Myślałam, że to dość oczywiste...
- To był również mój pierwszy raz. Nigdy wcześniej tego nie robiłem. - Katrin podniosła wzrok, zaskoczona nagłym wyznaniem. Legolas uśmiechnął się, biorąc ją za rękę, a potem złożył na jej ustach pocałunek. Katrin zamknęła oczy, przytulając się do niego. Właśnie w jego ramionach chciała spędzić resztę swoich dni.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/ArgOdvh8JrI

- Dziękuję. - Katrin uśmiechnęła się do służącej, która pomagała jej wpiąć welon we włosy i odprowadziła elfkę wzrokiem, gdy ta zabrała ze sobą niepotrzebne już rzeczy i skinąwszy pannie młodej głową, opuściła komnatę. Dziewczyna z powrotem spojrzała w lustro. Biała suknia z trenem i dodatkową falbaną subtelnie podkreślała jej figurę. Włosy miała upięte, lśniły w nich delikatne kryształki, a całość okrywał lekko niemal przejrzysty welon. Katrin uśmiechnęła się nieśmiało do swojego odbicia. Od bitwy o Minas Tirith minął miesiąc, podczas którego wiele się zmieniło. Thranduil został pochowany, Aragorn na powrót zasiadł na tronie Gondoru, niemal od razu wprowadzając dawny porządek, Legolas przejął rządy w Leśnym Królestwie, a od tygodnia trwały ostatnie, najważniejsze przygotowania do ślubu.
- Jesteś gotowa? - spytał, wchodzący do komnaty Elrond. - Wszyscy już czekają. - Katrin założyła za ucho kosmyk włosów.
- Zastanawiam się... - zaczęła, podchodząc do okna. - Mam wątpliwości. Nie odnośnie uczucia, to jedna z niewielu rzeczy, których jestem pewna, ale... Czy Leśne Królestwo chciałoby właśnie takiej królowej? - dziewczyna spojrzała na elfa.
- Jeśli tylko o to chodzi, możesz być spokojna. - Elrond podszedł do niej. - Legolas pomoże ci ze wszystkim, co będzie wymagało pomocy. - elf uśmiechnął się. - Katrin odwzajemniła uśmiech. - Wasza Miłość? - Elrond podsunął jej ramię, które ujęła.

Katrin powoli szła przez salę weselną, w stronę podwyższenia przy królewskim tronie, gdzie już czekał na nią Legolas. Elf uśmiechnął się lekko. Odpowiedziała mu tym samym i spojrzała w oczy Legolasa, gdy wyciągnął do niej dłoń, żeby pomóc jej wejść na podwyższenie. Odwzajemnił je.
- Zebraliśmy się tu dziś, by być świadkami wielkiego wydarzenia. - zaczął Elrond. - Otwierającego przed tym dwojgiem wrota do ich wspólnego jutra. Zapewne oboje zdają sobie sprawę, jak trudnego wyzwania się podjęli. Wierze jednak, że mu sprostają i pomimo wielu nieuniknionych przeszkód, które napotkają na swej drodze, na zawsze będą w stanie pielęgnować to, co ich łączy. - Katrin uśmiechnęła się, gdy Legolas ujął jej dłoń w swoją i spojrzał jej w oczy.
- Katrin... - odezwał się. - Przyrzekam ci miłość, wierność i uczciwość. Obiecuję ci zawsze cię chronić, nawet za cenę życia. Kochać miłością wieczną, nieprzemijającą. Wspierać nawet w najgorszych chwilach, w jakich przyjdzie nam się znaleźć. Nawet jeśli śmierć nas rozłączy, wolę przeżyć krótkie życie złączony z tobą, niż wieczność, nie wiedząc, jakie to uczucie. Jeśli i ty tego chcesz... Tak właśnie będzie. - dziewczyna wzięła głębszy oddech.
- Chcę tego, czego chce każda księżniczka. - powiedziała. - Chcę żyć długo i szczęśliwie. Z elfem, który wyznał mi miłość... - Legolas uśmiechnął się, wsuwając jej na palec srebrną obrączkę i chwilę później wpił się wargami w jej usta. Katrin westchnęła z zaskoczeniem, ale odwzajemniła pocałunek. Wokół podniosła się wrzawa, goście klaskali i wiwatowali, krasnoludy już teraz wznosiły w górę kufle z trunkiem. Legolas wziął dziewczynę za rękę i poprowadził na środek sali, gdzie odtańczyli pierwszy taniec. Katrin wpatrywała się w twarz elfa, z której nie schodził uśmiech, a gdy podłapał jej spojrzenie, sama uśmiechnęła się jeszcze szerzej.,
- Nie powiedziałem ci tego jeszcze, ale wyglądasz przepięknie. - odezwał się Legolas, nachylając się do niej.
- Dziękuję. - odszepnęła Katrin. Elf okręcił ją w tańcu po raz ostatni i goście znowu zaczęli klaskać. Potem zasiedli już przy stołach. Większość także puściła się w tany.

- Poczekaj, nie ruszaj się. - odezwał się Legolas, pomagając Katrin zdjąć welon. Dziewczyna sięgnęła dłonią do tyłu. Jedna z wsuwek musiała się gdzieś zaczepić i nie chciała puścić, a Katrin nie chciała zepsuć długo upinanej fryzury.
- Dasz sobie radę? - spytała niepewnie, cofając rękę.
- Tak, już prawie... - elf wyszarpnął wsuwkę z włosów dziewczyny. - Proszę. - powiedział, oddając jej welon.
- Mhm... - Katrin w zamyśleniu złożyła go równo i odłożyła na komodę. Musnęła palcami obrączkę, co nie uszło uwadze Legolasa.
- W porządku? - spytał, spoglądając na nią.
- Tak. - odpowiedziała cicho. - Po prostu wciąż nie mogę uwierzyć, że to wszystko dzieje się naprawdę. - elf delikatnie objął ja w talii i pochylił się nad nią, całując z uczuciem. Dziewczyna zamknęła oczy, a chwilę potem uśmiechnęła się do ukochanego, gdy odsunął się od niej.
- Pójdziemy w galop? - zagadnął Legolas, słysząc płynące z sali weselnej pierwsze takty tego tańca.
- Ja... Nie umiem. - odpowiedziała spłoszona Katrin.
- To się nauczysz. - elf chwycił ją za rękę. - Chodź.
 

 
Legolas prowadził Katrin za rękę na wyższe poziomy białego miasta, do komnat królewskich. Dziewczyna otarła oczy, nie chcąc, by ktoś widział, że płakała, ale podniosła głowę, słysząc Gimlego.
- Gdzie ona jest?! Zabiję ją! - krasnolud przepchnął się do nich przez tłum na placu. - Ty... Jesteś największą szczęściara jaką znam. - powiedział, stając tuż przed dziewczyną. - Kto to widział mdleć w samym środku pola bitewnego? - Legolas rzucił krasnoludowi porozumiewawcze spojrzenie. Gimli odpowiedział spojrzeniem.
- Czterdziestu dwóch. - pochwalił się krótko elf.
- Czterdziestu dwóch... - powtórzył Gimli. - Nieźle jak na elfickie książątko z uszami w szpic. A ja ubiłem czterdziestu trzech.
- Katrin? - Legolas spojrzał na narzeczoną. - Przyłączysz się? - dziewczyna pokiwała głową.
- Czterdziestu sześciu. - powiedziała skromnie. Elf i krasnolud spojrzeli po sobie. Gimli wsparł się o topór, spoglądając na nią.
- Jak ty tego dokonałaś? - spytał Legolas. - W połowie bitwy straciłaś przytomność.
- No wiesz, no... Mieczem. - Katrin spojrzała na niego i zachichotała, a chwilę potem cała trójka śmiała się szaleńczo. Nie zauważyli nawet, kiedy dołączył do nich Aragorn. Mężczyzna uśmiechnął się, mocno przytulając do siebie dziewczynę.
- Spisałaś się. Jeszcze nigdy nie słyszałem takiego odzewu na czyjąś przemowę. - powiedział. - Katrin odpowiedziała uśmiechem. - Niech mi ktoś teraz powie, że nie jesteś królewskiej krwi. - dziewczyna wyprostowała się odruchowo pod jego spojrzeniem.
- A nawet jeśli nie jest... - Legolas objął narzeczoną w talii. - To wkrótce do rodziny królewskiej będzie należeć. - Katrin wstydliwie spuściła wzrok, rumieniąc się, gdy elf pocałował ją w policzek.
 

 
Jedna z najlepiej napisanych trylogii fantastycznych, czyli oczywiście Trylogia Klątwy (trolle... wszędzie trolle...) już jakiś czas temu doczekała się prequela. Dane mi było go przeczytać w zeszłym tygodniu i - o mój Boże! - ta książka potrafi złamać serce. Chociaż każdy, kto przeczytał wcześniej o Trollus będzie wiedział, jak skończy się ta historia, książka jest niemal pod każdym względem doskonała. Marca polubiłam już czytając "Porwaną Pieśniarkę" i mój zachwyt był przeogromny, kiedy dowiedziałam się, że prequel traktuje właśnie o nim i jego ukochanej Penelope.

Pod Samotną Górą powstaje spisek, którego celem jest obalenie tyrana władającego Trollus. Marc jest prawą ręką przywódcy sprzysiężenia. Niejeden troll zabiłby, by zdobyć informację, kto przewodzi spiskowcom, dlatego sprawę należy zachować w najgłębszej tajemnicy przed wszystkimi, nie można jej zdradzić nawet ukochanej. Natomiast Penelope - terroryzowana przez swojego ojca - musi przekonać go o swojej użyteczności i znaleźć dowód, że chłopak, którego kocha, spiskuje przeciwko koronie. Jeśli zawiedzie, jej życie będzie zagrożone. Marc i Pénélope muszą lawirować pośród skomplikowanych rozgrywek politycznych, a każda ze stron próbuje ich wykorzystać. Muszą zaryzykować wszystko, by mieć szansę żyć razem, ale właśnie to może się okazać największym zagrożeniem.

Ta książka pod każdym względem jest niesamowita i jeśli mam być szczera podobała mi się nawet bardziej niż sama Trylogia, czyli ta główna historia jakby. Trolle, magia, tajemnice i intrygi, ale poza tym subtelnie poprowadzony wątek miłosny i o to właśnie miało chodzić w tej części! O historię Marca i Penelope. Dostajemy również rozbudowany wątek Tristana i Anais. Książę dosyć lubiany przeze mnie w Trylogii, teraz zarobił sporo minusowych punktów (egoista i pozer nic więcej), natomiast z Anais właśnie było na odwrót. O ile w Trylogii miałam ją za wstrętną żmiję knująca przeciwko szczęściu Tristana i Cecile, tak teraz w sumie rozumiem jej motywy.

Powieść pełna dobrych i złych emocji, wspaniałej miłości i wielkiego cierpienia. Czytając trylogie byłam bardzo ciekawa, jak wyglądała hitoria Marca oraz Penelope i ta część zdecydowanie spełniła moje wyobrażenia. Książkę czyta się lekko, tak samo zresztą jak całą serię. Czytając ją czułam się, jakbym po długiej nieobecności wróciła do domu, tak mocno stęskniłam się za tym światem (nawet jeśli nieświadomie). Polecam nie tylko tym, którzy czytali wcześniejsze tomy, aby mogli w pełni zakończyć przygodę z Trollus, ale także i tym, którzy nie mieli okazji sięgnięcia po trylogię. "Niedoskonali" są również świetną historią, którą można przeczytać osobno, bez konieczności łączenia faktów z pozostałych części.
 

 
To dziś bez soundtracku, bo nic mnie nie zadowala.

Katrin jęknęła głucho, spoglądając w oczy orka, pochylającego się nad nią z długim nożem w dłoni. Po policzku spłynęła jej pojedyncza łza, żłobiąc jaśniejszą smużkę w pyle pokrywającym jej twarz. Ork warknął gardłowo. Nie miała siły sięgnąć po własną klingę, gdy szykował się do zamachu swoim długim nożem. Potem syknęła nadlatująca strzała i wbiła mu się prosto w głowę. Dziewczyna patrzyła ze zdziwieniem jak ork wali się na ziemię. Wypatrzyła w tłumie Legolasa, uśmiechającego się do niej. Odwzajemniła uśmiech, starając się wstać, co przyszło jej z trudem. Podniosła ostrze, prostując się powoli. Stała w samym środku pola bitewnego z mieczem w prawej ręce, oddychając z trudem, ze spojrzeniem zwróconym w górę. Wokoło panowało zamieszanie. Mężczyźni spadali z siodeł, tocząc się po ziemi, wśród bijących kopyt, krzycząc i wrzeszcząc. W powietrzu niosło się dzwonienie stali i posapywanie. Stała pośrodku tego wszystkiego, dopóki nie ugięły się pod nią kolana, a ona sama nie poleciała w tył, tracąc przytomność. Klinga zadźwięczała, uderzając o ubitą ziemię. Nie słyszała już, ani nie widziała krzyku Legolasa i jego usilnych prób przedostania się do niej.

Aragorn pchnął Herumora i mężczyzna stoczył się z białych schodów, wrzeszcząc przy tym.
- Nie jesteś moim władcą. - warknął, kiedy wreszcie udało mu się pozbierać z marmurowego placu. - Nie będziesz mi rozkazywał. - dodał, otrzepując płaszcz.
- Jestem dziedzicem Isildura, a przez to także i królem. - odpowiedział niewzruszenie Aragorn. W jego dłoni spoczęła rękojeść Andurila i miecz uniósł się do ciosu. Herumor roześmiał się gardłowo.
- To nie jest jeszcze koniec. - zawołał chrapliwie. - Ona wspomni moje słowa. - powiedział, wyciągając dłoń w stronę stojącej w tylnym szeregu Katrin.
- Co to ma znaczyć? - głos Legolasa zabrzmiał złowrogo.
- Czeka ją śmierć... Płomienie... I wojna... Wszystkich was to spotka. - słowa Herumora przerwał krzyk Aragorna, gdy zamachiwał się mieczem, ale cięcie nie spadło. W miejscu, gdzie chwilę wcześniej stał Herumor, siedział teraz ogromny czarny kruk. Zaskrzeczał, jak gdyby w ironicznym śmiechu i odleciał. Aragorn patrzył za nim.
- Hir nin... (Mój panie...) - odezwał się jeden z elfickich żołnierzy, wbiegając na dziedziniec. - Legolasie... Lye atar... (Twój ojciec...) - Legolasa zmroziło. Spojrzał tylko na stojącą obok Katrin i rzucił się za elfem. Dziewczyna pobiegła za nim.
Thranduil leżał na polu bitewnym, wśród innych poległych. Z trudem odwrócił głowę, gdy Legolas opadł przy nim na kolana, ujmując dłoń ojca w swoje. Katrin stanęła w odległości kilku kroków. Władcy zadano śmiertelną ranę, jak opowiadał tamten elf, na samym końcu szarży, gdy prowadzona przez niego formacja natarła na orków. Thranduil powalił wroga, uniknął ciosu jego towarzysza i został raniony, broniąc właśnie jej przed zbrojnymi Herumora. To wszystko wydarzyło się tak szybko. Północna kawaleria, nawet znajdując się w kropce, zaprezentowała się jako dobrze wyszkolona formacja. Możliwe, że to ona stała na czele szarży, lecz to zwycięstwo niewątpliwie należało do Thranduila. Bez władcy trzymającego wszystko w ryzach i służącego mądrymi radami, byłaby beznadziejnie zagubiona już od samego początku.
- Katrin... - wzrok Thranduila spoczął na niej. - Podejdź tu... - wahała się jeszcze, ale gdy Legolas skinął głową, zrobiła o co prosił. - Przepraszam. - odezwał się słabo król. - Oboje was przepraszam. Ja tylko chciałem, żeby mój syn był szczęśliwy. Teraz widzę... Że przecież jest. - Katrin uśmiechnęła się przez łzy, napływające jej do oczu. - Legolasie, Katrin, czy wybaczycie mi, jeśli was teraz przeproszę... I pobłogosławię? - Legolas przeniósł wzrok na dziewczynę, a ona odpowiedziała spojrzeniem. Powodowany impulsem elf ujął jej twarz w dłonie, całując z namiętnością, o jaką sam by siebie nie podejrzewał. Odwzajemniła pocałunek, ale zaraz odwróciła głowę, patrząc na Thranduila. Król uśmiechnął się.
- Spłaciłem swój dług... - powiedział cicho, zamykając oczy. Dłoń opadła mu bezwładnie na piach.
Katrin siedziała na niewielkim kamiennym murku, wpatrując się w ziemię. Jej ramiona drżały od tłumionego szlochu, ale nie podniosła wzroku, nawet gdy usiadł obok niej narzeczony.
- Wybacz mi, Legolas. - odezwała się. - Tak bardzo chciałam być ciebie godna... - elf nakrył jej dłoń swoją i dopiero to zmusiło ją do podniesienia głowy.
- Jak nigdy wcześniej udowodniłaś dziś, że jesteś... moja Kochana... - Legolas objął ją ramieniem i przytulił do siebie. Długo jeszcze siedzieli razem w ciszy.
 

 
Cześć! Wczoraj formalnie zaczęłam ferie zimowe (a wy biedaki siedzicie teraz w szkole i się męczycie) i chociaż maturzystom podobno nie przysługują (słowa jednej z moich profesorek), to odpoczynek jak najbardziej mile widziany, bo w pewnym momencie przestałam łapać zakręty. Calutkie dwa tygodnie czasu wolnego w tej sytuacji to jak wybawienie. Żeby nie było, że kompletnie nic nie robię, codziennie mam powtórkę z biologii i matematyki, prawie skończyłam zadane wypracowania z polskiego i trzeba się wziąć za kompletowanie porfolio na uczelnię, bo w marcu zaczynają się procesy rekrutacyjne, ale poza tym reszta dnia, która mi zostaje do dyspozycji jest moja i tylko moja. Pełnia szczęścia byłaby, gdybym znowu nie leżała chora...

Jak tak się zastanowić to podobną sytuację pamiętam z zeszłego roku... <złowieszcze cykanie świerszczy> Przeczytałam wtedy siedem tomów serii fantasy, którą kochałam w dzieciństwie (i kocham nadal), teraz przewiduję w sumie podobny scenariusz. Ale oprócz sterty książek przyniesionej z biblioteki mam jeszcze parę filmów do nadrobienia (i półtora sezonu Lucyfera). Fajnie by też było, gdyby natchnienie pofatygowało się z powrotem, bo wczoraj wieczorkiem się wyniosło i do tej pory go nie widzę, a to też jest rażąca niesprawiedliwość, że nigdy go nie ma, kiedy akurat mam czas na pisanie. Tak bardzo chcę rozwinąć ten wątek Legolasa i Katrin... Napisałabym jeszcze coś z Thorinem, bo mi się pcha do podświadomości, ale życie artysty nigdy nie było usłane różami.

Tia... Za dwa dni Walentynki tak się składa i kolejny rok spędzam je samotnie, bo nie potrafię powiedzieć chłopakowi co do niego czuję... <cykanie świerszczy po raz wtóry> Mogę pisać o miłości silniejszej niż śmierć, ale to działa tylko na papierze. Nie znam się na tym, ok?
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/F8oqZ7SJN_8

Katrin siedziała w siodle na czele kolumny zbrojnych, pomiędzy Legolasem a Thranduilem. Król elfów uniósł dłoń, wykrzykując rozkazy i wzdłuż elfickiej linii rozległ się krzyk żołnierzy. Unieśli swoje nagie ostrza ku pochmurnemu, popołudniowemu niebu i wydawało się, ze czas stanął. Aragorn również wykrzyczał rozkaz i flanki wygięły się, tworząc miejsce pośród formacji. Jeźdźcy rozsunęli się, tworząc szyk. Katrin wpatrywała się w zmierzające prosto na nich wojska Herumora. Wyszarpnęła własny miecz z pochwy. Ostrze zalśniło matowo na tle ciemniejszych chmur. Przełknęła ślinę, czując, że serce wali jej mocno i powodowana impulsem, wbiła pięty w boki wierzchowca, słysząc za plecami wrzawę. Wyprzedziła Aragorna i Legolasa, ściskającego sztandar.
- Synowie Gondoru, Rohanu! - wrzasnęła. Spojrzenia wszystkich skierowały się na nią. - Widzę w waszych oczach to samo przerażenie, które osłabiło moje serce. Być może przyjdzie dzień, gdy ludziom braknie odwagi, gdy porzucimy druhów rwąc więzy przyjaźni, ale to nie jest ten dzień! Dziś bowiem stajemy do walki! Wyruszamy ocalić Śródziemie przed upadkiem. Herumor przedstawił nam wizję świata wolnego od ludzi. Ja nie preferuję podobnej wizji! Śródziemie, jakie oferuję, stanowi kraj pokoju, nie zaś niechęci. Więc na wszystko, co wam na tej dobrej ziemi drogie, wzywam was do walki, ludzie Zachodu! - ryk stanowiący odpowiedź, zaskoczył ją swą siłą. Żołnierze wyciągnęli w górę zaciśnięte pięści lub unieśli ostrza ku niebu, krzycząc z płonącą z głębi serc pasją. Katrin poczuła przepływające przez ciało fale siły, ciarki mrożące ciepłem i zimnem, krew zaszumiała jej w uszach. Jakby nagle w tym momencie zdolna była pokonać samodzielnie zastępy orków.
- Za Gondor! - wrzasnęła, wymachując mieczem. Odpowiedziały jej krzyki żołnierzy. - Za Gondor! - krzyknęła raz jeszcze. - Za Gondor! - ryk, który zabrzmiał w odpowiedzi, przyprawił dziewczynę o jeszcze większe ciarki. Był tak głośny, że wydawało się, iż mógłby ją zwalić z siodła.
- Formować szyk! - zawtórował im Aragorn. Las ostrzy wzniósł się w powietrze i tysiące gardeł wrzasnęło ponownie, a potem Jeszce raz. Katrin wbiła pięty w boki swojego wierzchowca, kłusując w stronę zbocza. Pierwszy nierówny szereg formacji natarł na zastępy orków. Zamachnęła się mieczem, przyspieszając do pełnego galopu. Mogła teraz dostrzec łuczników. Flanka Aragorna zaczęła się oddzielać od sił Leśnego Królestwa, zmierzając w kierunku miasta. Dostrzegła ruch na murach, wyłoniła się zza nich linia łuczników z bronią w gotowości. Obejrzała się. Lewa flanka wchodziła właśnie w kontakt z wrogiem, poprzez dudnienie kopyt nie słyszała jednak odgłosów starcia. Łucznicy wyprostowali się, naciągnęli i zwolnili cięciwy... Katrin nie zdołała się powstrzymać, zerknęła z ukosa na strzały, szybujące i opadające gdzieś za nią. Nie obejrzała się, by sprawdzić czy kogoś trafiły. Skupiła całą uwagę na skręcie w lewo, który miała zaraz wykonać. Nie za ciasno, upomniała się, schylona nisko nad grzbietem wierzchowca. Cała formacja podąży za nią. Jeśli zetnie zakręt, jeźdźcy rozciągną się i rozproszą. Zbyt szeroko, a nadal będą zakręcać, gdy z tyłu nadciągną główne siły, co doprowadzi do zamieszania. Katrin zatoczyła szeroki łuk, łagodnie zawracając wierzchowca w prawo i podążająca za nią formacja zatoczyła półkole. Ściągnęła mocniej wodze, gdy środek kolumny uderzył w szeregi orków. wyrwane kopytami grudy ziemi oraz kępy trawy fruwały wokół niczym deszcz. W polu widzenia dziewczyny pojawił się Legolas. Złociste włosy powiewały, gdy nie używając wodzy, kierował wierzchowcem. W dłoni dzierżył łuk, trzymając broń w poprzek ciała i celując przez lewe ramię. Celny strzał wydawał się mało prawdopodobny pośród narastającego rozgardiaszu i fruwających grud błota. Zwolnił cięciwę i dwóch orków legło przeszytych jedną strzałą. Gdyby Katrin nie widziała tego na własne oczy, nigdy nie uwierzyłaby, że podobna precyzja jest możliwa. Legolas wyszarpnął kolejną strzałę z kołczanu na plecach. Wyprostował się, naciągnął cięciwę i zwolnił, a wszystko to jednym, płynnym ruchem. Kolejny ork upadł, ze strzałą sterczącą z gardła. Katrin o włos uniknęła zderzenia z jednym z własnych jeźdźców. Szarpnięciem wodzy wstrzymała wierzchowca, mijając padającego konia. Siekła mieczem na wszystkie strony. Kolejne orkowe ścierwa kładły się po ziemi, ale wkrótce tuż przed wierzchowcem Katrin zwalił się inny koń, przygniatając całym ciężarem ciała swojego jeźdźca, który wrzasną z bólu. Spłoszony wierzchowiec dziewczyny stanął dęba, zrzucając ją z siodła. Katrin z jękiem wylądowała na ziemi i zasłoniła się ramieniem, kiedy koń przeskoczył nad nią. Dziewczyna zakaszlała. Nie mogła oddychać, bolały ją całe plecy. Nagle pod jej gardło ktoś podsunął ostrze.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/tmW5pFkkyHY

Katrin spojrzała na Legolasa, gdy elf zatrzymał konia, równając do Eomera.
- To już granica Rohanu. - wyjaśnił mężczyzna, odpowiadając jej spojrzeniem. - Sam nie wiem, co tam zastaniemy. - Legolas spojrzał gdzieś w dal, by po chwili na jego twarzy odmalował się niepokój. Dziewczyna powiodła za nim wzrokiem, gdy popędził konia do przodu.
- Dym ze wschodu... - odezwał się wreszcie, pokazując na ciemniejszą smugę dymu, unoszącego się nad górskimi szczytami. - Płonie strażnica w Minas Tirith. - elf gwałtownie zawrócił wierzchowca.
- Zbierzemy wojska. - zdecydował natychmiast Eomer. - a wy...
- A my jedziemy z powrotem. - odpowiedział Legolas.
- Chcesz wracać do Mrocznej Puszczy? - Katrin podniosła głos. - Thranduil nie przepuści nam ucieczki!
- Jeśli nic nie zrobimy, Gondor padnie. Potrzebujemy teraz zastępów wojsk, a ojciec je ma. - słowa elfa zabrzmiały ostro i poważnie i dziewczyna umilkła natychmiast.
- Poślemy z wiadomością do Rivendell. - dodał Eomer. - Wy jedźcie prosto do Leśnego Królestwa. Spotkamy się w obozie. I najszybciej jak tylko będziemy mogli, ruszymy na Minas Tirith. - Legolas skinął głową, szepcząc sowa pożegnania i spiął konia. Katrin pogalopowała w ślad za nim.

Wrota pałacu zatrzasnęły się za Legolasem i Katrin, gdy elf w towarzystwie dziewczyny wszedł do holu. Katrin starała się za nim nadążyć, gdy szybkim krokiem przemierzał korytarze. Twarz miał zaciętą, w oczach błyszczały iskry. Dziewczyna spojrzała wokół. Służba szeptała po kątach, rzucając im zmieszane spojrzenia, straż pałacowa natomiast odwracała wzrok. Ich przybycie wywołało spore zamieszanie.
W końcu Legolas pchnął drzwi sali tronowej, aż te uderzyły o ścianę. Thranduil odwrócił się od okna.
- Ojcze... - odezwał się elf, ale król nie dał mu powiedzieć nic więcej.
- Widzę, że naprawdę ciężko trzymać was oddzielnie, nawet mimo to, że lochy są dobrze strzeżone. - stwierdził.
- Powiedziałem ci już wszystko, co miałem do powiedzenia w tej kwestii. - głos Legolasa zabrzmiał wrogo. - Gondor wzywa pomocy. - Thranduil bez słowa spojrzał na syna.
- Leśne Królestwo odpowie. - powiedział w końcu. Płaszcz króla zafalował, gdy odwracał się w stronę członków straży. - Zbierzcie armię, tylu ludzi, ile zdołacie. Macie dwa dni... - Trzeciego ruszymy do Gondoru na wojnę. - dodał, spoglądając z powrotem na syna.

Katrin szła u boku Legolasa w zastępie zbrojnych. Na równinach dołączył do nich Aragorn i zmierzali teraz prosto do Rohanu, skąd mieli ruszyć dalej, na Minas Tirith. Dziewczyna wzięła głębszy oddech.
- Denerwuję się. - powiedziała, zerkając na elfa.
- To naturalne. - odparł Legolas. Katrin podniosła wzrok, spoglądając mu prosto w oczy, gdy elf wziął jej dłoń w swoją i uśmiechnął się do niej. Odwzajemniła uśmiech. W chwilę potem dały się słyszeć radosne okrzyki, gdy wkraczali do obozu w Rohanie. Eomer wyjechał im naprzeciw, witając się serdecznie z Aragornem, który właśnie zsiadał z konia. Thranduil skinął mu głową na powitanie, nie odezwawszy się ani słowem.
- No proszę, czy to nie jest przypadkiem blondwłose elfickie książątko? - Legolas odwrócił głowę, a na jego twarzy niemal natychmiast zagościł uśmiech.
- Gimli! - zawołał na widok starego przyjaciela. Krasnolud roześmiał się, rozkładając szeroko ramiona i przyjaciele padli sobie w objęcia. - Dobrze cię znów widzieć. - Gimli przeniósł wzrok na stojącą z tyłu Katrin. Dziewczyna uśmiechnęła się nieśmiało.
- Katrin, to jest Gimli, syn Gloina, z Żelaznych Wzgórz. - powiedział Legolas, biorąc sprawy w swoje ręce. - Gimli, poznaj proszę moją narzeczoną. - krasnolud podszedł. do dziewczyny, mierząc ją wzrokiem. Nieco zmieszana odwzajemniła spojrzenie.
- Jesteś pierwszym krasnoludem, jakiego spotykam. - odezwała się w końcu. Gimli roześmiał się.
- Nie sądziłem, że akurat ten elf znajdzie sobie kiedyś towarzyszkę wieczności. - powiedział. - Szczęściara z ciebie.
- Wiem. - Katrin uśmiechnęła się, rumieniąc się lekko.
- A jak sytuacja w górach? - zagadnął Legolas.
- Odkąd Gondor ma Herumora na tronie? - odpowiedział pytaniem Gimli. - Chciałabym sprowadzić tutaj zastępy krasnoludów z Żelaznych Wzgórz. Gdyby tylko miało to pomóc...
- Pomogłoby. - elf położył mu dłoń na ramieniu. - Wiesz jednak najlepiej, że twoi krewniacy stronią od ludzi.

Katrin ostrzyła miecz, żeby tylko zająć czymś ręce. Robiła to niedawno i klinga była wystarczająco ostra, ale nie mogła poradzić sobie z narastającym wciąż niepokojem.
- Nie powinieneś jej zachęcać. - odezwał się Eomer, spoglądając na dziewczynę. Legolas podniósł wzrok znad kończonej kolacji.
- A ty w nią wątpić. - odpowiedział.
- Serce ma wielkie, ale to tylko kobieta. - elf przełknął ostatni kęs.
- Katrin ma równie dobry powód, by iść na wojnę, jak ty. Czemu nie może walczyć za to, co słuszne?
- Nie wie o wojnie nic. - głos Eomera zabrzmiał szorstko. - Kiedy zmrozi ją strach, kiedy wokół nie będzie nic, tylko krew, krzyk i zgroza... Myślisz, że stanie do walki? Ucieknie. I dobrze zrobi. Wojna to świat mężczyzn. Naprawdę myślicie, że ktoś taki jak ona mógłby być zaginioną niegdyś księżniczką?
- Wiele na to wskazuje. - Legolas wstał z miejsca. - Znasz przepowiednię, Eomerze. - dodał jeszcze, odchodząc. Katrin podniosła głowę, gdy elf stanął obok niej. Legolas uśmiechnął się słabo.
- Chodź ze mną. - poprosił. - Opowiem ci coś. Od początku do końca.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/AjVeTkuEZPw

Katrin kończyła siodłać konia, gdy Legolas podszedł do niej.
- Potowarzyszymy Rohirrimom przez najbliższe dni. - odezwał się. - Jesteś gotowa do drogi? Za chwilę wyruszamy.
- Kończę właśnie. - dziewczyna zapięła popręg. - Jedziemy z nimi aż do granicy? - spytała, podchodząc do konia elfa.
- Raczej nie, ale nie możemy cały czas obozować w jednym miejscu. - Legolas pomógł jej z ciężkim siodłem. - Przepraszam, że nie spytałem cię najpierw, ale jeden dzień to za mało, by zaplanować jakiekolwiek działanie.
- W porządku. - Katrin ujęła jego dłoń w swoją. - Dobrze wiesz, że bym na to przystała. - elf wyjął jej z ręki uzdę.
- Wydajesz się przygaszona i dziwnie smutna. Wszystko w porządku?
- Jestem tutaj jedyną kobietą, a obecność tak wielu mężczyzn dziwnie mnie onieśmiela, to wszystko. - Legolas uśmiechnął się.
- Byłem przekonany, że chodzi o coś poważniejszego. - elf podał narzeczonej dłoń, gdy wsiadała na konia. - Ale gdyby coś cię martwiło, jestem do dyspozycji. - Katrin roześmiała się.
- Będę pamiętać. - odpowiedziała i przechyliła się w siodle, całując go w policzek. Potem wbiła pięty w boki wierzchowca.

Katrin jechała tuż przy boku Legolasa, wsłuchując się w śpiewaną przez elfa pieśń. Uśmiechnęła się, wychwytując znajome słowa.
- Pięknie śpiewasz. - odezwała się, dy głos Legolasa umilkł.
- Może ty też spróbujesz? - odpowiedział pytaniem.
- Nie... - speszyła się dziewczyna. - Wolałbyś tego nie słyszeć...
- Zaśpiewaj. - uśmiechnął się elf. - Na pewno znasz jakąś piosenkę. - Katrin spuściła wzrok, czując, że na policzki wypływa jej rumieniec, ale nie mogła powiedzieć, że nie przypomina sobie żadnej pieśni. Byłą taka, którą bardzo lubiła. Ciągle speszona otworzyła usta i zaintonowała słowa pierwszej strofy. Legolas patrzył na nią oczarowany. Śpiewała pięknie, choć z początku cicho i nieśmiało, jednak później otworzyła oczy, spoglądając na elfa, a twarz rozjaśniła jej się w uśmiechu. Legolas wsłuchał się w słowa pieśni. Znał ją. Poemat o waleczności i mężnym sercu, wyśpiewywany w Rivendell, który usłyszał pierwszy raz będąc dzieckiem. W końcu Katrin umilkła, śpiew urwał się jak ucięty nożem, a dziewczyna znów odwróciła wzrok.
- Katrin...! - Legolas chwycił narzeczoną za rękę. - To było przepiękne! - dziewczyna znów spłonęła rumieńcem.
- To nic takiego... - odpowiedziała, wysuwając dłoń z jego uścisku, ale elf objął ją mocno, przechyliwszy się w siodle. Katrin uśmiechnęła się, z radością przyjmując tę chwilę czułości.
Legolas zsiadł z konia i powiódł wzrokiem za narzeczoną. Katrin podwijała właśnie rękawy sukni, żeby ukucnąć na brzegu rzeki i obmyć ręce i twarz. Elf uwolnił konia od uzdy i poklepał po szyi. Potem dołączył do niej.
- Bardzo głodna? - zagadnął. Dziewczyna spojrzała na niego.
- Chciałabym móc powiedzieć, że nie. - uśmiechnęła się.
- Legolasie! - oboje odwrócili się, słysząc Eomera. - Nie zjecie z nami?! - elf skinął głową. Wstał z miejsca, wyciągając do Katrin dłoń, którą bez wahania przyjęła.

Katrin podniosła wzrok na niebo, na którym zaczynały pojawiać się pierwsze gwiazdy. Na zachodzie widać było jeszcze pomarańczową łunę, ale szybko robiło się ciemno. Dziewczyna uśmiechnęła się, czując chłodny, wieczorny wiatr na twarzy, ale spojrzała z powrotem na Legolasa, gdy zanucił delikatną melodię.
- Kim ona jest? - zagadnął Eomer, siedzący po drugiej stronie ogniska. - Ta, o której śpiewasz. - elf umilkł, uśmiechając się. Bez słowa spojrzał na siedzącą obok Katrin. To wystarczyło za wyjaśnienie. Katrin odwzajemniła uśmiech. Eomer również już się nie odezwał, a Legolas podjął śpiewaną pieśń, dokładnie w miejscu, w którym skończył.
- Dziękuję. - Katrin uśmiechnęła się, biorąc od Eomera kubek ciepłego napoju i od razu upiła łyk. Po całym ciele rozlało jej się przyjemne ciepło. Głos elfa umilkł, gdy Legolas skończył śpiewać i przy ognisku zapadłą cisza, przerwana dopiero życzeniami dobrej nocy, króla Rohanu. Legolas i Katrin zostali przy ognisku sami, nie licząc wartowników, siedzących w niewielkim oddaleniu. Elf spojrzał Katrin w oczy, a kiedy odwzajemniła spojrzenie, pocałował ją delikatnie. Dziewczyna zamknęła oczy, poddając się czułej pieszczocie, ale prędko odwróciła głowę.
- Nie jesteśmy u siebie. - odezwała się. Legolas odwrócił wzrok.
- Chyba pora się położyć. - powiedział. Katrin skinęła głową i wstała z miejsca, gdy i on to zrobił, a chwilę potem oboje leżeli już pod kocem, który oddano im do dyspozycji, mocno do siebie przytuleni. Dziewczyna poruszyła się sennie, układając wygodniej w ramionach elfa.
- Ciepło ci? - zagadnął Legolas, na co odpowiedziała tylko niewyraźnym pomrukiem. Nie potrzebowała dużo czasu, żeby zasnąć.
 

 
W zeszłym tygodniu miałam przyjemność oglądać wreszcie wyczekane przeze mnie "Bohemian Rhapsody", czyli film biograficzny o Freddiem Mercurym. Strasznie chciałam zobaczyć go w kinie, a że nieopatrznie przegapiłam go sobie w Heliosie (jak do tego doszło nie wiem), cieszyłam się bardzo, kiedy okazało się, że będą go wyświetlać w naszym kinie miejskim. Taa... Jak poszłam kupować bilety, okazało się, że cała sala już wyprzedana... Takie to moje szczęście.
.

Wkurzona wróciłam do domu i stwierdziłam, że wklepię w wyszukiwarkę, znalazłam online i zagospodarowałam sobie wieczór. A powiedzieć mogę jedno; film petarda! Wspaniały hołd dla Freddiego. Dużo muzyki, wspaniała gra aktorska ukazująca Freda jako króla sceny i życia, ale i jako człowieka wrażliwego, stale potrzebującego miłości. Myślę, że Freddie byłby zadowolony. Nie wiem co krytycy chcą od tego filmu. Ja jestem nim zachwycona. Ostatnie 10 minut filmu uśmiechałam się do ekranu mając mokre oczy ze wzruszenia i ciarki na całym ciele. I niech to będzie najlepsza recenzja dla tych, którzy mają jeszcze jakieś wątpliwości.

Wszyscy członkowie ekipy jak najbardziej sprawdzają się w swoich rolach, aczkolwiek chyba największą robotę wykonała trenerka tańca i ruchu, która nauczyła Ramiego Malka idealnie kopiować charakterystyczne ruchy Freddiego (możecie mi wierzyć, porównywałam). Muzycznie film to oczywiście perełka, chociaż tutaj akurat mamy mały haczyk, bo głos Maleka nie jest w scenach śpiewanych do końca jego (czego się w sumie można domyślić). Ale na największe oklaski zasługuje zdecydowanie odtworzenie koncertu w Wembley (też porównywałam). O fabule spoilerować nie będę, bo samą historię najlepiej jest poznać samemu (to, że się nie zgadza kilka elementów biograficznych, to szczegół. Na miłość boską, to film o Freddiem). Tyle emocji ile mnie roznosiło podczas oglądania, to o matko! Dawno takiego filmu nie widziałam.

Jako film muzyczny i hołd dla zespołu oraz Freddiego film się sprawdza. Gra aktorska samego Maleka jak dla mnie powalająca i tak realistyczna, że miałam wrażenie, iż oglądam samego Mercury'ego. Sam proces twórczy był niesamowitą inspiracją (powstanie "we will rock you" niech służy za przykład). Coś pięknego...
 

 
Lazlo Strange to człowiek z prawdziwą pasją. Największym pragnieniem młodego bibliotekarza, który każdą wolną chwilę poświęca rozmarzaniom o Niewidocznym Mieście, jest zobaczenie miejsca z dawnych opowieści na własne oczy. Zdaje sobie jednak sprawę, że wydaje się to cokolwiek nierealne, jeżeli o przedmiocie jego rozmyślań nie słyszano od dwustu lat, a wszelkie dawne opowieści o nim wkłada się między bajki. Ale przecież to marzenie wybiera marzyciela, a nie odwrotnie.

"Tam, zamknięta pomiędzy okładkami, znajdowała się historia ludzkiej wyobraźni i nic nie wydawało mu się jednocześnie piękniejsze, straszniejsze i dziwaczniejsze."

Już na pierwszy rzut oka "Marzyciel" Laini Taylor urzeka: okładką, językiem i klimatem. Książka jest rewelacyjnie napisana, z wykorzystaniem bogatego słownictwa, więc w tym momencie gratuluję też tłumaczowi, bo czyta się znakomicie. Świetnie brzmią też przetłumaczone nazwy własne. Dobrze, że opis z tyłu okładki nie zdradza zbyt wiele, bo o tej książce naprawdę najlepiej jest wiedzieć jak najmniej. Świat rozpościera się przed nami bardzo powoli i stopniowo odsłania swoje tajemnice, aż do samego końca. Uwielbiam, kiedy autor decyduje się zrezygnować z ekspozycji na rzecz takiego prowadzenia fabuły.

Podczas lektury trudno nie polubić Lazlo Strange'a. Przede wszystkim to zapalony czytelnik, czyli od razu dostaje od nas kredyt zaufania. Jest takim miłym gościem, który czasami przesadza z naiwnością i wiarą w innych ludzi, ale zarazem to jego pozytywne podejście do życia potrafi nas przekonać. Drugą ważną postacią jest Sarai, o której wolę zbyt dużo nie wspominać, żeby nie zaserwować wam niepotrzebnych spoilerów. Mogę tylko powiedzieć, że sama jej przeszłość, fakt, skąd się wywodzi był niezwykle intrygujący. Autorka wprowadza również naprawdę sporo postaci drugoplanowych, którym stara się jak może dać jakiś charakterystyczny rys na życiorysie. Czasami wypada to lepiej, czasami gorzej. Możliwe, że postaci, które poznaliśmy, a które nie odegrały jakiejś roli w fabule, dostaną swoją szansę w kolejnej części. Oby.

No i najważniejsze, czyli fabuła. Bardzo bardzo wciągająca, nieprzewidywalna, zaskakująca oraz wielowątkowa. Zaczynając tę książkę, poczułam się jak Alicja, która nagle znalazła się w Krainie Czarów. Wszystko w tej powieści było nowe, ekscytujące i pachniało wielką tajemnicą. Mimo smutnego, wzruszającego zakończenia (które nie do końca jest zakończeniem), mam wrażenie, że czytałam bardzo ciepłą, czułą książkę, którą oczywiście z całego serca polecam.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/qv5mnIioCxE

Legolas podniósł wzrok na stojącą na grzbiecie swojego konia Katrin i sam również wstał z kolan.
- Widzisz coś? - spytał. Dziewczyna jeszcze raz powiodła wzrokiem po równinach. Pokręciła głową przecząco.
- Niestety nie... - odpowiedziała. elf zamyślił się.
- To dziwne. - powiedział, znów przykucając. - Trawa jest zdeptana, na pewno jechał tędy zastęp konnych. - powiedział, muskając podłoże opuszkami palców. Katrin powoli zsunęła się z końskiego grzbietu.
- Cóż... - odezwała się. - Spróbujmy pojechać jeszcze kawałek w tamtą stronę. - powiedziała, wsuwając stopę w strzemię. - Może na coś trafimy. - dodała z uśmiechem.
- No dobrze... Skoro tak mówisz... - Legolas usiadł w siodle i popędził konia. Dziewczyna zrobiła to samo. Przyśpieszyła do galopu, gdy i elf zrobił to samo i roześmiała się radośnie, czując na twarzy ten sam wiatr, który szarpał jej włosy. Legolas obejrzał się na nią z pytaniem w spojrzeniu, a zaraz potem podniósł wzrok na koronę mijanego właśnie drzewa. Twarz natychmiast rozjaśniła mu się w uśmiechu.
Katrin zgrabnie złapała owoc, który elf zrzucił jej z drzewa i sam również zeskoczył chwilę potem.
- Mówią na nie smocze jagody. - wyjaśnił. - Te są wyjątkowo duże. Spróbuj. Są słodkie. - dziewczyna usiadła obok Legolasa na trawie i odgryzła kęs owocu. Delikatna skórka była chrupiąca, a miąższ pod nią delikatny i soczysty.
- Rzeczywiście, są pyszne. - odpowiedziała, zamykając oczy.
- Możemy zebrać ich więcej, kończy nam się prowiant. - elf westchnął. - Daleko się dziś zapuściliśmy. Powinniśmy poszukać miejsca na obóz, niedługo zapadnie zmrok i... - Legolas przerwał, wyraźnie nasłuchując. Wstał z miejsca, zwracając głowę w stronę wzgórz. Katrin spojrzała na niego.
- Co się dzieje? - spytała, ale umilkła, gdy elf skinął na nią dłonią i również podniosła się z ziemi.
- Słyszysz? - odpowiedział pytaniem Legolas. Zamknęła oczy, starając się skupić na dźwiękach rozbrzmiewających wokół i wreszcie usłyszała. Tętent kopyt od strony wzgórz. Otworzyła usta do okrzyku, ale właśnie wtedy na równinę wypadł oddział konnych. Elf uśmiechnął się do dziewczyny.
- Jeźdźcy Rohanu! - jego krzyk poniósł się daleko.- Co nowego w Marchii?! - Katrin w milczeniu patrzyła jak jeźdźcy zatrzymują się tuż przed nimi, a ten w najbogatszym płaszczu zsiada z konia. Mężczyzna zdjął z głowy hełm. Włosy rozsypały mu się na ramionach.
- Witaj Legolasie. - odezwał się głębokim głosem.
- Eomerze... - elf skłonił głowę i wymienił z nim powitalny uścisk. Potem wzrok mężczyzny padł na Katrin.
- Kim jest ta młoda dama? - zapytał.
- To moja narzeczona, Katrin. - odpowiedział Legolas. - Katrin, Eomer jest królem Rohanu i pierwszym marszałkiem gwardii.
- to zaszczyt... - dziewczyna skłoniła się, rumieniąc lekko. Nie bez znaczenia był fakt, że Legolas nazwał ją w rozmowie swoją narzeczoną. Mężczyzna uniósł brwi w zdziwieniu, ale uśmiechnął się lekko.
- Dla mnie również. - odpowiedział. - Może przyłączycie się do nas? Szukaliśmy miejsca na nocleg, a to wydaje się odpowiednie. Przy ognisku będziemy też mogli porozmawiać. - elf objął Katrin w talii skinąwszy głową.
- Z wielką chęcią. - odpowiedział.

Katrin kończyła swoją porcję gulaszu, jednocześnie przysłuchując się rozmowie Legolasa z Eomerem.
- Herumor jest bezlitosny. - opowiadał mężczyzna. - Orkowie napadają na wsie. Plądrują domy i wypędzają mieszkańców na skaliste wzgórza. Mój oddział robi co w jego mocy, ale on jest przebiegły. zjawia się tu i tam pod postacią starca w kapturze, podburzając lud i niszcząc wszystko, co nam drogie. Potrzeba nam króla, Legolasie. Kogoś, kto nas poprowadzi. Aragorn zbyt długo pozostaje bezradny. Pora by zebrał zbrojnych i ruszył na Minas Tirith. Kto, jeśli nie on sam odzyska miasto?
- My również nie znaleźliśmy się tutaj bez powodu. - odpowiedział Legolas. Dziewczyna odwróciła wzrok ku płomieniom ogniska. Tę część historii doskonale znała. Zatopiła się w rozmyślaniach, zupełnie przestając zwracać uwagę na to, co się dzieje wokół i oprzytomniała dopiero, gdy Legolas się poruszył. Katrin przetarła oczy. Musiała zasnąć wsparta na jego ramieniu.
- Katrin, przysypiasz. - odezwał się elf, obejmując ją. - Śpiąca jesteś? - dziewczyna pokiwała głową, zmieniając pozycję na wygodniejszą. Eomer wstał od ogniska.
- Jest już późno, idźcie na spoczynek. Jutro też jest dzień.
- Dobrej nocy. - Legolas skinął głową. Rozłożył im obojgu posłania w niedalekiej odległości od ognia i chwilę potem zarówno on jak i Katrin spali głęboko.
 

 


W lochach widoczne było wyraźne poruszenie, gdy straże prowadziły po schodach Legolasa i Katrin.
- Zabieraj łapy! - warknęła dziewczyna, kiedy jeden ze strażników wyciągnął dłoń po jej miecz. - Nie masz prawa...
- Proszę oddać nam broń i nie stawiać oporu. - odpowiedział tamten.
- Zrób, co każą. - polecił Legolas, podając strażnikom swoje sztylety, łuk i strzały. Katrin niechętnie odpięła od pasa miecz w pochwie i oddała najbliżej stojącemu. Chwilę potem zatrzasnęły się za nią drzwi celi. Dziewczyna osunęła się po ścianie do przysiadu.
- Przepraszam Legolas. - odezwała się. - To wszystko jest z mojej winy. - Katrin podciągnęła kolana pod brodę, kryjąc twarz w dłoniach. Legolas oparł głowę o ścianę i westchnął.
- To nie twoja wina, melisse (kochanie). - odpowiedział. - To nie jest niczyja wina. Gdyby mój ojciec miał chociaż namiastkę serca, nie doszłoby do tego. - elf wysunął dłoń przez kraty. - Anta cam (Daj rękę), Katrin. - poprosił. Dziewczyna przesunęła dłonią po podłodze. Ich palce splotły się mocno. - Pamiętaj, że ja zawsze będę cię chronił. Wybacz, ze w takich okolicznościach, ja... - Katrin poderwała głowę, nie wierząc w to, co słyszy. - Kiedyś, gdy poczujesz, że jesteś gotowa... Wyjdziesz za mnie? - dziewczyna przyłożyła wolną dłoń do ust, kiedy po policzkach poleciały jej łzy. - Katrin...? - odezwał się elf pytająco.
- Tak... - odpowiedziała dziewczyna przez łzy.
- Ale nie płacz. - Legolas uśmiechnął się, ale Katrin zdążyła rozszlochać się na dobre. - Nie płacz kochanie, bo nie mogę tam przyjść i cię przytulić. - dziewczyna otarła łzy wierzchem dłoni.
- Przepraszam! - zawołał przez łzy, kryjąc twarz w dłoniach. Elf wstał z miejsca i podszedł do kraty w drzwiach.
- Puśćcie mnie do niej, proszę. - powiedział, zwracając się do przechodzącego obok strażnika.
- Mam rozkazy... - zaczął niepewnie tamten, ale Legolas mu przerwał.
- Jestem jeszcze księciem, prawda? - elf zawahał się na moment, ale sięgnął do kluczy przy pasku. Chwilę potem Legolas wślizgnął się do celi Katrin. Usiadł przy niej i czule objął ramieniem. Dziewczyna przytuliła się mocno, wspierając głowę na jego piersi i kryjąc twarz w płaszczu. Elf pogładził ją po głowie, gdy zaszlochała cichutko.
- Nie płacz, proszę. - wyszeptał. - Wszystko się jakoś ułoży. - Legolas usiadł wygodniej, wspierając się o ścianę. Siedział przy niej, dopóki nie udało jej się zasnąć.

Rudowłosa elfka bezszelestnie schodziła po schodach w głąb lochów. Klucze w jej ręce pobrzękiwały lekko, kiedy szła wzdłuż cel, szukając właściwych. Wreszcie znalazła i zamek w drzwiach celi Katrin szczęknął cichutko, gdy przekręciła klucz w zamku. Dziewczyna podniosła wzrok.
- Tauriel...? - odezwała się niepewnie. Elfka skinęła głową.
- Nie mamy czasu, chodź szybko. - odpowiedziała.
- Dlaczego mi pomagasz? - spytała Katrin.
- Bo niczym sobie nie zasłużyłaś na siedzenie w lochu, oto dlaczego. - Tauriel odwróciła się do dziewczyny. - Chciałam cię przeprosić. Nie powinnam się tak wobec ciebie zachowywać.
- Nie żywię urazy. - dziewczyna uśmiechnęła się. Elfka odwzajemniła uśmiech i odwróciła się ku drzwiom sąsiedniej celi.
- Legolas... - Katrin rzuciła się elfowi w ramiona. Przytulił ją mocno do siebie, ponad jej głową zerkając na Tauriel. Elfka bez słowa podała mu kołczan ze strzałami i sztylety, a Katrin oddała miecz w pochwie.
- Możesz mieć przez nas jeszcze większe kłopoty. - odezwał się elf. - Pałac i bez tego huczy od plotek.
- Przestań. - elfka machnęła ręką. - Moja w tym głowa, żeby nikt się o niczym nie dowiedział. Wyprowadzę was na zewnątrz. Na dziedzińcu czekają konie, jedźcie na równiny. - Legolas skinął tylko głową, potem oboje podążyli za elfką. - Jedźcie, dopóki królestwo śpi. - odezwała się jeszcze Tauriel, gdy Legolas sadowił się w siodle. Katrin wdrapała się na drugiego wierzchowca. Potem oboje puścili się galopem w stronę lasu i dalej, długą, stromą ścieżką. Katrin ściągnęła lejce, gdy wspięli się już na wzgórze. Obejrzała się na spowite nocnym mrokiem i ciszą Leśne Królestwo.
- Katrin? - Legolas obejrzał się na nią. Dziewczyna odwzajemniła spojrzenie. Bez słowa wbiła pięty w boki wierzchowca, popędzając go z powrotem do galopu. Legolas był tuż za nią. Pośpiech był wręcz wskazany. Do rana musieli być przecież daleko.