• Wpisów:1594
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:36 dni temu
  • Licznik odwiedzin:332 209 / 2472 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Wielu z nas (jeśli nie większość) spodziewało się, że tak to się skończy, ale do tej pory jakoś tutaj trwaliśmy, ci, którzy tutaj zaczynali udzielanie się w sferze internetowej, może nie dopuszczając do siebie tej możliwości, ale dopiero teraz, gdy padła oficjalna informacja, można poczuć, że to się dzieje naprawdę. A mianowicie; Pinger od dawna leżał odłogiem i nie da się temu zaprzeczyć, ale to właśnie teraz jest stopniowo zamykany. Dokładna data realizacji działania nie jest znana, nie zmienia to jednak faktu, że pora pakować wspomnienia i zabierać się, gdzie indziej.

Pinger był dla mnie wspaniałą przygodą, tutaj zaczynałam kreślić swoje koślawe opowiadania, formy pamiętnikarskie i legendy, tutaj nawiązywałam pierwsze internetowe kontakty, to tutaj odkrywałam samą siebie i co mi tam w duszy gra. Godzę się z tym, bo innego wyjścia nie mam. Ale chcę podziękować. Tym, którzy ze mną byli tutaj i którzy na pewno mnie znajdą, gdziekolwiek mnie nie poniesie. Że jestem na Wattpadzie, wiecie. Ale nie wiecie, że od lutego, zeszłego roku równolegle prowadzę bloga zastępczego, którego teraz przygotowuję do pełnienia roli tej głównej witryny i do którego na dole zostawiam link. Kiedy to wszystko tutaj padnie na dobre, będę tam. Trochę będzie żal, bo spędziłam tu wspaniałe chwile i mnóstwo fajnych wspomnień mam z tego okresu, ale jednocześnie ta przygoda dobiegła końca i może pora na kolejną. Niemniej nie wybieram się nigdzie aż do samego końca. Będę tu.

Więcej ogłoszeń już tutaj nie przewiduję. Credits; dziękuję z całego serca - Seiti, Misao, LisaAngels, Screen, Kwas Pruski, TKC, Viky The Metal-Punk, Firefly, "Fryty z majonezem". Do widzenia...
Blog zastępczy (a wkrótce główny); http://kate--writes.blogspot.com/
  • awatar goal digger: Ja się nie spodziewałam kompletnie. Szczerze mówiąc nie raz zastanawiałam się czy mając 30-40 lat dalej będę tu pisać. xD No ale trudno się mówi. Choć wielka szkoda. Dobrze, że masz drugą opcję, bo szkoda by talent się marnował. :)
  • awatar Gość: Błahahahahahahaha huhuhuhuhuhuhuu jahahahahahahahahaha ale super że ten Pinger zdycha i wszystkie te bekowo blogi brawa brawa!!!!!!!!!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Katrin szła tuż obok rozmawiających ze sobą Legolasa i Aragorna, spod opadającej na twarz grzywki, zerkając na elfa. Targały nią sprzeczne uczucia, z którymi nie mogła sobie poradzić, ale teraz, gdy ważyły się losy całego Śródziemia, nie było miejsca na rozterki sercowe. Dziewczyna spuściła wzrok, patrząc pod nogi. Po policzku spłynęła jej niechciana strużka łez, a gardło ścisnęło w proteście. Katrin odetchnęła głębiej. Nie mogła się teraz przecież rozpłakać. Nie mogła też jednak powstrzymać łez, które leciały jej po policzkach. Wzięła kolejny drżący oddech, z gardła wyrwał jej się cichy szloch.
- Katrin...? - dziewczyna poderwała głowę, słysząc obok zatroskany głos Legolasa. Wziął ją za rękę i teraz spoglądał w jej oczy pełne łez z pytaniem w spojrzeniu. - W porządku? - zagadnął elf łagodnie. Nie mogła się już dłużej powstrzymywać. Zaszlochała rozpaczliwie, mocno się do niego przytulając. Legolas patrzył na nią przez chwilę, nie rozumiejąc, ale w końcu również ją objął, delikatnie gładząc po plecach. Katrin drżała w jego objęciach, kryjąc twarz w płaszczu elfa i ufnie przywierając do niego całym ciałem.
- Co się stało? - dziewczyna usłyszała głos elfa tuż przy swoim policzku, ale coś, co zazwyczaj przynosiło ukojenie, teraz przyniosło wręcz odwrotny efekt. - Hej, dlaczego płaczesz? - Legolas odgarnął jej włosy z twarzy. - Jeszcze nic się nikomu nie stało.
- Myślę, że oboje potrzebujecie odpoczynku. - odezwał się Aragorn, kładąc dłoń na ramieniu przyjaciela. - Prawda, Katrin? - dziewczyna tylko gorączkowo pokiwała głową, nawet nie spojrzawszy na mężczyznę. - Porozmawiaj z nią. - szepnął jeszcze Aragorn elfowi. - Musi tego teraz bardzo potrzebować.
 

 


Katrin podniosła głowę znad czytanej książki, widzący wychodzącego na dziedziniec Legolasa i uśmiechnęła się.
- Nie zimno ci tutaj? - spytał elf, stając nad nią.
- Oszaleję, jeśli będę siedzieć cały dzień w środku. - odpowiedziała, wstając ze śniegu i otrzepała płaszcz. Poszła za nim w miejsce, gdzie zazwyczaj ćwiczył, ale coraz częściej spoglądała właśnie na Legolasa, zamiast na tekst i w końcu całkiem zamknęła książkę. Patrzyła z jaką pewnością trzyma w dłoniach łuk, jak strzała za strzałą przeszywa powietrze, ze stukotem wbijając się wciąż w to samo miejsce w tarczy. Patrzyła na wręcz namacalne skupienie, malujące się na jego twarzy. Wreszcie, gdy sięgnął do kołczanu po kolejną strzałę, poderwała się z miejsca i mocno do niego przytuliła, obejmując go od tyłu. Dłoń elfa zatopiła się w jej czarnych lokach. Legolas uśmiechnął się.
- A to za co? - spytał z uśmiechem.
- Za wszystko... - Katrin westchnęła. Elf odwrócił się powoli, również ją obejmując. Dziewczyna spojrzała mu w oczy, przygryzając wargę, a sekundę później już ujmowała jego twarz w dłonie, całując mocno z czułością. Legolas zamknął oczy, poddając się nieoczekiwanej chwili namiętności. Dopiero w chwilę potem oprzytomniał na tyle, żeby odsunąć się od niej, przerywając pieszczotę.
- Katrin... - odezwał się. - Mój ojciec... - dziewczyna natychmiast poderwała głowę, spoglądając w okna komnat królewskich. Zdążyła dostrzec tylko płaszcz Thranduila, nim całkiem zniknął jej z pola widzenia. - No to pięknie... - Legolas również spojrzał w górę. Chwilę potem król wypadł na dziedziniec, szybkim krokiem zmierzając w ich stronę. Jednym ruchem wyszarpnął nóż z pochwy.
- Ty zdziro, ja ci... - wysyczał, zamierzając się na dziewczynę, ale pomiędzy nią, a Thranduilem stanął Legolas.
- Ata milna dagnir hen, band dagnir nye. (Jeśli chcesz zabić ją, musisz zabić i mnie.) - powiedział, osłaniając Katrin własnym ciałem, ale ojciec zdecydowanym ruchem odsunął go od dziewczyny, stając przed nią. Wystraszona, wpatrywała się w niego, nie wiedząc czego oczekiwać. Thranduil zamachnął się i mocno zdzielił ją po policzku, aż jęknęła. Legolas zamknął oczy, słysząc odgłos uderzenia. Król jeszcze przez chwilę stał w miejscu, ale w końcu odwrócił się.
- Legolas, do mnie. - rzucił krótko. Elf położył dłoń na ramieniu Katrin.
- Zostań. - poprosił szeptem i posłusznie podążył za ojcem.

Legolas stał przed ojcem ze wzrokiem wbitym w posadzkę, choć w jego oczach lśniły iskierki gniewu. Nie miał ochoty po raz kolejny wysłuchiwać z ust ojca tych samych słów, które padały zawsze w temacie Katrin. W końcu podniósł wzrok, patrząc hardo na Thranduila.
- Ja ją poprosiłem o rękę! - krzyknął, przerywając królowi wywód. Thranduila zmroziło. Przeniósł wzrok pełen wrogości na syna, ale nie odezwał się już. Z rozmachem usiadł na tronie, nie odrywając wzroku od Legolasa. Tamten również milczał.
- A więc słucham... Co sobie myślałeś? - spytał wreszcie król.
- Katrin nie jest niczemu winna. To wyłącznie moja...
- Nie to mnie interesuje. - przerwał synowi Thranduil. - Pytałem, co sobie myślałeś, oświadczając się śmiertelnej wywłoce? Jak sobie to wszystko wyobrażałeś?
- Przestań ją w końcu obrażać! - Legolas podniósł głos. - Wiem, że się na mnie zawiodłeś. Ale cokolwiek bym teraz nie zrobił... Każde moje słowo tylko przysporzy jej cierpień.
- Brednie. - warknął Thranduil. - To nie jest kwestia tego, co możesz, ale tego, co musisz. Poprosiłeś ją o rękę! Weź wiec odpowiedzialność za swoje czyny! Przyznaj, że właśnie popełniasz błąd.
- Ja tak nie uważam! Nazwij to jak chcesz! Błędem, pomyłką, nieporozumieniem! Poprosiłem Katrin o rękę! Teraz muszę się skupić na tym, co z nami będzie dalej. - Thranduil zerwał się z miejsca.
- Chcesz, żebym ci wydziedziczył?! - krzyk króla poniósł się echem po komnacie.
- Jeśli tylko dzięki temu skończą się wszystkie nasze problemy, to czemu nie? - odpowiedział mu Legolas. - Ale sam wiesz, że to nie jest rozwiązanie!
- Nie podejmuj pochopnych decyzji! - krzyczał Thranduil. - Nie kieruj się emocjami, myśl o przyszłości królestwa! - Legolas uderzył dłonią w drewniany stół przy którym jego ojciec zwykł pracować.
- To po co nam te emocje?! Karzesz mi odrzucić moje uczucia tylko po to, by zadowolić innych?! Mam myśleć, że Katrin nie jest mnie godna, tylko dlatego, że jest śmiertelna?! To i tak niczego nie zmieni!
- Wasza Wysokość! - drzwi komnaty uderzyły o ścianę, gdy do środka wpadła Katrin. - To nie jego wina!
- Nie, nie jego. - odpowiedział Thranduil, podchodząc do niej. - Powiedziałem ci jasno, że masz się do niego nie zbliżać! - Katrin odważnie patrzyła mu w oczy, choć spojrzenie króla miotało błyskawice gniewu, ale cofnęła się o krok, gdy stanął tuż przed nią. Legolas w ułamku sekundy wyszarpnął strzałę z kołczanu i naciągnął cięciwę łuku, mierząc w ojca.
- Nie ośmielisz się zrobić jej krzywdy. - powiedział, stając pomiędzy dziewczyną, a królem.
- Legolas... - Katrin położyła mu dłoń na ramieniu. - To do niczego nie prowadzi! - Thranduil piorunował oboje wzrokiem.
- Do czego to doszło, żebym miał wroga we własnym synu. - król cofnął się o kilka kroków. - Dosyć tego. - warknął. - Tirion! (Straże!) - wrzasnął. - Pahta ar! (Brać oboje!) - Katrin nie zdążyła zareagować, kiedy otoczyło ją czterech strażników. Legolas znalazł się w podobnej sytuacji. Elf szarpnął się.
- Nie zrobisz tego! - zawołał w stronę ojca.
- Zrobię. - odpowiedział Thranduil. - An band! (Do lochów!)
 

 
Przepraszam najmocniej, że tyle kazałam wam czekać. Opowiadanie powstawało w bólach i cierpieniu, zwłaszcza pod koniec, kiedy zdążyłam już na dobre znienawidzić tę rzeczywistość, a natłok obowiązków w szkole wcale nie pomagał. Całość jest na Wattpadzie, więc gdyby ktoś chciał teraz natychmiast, właśnie tam odsyłam, a na wasze ręce tutaj składam rozdział siedemnasty.
____________________________________________________________

Alice bez słowa wysiadła za Jackiem z auta, gdy zaparkował pod trzygwiazdkowym motelem i również bez słowa weszła za nim do środka, a potem do pokoju na pierwszym piętrze. Dopiero wtedy stanęła przed nim i uderzyła go w twarz.
- Ty kretynie! - wrzasnęła, szarpiąc bransoletą kajdanek. - Masz się za cholernego anioła stróża?! Ani słowa, bo ci znowu przyłożę! - rzuciła ostrzegawczo. Ascott uśmiechnął się.
- Akurat... - odpowiedział i syknął z bólu, kiedy kobieta spełniła groźbę. Alice oprzytomniała, gdy Jack ukrył twarz w dłoniach, z jękiem próbując zatamować krwotok z nosa. - Masz niezłą prawą. - dodał i szybkim ruchem złapał ją za nadgarstek, gdy znów uniosła pięść, wyprowadzona z równowagi jego komentarzem. - No już, wystarczy. Skończyłaś? - Alice odetchnęła głębiej.
- Tak, chyba tak. - odpowiedziała, powoli się uspokajając.
- Bo jeśli nie, to pokaż na co cię stać. Ostrzegam, że w bijatykach jestem niezły. - Ascott znów się uśmiechnął i zamrugał zaskoczony, gdy kobieta wspięła się na palce i pocałowała go. Spróbował odruchowo ją objąć, ale uniemożliwiły mu to kajdanki.
- Poczekaj. - odezwał się, odsuwając ją od siebie. - Może najpierw się tego pozbędziemy, hm? - spytał, unosząc do góry prawą dłoń. Alice przeniosła spojrzenie z jego twarzy na kajdanki i z powrotem. Skinęła głową.

- Nie ruszaj się. - przestrzegł Jack, biorąc w dłoń pistolet. Alice krzyknęła krótko, gdy strzelił, ale łańcuch łączący obie bransolety pękł. Jack uśmiechnął się. - Na czym stanęło? - spytał. Racine bez zbędnych słów pchnęła go na ścianę i ponownie wpiła się wargami w jego usta. Ascott objął ją w talii, odwzajemniając pocałunek za pocałunkiem, a potem przytulił mocno do siebie, gdy i ona go objęła. Rozchylił powieki, muskając palcami jej piersi. Nie zaprotestowała, odchyliła tylko głowę, gdy przeniósł się z pocałunkami na jej szyję. Alice westchnęła, gdy wsunął dłonie pod jej bluzę.
Spojrzała na niego, przygryzając wargę, ale nie pozostała mu dłużna. Spojrzała mu w oczy pytająco, powoli rozpinając rozporek jego spodni. Pozwolił jej na to i wznowił pieszczotę, sięgając do jej paska i chwilę potem już zsuwał jej dżinsy z bioder. Alice westchnęła, wyginając plecy w łuk i spojrzała na partnera, gdy klęknął przed nią, zdejmując jej bieliznę.
- Pójdziemy do łóżka? - zagadnął Ascott, uśmiechając się rozbrajająco.
- Mhm. - Racine skinęła głową i krzyknęła zaskoczona, gdy porwał ją na ręce. Chwilę potem leżała już w pościeli. Jack zdjął jej z nóg spodnie i uklęknął przed nią, powoli rozpinając zamek błyskawiczny polarowej bluzy. Ona zdjęła mu przez głowę koszulkę, pistolet wyjęty zza paska spodni, odłożyła na szafkę nocną. Powiodła dłońmi po jego nagim torsie.
- Alice... - odezwał się Jack, ale zamknęła mu usta pocałunkiem. Dała sobie zdjąć bluzkę i rozpiąć biustonosz. Wyprężyła się z jękiem, kiedy wszedł w nią mocno i niecierpliwie. Odgarnął jej włosy z twarzy, patrząc prosto w oczy. Ponownie westchnęła, poruszając biodrami. Właśnie na taką reakcję z jej strony czekał.

Tom Reed z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w ekran komputera, na którym siedzący naprzeciwko niego Ed Romley włączył wiadomości z poprzedniego dnia.
- Kilka minut po godzinie dziesiątej na dwieście pięćdziesiątym czwartym kilometrze autostrady M8 w kierunku Glasgow, jak na razie z niewyjaśnionych przyczyn doszło do karambolu... - Reed podniósł wzrok na agenta.
- Ja nie chciałem, żeby ginęli niewinni! - powiedział, niemalże od razu podnosząc głos. Ed wyprostował się w fotelu.
- Ale już przed zabiciem naszego człowieka nie miałeś oporów, co? - zagadnął. Mężczyzna ukrył twarz w dłoniach i nerwowo przeczesał włosy.
- Potrzebowałem kasy, Mercer dobrze płacił, liczyłem na to, ze jakoś uda się uciszyć wyrzuty sumienia. - Romley uniósł pytająco jedną brew.
- Z tym ci nie pomogę... - stwierdził, składając ramiona na piersi. - Ale mogę zapewnić złagodzenie wyroku, jeśli tylko zaczniesz z nami współpracować. Jeśli podasz mi nazwiska ludzi, z którymi pracowałeś i powiesz jak możemy do nich trafić, możliwe, że sąd uzna, że należy ci się łagodniejsza kara. Na razie masz na koncie współudział w zamachu i czynną napaść z bronią na agenta Secret Service.
- Boże... - Reed pochylił się na krześle, opierając głowę na biurku.
- Bóg ci tu niestety nie pomoże. Ani nawet twój adwokat. Możesz to zrobić jedynie ty sam. Słuchaj... - Ed wstał ze swojego miejsca. - Nasza agentka jest tropiona przez Mercera i jego ludzi, nie mamy z nią żadnego kontaktu od prawie czterech dni, nie wiemy nawet czy w ogóle jeszcze żyje. - Romley uderzył pięścią w biurko. - Nazwiska! - wrzasnął, doprowadzony do ostateczności. Reed wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilę.
- Dobrze... - powiedział w końcu. - Podam.
  • awatar Kate - Writes: @gość: Napiszę jeszcze raz, bo widzę, że nie dociera. Możesz tu sobie wypisywać co chcesz, a mnie to nie ruszy. Rób sobie co pragniesz, ale ja z tobą skończyłam.
  • awatar Kate - Writes: @gość: Ale ty jesteś straszliwie zazdrosny. Żal mi cię nawet.
  • awatar Gość: @Kate - Writes: aha, a no to pisz. A nie możesz zamiast przypisywać książek zająć się czymś pożytecznym? Zamiast marnować czas to pomóc rodzicom, dziadkom, w jakim wolontariacie? Tak to se znalazłaś wygodną wymówkę. Tak czy nie?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (8) ›
 

 


Katrin wyszła na pałacowy dziedziniec, obgryzając jabłko. Poprzednią noc znów spędziła w sypialni Legolasa, ale odkąd się obudziła, nie mogła nigdzie znaleźć elfa. Na placu treningowym też go nie było, więc dziewczyna skierowała się do stajni. Jej klacz zarżała radośnie na jej widok, a Katrin uśmiechnęła się, podsuwając jej wyproszony w kuchni smakołyk, który tamta natychmiast schrupała. Dziewczyna pogładziła miękkie chrapy.
- Może wiesz, gdzie jest Legolas? - spytała. Klacz prychnęła, potrząsając głową. Katrin westchnęła. Wtuliła się w jej grzywę, ale natychmiast poderwała głowę, czując lekkie uderzenie w ramię. Podniosła z ziemi niewielką skorupkę z orzecha i wyszła z powrotem na dziedziniec. Kolejna trafiła ją w czubek głowy. Podniosła wzrok.
- Szukasz kogoś? - odezwał się Legolas z gałęzi wysokiego drzewa.
- No... Ciebie właśnie. - dziewczyna podniosła ze śniegu skorupkę. - Co tam robisz? - spytała, szukając elfa wzrokiem między gałęziami.
- Chcesz do mnie wejść? - spytał Legolas, podając Katrin rękę. Dziewczyna podciągnęła się na grubą gałąź 0 z jego pomocą weszła wyżej, w końcu siadając obok.
- Wchodzę tutaj kiedy chcę pobyć sam, albo kilka rzeczy przemyśleć. - odezwał się elf. - Dziś chodziło o to drugie. - Katrin założyła za ucho kosmyk włosów, nagle nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Wiesz, ja... Może zbytnio tego nie okazuję, ale czuję, że jesteśmy sobie przeznaczeni. - powiedział Legolas, podciągając rękaw tuniki. Na nadgarstku elfa błysnął pentagram na rzemyku.
- Masz go! - ucieszyła się Katrin. - Ciągle go masz! Myślałam, że go wyrzuciłeś! powiedziała, podciągając rękaw i pokazała Legolasowi kryształ od niego, który stale nosiła od czasu ich rozstania.
- Dlaczego miałbym go wyrzucić? - spytał elf. - Dostałem go w końcu w dowód miłości. - Katrin uśmiechnęła się, przytulając do Legolasa. Elf także się uśmiechnął, czując bliskość dziewczyny. Jej krótki oddech na policzku. Jej włosy na twarzy. Jej dotyk na ramieniu. Zamknął oczy, by zatrzymać tę chwilę. Oswoić ją i przygarnąć. Mieć ja tylko dla siebie. Chwila poddała się jego marzeniom. Trwała bez zbytecznych słów i pytań. Delikatna jak skrzypcowy akord utrzymywała się między nimi, splatając dłonie i plącząc włosy.
- Mądre to moje serce. - szepnął Legolas między pocałunkami. - Wie, co czyni. - chciał powiedzieć coś jeszcze, ale Katrin udaremniła jego wysiłki, tylko po to, by zaraz odsunąć się z żalem. Elf spojrzał na nią pytająco.
- Twój ojciec nie da nam błogosławieństwa. - odezwała się.
- Wcale o to nie dbam. Nie do niego należy decyzja. - odpowiedział łagodnie Legolas. - Przeniesiemy się w jakieś cieplejsze miejsce? - Katrin skinęła głową. Powoli zeszli z drzewa, wsparta na ramieniu elfa, dziewczyna zgrabnie zeskoczyła na ziemię i oboje skierowali się ku wrotom pałacu.
- Hir nin... (Pój Panie...) - odezwał się jeden ze służących, gdy tylko przekroczyli próg. - Był list z Rivendell. - Legolas skinął głową, biorąc od niego kopertę.
- Dziękuję. - odpowiedział - Ojciec wie?
- Nie. - elf pokręcił głową. - Polecono mi; do rąk własnych. - Legolas ponownie skinął głową, przełamując pieczęć na kopercie. Katrin spojrzała na niego pytająco, zaglądając mu przez ramię.
- Coś się stało? - zagadnęła.
- Nie, to nic ważnego. - elf wsunął list z powrotem do koperty. - Ale powinienem odpisać. Bedę musiał cię teraz przeprosić.
- Rozumiem. - dziewczyna skinęła głową. - Posiedzę w bibliotece.
- W takim razie... Przyjdę do ciebie, gdy skończę.
Katrin siedziała w kucki na podłodze, przeglądając kolejną księgę. Nie zauważyła nawet, gdy Legolas wszedł do środka i stanął nad nią. Odwróciła wzrok od tekstu dopiero, gdy usiadł obok.
- Szukasz czegoś konkretnego? - spytał.
- Taki był zamiar, male... - Katrin machnęła ręką. - Czytałam o Valarach... O Melkorze... - starając się zrozumieć z czym mamy do czynienia.
- Więc o Sauronie czytałaś także. - stwierdził elf.
- I o Czarnoksiężniku z Angmaru. - przytaknęła Katrin. - Zastanawiam się... Czy Herumor na pewno jest zwykłym śmiertelnikiem? - dziewczyna spojrzała na niego. Legolas zamyślił się.
- Pytanie jest słuszne. - powiedział w końcu. Bez słowa objął ją ramieniem i przygarnął do siebie, przytulając. - Ale nawet jeśli... Sama niewiele możesz na to poradzić. Nie wysłałem jeszcze posłańca z listem. Możesz napisać do Elronda. Podzielić się obawami. To mądry elf, na pewno weźmie pod uwagę twoje przemyślenia. - Katrin skinęła głową, uśmiechając się lekko. Legolas odwzajemnił uśmiech, całując ją w policzek.
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/McZu7L0dEl4

Katrin po raz kolejny naciągnęła cięciwę łuku. Wszystkie wystrzelone przez nią strzały tkwiły w dość sporej odległości od środka tarczy i dziewczyna zaczynała się coraz bardziej denerwować.
- Rozluźnij się... - Legolas skorygował jej postawę. Katrin mocniej ścisnęła w palcach głownię łuku i puściła cięciwę. Strzała śmignęła nad tarczą, wbijając się w drzewo za nią.
- To bez sensu. - dziewczyna wcisnęła w dłoń elfa łuk, oddała mu kołczan ze strzałami i odwróciła się, kierując ku wrotom pałacowym. Legolas chwilę patrzył za nią, potem spojrzał z powrotem na tarczę. wtedy właśnie na plecach poczuł uderzenie śnieżnej kulki. Elf odwrócił się gwałtownie, ledwie zdążając się uchylić przed kolejnym śnieżnym pociskiem. Katrin zachichotała, widząc zdziwioną minę Legolasa i schyliła się po kolejną garść śniegu. Elf zrobił to samo i rzucił się ze śmiechem za uciekającą prz4ed nim dziewczyną. Stawiając bezgłośne kroki zaszedł od tyłu kryjącą się za drzewem Katrin. Tamta pisnęła, gdy przysypała ją spora ilość śniegu z gałęzi, za którą szarpnął Legolas. Elf zaśmiał się, rozbawiony.
- Skąd się tam wziąłeś? - dziewczyna otrzepała płaszcz. - Nie słyszałam cię.
- Mówiłem ci już, że nie potrafisz słuchać. - odpowiedział Legolas, schylając się po kolejną garść śniegu. - Jestem elfem. - Katrin uchyliła się przed pociskiem i umknęła za kolumnę, jednak i tam elfowi udało się ją dopaść. Chwilę potem oboje ganiali się po dziedzińcu, dopóki dziewczyna nie wpadła na pomysł zbudowania śnieżnych fortów, co elf przyjął z entuzjazmem. Byli przemoczeni, zmarznięci i zmęczeni, ale dalej śmiali się szaleńczo jak dzieci.
Thranduil stał przy oknie swojej komnaty, patrząc na syna i jego wybrankę. Już od jakiegoś czasu przypatrywał się ich zabawie, ale teraz pchnął drzwi komnaty i pewnym krokiem wyszedł na zewnątrz. Katrin odwróciła głowę, gdy na ramieniu Legolasa rozprysnął się śniegowy pocisk i zamarła wpół ruchu, widząc króla zmierzającego w ich stronę z następną kulką w ręku. Opuściła dłoń, w której trzymała gotową do rzutu śnieżkę.
- Ładny rzut. - pochwaliła, zanim zdążyła pomyśleć dwa razy.
- Dziękuję. - odpowiedział Thranduil, rozpinając klamrę płaszcza, który opadł na śnieg. Kulka, która trzymał w ręce, poleciała w jej stronę. Legolas rzucił się dziewczynie na ratunek. Katrin starła śnieg z twarzy i również przystąpiła do ataku. Thranduil roześmiał się.
- Na lye aryon chil. (Bo cię wydziedziczę.) - zagroził synowi. Legolas odpowiedział mu śmiechem, a król rzucił się za śnieżną zaspę, ślizgając się. Elf ruszył biegiem za nim, posyłając Katrin spojrzenie. Delikatnie skinął głową. Zrozumiała od razu. Przymierzyła się do zajścia Thranduila od tyłu i krzyknęła krótko, poślizgnąwszy się na lodzie, a upadając, pociągnęła za sobą króla, którego odruchowo złapała za ramię. Legolas rzucił się podtrzymać ich oboje, ale wkrótce wszyscy leżeli na ziemi, zanosząc się szaleńczym śmiechem.

Szczęknęła stal. Katrin cofnęła się o krok, kiedy Thranduil natarł na nią z mieczem. Ostrze władcy o włos minęło jej gardło. Tym razem to ona natarła, zmuszając króla do uniku. Z ust dziewczyny wydobywały się obłoczki pary.
- Mare. (Dobrze.) - pochwalił władca, zbijając jej ostrze. Legolas, który stał z boku, obserwując walkę, również skinął głową. Thranduil znowu zaatakował i wytrącił miecz z ręki Katrin. Dziewczyna popatrzyła za ostrzem upadającym w śnieg, po czym odpięła klamrę płaszcza, plączącego się pod nogami, odrzuciła go na bok i chwyciła za klingę, odwracając się ku królowi.
- Jeszcze raz. - powiedziała, krzyżując z nim ostrze.
- Wedle życzenia. - elf uśmiechnął się cierpko, zbijając miecz dziewczyny, a ona zamierzyła się na odsłonięta szyję Thranduila. Zdążył się uchylić, a Katrin odwróciła się zgrabnie na pięcie. Znów rozległo się uderzenie stali o stal.
- Zbyt chaotycznie walczysz. - skomentował król. - Ruszasz się zrywami, łatwo przewidzieć twoje ruchy. Skoncentruj się. - Thranduil uniósł ostrze, a dziewczyna zrobiła to samo. Król uderzył. Odpowiedziała na atak.
- Dobrze. - pochwalił Thranduil. - Cofnij się. Yana. (Świetnie.) Atakuj. - Katrin z kamienną determinacją cięła przez ramię, a gdy Thranduil odpowiedział odpowiedział cięciem, poderwała klingę, wytrącając mu miecz z ręki. Wyzywająco uniosła brew.
- Czyżby jeden zero dla mnie? - spytała. Król uśmiechnął się z wyraźną kpiną, podnosząc ze śniegu ostrze i płaszcz.
- Przydałoby ci się trochę ogłady, ale ten dzisiejszy popis był całkiem niezły. - rzucił. - Mam jednak nadzieję, ze od jutra oboje będziecie się zachowywać nieco bardziej godnie. - dodał jeszcze, spoglądając na Legolasa i skierował się z powrotem w stronę pałacu. Katrin odwróciła się, gdy elf zarzucił jej płaszcz na ramiona.
- Świetnie sobie poradziłaś. - wszeptał Legolas.
 

 
Soundtrack działa w sumie tak do minuty i czterdziestu sekund, bo potem przestaje pasować i odnosi się do pierwszej części rozdziału (więc po tej minucie czterdzieści wyłączcie). Za dłuższą nieobecność przepraszam, wytłumaczenie mam tylko jedno; matura (padam na twarz, marzę tylko o tym, żeby ten weekend przespać).

Katrin rozejrzała się, wjeżdżając za Legolasem na pałacowy dziedziniec Leśnego Królestwa. Uśmiechnęła się do siebie. Nic się nie zmieniło... Dziewczyna zadarła głowę i zsiadając z konia, spojrzała w okno komnaty Thranduila. Król natychmiast zamiótł płaszczem i zniknął z jej pola widzenia. Katrin westchnęła. Pod tym względem również nic się nie zmieniło...
- Muszę porozmawiać z ojcem. - odezwał się Legolas, kiedy oboje szli pałacowym korytarzem. - Poradzisz sobie?
- Oczywiście. - Katrin uśmiechnęła się. - Trafię do komnaty.
Thranduil stał przy oknie, spoglądając gdzieś w dal, ale odwrócił się, słysząc odgłos otwierania drzwi.
- Mógłbyś do nas zejść, zamiast zerkać przez okno. - odezwał się Legolas, stając przed królem i skłonił głowę z szacunkiem.
- Blisko jesteście, prawda? - odezwał się Thranduil, nalewając sobie wina do kielicha. Legolas odwrócił wzrok. - A więc mam rację. - kącik ust elfa drgnął w lekkim uśmiechu. - Zapewne chcesz ojcowskiego błogosławieństwa, ale nie dostaniesz go.
- Cóż... - Legolas spojrzał na Thranduila hardo. - Spodziewałem się takiej reakcji, ale i tak chciałem z ojcem porozmawiać. Katrin nie jest taka, jak ci się zdaje i przekonałbyś się o tym, gdybyś ją lepiej poznał.
- Nie wątpię, ale problemem nie jest jej charakter. Przyjdzie czas, gdy to ty zasiądziesz na tronie, a ona - jeśli będziesz chciał ją zatrzymać u swego boku - będzie królową. A na barkach królowej spoczywa wiele obowiązków. - Legolas otworzył usta, ale ojciec nie dał mu dojść do słowa. - zabawianie gości rozmową, rozpoznawanie najdrobniejszych aluzji, język na wysokim poziomie, znajomość etykiety... Czy twoja Katrin to wszystko potrafi?
- Gdybyś tylko ją zobaczył... Sposób w jaki się porusza, jej postawę... Naprawdę można odnieść wrażenie, że pochodzi z wysokiego rodu. - Thranduil zakaszlał, odstawiając kielich z winem z powrotem na stół.
- Ciąży na tobie odpowiedzialność za naszych poddanych i służbę. - głos króla zabrzmiał szorstko. - Czyżby chwilowy afekt pozbawił cię umiejętności logicznego myślenia? Masz zamiar porzucić obowiązek względem królestwa dla głupiego sentymentu? - Legolas nie odpowiedział odwracając wzrok. - Nie myśl, że uda ci się utrzymać chwast w ogrodzie pełnym róż, każdy będzie starał się go wyplenić. - Thranduil odprowadził syna wzrokiem, gdy ten skłonił głowę i wyszedł.

Legolas wyszedł na dziedziniec, rozglądając się za Katrin. Dziewczyna stała w pewnym oddaleniu od tarczy strzelniczej, naciągała właśnie cięciwę i miała wypuścić strzałę, kiedy elf położył jej dłonie na ramionach. Katrin drgnęła i straciła panowanie nad łukiem, strzała pomknęła w las.
- Jesteś bardzo wytrwała. - odezwał się Legolas. Dziewczyna odetchnęła i odwróciła się.
- Dziękuję. - odpowiedziała. - Nie wiedziałam co ze sobą zrobić. - westchnęła, wodząc palcami po głowni łuku. - rozmawiałeś z ojcem? -spytała. Elf skinął głową.
- Rozmawiałem. - odparł. - Ale... Nie chciałabyś wiedzieć jak przebiegła ta rozmowa. - Legolas westchnął. - Za chwilę podadzą obiad, nie jesteś głodna? - Katrin uśmiechnęła się, ujmując jego dłoń, która jej podał.
Katrin siedziała na łóżku w swojej komnacie, wpatrując się w okno. Obiad w towarzystwie Thranduila przebiegał w napiętej atmosferze i dziewczyna prawie nic nie była w stanie przełknąć. Nie pomogło nawet stwierdzenie Legolasa, że coraz lepiej idzie jej strzelanie z łuku, choć pochwała od niego znaczyła dla Katrin bardzo dużo. Dziewczyna westchnęła. Powinna się położyć, skoro chciała wcześnie wstać na kolejny trening, ale dokuczała jej samotność. Czuła się opuszczona. Najciszej jak mogła, przemknęła się do komnaty Legolasa, po czym bezceremonialnie i bez uprzedzenia wślizgnęła się do jego łóżka. Elf uniósł się na łokciach.
- Katrin... - odezwał się.
- Mogę zostać? Proszę... - dziewczyna spojrzała na niego. Legolas odwzajemnił spojrzenie, a w końcu opadł z powrotem na poduszkę, oddając jej połowę kołdry. Katrin przysunęła się bliżej i przytuliła do niego, wspierając głowę na jego ramieniu.
- Coś się stało? - spytał elf, spoglądając na nią.
- To ja powinnam o to zapytać. - odpowiedziała. - Rozmowa z ojcem nie poszła po twojej myśli, to już wiem.
- Nigdy, nikomu nie pozwolę nas rozdzielić. - powiedział Legolasa. - Nawet, gdyby starał się o to mój własny ojciec. - Katrin już nie odpowiedziała. Długo jeszcze leżeli bez słowa, ale w końcu obojgu udało się zasnąć.
 

 


- Aragornie! - zawołała radośnie Katrin, podbiegając do mężczyzny, który razem z Elrondem pochylając się nad jakąś księgą. Aragorn uśmiechnął się i wstał z miejsca, żeby ją objąć. Stojący obok pan domu również przywitał ją uśmiechem.
- Witamy z powrotem w Rivendell. - odezwał się. - Kiedy wróciłaś?
- Dosłownie przed chwilą. - odpowiedziała dziewczyna, odsuwając się od Aragorna. - Chciałam się od razu przywitać. I zapytać... Jak sytuacja na południu? - Aragorn spoważniał.
- Gondor pod panowaniem tyrana. - odpowiedział. - Wiem kto to. Herumor. Człowiek, który jako pierwszy zaczął znów głosić kult Melkora. - Elrond zdjął z szerokiego regału inną książkę.
- Mamy prawo podejrzewać, że nie jest zwykłym śmiertelnikiem. - powiedział. - Melkor to upadły Valar, Władca Ciemności. Był wielki, lecz przez pychę zaczął gardzić wszystkimi poza sobą, aż stał się duchem niszczycielskim i bezlitosnym. Rozum przemienił w przebiegłość, aby znieprawiać i naginać do własnej woli każdego, kto mógł mu być użyteczny, aż stał się bezwstydnym kłamcą. Był jednym z Ainurów - istot duchowych i opiekunów Ardy - i brał udział w stwarzaniu ziemi, by w końcu zstąpić na nią, wraz z czternastoma. Ale on pragnął jedynie władać, urządzać wszystko po swojej myśli...
- Naginać wszystko do swojej woli... - odezwała się Katrin. Elrond skinął głową.
- Ale była przepowiednia. - odezwał się wsparty o ścianę Legolas.
- Przepowiednia? - dziewczyna odwróciła się ku niemu.
- Przepowiednia o zaginionej księżniczce. - podjął Aragorn. O Mrocznym Władcy i o Tej, która położy mu kres. W czasach gdy światem władały moce ciemności, gwiazdy zaświeciły jaśniej, zapowiadając jej przybycie. Jej zapał i mężne serce mają pokonywać największe przeszkody, magia jej oczu będzie działaś na każdego, kto na nią spojrzy, a dzięki ogromnej odwadze nie będzie się bała wypowiedzieć wojny siłom zła. To za jej sprawą wybuchnie bitwa Dagor Dagorath, do której ma dojść na końcu czasów. W niej to zginie ostatni pomiot Morgotha, a świat zostanie ukształtowany na nowo. - Katrin wpatrywała się z urzeczeniem w twarz mężczyzny, dopóki nie przerwał mu Elrond, z hukiem odkładając księgę na stół.
- To tylko legenda, Aragornie. powiedział. - Jesteś pewnie zmęczona, Katrin. Poproszę o przygotowanie komnaty. Ale jeśli tylko interesują cię opowieści z Dawnych Czasów, usiądziemy po kolacji w pokoju kominkowym. - dziewczyna skinęła głową.
- Dobrze. - odpowiedziała, odrobinę jednak rozczarowana. - Posłucham z przyjemnością.

Katrin musnęła palcami gładką krzywiznę łuku Legolasa, ustawionego pod ścianą razem z kołczanem. W zamyśleniu przesunęła dłonią po głowni, dotknęła cięciwy. Wzięła łuk w dłoń, pewnie zaciskając na nim palce i odwróciła się gwałtownie, gdy do komnaty wszedł Legolas.
- Katrin? - odezwał się pytająco, przystając w progu.
- Mogę sobie strzelić? - spytała w odpowiedzi dziewczyna. - Mogę? Proszę... Tylko raz. - złożyła dłonie do proszącego gestu, wcześniej odkładając łuk na miejsce. - Dasz mi poćwiczyć?
- Na tym to nie. - odpowiedział elf, podchodząc do niej. - Słuchaj... Nie wolałabyś z własnego? - zapytał, podając jej broń. Katrin z zaskoczeniem sięgnęła po łuk, od razu stwierdzając, że jest dobrze wyprofilowany. Obejrzała głownię z ciemniejszego drewna i na próbę naciągnęła cięciwę. Dopiero potem rzuciła się Legolasowi w ramiona, szepcząc; "Dziękuję". Elf uśmiechnął się, dopiero po chwili odwzajemniając uścisk.
Chwilę potem stali już na dziedzińcu, Katrin z łukiem w dłoni i kołczanem ze strzałami, przerzuconym przez ramię. Pewnie wyszarpnęła strzałę o nałożyła ją na cięciwę, napinając łuk. Legolas stanął za nią, gdy celowała w tarczę.
- Postawa. - przypomniał, obrzucając ją uważnym spojrzeniem.
- Wiem. - odpowiedziała, prostując się odruchowo.
- Skoncentruj się. - dodał elf. - Patrz na cel.
- Legolas... - Katrin spojrzała na niego, a elf posłusznie umilkł. Dziewczyna wzięła oddech, spoglądając z powrotem na tarczę i wypuściła strzałę, która wbiła się w sam jej środek. Legolas uśmiechnął się.
- Ładnie. - pochwalił, skinąwszy dziewczynie głową.
Aragorn odwrócił się od okna, gdy podszedł do niego Elrond.
- Wiem, o czym myślisz. - odezwał się elf. - Skąd wiesz, że to właśnie o niej mówi przepowiednia?
- Jestem tego niemal pewien. - odparł mężczyzna. - Widzę to w jej oczach. - Elrond wyjrzał na dziedziniec, gdzie Katrin znów naciągała cięciwę.
- Aragornie, wróg nie śpi. - powiedział. - Zbiera siły na wschodzie.
- Początek był już w Gondorze. - przytaknął mu mężczyzna. - Sami nie pokonamy tylu złych sił.
 

 
Rok 1815, Marsylia, Francja. Edmund Dantes, obiecujący kandydat na kapitana statku, długo oczekuje na ślub z ukochaną Mercedes... Jednak w tym wielkim dniu zostaje niesłusznie oskarżony o zdradę stanu i zesłany do twierdzy d’If, gdzie karę odbywa ją więźniowie polityczni. Po wydostaniu się na wolność, z zemsty za utracone lata, kładzie na szali resztę swojego życia.

Książkowego pierwowzoru historii Edmunda Dantesa nie znam, ale mam nadzieję kiedyś to nadrobić, a"Hrabiego Monte Christo" w wersji komiksowej dorwałam w swoje łapki chwilę przed świętami i zaraz po zakupie pochłonęłam w jeden wieczór zaledwie.Cała opowieść mieści się w jednym tomie mangi, co prawda dość obszernym, jednak gdyby dać autorce więcej miejsca i podzielić mangę na dwa tomiki (czyli przedłużyć o drugie tyle), na pewno jeszcze bardziej by na tym zyskała. Można by było pogłębić tyle wątków... (Ja na przykład cały czas się zastanawiałam, co się dzieje z Mercedes....) Fabuła jest zawiła, na kartach komiksu dużo się dzieje, mimo to czytelnik jest w stanie z łatwością połapać się w powiązaniach i samej intrydze, z czym niejednokrotnie ma problem sam Hrabia.

Monte Christo jest bohaterem na pewno skomplikowanym. Z pomocą księdza Farii zdobył ogromną wiedzę oraz wiele umiejętności, bardzo mu później przydatnych w życiu. Potrafił również doskonale przebierać się i ucharakteryzować na daną postać, którą właśnie udawał, przy czym doskonale umiał prowadzić życie pod kilkoma postaciami naraz i nigdy nie został zdemaskowany. Z pewnością jest inteligenty, jednak dość długo zajmuje mu odkrycie, kto stoi za jego zesłaniem do twierdzy, gdzie miał odbywać niezasłużoną karę (dosyć to było jasne i klarowne). Mercedes przez większość czasu jest wkurzająca, do hrabiego o wiele bardziej pasuje Hayde, mimo dzielącej ich różnicy wieku, ojciec Faria z miejsca budzi sympatię, a Walentynie trzeba współczuć (tak z grubsza).

Kreska jest piękna. Po prostu... Piękna. Jak zresztą we wszystkich mangach tej autorki. Dzięki niej stają się żywe, wręcz poruszają się w kadrach, chcąc wyrwać się poza zamkniętą rzeczywistość komiksu. No i dodatkowe historyjki pod obwolutą... Manga dość gruba, mimo to szybko się ją czyta. Idealna na długi wieczór. Polecam bardzo, wiec jeśli ktoś jeszcze tego nie czytał, to niech leci do Empiku po swój egzemplarz. Perełka, warto.
 

 
Legolas spojrzał na Katrin, wpatrującą się w widok za oknem komnaty i objął ją ramionami, kołysząc delikatnie. Dziewczyna westchnęła z cicha, odwzajemniają uścisk.
- Czyli... Od jutra znów wszystko będzie inaczej? - odezwał się elf.
- Zatańcz ze mną. - poprosiła z cicha Katrin. Już bez słowa ujął jej dłoń w swoją, drugą ręką objął w talii i poprowadził w tańcu. Nie potrzebowali muzyki. Muzyka była wokół. Legolas mocno przytulił do siebie małżonkę, gdy po jej policzku spłynęła strużka łez. Katrin zaszlochała cichutko, uczepiona kurczowo jego tuniki. Potrzebowała go, nie chciała zostawiać... Elf wtulił twarz w jej włosy, samemu czując łzy wzbierające pod powiekami. Dziewczyna podniosła wzrok.
- Kocham cię. Kocham, wiesz? - odezwała się przez łzy. - To jedyna rzecz, której zawsze będę pewna. - Legolas odsunął się, stając przed nią. Ujął jej obie dłonie w swoje i długo patrzył jej w oczy
- Czy kiedyś przyjdzie czas, że zostaniesz już ze mną na zawsze? - spytał wreszcie. - Że przestanę lękać się o każdy dzień, nie wiedząc, kiedy znów wrócisz do domu? - Katrin potaknęła.
- Kiedyś tak. - odpowiedziała miękko.
- A kiedy cię znów zobaczę? - dziewczyna wzięła oddech.
- Spodziewaj się mnie z dniem letniego przesilenia. - odpowiedziała, starając się, by jej głos nie zadrżał. Wspięła się na palce, muskając wargami usta elfa. - Do widzenia, Legolasie... - wyszeptała.
 

 
Dobry wieczór wszystkim! Rok 2019 zaczęty z przytupem, bo epickim obaleniem Saurona (tak, oglądałam "Powrót Króla" ) oraz równie epicką bitwą skończony rok 2018 (serduszko moje raduje się, gdy widzę Aragorna z mieczem w dłoni). To był rok wspaniały, pełen wyzwań, przygód, szczęśliwych zbiegów okoliczności także i mam nadzieję, że i na tym, który właśnie się zaczął też się nie zawiodę.

Podsumowanie jak co roku zacznę od kwestii pisarskiej i z tego miejsca dziękuję wszystkim, którzy mnie męczyli i nie dawali spokoju o ten ciąg dalszy "Siedemnastu lat po Śródziemiu", bo bez tego ciągłego naprzykrzania się "Historii naturalnej smoków" by nie było. Ukłon z przytupem w waszą stronę, bo to, nad czym spędziłam najlepsze sześć miesięcy w mojej "karierze pisarskiej" zaowocowało wysokimi notami zbieranymi na Wattpadzie. Dziękuję również tym, którzy dopominali się dalszego ciągu przygód Liz Harrington - siódme miejsce w kategorii Przygodowe to chyba nie najgorzej, nie? Po drodze w bólach i cierpieniu zrodziła się "Tożsamość wroga".

Najlepsze wspomnienie? Zdecydowanie Warsaw Comic Con, takiego przeżycia nigdy nie zapomnę (żebym się nie musiała produkować za bardzo, to gdzieś niżej jest cały post) i zamierzam to powtórzyć, pewnie niejeden raz. Zaraz na drugim miejscu niezwykłych przeżyć plasuje się Noc Biologów, która jednak trochę zostaje w tyle za konwentem. Poza tym wszystkie inne wyjazdy to trochę tego było.
Postanowienia na nowy rok? Oczywiście nie zmarnować nic z tych czterech miesięcy, które mi zostały do matury i zdać ją najlepiej jak potrafię. W miarę możliwości położyć na kolana komisję w łódzkiej "filmówce", bo zdecydowałam się składać tam papiery. I w ogóle... Znowu dać z siebie wszystko.
  • awatar goal digger: W końcu ktoś kto jest zadowolony z tego roku i pozytywnie go podsumowuje. Super, cieszę się razem z Tobą. :) Aaaa świetnie, że zdecydowałaś się na filmówkę! Zobaczysz, to coś w sam raz dla Ciebie. Jestem pewna, że powalisz komisję. Wszystkiego dobrego w 2019, weny, zdrówka, dużo niesamowitych wyjazdów i przeżyć oraz powodzenia i na maturce i z tą szkołą (będę trzymać kciuki)!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Soundtrack; https://youtu.be/3ysz2YMamKo

Cztery miesiące później...
Katrin siedziała w auli, wsłuchując się w nudny wykład jednego z profesorów. Był koniec kwietnia, zbliżał się długi weekend i dziewczyna była już myślami zupełnie gdzie indziej, zwłaszcza, że dzień był cudownie ciepły i wręcz zachęcał do wspólnego wyjścia ze znajomymi. Katrin wsparła głowę na dłoniach. Kolejny raz zadała sobie pytanie, dlaczego właściwie zdecydowała się przyjść na ten wykład. Było już dawno po sesji, a skoro ocena z następnego kolokwium nie wpływała na zliczenie semestru... Dziewczyna westchnęła. W głębi serca dobrze wiedziała, dlaczego przyszła dziś na uczelnię. Zsunęła z nadgarstka rękaw swetra. Na srebrnym łańcuszku bransoletki połyskiwał kryształ górski. Dowód miłości... Tęsknota i ból rozstania towarzyszyły jej nieprzerwanie od czterech miesięcy. Rozpaczliwie pragnęła, żeby coś się wydarzyło. Coś, dzięki czemu będzie mogła znów ujrzeć ukochanego. Cokolwiek.
- Proszę, proszę, proszę... - wyszeptała, zamykając oczy, a kiedy znowu je otworzyła, klejnot zalśnił delikatnym, wewnętrznym światłem. Katrin wpatrywała się w niego z niedowierzaniem, dopóki nie dotarło do niej, że blask jest rzeczywisty i że przybiera na sile, a uświadomiwszy to sobie, natychmiast zakryła bransoletkę druga dłonią. Zgarnęła z ławki swoje książki, złapała za torbę i obciągając rękaw swetra, zerwała się ze swojego miejsca. Siedząca kilka rzędów przed nią Patty odprowadziła ją wzrokiem, gdy przyjaciółka wybiegła z auli.
Katrin wypadła na ulicę, od razu zrywając się do biegu. Trzymane w dłoniach książki wcisnęła do torby. Na szczęście do metra nie było daleko. Stanęła na peronie, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie stała wtedy, przed świętami. Starając się uspokoić oddech, zrzuciła z ramienia torbę Co jak co, ale podręczniki studenckie na pewno nie będą jej w Śródziemiu potrzebne. Dziewczyna zamknęła oczy, słysząc zbliżający się pociąg. Mocno zacisnęła powieki.
- Niech się uda, niech się uda, niech zadziała... - wyszeptała gorączkowo. Pęd powietrza rozwiał jej włosy, usłyszała tak dobrze pamiętany szum drzew i huk wodospadu. Odważyła się otworzyć jedno oko, a kiedy uświadomiła sobie, że jej się udało, otworzyła też drugie. Z zachwytem okręciła się wokół. Ziemię pokrywała warstwa śniegu, który jednak zaczynał topnieć. Zadarła głowę, słysząc ptasi świergot. Na gałęzi najbliższego drzewa przysiadł drozd. Katrin nie mogła się powstrzymać. Pisnęła radośnie, podskakując w miejscu.
- Katrin? - usłyszała za sobą znajomy głos i odwróciła się. - Wróciłaś. - odezwał się Legolas, podchodząc do niej. Dziewczyna niemal natychmiast rzuciła się elfowi w ramiona.
- Tak za tobą tęskniłam! - zawołała, przytulając go mocno. - Ale skąd wiedziałeś, że akurat dzisiaj ja... Bedę...
- Ostatnio sporo czasu spędzam na spacerach po lesie. To uspokaja. Pomaga zapomnieć o zmartwieniach. I o tęsknocie... - elf musnął dłonią jej policzek. Katrin z uśmiechem wpatrywała się w pogodną twarz Legolasa. Była w Śródziemiu, czuła blisko siebie ukochanego, mogła go dotknąć, przytulić... Pocałować. Dziewczyna stanęła na palcach i musnęła ustami policzek elfa.
- Gdzie wylądowałam? - spytała. - To nie Mroczna Puszcza.
- Nie, Rivendell. - Legolas wziął ją za rękę. - Dobry moment sobie wybrałaś na podróż. Zima ustępuje wiośnie. Wszystko się zmienia.
- Mimo to śnieg jak widzę leży nadal. - Katrin uśmiechnęła się, a zaraz potem zadrżała pod wpływem lodowatego wiatru.
- Zmarzniesz. - elf rozpiął klamrę płaszcza z zamiarem oddania okrycia dziewczynie. - Chodźmy lepiej do środka.

Legolas przyjrzał się dziewczynie z uwagą, gdy wyłoniła się zza parawanu, przebrana w zieloną suknię.
- Coś się stało? - spytała, sznurując srebrne tasiemki z przodu.
- Nie. Po prostu wyglądasz prześlicznie. - odpowiedział. Katrin spojrzała na elfa, rumieniąc się.
- Dziękuję. - szepnęła. Legolas uśmiechnął się, podchodząc do niej. Spoglądała mu w oczy, gdy obejmował ją ramieniem. Nachylił się do niej, jak gdyby chciał ją pocałować, ale w końcu tylko przytulił ją mocno.
- Dobrze, że jesteś... - wyszeptał. Katrin uśmiechnęła się, wpierając głowę na jego piersi. Była u siebie.
- Katrin, twoje spodnie... Te, które miałaś na sobie... Przewróciłaś się? - spytał Legolas, kiedy oboje szli korytarzem do biblioteki, gdzie mieli nadzieję zastać Elronda. Dziewczyna spojrzała pytająco na elfa. Jej dżinsom z koronką i przetarciami zdecydowanie nic nie dolegało.
- Och, nie... - odpowiedziała, domyślając się o co pyta Legolas. - W takim stanie je kupiłam.
- Nie wmówisz mi, że w twoim świecie nosicie podarte ubrania. - elf spojrzał na nią z rozbawienie. - Katrin odwróciła wzrok.
- Zdziwiłbyś się... - odparła cicho z uśmiechem.
 

 
Legolas galopował przez równiny, równając do wierzchowca Katrin. Jego małżonka już dostrzegła w trawie zwierzynę i skierowała konia w tamta stronę, zostawiając go w tyle. Przyglądał się bez słowa jak puszcza lejce, prostując się w siodle. Chwyciła za łuk, z kołczanu wyszarpnęła strzałę, która nałożyła na cięciwę. Skupienie na jej twarzy było wręcz namacalne. W końcu zwolniła palce, strzała pomknęła prosto i dosięgła uciekającego z piskiem zająca. Katrin ściągnęła lejce, a przechyliwszy się w siodle, zgarnęła z ziemi zwierzynę, którą uniosła w geście triumfu. Legolas uśmiechnął się.
- Mówiłem ci już, że jesteś wspaniałą łuczniczką? - zagadnął, równając do niej. Katrin roześmiała się.
- Pewnie mówiłeś, ale jeśli chcesz możesz powtórzyć raz jeszcze. - odpowiedziała z uśmiechem, wsuwając zdobycz do juków.
- Niedługo chyba zrobimy przerwę. - odezwał się elf, zerkając na niebo. - Ale wcześniej... Może i mnie dasz się popisać? Kochanie? - spytał, sięgając po swój łuk. Katrin skinęła głową, spinając konia.

Katrin z westchnieniem opadła na trawę, gdy tylko zsiadła z konia. Polowanie potrafiło zmęczyć, mimo to była zadowolona. Legolas roześmiał się, siadając przy niej. Spojrzała mu w oczy, wspierając głowę o jego kolana, które podciągnął pod brodę.
- Nie mówiłaś, że jesteś aż tak zmęczona. - powiedział elf. - Chleba? - spytał, podsuwając jej kawałek lembasa.
- Tak, poproszę. - odpowiedziała, skinąwszy głową i przeciągnęła się. Legolas objął ją ramieniem i przytulił do siebie, kryjąc twarz w jej włosach. Pozwoliła mu na to i sama również się przytuliła.
- Możemy wracać pieszo? - zagadnęła w końcu. Elf roześmiał się.
- Owszem, jeśli tylko nie padniesz po drodze ze zmęczenia. - odparł.
 

 
Legolas uśmiechnął się, opierając się o drzwi kuchni pałacowej. Jego małżonka dostała od kucharek czysty fartuch, rękawy sukni podwinęła aż po łokcie i zagniatała właśnie ciasto, jednocześnie odpowiadając na pytanie jednej ze służek. Potem jej wzrok padł na drzwi, a widząc małżonka, uśmiechnęła się szeroko.
- Czy pałacowa kuchnia to na pewno odpowiednie miejsce dla króla Leśnego Królestwa? - spytała, podchodząc do niego.
- A dla królowej? - Legolas musnął dłonią jej policzek.
- Uważaj, cała jestem w mące. - Katrin zachichotała. - Uczę się piec chleb. - wytłumaczyła. - Chciałam... Zrobić coś sama na ucztę... - dziewczyna otarła wierzchem nadgarstka policzek, zostawiając na twarzy smugę mąki. Legolas starł ją z uśmiechem.
- Nigdy nie piekłem chleba, ale może przydam wam się tu na coś? - spytał, podwijając rękawy tuniki. Katrin chwyciła go za rękę.
- O, z pewnością. - odpowiedziała i pociągnęła go za sobą. Elf skinął głową służkom, a chwilę potem wziął się za ugniatanie kolejnej partii ciasta na lembasy. Katrin musnęła dłonią jego policzek, zostawiają na nim białą smugę. Nie pozostał jej dłużny. Dziewczyna pisnęła, gdy nabrał mąki w obie garście i cisnął w nią białym pyłem. Nie minęło dużo czasu, a oboje ganiali się po kuchni, ze śmiechem rozsypując wokół mąkę. Jedna z kucharek roześmiała się, zgniatając ciasto pary królewskiej w jedną porcję.

Katrin ułamała kawałek jeszcze ciepłego chleba i włożyła do ust. Obok niej Legolas zrobił to samo. Oboje siedzieli przy kuchennym stole, obsypani białym pyłem. Kuchnia również była całą w mące.
- Świetnie ci wyszły. - odezwał się Legolas zjadając resztę lembasa.
- Dziękuję. - odpowiedziała Katrin. - Trzeba posprzątać. - Legolas skinął głową. Nie mogli przecież kazać służkom sprzątać bałaganu, którego sami narobili.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 


Katrin leżała w łóżku w swojej komnacie, ale mimo późnej pory nie mogła zasnąć. Przewracała się z boku na bok, aż wreszcie wybiegła na korytarz i przemknęła się do pokoju Legolasa. Elf wciąż spał głęboko. Dziewczyna wtuliła twarz w jego złote jak łan pszenicy włosy. Jej ciałem wstrząsnął szloch.
- Legolas... - odezwała się szeptem. - Kuivea... Marrena, kuivea... (Zbudź się... Proszę, zbudź się...) Nie zostawiaj mnie samej. Proszę... - Katrin drgnęła, czując obejmujące ją ramię.
- Katrin... - usłyszała znajomy szept tuż przy uchu i natychmiast poderwała głowę. Legolas patrzył wprost na nią, z delikatnym uśmiechem na twarzy. - Dlaczego miałbym zostawić cię samą? - Katrin roześmiała się.
- Legolas! - krzyknęła rozradowana, zarzucając mu ramiona na szyję. Elf również zaśmiał się krótko i uniósł na łokciu, żeby móc ją objąć. Przytulił się do niej mocno, kryjąc twarz w zgięciu jej ramienia. Miał wrażenie, że nie widział jej całą wieczność... Katrin odsunęła się od niego, ale zanim zdążył ją o cokolwiek zapytać, mocno przycisnęła wargi do jego ust. Odwzajemnił pocałunek, ale kiedy na powrót otworzył oczy, natychmiast odwrócił głowę, widząc postać stojąca w progu.
- Ojcze... - odezwał się. Katrin natychmiast odskoczyła od niego i krzyknęła krótko, lądując na podłodze. Legolas zerknął na nią z troską, gdy zbierała się z ziemi, ale zaraz przeniósł wzrok z powrotem na Thranduila.
- Ojcze, proszę... - odezwał się znowu. Usiadł, ignorując zawroty głowy i opuścił stopy na podłogę. Wstając, musiał przez chwilę przytrzymać się szczytu łóżka. Czuł szarpiący ból w miejscu, gdzie tuż nad kolanem utkwiła czarna strzała, mimo to udało mu się podejść do Thranduila. Błysk w oku władcy nie zdradzał niczego dobrego, jednak zanim Legolas zdążył się choćby odezwać, ojciec objął go ramieniem, przygarniając do siebie.
- Farya me, nye ien-nin. (Wybacz mi, mój synu.) - odezwał się. Katrin patrzyła jak Legolas powoli odwzajemnia uścisk ojca. Zawahała się, gdy i do niej Thranduil wyciągnął dłoń, jednak gdy w oczach na powrót stanęły jej łzy, podbiegła do nich, lądując w ramionach króla. Legolas z uśmiechem wsunął palce w jej czarne loki, a ona westchnęła cichutko, kryjąc twarz w płaszczu Thranduila. Tamten mocno objął ich oboje.
- Nye hini... (Moje dzieci...) - wyszeptał.

Ciepłe promienie zachodzącego słońca wlały się przez okna i rozświetliły komnatę zajmowaną przez Katrin. Dziewczyna siedziała na łóżku, spoglądając na niebo, by uchwycić ulotne piękno złotej, płomiennej kuli, która powoli chowała się za widnokręgiem.
- W domu Elronda nawet tak cudowny widok jak zachód słońca wydaje się po tysiąckroć piękniejszy. - powiedział Legolas, opierając się o framugę drzwi i patrząc na Katrin.
- Dlaczego nigdy nie słyszę jak wchodzisz? - spytała dziewczyna, odwracając się. Elf uśmiechnął się i usiadł obok niej.
- Może dlatego, że nigdy nie słuchasz. - odpowiedział. - Dlaczego siedzisz tutaj sama? - Katrin posmutniała.
- Chciałabym wrócić do domu. - powiedziała, wstając z miejsca. - Śródziemie to piękne miejsce i czuję się tu coraz bardziej... Jakbym je dobrze znała, ale mimo to... Tam mam rodzinę. Tam się wychowałam.
- Rozumiem. - odparł Legolas, stając obok niej przy oknie.
- Nie wiem jak się dostać z powrotem. Nie wiem czy jeszcze wrócę tutaj. To się dzieje niezależnie ode mnie.
- Katrin... - elf ujął jej twarz w dłonie. - Wiem, że do mnie wrócisz. To przeczucie, nic więcej. Ale... - Legolas włożył w dłoń dziewczyny niewielki kryształ, który nosił przy sobie. - To w dowód miłości.
- Ja mogę ci dać tylko to. - powiedziała Katrin, zdejmując z szyi wisiorek z pentagramem. - Obiecaj mi coś.
- Co tylko chcesz, najdroższa. - szepnął Legolas.
- Obiecaj, że będziemy zawsze razem.
- Obiecuję. - powiedział cicho. - Le mellin.
- Le mellin, Legolas. - wyszeptała Katrin. - Na zawsze.
- Na zawsze. - powtórzył, rumieniąc się. - Na zawsze.
- Elfy ładnie się rumienią. W sumie elfy wszystko robią ładnie. - powiedziała dziewczyna odkrywczo i pocałowała go. Legolas odwzajemnił pocałunek. Chwilę potem poczuł, że dłonie Katrin wysuwają się z jego rąk, a kiedy z powrotem otworzył oczy już nie było jej obok niego.
Katrin otworzyła oczy i odetchnęła głęboko, widząc tuż przed twarzą przejeżdżający pociąg. Tuż obok stała Patty, opowiadająca o czymś z ożywieniem, jak to ona.
- Patty... Jaki dziś dzień? - spytała Katrin niepewnie.
- Dwudziesty, przecież wiesz. - odpowiedziała jej przyjaciółka. - Grudnia. - dodała, gdy Katrin spojrzała na nią. - Co się z tobą dzieje? Często jesteś nieprzytomna, ale dziś przechodzisz samą siebie. - Katrin puściła mimo uszu słowa Patty. Czy to, co przeżyła... Dziewczyna spojrzała na dłoń, w której wciąż ściskała kryształ. Był. Odrobinę chłodny, gładki w dotyku, tak rzeczywisty...
- Wrócę, obiecuję. - wyszeptała. - Nie wiem jeszcze jak, ale obiecuję, że na pewno do ciebie wrócę. - Katrin na powrót ścisnęła klejnot w dłoni, ręce splatając jak do modlitwy. Z uśmiechem, ale i ze łzami w oczach wyszeptała prośbę.
 

 
Tak strasznie żałuję, że nie ma wersji rozszerzonej tego kawałka, ale emocje oddaje pięknie, więc musi wystarczyć.


- Aragorn? - odezwała się dziewiętnastolatka.
- Tak, to ja. - odpowiedział mężczyzna. - Aragorn, syn Arathorna, prawowity władca Gondoru.
- To niemożliwe... - Katrin pokręciła głowa.
- Dotarła wieść o twojej śmierci. - wyszeptał zbolałym głosem Legolas. Mężczyzna uśmiechnął się ciepło.
- Miała dotrzeć. - odpowiedział i wyszarpnął z ciała elfa strzałę. Z gardła Legolasa wyrwał się krótki krzyk. Aragorn dźwignął elfa z ziemi, zarzucając sobie na szyję jego ramię. Gwizdnął krótko, przywołując do siebie wierzchowca i pomógł Legolasowi usiąść w siodle. Potem obejrzał się na dziewczynę.
- Umiesz jeździć konno? - spytał. Katrin zdębiała. Do tej pory nie miała własnego wierzchowca, jeździła w siodle z Legolasem i nie była pewna, czy da sobie radę, ale kiwnęła głową. Uczyła się przecież jazdy w Rivendell, uda jej się. Aragorn podał jej wodze konia, który najwyraźniej się spłoszył i nie wiedział co ze sobą zrobić. Włożyła stopę w strzemię, pewnie usiadła w siodle. Zarzuciła na ramię kołczan ze strzałami Legolasa, który podał jej mężczyzna, wzięła od niego łuk. Aragorn pierwszy spiął konia, Katrin ruszyła za nim. Udało im się bez problemów przedostać aż do bramy miasta. Potem dziewczyna usłyszała za sobą wściekły ryk. Gonił ich ork jadący na olbrzymim wilku. Katrin nie zastanawiała się zbytnio. Wyszarpnęła strzałę z kołczanu, puściła lejce i naciągnęła cięciwę łuku. Czego uczył ją Legolas? "Odpręż się. Porzuć przeświadczenie, że musisz trafić. Skoncentruj się, Katrin." Dziewczyna pewnie wyprostowała się w siodle. Strzała wypuszczona z łuku ze świstem pomknęła przed siebie, przecinając powietrze i utkwiła w głowie orka. Katrin uśmiechnęła się z satysfakcją. Trafiła. Spięła konia i znalazła się na równi z koniem Aragorna. Rzuciła spojrzenie mężczyźnie.
- Dokąd teraz? - spytała krótko.
- Jak najdalej. - odpowiedział równie krótko Aragorn, ale chwilę potem zsiadł z konia, zatrzymując się u wód Mindolluiny. - Trzeba opatrzyć Legolasowi nogę. - wyjaśnił, gdy dziewczyna spojrzała na niego pytająco.
- Nie możemy teraz odpoczywać. - zaprotestowała Katrin, zsuwając się z siodła, ale umilkła, spoglądając na Legolasa. Był jeszcze bledszy niż wcześniej. Aragorn pomógł elfowi zsiąść z konia i ułożył go na trawie. Legolas stłumił jęk bólu, a Katrin niemal natychmiast opadła przy nim na kolana. Elf szarpnął się z krzykiem, gdy Aragorn przemył mu ranę wodą z manierki. Dziewczyna otarła oczy rękawem. Jej policzki były mokre od łez. Starała się jakoś pomóc, ale w głębi duszy wiedziała, ze tylko przeszkadza. Legolas oddychał urywanie. Znów krzyknął z bólu. Dziewiętnastolatką wstrząsnął szloch. Elf z jękiem zamknął oczy. Przestawał reagować. Nawet bólem. Katrin ukryła twarz w dłoniach. Nie była w stanie dłużej udawać. Legolas odchodził. Tracili go. Usłyszała jak sama krzyczy, że mu nie wolno. Oparła głowę o jego pierś, nie czując nawet, że elf ją obejmuje.
- Już... Idę. - odezwał się. - Katrin... Ty idź z Aragornem. Dojdę... Później. - Legolas oddychał płytko. Wtuliła twarz w jego pierś. Coraz bardziej kręciło jej się w głowie. Była taka zmęczona. Dłoń elfa zsunęła się z jej ramienia i opadła na wrzos. Jak przez mgłę pamiętała, że Aragorn kazał jej wstać, że oboje pomagali Legolasowi usiąść w siodle, że w końcu oboje spięli konie i ruszyli galopem przed siebie.

Katrin z jękiem przebudziła się z głębokiego snu i podniosła do pozycji siedzącej. Ktoś położył ją do łóżka, otulił kołdrą... Troskliwie się nią zajął... Dziewczyna rozejrzała się po pokoju.
- Rivendell... - wyszeptała. W kolejnej sekundzie odrzuciła kołdrę, zerwała się z łóżka i zgarnęła z krzesła zawczasu przygotowaną suknię. Koszulę nocną odrzuciła na łóżko i wybiegła na korytarz, zostawiając drzwi otwarte na oścież. Elronda znalazła w holu, przy schodach. Elf rozmawiał z Aragornem, mimo to odwrócił wzrok, gdy do nich podbiegła.
- Elrondzie... - odezwała się dziewczyna, łapiąc oddech.
- Dzień dobry, Katrin... - elf skinął jej głową. - Wypoczęłaś, to dobrze. - powiedział, uśmiechając się lekko. Dziewczyna pokręciła głową.
- Czy Legolas... - spojrzała na niego z wyczekiwaniem. Elrond skinął na nią, prosząc by poszła za nim.
Katrin ukucnęła przy pogrążonym w głębokim śnie Legolasie. Oddychał spokojnie, mimo że na jego twarzy malował się ból.
- Jest w takim stanie, odkąd was tutaj przywiozłem. - odezwał się Aragorn. - Trucizna długo krążyła w jego ciele, więc to naturalny stan. Nie martw się, w końcu się obudzi. - Katrin spojrzała na mężczyznę, gdy położył jej dłoń na ramieniu, ale nie odezwała się ani słowem.
 

 
Proszę kliknąć w link: https://youtu.be/Gez6-g0mxEA

- Dokąd mnie ciągniesz, czekaj! - zaśmiała się Katrin, gdy Legolas poprowadził ją jeszcze dalej na równiny, nie wypuszczając z dłoni jej nadgarstka.
- Mamy przesilenie zimowe. - uśmiechnął się elf. - To wyjątkowa noc. Mówi się, że różne rzeczy mogą się dzisiaj zdarzyć. Spójrz w górę. - poprosił, zatrzymując się i delikatnie ujął ją pod brodę. Katrin zadarła głowę. Ciemne niebo przecinała błękitna zorza, jakiej w Śródziemiu jeszcze nie wiedziała.
- To... - zaczęła, ale niemal natychmiast umilkła. Na szczycie wzgórza, u którego stóp stali, dojrzała spowitą w biel postać. Tylko burza czarnych włosów odcinała się od nieskazitelnej bieli, choć i one wydawały się lśnić, gdy powiewały na wietrze. Katrin wzięła głębszy oddech. Rozpoznała tę postać, a gdy elfka wyciągnęła ku niej ręce bez wahania puściła się biegiem pod górę, lądując w ramionach matki. Limmaniel roześmiała się, tuląc do siebie córkę. Legolas przyglądał się tej scenie z uśmiechem, choć jego serce ścisnęło się z żalu. Mimo to odwrócił się dostrzegając jaśniejącą poświatę za swoimi plecami. Katrin wysunęła się z objąć matki, oglądając się na małżonka. Legolas krył twarz w chuście odkrywającej ramiona jego matki, którą przytulał czule. Po drugiej stronie miał Thranduila, który również go obejmował. W końcu jednak dłonie matki wysunęły się z jego rąk.
- Legolasie... Pamiętaj kim jesteś. - odezwała się z uśmiechem, gdy razem z Thranduilem odchodziła. Elf patrzył za nimi z bólem, a jednak odwrócił się, czując czyjąś dłoń na plecach.
- Katrin...! - z gardła wyrwał mu się radosny okrzyk, gdy porywał małżonkę w ramiona. Limmaniel odwróciła od nich wzrok gdy tuż przy niej stanął Thranduil z małżonką.
- Cieszę się, że właśnie tak się to wszystko skończyło. - odezwała się.
- Tak, ja również. - odpowiedział Thranduil. - Od początku chciałem by mój syn był szczęśliwy. Teraz widzę... Że przecież jest. - król uśmiechnął się, ujmując dłoń małżonki w swoją. Limmaniel jeszcze raz spojrzała na młodą parę królewską. Potem razem z Thranduilem i jego żoną odwróciła się ku światłu zorzy. Nadszedł również ich czas.

Edit: Ze swej strony chciałam bardzo serdecznie życzyć wszystkim tu zgromadzonym spokojnych świąt spędzonych w rodzinnej atmosferze, zdrowia, bo to zawsze najważniejsze, pomyślności, bo czasem się przyda, spełnienia najskrytszych marzeń, bo czymże bylibyśmy nie mogąc marzyć o szalonych czasem i zupełnie nierealnych rzeczach. Pieniędzy, bo chociaż bezpośrednio szczęścia nie dają, to można za nie kupić książki, a stąd do szczęścia droga krótka. Wszystkim z mojego rocznika oczywiście pomyślnego zdania matury i egzaminów zawodowych, dobrego wyboru studiów i dalszej drogi życiowej (czego życzyłbym sobie również dla siebie). A oprócz tego zwolnienia tego szalonego tempa, przez które czasem nie zauważamy rzeczy tak oczywistych. Wesołych świąt raz jeszcze!
 

 
Katrin otworzyła oczy, gdy pierwsze promienie słońca, wdarły się do komnaty sypialnej i przewróciła na plecy, spoglądając na miejsce tuż obok. Legolas jeszcze spał, mocno obejmując ją ramieniem, jak gdyby bał się, że w nocy zniknie gdzieś bez słowa.
- Legolas... - odezwała się łagodnie dziewczyna, muskając dłonią jego ramię. Elf poruszył się pod jej dotykiem, a chwilę potem otworzył oczy, spoglądając wprost na nią. - Dzień dobry, kochanie. - uśmiechnęła się Katrin. Legolas odwzajemnił uśmiech.
- Mae govennen... - odpowiedział. Dziewczyna przekręciła się na bok, aby też móc go objąć. - Jak spałaś? - spytał ściszonym głosem.
- Cudownie. - odszepnął. Elf na powrót zamknął oczy, wtulając się w nią mocniej. Katrin zachichotała, wysuwając się z jego objęć. Usiadła w pościeli, podciągając kolana pod brodę.
- Nie powinniśmy zejść na śniadanie? - spytała, przeczesując palcami włosy. Legolas nie odpowiedział. Również podniósł się do pozycji siedzącej. Założył jej za ucho niesforny kosmyk włosów, z którego potem zaplótł cienki warkoczyk na skroni.
- Pisałaś w liście o tęsknocie z którą budzisz się każdego poranka. - odezwał się wreszcie. - O oczekiwaniu... I bólu, który czułaś, trafiając dłonią na puste miejsce obok siebie. Nie byłaś w nich osamotniona. - dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Elf pocałował ją krótko, a gdy odwzajemniła pocałunek, objął ją, pociągając z powrotem na łóżko. Zdecydowanie nie spieszyło im się na śniadanie.
 

 
Katrin powoli wyjrzała zza kolumny i uśmiechnęła się podłapując wzrok Legolasa. Elf skinieniem głowy przeprosił Galiona, z którym rozmawiał i podszedł do niej. Uśmiechnął się również.
- Hej skarbie... - odezwała się, gdy elf delikatnie musnął palcami jej policzek, jak gdyby chcąc się przekonać, że nie śni. - Długo czekasz?
- Spóźniłaś się. - odpowiedział Legolas, nie przestając się jednak uśmiechać, a potem przyciągnął ją do siebie, całując długo i mocno. Odwzajemniła pocałunek, wsuwając palce w jego włosy.
- Tęskniłam... - wyszeptała, gdy odsunął się od niej i mogła mocno się do niego przytulić. Legolas odwzajemnił uścisk.
- Ja za tobą też... - odszepnął, zamykając oczy. W tej chwili jedyne czego pragnął, to być przy niej. Niczego więcej... - Katrin... - odezwał się jeszcze. - Nie zostawiaj mnie już...
- Wiesz, że to nieuniknione. - odpowiedziała z bólem, odsuwając się od niego. Spojrzała mu głęboko w oczy. - Ale nie chcę dziś o tym myśleć. Tego wieczoru chcę być z tobą. Z naszymi poddanymi. Mieć pewność, że wszystko będzie dobrze i że gdy rano się obudzę, będziesz przy mnie. - Legolas ujął jej twarz w dłonie, ucałował ją w czoło.
- Tak będzie... - odpowiedział. Potem wyprostował się dumnie, jak na króla przystało, podsuwając jej ramię, które ujęła z wdzięcznością.
- Wasza Miłość... - zaczął. - Żywię nadzieję, że zechcesz teraz zobaczyć poddanych, jak również, że zaszczycisz mnie pierwszym tańcem tego wieczoru. - Katrin skinęła głową.
- Nie pragnęłam niczego innego, Wasza Wysokość. - odpowiedziała.
 

 
Hoy! Dzień dobry! Chwała niebiosom za przerwę świąteczną, bo chociaż ostatni tydzień wypełniony był nauką już w mniejszym stopniu, to odpoczynek jak najbardziej jest mi potrzebny. Nie mówię o jakimś kompletnym lenistwie, bo chcę przez ten tydzień zrobić kilka próbnych arkuszy maturalnych i trochę ćwiczeń z matematyki (bo ostatni sprawdzian kompletnie położyłam), ale w dużej mierze jednak porządnie odpocząć. Wczoraj minęła nam w miłej atmosferze wigilia klasowa (o którą po drodze zdążyliśmy się posprzeczać, a której miało nie być wcale), w środę była wigilia w internacie, mam już za sobą świąteczne zakupy, na których byłam razem z moją Natką (dawno żadnych nabytków nie pokazywałam, a całkiem spory stosik się zebrał), byłam też na jarmarku świątecznym (zeszłoroczny wypadł jednak lepiej). Uwielbiam atmosferę towarzyszącą świętom, więc i przeżywanie samych świąt będzie zapewne niezwykłe jak co roku, chociaż o wiele bardziej wolałabym święta ze śniegiem.

Na ten tydzień przerwy mam w planach nadrobienie zaległości serialowych i filmowych ("Lucyfer" sam się nie obejrzy, podobnie jak "Doktor Strange" ), a oprócz kolejnej lektury na polski chcę przeczytać trylogię "Krucze Pierścienie", która czeka nieruszona od połowy września. Jestem do tyłu z dwiema recenzjami, które postaram się tu wrzucić jak najszybciej, chciałabym też trochę nadgonić korektę "Siedemnastu lat po Śródziemiu" i popchnąć do przodu fabułę "Śmierci za kratami", czyli spin-offu do "Tożsamości wroga" (taaak, pozostałe rozdziały tegoż opowiadania też wypadałoby wreszcie opublikować).

W moim życiu też ostatnio sporo się dzieje. Szukam odpowiednich studiów, nagle odkrywając, że tak naprawdę nie do końca wiem co chcę w życiu robić, bo poza studiami z kryminalistyki ciągnie mnie Warszawska Szkoła Filmowa. Praca przy filmie to coś niesamowitego, a wszechstronność i ilość możliwości, jakie niosą ze sobą takie studia są olbrzymie, jednak z drugiej strony nie jestem do końca pewna, czy to rzeczywiście dla mnie. Nie wiem, czy odnalazłabym się na planie filmowym, czy byłabym na miejscu... Nawet jako bodajże operator kamery. Ciągnie mnie do wielkiego świata, a jednocześnie mam wrażenie, że wcale do niego nie pasuję. No i chcę robić coś, w czym mogłabym się realizować i co dawałoby mi satysfakcję, a wybór odpowiedniej drogi życiowej wcale nie jest taki prosty...
  • awatar goal digger: Widzę dużo Wigilii w tym roku, tak jak u mnie. Wigilia w pracy, potem z najbliższymi znajomymi, a na koniec oczywiście ta "prawdziwa" w domu. :P Co do studiów to nie martw się... Każdy w Twoim wieku to przechodzi, w sumie tak naprawdę do około 24 roku życia zauważyłam, że ciągle są wahania, zmiany kierunków itp. Głupio, że w tak młodym wieku musimy decydować o tym co chcemy robić do końca życia, gdy jakby nie patrzeć jesteśmy nieco skołowani, sami nie wiemy czego chcemy i zmieniamy co chwile zdanie. Szkoła filmowa brzmi super i coś czuję, że byś się nadawała. Jesteś bardzo kreatywną i inspirującą osobą a ta branża właśnie takich ludzi potrzebuje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Tu jest soundtrack; https://youtu.be/YY337bLiSio

Katrin spoglądała z zachwytem i jednocześnie z przerażeniem na białe miasto, do którego szybko się zbliżali. Legolas odetchnął głębiej, ściągając lejce, zwalniając do kłusu.
- Coś się stało? - zagadnęła dziewczyna. Elf westchnął.
- Nie jestem pewien co tam zastaniemy. I boję się, co będzie... Obiecaj mi, że będziesz na siebie uważać.
- Obiecuję. Jeśli i ty też będziesz uważać. - Katrin wzięła go za rękę, a kiedy odwzajemnił uścisk i spojrzał na nią, uśmiechnęła się.
Po ulicach Minas Tirith niósł się stukot kopyt, gdy Legolas kierował wierzchowca na wyższe poziomy. Katrin mocno przywarła do niego, spoglądając na gondorczyków próbujących odeprzeć zastępy orków, które z polecenia swojego pana, miały zaprowadzić nowy porządek. Legolas krzyknął ostrzegawczo, szarpiąc za lejce, gdy drogę zastąpił im z rykiem potężny ork. Koń zarżał, stając dęba, a zrzuciwszy oboje z siodła, pogalopował przed siebie spłoszony. Katrin pierwsza pozbierała się z ziemi, wyszarpując miecz z pochwy. Wiedziona impulsem wbiła ostrze w pierś nacierającego na nich orka. Wróg warknął gardłowo, a gdy wyszarpnęła miecz, runął na ziemię tuż u jej stóp. Trysnęła ciemna krew. Klinga wysunęła się dziewczynie z rąk. więc akie to uczucie - zabić wroga. Katrin bezwładnie opadła na kolana przy martwym orku, oddychając urywanie. Drżały jej dłonie, w głowie szumiało. Legolas natychmiast dopadł do niej, obejmując za ramiona.
- Katrin... - odezwał się. Dziewczyna wtuliła się w niego mocno. Przytulił ją do siebie, czując, że cała drży. - Bedzie dobrze, Katrin... Wszystko będzie dobrze. - zapewnił ją. - Chodź, nie mamy na to czasu. - ponaglił, wstając z ziemi. Katrin poderwała się w ślad za nim, otrząsnąwszy się z pierwszego szoku. Wmieszali się między walczących. Katrin cięła mieczem na lewo i prawo, gdzieś w oddali walczył Legolas, dziewczyna słyszała jedynie świst strzał wypuszczanych z łuku. Połyskiwały ostrza, stal uderzała o stal.
- Za Gondor! - krzyknął ktoś i podobne okrzyki poniosły się po całym placu. Orkowie ciskali w ludzkich wojowników ciężkimi kamieniami, gondorczycy radzili sobie mieczami i łukami. Wśród łuczników Katrin dostrzegła Legolasa. Na ulicach pełno było orkowych ścierw, ale wcale niemniej ciał ludzi. Katrin machała ostrzem na wszystkie strony, Legolas wypuszczał z łuku jedną strzałę za drugą, oboje starając się asekurować siebie nawzajem. Dziewczyna, wywijając mieczem, natarła na kolejnego orka. Przeciwnik uniósł nad głowę ciężki topór, a Katrin nie czekając na jego reakcję, cięła przez gardło. Nie d0oceniła jednak przeciwnika, który uderzył w jej nieosłonięty bok. Dziewczyna jęknęła głucho, padając na ziemię i odczołgała się po kamienną ścianę jednego z domostw. Jęknęła znowu, próbując usiąść. Zbolałym wzrokiem patrzyła na zbliżającego się ku niej orka, a kiedy ponownie zamachnął się na nią toporem, z krótkim okrzykiem wbiła mu ostrzew pierś. Przez długą jak wieczność chwilę oboje wpatrywali się sobie nawzajem w twarze. Żadne nie spuściło wzroku. Miecz Katrin ociekał krwią. Wreszcie członki orka zwiotczały, a on zwalił się martwy na bok. Katrin powoli wstała, otrzepując się z pyłu i tynku. Równie powoli wyjęła ostrze z piersi wroga. Oddychała głęboko i urywanie, stojąc na środku placu. Zadarła głowę, spoglądając w niebo, ale jej wzrok zatrzymał się na mężczyźnie stojącym na tarasie jednego z wyższych poziomów. Jego czarny płaszcz powiewał na wietrze, gdy odwracał się od poręczy i odchodził. Właśnie wtedy strzała wypuszczona z łuku wroga ze świstem trafiła w cel. Z gardła Legolasa wyrwał się zduszony jęk, kiedy czarna strzała nasączona trucizną trafiła go nad kolano. Wypuścił z łuku jeszcze jeden pocisk, chyba po raz pierwszy w życiu chybiąc. Potem padł na ziemię.
- Nie...! - wyrwało się Katrin. Rzuciła się w stronę rannego przyjaciela, po drodze odpierając atak kilku kolejnych orków. Legolas odetchnął, gdy jeden z nich przygwoździł go do ziemi. Na piersi czuł ciężki but orka, który właśnie zamachnął się na niego toporem. Wtedy właśnie dopadła do niego Katrin, tnąc przez kolano. Stwór z rykiem zatoczył się w tył, a zanim zdążył zareagować, dziewczyna przebiła klingą jego serce. Raz, drugi i znowu. Potem opadła na kolana przy elfie.
- Legolas... - odezwała się, bezradnie rozkładając ręce.
- to... To nic... - odpowiedział elf, zaciskając palce na jej ramieniu. - Katrin...
- Nie, nic nie mów, proszę! Ja nie dam ci umrzeć. Jeśli teraz zginiesz, to ja razem z tobą... - Legolas zacisnął zęby, starając się powstrzymać jęk bólu. Nad ranny, elfem pochylił się inny żołnierz i zerwał z głowy hełm. Ciemne włosy opadły na ramiona, powiewając na wietrze.
- Aragorn? - odezwała się dziewiętnastolatka.
 

 


Legolas siodłał konia, gdy podeszła do niego Katrin. Elf spojrzał na nią, gdy wkładała do juków swoje rzeczy.
- Byłem przekonany, że nie zechcesz jechać ze mną. - odezwał się.
- Elrond proponował mi pozostanie, owszem. - odpowiedziała. - Ale ja chcę być z tobą. Ty nie zostawiłeś mnie, gdy się bałam, więc ja teraz nie zostawię ciebie. - Legolas uśmiechnął się.
- Hannon le. (Dziękuję.) - powiedział, skinąwszy głową.
- A więc jedziecie oboje? - spytał Elrond, również schodzący na dziedziniec. - Uważajcie na siebie.
- Dziękujemy za gościnę, Elrondzie. - powiedział Legolas. - Za wyleczenie Katrin również. - dziewczyna skinęła głową w geście podziękowania. Elrond uśmiechnął się.
- Jedźcie, byle prędko. Na równinach nie jest już bezpiecznie. - Legolas usiadł w siodle i podał dłoń Katrin.
- Do zobaczenia, Elrondzie! - zawołał jeszcze na pożegnanie elf i spiął konia. Wierzchowiec poszedł w galop. Elrond odprowadził ich wzrokiem, unosząc dłoń w geście pożegnania.

Koń mknął galopem przez Pola Gladden. Katrin, wciąż nieprzyzwyczajona do konnej jazdy już po dwóch godzinach podróży w siodle, całkowicie zesztywniała. Wyruszyli z samego rana, a teraz słońce stało już wysoko. Dziewczyna mocno tuliła się do Legolasa, kryjąc twarz w jego płaszczu. Starała się usiąść wygodniej, ale po kilku nieudanych próbach zrezygnowała. Wsparła podbródek na ramieniu elfa.
- Legolas... - odezwała się. - Możemy zrobić postój? Proszę... - Legolas skinął głową i ściągnął lejce, a potem podał dłoń Katrin, pomagając jej zsiąść.
- W porządku? - spytał. - Mam wrażenie, że coś cię martwi.
- I słusznie. - dziewczyna potaknęła. - Ja chciałam z tobą o tym porozmawiać już wcześniej. Nie możesz mnie kochać, twój ojciec... On nie pozwoli ci na związek ze mną.
- Mój ojciec nie ma w tej sprawie nic do powiedzenia.
- Jest twoim królem, a to... - Katrin nerwowo splotła palce.
- Tak, jest moim królem. - elf uśmiechnął się. - Ale nie włada moim sercem. - dziewczyna podniosła wzrok, gdy założył jej za ucho kosmyk włosów. Legolas z uśmiechem spojrzał jej w oczy, ale wyraz jego twarzy szybko uległ zmianie. - Katrin... Co dokładnie powiedział ci mój ojciec?

Anorien spływało deszczem, gdy przez lice niewielkiego miasta kłusował koń, niosący na grzbiecie dwóch jeźdźców. Miejscowi odprowadzali ich niechętnymi spojrzeniami, gdy zatrzymali się niedaleko gospody, zsiedli z siodła i skierowali do drzwi. Wiatr poruszył płomieniami świec, kiedy drzwi otworzyły się i oboje, mężczyzna i kobieta, weszli do środka. Pierwsza z postaci zsunęła z głowy kaptur, odsłaniając długie blond włosy.
- Elfowie tutaj? - odezwał się barman. - Podobno władca zakazał wam widywania się z ludźmi. Co tutaj robicie?
- Co tutaj robimy, to nie wasza sprawa. - odpowiedział Legolas. - Ja i moja towarzyszka chcemy prosić o nocleg. Rano nas już tu nie będzie. - Katrin obejrzała się i napotykając wzrok starej kobiety, położyła mu dłoń na ramieniu.
- Legolas... - odezwała się.
- Twoja towarzyszka nie należy do naszego świata. - powiedziała ta sama kobieta, siedząca w kącie.
- Dobrze wiem, kim jest moja towarzyszka. - odpowiedział elf, nieprzypadkowo łapiąc dziewczynę za rękę. - Prosimy tylko o jedną noc. - barman z łomotem położył na blacie klucz.
- Na górze. - powiedział, głową wskazując schody. Legolas już bez słowa skierował się w tamtą stronę, pociągając za sobą Katrin.
W gospodzie było gwarno i tłoczno, mimo to udało im się znaleźć wolny stolik.
- Nigdzie się stąd nie ruszaj. - powiedział Legolas, zostawiając przy nim towarzyszkę. - Zaraz wrócę. - Katrin posłusznie skinęła głową i odprowadziła go wzrokiem. Wsparła głowę na dłoniach, rozglądając się po gospodzie. Czuła się bardzo nieswojo, jak gdyby ktoś ją obserwował. Odwróciła głowę, patrząc w stronę szerokiej ławy pod oknem, na której siedział mężczyzna w płaszczu, palący fajkę. Nie mogła dostrzec jego twarzy, mimo to wyraźnie czuła, że to właśnie on się jej przygląda. Drgnęła, gdy już otwarcie spojrzał wprost na nią, odejmując fajkę od ust.
- Przepraszam... - odezwała się, zaczepiając mijającego ją barmana. - Ten mężczyzna w kącie... Kto to jest?
- Tamten? - barman skinął głową ku mężczyźnie. - Różnie na nich wołają. Sam utrzymuje, że jest Strażnikiem, choć od czasów Wojny o Pierścień żadnego nie widziano w tych stronach. To podejrzana osobistość... - Katrin znów spojrzała ku tajemniczej postaci. Miała przeczucie, że widzi go nie ostatni raz.
 

 
Hoy! Cześć wszystkim! Za ostatnie zaległości i dłuższą nieobecność serdecznie (na klęczkach) przepraszam. Tak to właśnie jest, kiedy cały wolny czas absorbuje mi nauka. Ja przez tę maturę w końcu padnę... To uczucie, kiedy nie masz czasu na powtarzanie materiału z ostatnich dwóch lat, bo całe dnie zajmuje ci materiał bieżący... Ale w końcu nie samą maturą żyje człowiek...

W zeszły wtorek nasza biolożka zabrała nas (czyli grupę biologiczną) do Muzeum Anatomii przy UJ-cie w Krakowie. Jechaliśmy jak zwykle z zaprzyjaźnionym ogólniakiem, bo i nasze biolożki to też serdeczne przyjaciółki. Tamta pani z daleka już mnie poznaje (bo ja zawsze wszędzie z nimi jeżdżę). W każdym razie droga do Krakowa mija sennie, bo wyjazd o szóstej rano, ale na miejsce docieramy w jak najlepszych humorach. Samo muzeum nie jest może specjalnie duże pod względem pojęcia przestrzeni, ale ile tam preparatów, to nie macie pojęcia. Gdyby nie zakaz robienia zdjęć pewnie bym was teraz zasypała fotografiami, ale zakaz jak najbardziej zrozumiały. Element zaskoczenia; czaszki człowieka białego, czarnego i wywodzącego się z "rasy żółtej" wcale nie są identyczne. Ogrom preparatów prezentujących poszczególne części ludzkiego ciała, ale nas akurat najbardziej interesowały wady rozwojowe i anomalie (głownie płodu), których też jest niemało. Profesor, który nas oprowadzał też był fantastycznym człowiekiem i słuchało się go z przyjemnością. Wrażenia niesamowite, ale przyznać trzeba, że nie dla każdego.

Po zwiedzaniu dostajemy dwie godziny wolnego, które pożytkujemy na krakowskim rynku. Najpierw oczywiście idziemy coś zjeść i jak zwykle pada na KFC, bo smaczne, w miarę dużo i przede wszystkim dosyć tanio. Potem lecimy do Starbucks'a (popełniłam samobójstwo finansowe, kupując kawę za całe piętnaście złotych) i trochę włóczymy się po Sukiennicach. Potem trzeba już wracać (w międzyczasie gubi się nasza biolożka, do której za nic nie można się dodzwonić). W autobusie grupowo oglądamy film, potem ten drugi ogólniak jak zwykle stwierdza; "Czemu by sobie nie pośpiewać" i ku swoistemu niezadowoleniu opiekunek zawodzimy prawie do samego domu. Dzień spędzony pozytywnie i pełen wrażeń.
  • awatar goal digger: Lubię w Tobie to, że w przeciwieństwie do swoich rówieśników doceniasz takie wycieczki i atrakcje, a nie marudzisz, że nudne itp. Aż miło się czyta i sama bym się tam wybrała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 


Katrin stała na jednym z tarasów domu Elronda, wpatrując się w zachodzące słońce, ale odwróciła się, słysząc miękkie kroki, które natychmiast rozpoznała. Uśmiechnęła się, widząc Legolasa, opartego o framugę, spoglądającego na nią.
- Szukałem cię. - odezwał się, podchodząc do niej. Dziewczyna spojrzała mu w oczy, gdy stanął przed nią i ujmując ją pod brodę, uniósł jej głowę. - Katrin... Chciałem ci o czymś powiedzieć. - wyznał, a potem odsunął się od niej. - Katrin... Amralime... - dziewczyna spojrzała na niego zszokowana. Poczuła ucisk w skroniach, serce zabiło jej szybciej.
- Nie rozumiem, co mówisz... - odezwała się w końcu, cofając się o krok. Legolas uśmiechnął się pięknie.
- Rozumiesz. - odpowiedział, ujmując jej dłoń w swoją. Na palec wsunął jej srebrny pierścionek z niebieskim klejnotem na obrączce. Katrin wyrwała dłoń z jego uścisku, cofając się gwałtownie. Pokręciła głową w nerwowym geście.
- Ja... Nie mogę... - powiedziała. Legolas spojrzał na nią z niepokojem.
- Katrin...? - odezwał się, wyciągając do niej ramiona.
- Nie... - dziewczyna drgnęła nerwowo, gdy spróbował ją objąć.
- Katrin... - elf cofnął się posłusznie. - Ja dobrze wiem co czuję. Nie boję się. I jeśli będzie trzeba... - Legolas pokręcił głową. - Wolę jedno życie z tobą, niż samotność przez wszystkie ery tego świata. - po policzkach Katrin poleciały łzy, gdy kręciła głową nerwowo.
- Nie możesz... - odezwała się.
- Mogę. - elf skinął głową. - Katrin... Chodzi o to, ze jestem elfem?
- Nie! Nie... O to, ze ja jestem śmiertelniczką. - odpowiedziała. - Nie powinieneś wiązać się ze mną... - dodała, zdejmując pierścionek z palca i kładąc mu na dłoni. - Przepraszam... - wyszeptała, wybiegając z tarasu. Przyłożyła dłoń do ust. Zaszlochała, niedbale ocierając wierzchem dłoni łzy. Kochała go... Tak bardzo...

Legolas powoli odsunął ze ścieżki prowadzącej do niewielkiego jeziorka przy wodospadzie grubą gałąź, a widząc siedzącą przy jeziorze Katrin, równie powoli podszedł do niej. Kolana podciągnęła po brodę, obejmując je ramionami. Nie podniosła nawet wzroku, gdy usiadł obok.
- Nie miałem zamiaru cię wystraszyć przepraszam... - odezwał się.
- Jest mi naprawdę bardzo przykro. - odpowiedziała Katrin. - Nie mogę... Potrzebuję czasu...
- W porządku. - Legolas skinął głową. - Mówiłem szczerze. - dziewczyna poderwała głowę, patrząc teraz na niego. Po jej twarzy znać było, że długo płakała. - Czy... Czy ja...
- Nie, Legolas! Nie zrobiłeś nic złego.
- Ale... Myślałem... Że ty... Ty też mnie... - elf odetchnął. - Byłem pewien, że ty również darzysz mnie uczuciem.
- Bo tak jest! - Katrin rozpłakała się na nowo. - I właśnie dlatego nie mogę za ciebie wyjść...
- Dzisiejszy dzień pewnie nie był dla ciebie łatwy?
- Nie o to chodzi. Odkąd tylko się poznaliśmy, starasz się mną opiekować. Kiedy było mi źle, kiedy się bałam, zajmowałeś moje myśli do tego stopnia, że nim się obejrzałam, przestawałam zwracać uwagę na to, co mnie dręczyło. Kiedy jesteś ze mną... Odczuwam niepokój, a jednocześnie jest mi z tobą dobrze. Zawsze chciałam, żebyś mnie dotknął, ale... Miałam wrażenie, że nie powinnam mieć takich myśli. Podobał mi się... Nasz pocałunek. Kocham cię... Naprawdę cię kocham... - po policzkach dziewczyny poleciały łzy. A kiedy podniosła wzrok, zobaczyła, że i Legolas płacze. W blasku księżyca strużka łez płynąca mu po policzku lśniła srebrzyście. - Legolas? - odezwała się. Elf zaszlochał krótko, a chwyciwszy ją za kark, przyciągnął do siebie, dotykając czołem do jej czoła. Potem bez słowa wstał i odszedł, zostawiając ją, patrzącą za nim.

Katrin szła przez puste o tej porze korytarze domu Elronda, kierując się na taras. Musiała sobie to wszystko jakoś poukładać. Zdecydować, co dalej robić. Przystanęła w progu tarasu, widząc stojącego przy balustradzie elfa.
- Elrondzie...? - odezwała się. Pan domu odwrócił się, zachęcił gestem, by do niego podeszła, a kiedy już to zrobiła, spojrzał na nią pytająco.
- Nie wiem... Co mam dalej robić... - odezwała się.
- Rozumiem, co czujesz... - Elrond skinął głową. - Legolas pewnie zadaje sobie to samo pytanie. Zdaję sobie sprawę, że decyzja należy przede wszystkim do was. Ale według mnie będzie wam ciężko. Bardzo ciężko. - Katrin nerwowym ruchem otarła oczy. - Oczywiście nie musicie podejmować tej decyzji już teraz. Uważam, ze powinniście dać sobie trochę czasu, aby wszystko na spokojnie przemyśleć. A jestem podobno całkiem mądrym elfem. - Elrond uśmiechnął się. - Co ty na to?