• Wpisów:1442
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:304 057 / 1809 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
- Nie, nie, nie! Te dekoracje nie pasują! Dajcie tu coś innego! To nie pogrzeb, tylko impreza wygranych! – wrzeszczał Murfy na teensienów.
Małaki przeniosły dekorację w inne miejsce.
- Czy ty nie przesadzasz? – zapytała Ly.
- Miała być impreza z okazji pokonania robo-piratów. I będzie idealna. To ma być zabawa stulecia! – odpowiedział Murfy.
- Niech ci będzie. Widziałeś Raymana?
- Chyba jeszcze śpi. W Świątyni. Znajdź mi trochę lampionów w kształcie lumsów.
- Świetliste Lasy w nocy są wystarczająco jasne. Lampiony nie są potrzebne.
- To dekoracje. Pośpiesz się!
Ly poszła szukać lampionów. Po drodze spotkała Clarka i biegający pocisk, oczywiście z dziewczyną.
- Cześć, Clark – powiedziała – Wiecie gdzie jest Ray?
- A po co go szukasz? – spytał Clark.
- Muszę mu coś powiedzieć.
- Jest na plaży. Chyba testuje nową moc.
- Dzięki.
Wróżka pobiegła do Świątyni.

Rayman stał na plaży. Próbował dowiedzieć się jak działa jego nowa moc. Skupił się i wyciągnął przed siebie ręce. Chciał wywołać pole ochronne. Ale nie za bardzo mu wychodziło.
- Jak ci idzie? – zapytała Ly, pojawiając się nagle na plaży.
- Cześć. Raczej mi nie wychodzi. Nie wiem dlaczego – odpowiedział.
- Mam pomysł. Strzelę do ciebie, a ty spróbuj utworzyć sobie tarczę.
- Jesteś pewna?
- Jasne. Przygotuj się.
Ly strzeliła do niego pociskiem energii. Dookoła Raya utworzyła się świetlista kula. Po chwili znikła.
- Spróbuj bez motywacji – powiedziała wróżka.
Rayman spróbował, ale nic się nie stało.
- Wygląda na to, że możesz utworzyć tarczę tylko w obliczu niebezpieczeństwa. Musisz nauczyć się ją kontrolować.
- Może masz rację.
- A właśnie, dzisiaj wieczorem Murfy robi ,,imprezę stulecia’’ z okazji całkowitego pokonania robo-piratów. Wpadniesz?
- Chyba tak, ale najpierw trochę poćwiczę.
- To do zobaczenia wieczorem – pożegnała się Ly.
- Na razie – powiedział Ray.

Wróżka ruszyła w kierunku, z którego przyszła, a Rayman znów wziął się za ćwiczenia.. skupił energię w jednym miejscu i udało mu się na ułamek sekundy zrobić pole ochronne.
- Chyba będę musiał poświęcić na ćwiczenia więcej czasu niż planowałem – powiedział do siebie.
Wrócił do ćwiczeń.

Do wszystkich fanów tej historii: to nie jest jeszcze koniec. Będzie jeszcze coś około 20 odcinków.
 

 
Kwatera Brzytwobrodego na Moczarach Przebudzenia została zmieniona w dymiące się zgliszcza. Gdzieniegdzie palił się jeszcze ogień, a wszystko było zniszczone. Tak jak kiedyś Kwatera Mroklumów, tak samo wyglądała baza piratów.
Ssam przypłynął, żeby sprawdzić, co się stało, bo wybuch słychać było na całych Moczarach.

- przecież to Ray walczył z tym piratem! – zawołał – Czy to znaczy, że zginął?
Podpłynął bliżej, żeby sprawdzić, czy Ray tam jest. Zobaczył jakąś błyszczącą kulę. Wytężył wzrok.
Rayman leżał nieprzytomny wśród ruin. Wokół niego utworzyło się święcące na złoto pole ochronne.
- Ray! – krzyknął Ssam – Żyjesz?!
Pole ochronne znikło i Rayman ocknął się.
- Ssam? Coś mnie ominęło? – zapytał.
- Oprócz tego, że prawie zginąłeś to nic. A jak wytworzyłeś to pole siłowe? Nie wiedziałem, że masz taką moc.
- Nie mam takiej mocy. Przynajmniej nie miałem.
- I tak ci się przyda, bo ocaliła ci życie – stwierdził Ssam – Podwieźć cię kawałek do Lasu Czystych Liści?
- Może kiedy indziej. Po tej walce jestem strasznie zmęczony. Chyba znajdę jakiś portal.
- Zaprowadzę cię.
Ssam popłynął bagnem, a Rayman poszedł wolno za nim, ale po lądzie. Ledwo się wlókł. Był zmęczony walką i długim używaniem nowej mocy.
Kilka minut później doszli o portalu.
- Cześć Ssam – Ray przeszedł przez portal.
Znalazł się znowu przed Świątynią. Zmęczony upadł na piasek i od razu zasnął.

Ly siedziała znów w Kręgu Mocy i za pomocą telepatii obserwowała obrót wydarzeń. Widziała koniec Brzytwobrodego i nową moc Raymana.
- I jak mu idzie? – zapytała w pewnym momencie Taila.
- Wygrał, wiedziałam, że mu się uda – odpowiedziała Ly wyrwana z transu.
- A powiedziałaś mu?
- Ja… Jeszcze nie. Powiem mu o tym później. Jutro, albo za tydzień…
- Nie możesz tego odkładać. To jego jedyna nadzieja na powrót do Świata Promieni.
- Tak, ale…
- Boisz się, że odejdzie na zawsze?
- Tak. To prawie pewne – powiedziała Ly – Znajdzie swój dom i zostanie tam.
- Nie wiesz, co zrobi.
- Ale jeśli odejdzie będę tęsknić.
- Wszyscy będziemy.

Mam nadzieję, że się spodobał. Czekam na parę komci. A tak z innej beczki, zaczęłam rysować komiks o szkole, ale nie martwcie się. Jak coś jest o szkole to wcale nie musi być nudne. Długie to niebędzie ale zawsze coś. Czekajcie niecierpliwie.
 

 
Brzytwobrody siedział już w Grolgrothcie (wersji 3) i czekał na przybycie Raymana. Najpierw chciał zaatakować z całą armią robotów, ale Polokus zniszczył wszystkie poprzedniej nocy. Nie było czasu, żeby robić nowe i admirał był zdany tylko na siebie i Grolgrotha. Nowy robot był wyposażony w dwa działka na lasery, wyrzutnię rakiet, wyrzutnię bomb i układ destrukcyjny. Brzytwobrody specjalnie na tę walkę przygotował arenę.

Rayman przybył dokładnie o północy.
- Jeden na jeden – powiedział admirał.
- Na śmierć i życie – dodał Ray.
Zaczęli walczyć.
Na początek pirat zaatakował rakietami, których Rayman zręcznie unikał. Tylko jedna prawie go trafiła, ale udało jej się tylko zrobić dziurę w arenie. Ray mocno naładował pięść i rozwalił jedno działko laserowe. Brzytwobrody zaczął strzelać z drugiego i jeden laser trafił Raymana, odrzucając go do tyłu.
- He, he, he! – zaśmiał się pirat.
Chciał dobić Raymana rakietą, ale mu nie wyszło, bo ten drugi w ostatniej chwili odskoczył.
Walczyli przez około godzinę i nadal nie było widać zwycięscy.
W końcu Brzytwobrody strzelił na raz ze wszystkich dział, które mu zostały. Dwie rakiety, bomba i parę laserów poleciało do Raya. Ledwo je odbił i strzały wrócili do pirata, któremu został tylko awaryjny laser. Admirał strzelił do Raymana, który pod wpływem uderzenia poleciał do góry. Rat włączył helikopter i, opadając na ziemię, ostrzeliwał pirata.
- Skoro ja nie przeżyję, ty także nie! – zawołał Brzytwobrody i uruchomił układ destrukcyjny.
Jednocześnie arenę otoczyły mury i dach się zasunął.
- 10… – zaczął odliczać pirat.
Rayman zaczął na oślep strzelać do ścian, szukając ich słabego punktu.
- 9…
Niestety ściany były zrobione ze stali, najtwardszego metalu.
- 8…
Przez dach także nie dało się uciec.
- 7…
Był zrobiony z żelaza.
- 6…
Nawet przy łączeniu dachu ze ścianami nie było miejsca, przez które można by się wydostać.
- 5…
Pułapka śmierci.
- 4…
Bez żadnej nadziei na ocalenie.
- 3… To twoje… 2… ostatnie… 1… chwile! – krzyknął Brzytwobrody, a potem wszystko eksplodowało.
 

 
Na środku sali lewitowała dziwna postać, która była podobna do ducha. Miała uniesione ramiona i głowę, ale nie posiadała ust i nosa.
,,Witaj w Sercu Świata’’ – Rayman usłyszał głos w swojej głowie – ,,Jeśli pozwolisz, będziemy się porozumiewać telepatycznie’’.
,,Jasne’’ – pomyślał Ray – ,,Kim jesteś?’’
,,Prorokus, 1001 lums. Znam przeszłość i przyszłość każdej osoby, żyjącej na Rozdrożu. To nieograniczona wiedza, Raymanie’’.
,,Dlaczego chciałeś się ze mną spotkać?’’
,,Chciałem cię poprosić o przysługę i wyjawić ci kilka naprawdę wielkich tajemnic. Po pierwsze musisz pokonać Brzytwobrodego i uwolnić złotego lumsa, którego on połknął. Czy znasz historię Polokusa?’’.
,,Oczywiście. Narodził się z lumsów. A jak powstały lumsy?’’.
,,Tego akurat nie mogę ci wyjawić’’.
,,A moja przeszłość?”’ – zapytał w myślach Rayman – ,,Na pewno ją znasz’’.
,,Wiem, że chciałbyś poznać swoją historię, ale niedługo to się spełni. Po pokonaniu Brzytwobrodego. A miejsce, z którego pochodzisz nazywa się Światem Promieni. Jesteś wyjątkowy i kiedyś tam wrócisz’’.
,,Świat Promieni. Szkoda, że ta nazwa nie przywróciła mi pamięci. I jeszcze jedno, jak ten kosmos zmieścił się w Sercu Świata ?’’.
,,Gdy ktoś wchodzi do Serca, przenosi się do miejsca poza czasem i przestrzenią. A teraz wracaj do przyjaciół’’.

Rayman poczuł wiatr i energię, a potem znalazł się na plaży przed Świątynią Wody i Lodu.
- Ray! – ze Świątyni wybiegła Ly – Jak tak szybko się tu znalazłeś?
- To długa historia. Byłem w Sercu Świata, spotkałem wszechwiedzącego ducha i poznałem nazwę miejsca, z którego pochodzę. To Świat Promieni – odpowiedział Rayman.
- Ładna nazwa.

Weszli razem do Świątyni. Ray opowiedział przyjaciołom o wszystkim, co przeżył z Globoxem i sam.
- A właśnie, to chyba do ciebie – Murfy wyjął z jakiegoś kąta kawałek metalu i podał go Raymanowi.
- ,,Przyjdź w najbliższą pełnię o północy na Moczary, w końcu się rozegramy. Walka na śmierć i życie. I nie licz, że wygrasz. Brzytwobrody’’ – przeczytał Ray.
Murfy przewrócił oczami.
- Jest zbyt pewny siebie.
- Pełnia już jutro – powiedziała Ly – Ale to na pewno jakaś pułapka, czy coś w stylu Brzytwobrodego. Najpierw naśle na ciebie armię robo-piratów, a potem sam zaatakuje.
Rayman zastanowił się. Ly miała rację, ale bez walki nie dało się pokonać pirata.
- Będę walczyć – zdecydował – i mamy jeszcze dziś wieczorem naradę wojenną z Polokusem.
  • awatar Seiti: Świat niesamowity. Piszesz ładnie, ale będę się domagać opisów! ;P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W Świątyni było bardzo gorąco, mimo tego, że od ostatniej wizyty Raya ubyło trochę lawy. Część magmy zabrały mroklumy do swojej kwatery.
Rayman przeszedł przez część ruin Świątyni i dotarł do jej centrum. Było tam najgoręcej. Spowodował to wielki basen, pełen gotującej się lawy. W środku basenu, przy jednej krawędzi, siedział Polokus.
- O, witaj, Raymanie! – powiedział na widok bohatera – Co cię do mnie sprowadza?
- Robo-piraci i Brzytwobrody. Znowu powrócili. A właściwie, dlaczego siedzisz w lawie?
- Lubię gorące kąpiele. Pomogę wam. Znowu. To spotkamy się wieczorem w Kręgu Mocy. Zostawię ci tylko Brzytwobrodego.
- Dobra. Mam jeszcze jedno pytanie. Czy wiesz coś o istocie zwanej Prorokusem? – zapytał Ray
- Prorokus? Nigdy o kimś takim nie słyszałem. Zapytaj jakiegoś małaka z klanu podziemi, oni znają wszystkie legendy Rozdroża. Dlaczego o niego spytałeś?
- Złoty lums powiedział mi, że Prorokus chce się ze mną spotkać w Sercu Świata.
Polokus zamachał rękami i obok Raymana pojawił się portal.
- Idź do Serca Świata i dowiedz się kim jest ten Prorokus.
Ray wskoczył do portalu i znalazł się przy Sercu. Jak zwykle siedziało tam paru teensienów.
- Znalazłeś Polokusa? – zapytał jeden na powitanie.
- Tak. Wieczorem mamy się z nim spotkać w Kręgu Mocy – odpowiedział Rayman- Słyszeliście kiedyś o Prorokusie?
Teensieni pokręcili głowami.
- Kto to?
- Nie wiem, ale chciał się ze mną spotkać w Sercu Świata
- Chcesz wejść do Serca?! Nikt nie wie co się może stać, jak ktoś wskoczy do Serca! I kto ci kazał tam iść?!
- Złoty lums. To on przekazał mi wiadomość. Muszę chociaż spróbować.
- To bardzo ryzykowne.
- Wiem, ale muszę to zrobić. Zresztą całe moje życie to ryzyko.
Zanim ktokolwiek zdołał go powstrzymać, Rayman wziął rozbieg i wskoczył do Serca Świata. Poleciał wielobarwnym tunelem i trafił do sali, wielkiej jak cła Rada Rusałek. Sala była otoczona kolumnami, ale wisiała jakby w kosmosie. Wszędzie krążyły złote lumsy, dokładnie 999 złotych lumsów. Ray także mógł latać. Okrążył parę razy salę i zatrzymał się przy jej środku.

Jakoś ten odcinek wyszeł mi krótki. Jutro 2 część.
 

 
- To dokąd teraz? – spytał Globox.
- Pójdziemy przez Urwisko, a Jaskiniami Echa dotrzemy na Szczyt Świata. Stamtąd zjedziemy linią krzesełkową do Świątyni Skał i Lawy.
- A dalej?
- Jeszcze nie wiem. Idziemy!
Zaczęli iść przez Urwisko. O trzech minutach marszu zobaczyli małą wnękę, w której był…
- Złoty lums? – zapytał zdziwiony Globox.
- Niemożliwe! Przecież znalazłem wszystkie 999! Może to tn, którego zjadł Brzytwobrody?
Lums obudził się i ziewnął.
- To ty jesteś Rayman? – zapytał cienkim głosem.
- O co chodzi? – odpowiedział pytaniem Ray.
- Masz wiadomość od Prorokusa. Chce się z tobą spotkać w Sercu Świata. To pilne! Pa, pa!
Złoty lums odleciał. Rayman próbował go dogonić, ale prawie wpadł w przepaść. Trudno jest gonić zwinnego lumsa na 30cm skalnej półce.
- Kto to jest Prorokus? I dlaczego chce się ze mną spotkać w Sercu Świata? – spytał Ray.
- Nie mam pojęcia – odpowiedział Globox – Ale to chyba znaczy, że zmieniamy drogę. Do Serca Świata?
- Nie. Najpierw znajdziemy Polokusa i pokonamy robo-piratów.

Linię krzesełkową na Szczycie Świata obsługiwało paru teensienów, którzy dobrze się na tym znali. Rayman i Globox już mieli jechać do Świątyni Skał i Lawy, gdy zobaczyli Uglette z gromadką dzieci.
- Wzięłaś tylko setkę? – zdziwił się Globox.
- Reszta była niegrzeczna – wyjaśniła Uglette – Cześć, Rayman. Gdzie jedziesz?
- Jedziemy – poprawił ją Globox.
- O nie! Ty jedziesz ze mną do domu! Myślisz, że prosto jest sobie poradzić z 650 dziećmi?
Globox, Uglete i ich dzieci mieszkali w Lesie Czystych Liści.
- Sorki, Ray. Naprawdę źle jest się jej sprzeciwiać – szepnął Globox przyjacielowi na ucho i poszedł za żoną.
- To cześć! – zawołał za nim Ray, a następnie zwrócił się do najbliższego teensiena – Proszę trasę do Świątyni Skał i Lawy.
- Się robi! – małak nacisnął parę guzików na panelu kontrolnym i do Raymana podjechało jedno z wielu krzesełek.
Ray wskoczył na nie i pojechał prosto do Świątyni.
- Oby był tam Polokus – powiedział i poszedł dalej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pustynia Knaarenów to miejsce zamieszkane przez mięsożerne bestie. Jedynie nielicznym udaje się przez nią przeprawić żywym. W tej grupie był Rayman i Globox, który nadal bał się Knaarenów.

I tym razem musieli przejść tunelami. Przeprawa przez rozgrzany pustynny piasek byłaby niemożliwa.
- Nie ma innej drogi? – spytał Globox.
- Tym razem nie musisz się bać Knaarenów. Po pokonaniu Refluxa mam wolny wstęp do tuneli. Nic nam nie zrobią – powiedział Rayman.
Globox, uspokojony przez Raya, poszedł dalej. Przeskakiwali po wielkich szkieletach, aby nie poparzyć się piaskiem. Oczywiście spotkali paru teensienów, którzy ostrzegali ich przed Knaarenami.
Po jakimś czasie dotarli do tuneli. Przeszli przez bramę w kształcie czaszki znaleźli się w sali pełnej żrącego jadu.
- Złap się mnie – powiedział Rayman i uruchomił helikopter.
Podleciał do góry na skalna półkę. Przeszli już bezpośrednio do tuneli przez dziurę w skale. Od razu spotkali Knaarenów. Na początek dwóch.
- A wy tu czego? – warknął jeden.
- Przechodzimy przez tunele – odpowiedział Ray.
- Niewiele osób wychodzi stąd żywym. Wy raczej nie będziecie w tej grupie.
- Już raz nam się to udało, gdy pokonałem Refluxa.
Knaaren zmarszczył brwi i wykrzywił gębę.
- Możecie iść dalej – warknął po chwili.
- Świetnie, chodź, Globox – powiedział Ray.
Ruszył przez tunele.
- I widzicie? Nie dostaniecie dzisiaj mięska! – zawołał Globox.
Knaareni zaryczeli.
- Aaa! – krzyknął Globox i pobiegł za Raymanem.

W tym samym czasie przy Sercu Świata zaczęło się dziać coś dziwnego. Serce zaczęło drżeć i pulsować.
- Co się dzieje? – zapytał jeden z teensienów, którzy tam byli.
Serce Świata ,,wybuchło’’ energią. Po chwili wyleciał z niego żółty, chichoczący lums. Przeleciał nad głowami małaków, którzy starali się go złapać.
- Dlaczego on wyskoczył z Serca? To niemożliwe! – zawołał jakiś teensien.
Lums dalej latał. Nagle wybił dziurę w ścianie i wyleciał.
Przeleciał prawie przez całe Rozdroże Marzeń. Najpierw poleciał do Świątyni Wody i Lodu. Rozproszył lewitującą Ly, która spadła na ziemię. Na Moczarach Przebudzenia zdenerwował Brzytwobrodego. W Zatoce Wielorybów popływał trochę za wielorybicą Carmen i w końcu dotarł na Pustynię Knaarenów. Odpoczął tam chwilę, a potem poleciał na Urwisko. Tam znalazł jakąś dziurę i schował się w niej, a potem zasnął.
  • awatar Seiti: Chyba nie ogarniam... potrzebuję opisów jak coś wygląda ;( Tylko tego mi brak.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Ray i Globox przeszli sporą część Świątyni Kamieni i Ognia, która była wielkim labiryntem. Po drodze zniszczyli siedem robotów. Dotarli do wodospadu lawy, po którym trzeba było jechać na śliwce.
- Wiesz, Ray… To trudny moment… Nigdy nie jeździłem na śliwce… – zaczął Globox.
- Spoko – przerwał mu Rayman – Nie musisz tam ze mną iść. Poczekaj tu. Wrócę za godzinę, góra dwie.
Złapał śliwkę i wskoczył na nią, a następnie posurfował po lawie. Po drodze omijał kolce, które wyskakiwały ze ścian z zamiarem zepchnięcia go ze śliwki.
Jazda na śliwce była na szczęście krótka. Dojechał do końca lawy. Przed sobą miał jeszcze kamienie, po których musiał skakać, żeby iść dalej. Przy okazji zniszczył parę robali. Ray chwycił się pajęczyny i, wisząc nad przepaścią, dotarł na drugą stronę rozpadliny. Był teraz w miejscu, gdzie kiedyś Umber utopił się w lawie, żeby mu pomóc. Pobiegł przed siebie.
- To tu – powiedział, gdy dobiegł do miejsca, w którym znalazł maskę.
Wzgórze było otoczone lawą i nie było na nim widać Polokusa. Rayman wszedł na kamień, z którego wyjął maskę. Nic się nie stało, oprócz tego, że nagle znalazł się koło Globoxa.
- Już? Szybki jesteś – stwierdził Globox – Znalazłeś go?
- Nie. Musimy iść do innej Świątyni.
- Bleee….
- Przestań marudzić i chodź już.

Tymczasem na Moczarach Przebudzenia w kwaterze robo-piratów wszyscy chowali się przed wściekłym admirałem, który właśnie wrzeszczał na kilku podwładnych.
- Jak mogliście pozwolić mu uciec?! Czy to takie trudne, złapać go i tu przyprowadzić?! ,,Sklepienie się zawaliło’’ – też mi wymówka! Było dwustu na jednego!
- Przepraszam… – zaczął doradca.
- Czego?!
- Mam taki pomysł. Moglibyśmy wskrzesić Andre…
- Do lawy z nim!
Natychmiast dwóch wartowników złapało doradcę.
- Za co?
- Nie będę wskrzeszał tego ciemnego kudrzaka! Mojego wroga! Do lawy!
Wartownicy wyprowadzili doradcę.
- Wezwać generała! – wrzasnął Brzytwobrody – Jak mógł sprzedać mi ten badziew, Grolgrotha 2!

Ly lewitowała w Kręgu Mocy. Dawał on jej dodatkową moc. Dzięki niej Ly mogła śledzić losy Raymana i Globoxa.
Podleciała do niej inna wróżka.
- Witaj, Tailo – powiedziała Ly.
- Ly! Wiedziałam, że cię tu znajdę. Co u Raymana? – Zapytała wróżka.
- Poszedł szukać Polokusa. Ale wciąż myśli o swojej przeszłości.
- Chyba wiem jak mu pomóc. Opowiem ci o tym.
  • awatar Seiti: Próbuję sobie wyobrazić jazdę na śliwce... i za każdym razem wybucham śmiechem. Jak Ty to wymyśliłaś.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Sklepienie nie wyglądało najlepiej. Podpory były prawie całkiem zniszczone i ledwo podtrzymywały sufit. Nie było to najlepsze miejsce, wszystko mogło się zawalić od najmniejszego wstrząsu.
Globox i Rayman spotkali po drodze trzy pająki, które zginęły w przepaści. Oprócz tego dwa trupy przeszły im drogę. Ale nie było widać żadnych robo-pirató.
- To dziwne – powiedział w pewnym momencie Ray – Clark mówił, że wszędzie jest pełno robotów, a dotąd spotkaliśmy tylko dwóch.
- Nooo… A liczyłeś tamtych? – wskazał na armię dwustu robo-piratów, którzy stali za najbliższym rogiem.
- Jeśli teraz zaatakuję – zaczął Rayman – to wszyscy się na mnie rzucą. Potrzebuję dobrego pomysłu.
Rozglądnął się. W okolicy nie było niczego, co można by użyć do walki z piratami. Chyba że… Spojrzał na sklepienie. Ledwo się trzymało. Wystarczy jeden strzał, żeby wszystko runęło.

- Bingo.
- Masz pomysł? – spytał Globox.
- Tak. Sufit ledwo się trzyma. Strzelę w niego, a on zwali się na roboty. Na ,,już’’ biegnij najszybciej, jak się da, do wyjścia. Raz… – zaczął ładować pięść.
- Czy to…
- Dwa…
- …dobry pomysł?
- Już! – zawołał Ray i strzelił z całej siły w sufi.
On i Globox zaczęli szybko biec koło zdezorientowanych piratów, którzy gapili się w sufit. Sklepienie zaczęło się trząść i spadły z niego pojedyńcze kamienie, niszcząc paru robo-piratów.
Rayman i Globox biegli coraz szybciej, uciekając przed walącym się sufitem. Wszyscy piraci byli już zniszczeni.
- Skacz! – krzyknął Ray.
Wyskoczyli przez bramę w ostatniej chwili przed zawaleniem. Ze Sklepienia zostały ruiny.
- Mało brakowało – Globox był trochę przerażony.
- Bywało gorzej – powiedział Rayman – Patrz, tam jest Zatoka Wielorybów.
Poszli wolno w tamtym kierunku. Po chwili na drodze stanął im teensien z klanu wodnych.
- Zniszczyliście Sklepienie! – naskoczył na nich.
- Nie było innej opcji – powiedział Ray – My…
- Bardzo dobrze. W końcu te pająki nie będą nas nękać. Jak możemy się wam odwdzięczyć?
- Przeteleportuj nas do Świątyni Kamieni i Ognia –poprosił Globox.
- A po co tam idziecie?

- Szukamy Polokusa, żeby poprosić go o pomoc w walce z piratami.
- Aha. A jak będziecie na Pustyni, to uważajcie na Knaarenów. Są okropne! – teensien otworzył im przejście i zniknął.
Przyjaciele przeszli przez nie i znaleźli się przed wejściem do Świątyni.
 

 
Następnego dnia Ray ruszył w drogę. Pożegnał się z Ly, Clarkiem i Murfy’im i razem z Globoxem przeszedł przez portal. Znaleźli się na Cierniowych Wzgórzach.
- Tu może być dużo piratów – ostrzegł Globox.
- Co z tego? Łatwo się ich rozwala.
- Ale jest jeszcze jeden problem.
- Jaki?
- Jak przejdę przez ciernie?
- Coś wymyślimy.
Podbiegł do nich biegający pocisk, który ju dawno został oswojony przez Raymana. Ale nie był sam. Koło niego stał taki sam pocisk, tylko różowy.
- Wygląda na to, że ma dziewczynę – powiedział Globox – Ray, tobie też jakaś przyda.
- Nie ma czasu na dziewczyny. Ciągle trzeba ratować Rozdroże.
Rayman wskoczył na żółty pocisk, a Globox na różowy. Pociski ruszyły. Biegły szybko. Zatrzymały się za kolcami, koło warowni robo-piratów. Na szczęście nikt ich nie zauważył.
- Spotkamy się przy następnych cierniach – powiedział Ray do pocisków.
Razem z Globoxem poszedł dalej. Przy warowni nie było widać zbyt wielu piratów, oprócz dwóch, którzy spali zamiast pilnować terenu. Rayman naładował pięść i od razu ich zniszczył. Poszedł dalej. On i Globox doszli do miejsca, gdzie kiedyś chorował Clark. Dalej leżała tam czaszka, w której był Życiodajny Eliksir od Eiga.
- Raczej nie odnajdziemy tutaj Polokusa – stwierdził Ray – Idziemy do Jaskini Złych Snów.
- Do Eiga i duchów?
- Niestety. Też nie przepadam za tym miejscem.
Poszli dalej. Pół godziny później byli już na Moczarach Przebudzenia. Skręcili w jakiś róg i znaleźli się na starym pniu. Rayman i Globox przeszli po nim i doszli do jaskini. Siedział tam Eig i upijał się dziwnym napojem.
- Znowu potrzebujecie Życiodajnego Eliksiru, czy też może chcecie mojego skarbu? – spytał nieprzyjaźnie.
- Szukamy miejsca, gdzie możemy znaleźć Polokusa. Czy jest w Jaskini Złych Snów? Chodzi o pokonanie piratów – powiedział Ray.
- Ostatnio widziałem Polokusa, gdy kazał mi pilnować tej jaskini.
- Więc go tutaj nie znajdziemy. Chodź, Globox, idziemy dalej.
- Spróbuj poszukać Polokusa w Świątyniach, tam, gdzie szukałeś masek.
- Eee…dzięki.
Ray i Globox ruszyli dalej.
- Jest straszny, prawda? – zapytał Globox, gdy byli już daleko od Eiga.
- Jeśli akurat nie chce cię zjeść, nie goni cie i nie walczy z tobą, to da się go wytrzymać – odpowiedział Rayman.
- Ha, ha, ha, bardzo śmieszne. To gdzie teraz idziemy?
- Kierunek Sklepienie.
- Nie mam z tym miejscem miłych wspomnień. Tam uwięzili mnie robo-piraci.
- Tak, tak, wiem. Przecież musiałem cię ratować.
Poszli dalej, gadając.

A za chwilę sesja Madoaki...
 

 
Przy Sercu Świata teensienowie z różnych klanów naradzali się. Szukali sposobów na pokonanie piratów.
- Sposób nie jest trudny. Pokonamy go, jak ostatnio – powiedział małak z klanu zimy.
- A jaki to był sposób? – spytał teens z rodu wulkanu.
- Najpotężniejsze stworzenie na Rozdrożu Marzeń może nam pomóc, jak ostatnio – odpowiedział ,,zwykły’’ teensien – Chodzi o Polokusa.
Małaki zaczęły szeptać między sobą.
- Ale po pokonaniu piratów, pierwszym pokonaniu, Polokus znowu zniknął. Tym razem nie rozesłał jednak masek, trzeba go znaleźć. I nikt nie wie jak.
- Nikt nie wie jak, ale jest jedna osoba, która będzie potrafiła to zrobić.
- Kto?
- Rayman!

- Rayman! Obudź się! – Ly potrząsnęła przyjacielem.
- Co się stało? Znowu nas atakują? – zapytał zaspanym głosem Ray.
- Nie, ale źle spałeś. Cały czas rzucałeś się przez sen. Wszystko w porządku?
- Nie wiem. Ostatnio źle śpię.
Rayman wyszedł na plażę i usiadł na brzegu morza. ,,Dlaczego dręczą mnie te sny? Co mogą oznaczać?’’ – pomyślał. Pomyślał też o swojej przyszłości. Przybył na Rozdroże sześć lat temu. Pokonał Mr. Darka, później robo-piratów i oczywiście Andre. Zrobił wiele dal Rozdroża. Ale nie pamiętał czasów przed przybyciem na Rozdroże Marzeń, nie wiedział skąd pochodzi ani czym ma rodzinę. Tyle pytań bez odpowiedzi.

Zaczął padać deszcz. Ray nie przejął się tym i dalej siedział na piasku. Nagle pojawił się portal i wyskoczył z niego małak z klanu ,,zwykłych’’.
- Hej, nochalu! Masz nową misję – zawołał.
- Jaką? – zaptał Rayman.
- Musisz znaleźć Polokusa i poprosić go o pomoc w pokonaniu robotów.
- Tak jak ostatnio?
- Aha.
- Czekaj, gdzie mam go szukać?
- Nikt nie wie. Ale powierzamy misję tobie, bo jesteś naszym bohaterem. W tobie cała nadzieja.
Teens wskoczył do portalu, który zaraz się za nim zamknął.
- On ma rację. Tylko ja mogę im pomóc – powiedział do siebie Ray i pobiegł do Ly.
- W porządku? – zapytała wróżka.
- Tak. Muszę odnaleźć Polokusa. Rano ruszam.
- No dobrze. Skąd ten pomysł?
- Od teensienów. Muszę się przespać.
Rayman położył się obok Clarka, jednak tym razem jego sen był już spokojny.
- W takim razie ruszaj – szepnęła cicho Ly i zaczęła lewitować.
 

 
Kolejny odcinek.

Było już po północy. Rayman, Ly i Clark spali w Świątyni, a Murfy i Globox obserwowali okolicę. Nic się nie działo i wydawało się, że piraci jednak nie zaatakują, gdy na niebie pojawił się jasny punkcik, który zaczął się przybliżać.
- Już są – Murfy poleciał powiadomić przyjaciół.

Chwilę później statek wojenny zawisł nad plażą, rzucając na nią ciemny i złowrogi cień. Wyszło z niego pięćdziesięciu robo-piratów, doradca i Brytwobrody w wojennym robocie.
- Przejąć Świątynię! – rozkazał admirał.
Piraci mieli wykonać rozkaz, gdy odezwał się nowy głos:
- Nie przywitacie się?
Był to głos Raymana, który korzystając z osłupienia piratów zniszczył paru.
- Atakować! – wrzasnął dowódca piratów.
Jednocześnie piraci zaatakowali, a ze Świątyni wyskoczyła Ly i Clark.
Rayman i Ly zaczęli wymianę ognia z robotami. Clark skoczył na dziesięciu piratów, którzy od razu zostali zniszczeni. Gdy zostało siedmiu, Brzytwobrody wkroczył do akcji.
- Jeden na jeden! – zawołał do Raymana.
- Skoro chcesz przegrać…
Brzytwobrody nacisnął guzik i jego wojenny robot powiększył się. Ray uśmiechnął się i naładował swoją magiczną pięść. Strzelił i trafił w działko robota. Pirat odpowiedział laserowymi pociskami.
Ly, Clark, Murfy, Globox i pozostali robo-piraci przyglądali się walce. Nie mogli nic zrobić, panowała zasada jeden na jeden.
Tymczasem walka nadal trwała. Brzytwobrody złapał Raya i rzucił nim o ścianę. Ten drugi podniósł się po chwili i strzelił parę razy silnymi kulami energii. Robot stracił drugie działo, ale się nie poddawał. Spróbował trafić Raymana torpedami, ale nic z tego – Ray robił świetne uniki. Strzelił jeszcze ze dwanaście razy (Rayman, nie pirat) i robot został zniszczony. Brzytwobrody wyskoczył z zepsutej maszyny.
- Odwrót! – krzyknął.
Piraci pobiegli do statku wojennego i po paru sekundach odlecieli. A zepsuty robot wojenny wybuchł, zostawiając parę części i dziurę w piasku. Na szczęście nikomu nic się nie stało.
- Zwycięstwo! – zawołał Rayman.
- Tak, ale straszny tu bałagan – stwierdził Globox – Posprzątajcie to.
Ly za pomocą telekinezy podniosła wszystkie części od robotów i zniszczyła je. Clark zakopał dziurę w piasku.
- Teraz lepiej – powiedział Globox.
- Musimy to jakoś uczcić. Co powiecie na imprezę? – zaproponował Murfy.
- Jak pokonamy wszystkich piratów. Wygraliśmy bitwę, ale jeszcze nie wojnę. Piratów jest bardzo wielu – wyjaśnił Ray.
- Ma rację – poparła go Ly – Pokonajmy ich. Potem będziemy świętować.
- Chodźcie spać, zmęczony jestem – Clark wszedł do Świątyni.
Reszta poszła za jego przykładem.

16 wrzesnia będzie specjalny wpis. I dajcie jakieś komcie, bo mi smutno, że jest tak mało
 

 
Ray szedł przez wąski szyb wentylacyjny, który wił się we wszystkie strony. Skręcił w prawo, potem w lewo. Parę metrów do góry, prosto i znowu do góry…. Po tym labiryncie trudno się chodziło. W końcu jednak Rayman dotarł do końca. Ostrożnie podniósł klapę i spojrzał na dół, żeby ocenić sytuację.
Globox siedział w celi. Przełącznik otwierający ją był na drugim końcu pomieszczenia. Stało tam dwóch robo-piratów, a koło celi Globoxa kolejnych dwóch. Rayman wycelował i strzelił do jednego robota. Reszta odpowiedziała strzałami z laserów. W końcu szyb wentylacyjny był cały podziurawiony. Ray zeskoczył na dół i zaatakował najbliższego robota. Dwóch pozostałych dalej strzelało. Na dodatek włączył się alarm.
Piraci zapędzili Raymana w kozi róg. Z jednej strony laserowe kraty, a z drugiej dwóch przeciwników. Nie było wyjścia z tej sytuacji, chyba że… Ray strzelił w sufit. Kawał nigo oderwał się i zmiażdżył roboty.
- O tak, Rayman jest najlepszy! – zawołał Globox.
- Wszystko ok.?
- Tak.
- Dobra, to uciekamy stąd.
Rayman nacisnął jakiś guzik i z sufitu zsunęła się drabinka. Globox poszedł pierwszy. Ray tuż za nim, a alarm stawał się coraz głośniejszy.
Po chwili do pomieszczenia wpadła zgraja piratów. Na ich niekorzyść więźnia nie było, strażnicy zostali zniszczeni, a w suficie pojawiła się dziura.

- Czy dowiedziałeś się czegoś o ich planach? – zapytała Ly Globoxa, gdy byli z powrotem w Świątyni Wody i Lodu.
- Brzytwobrody mówił, że zaatakuje Bagno. I przyszedł do mnie specjalnie, żeby mi to powiedzieć.
- To podstęp – powiedział Rayman – Chciał, żebyśmy myśleli, że zaatakuje Bagno. Poszlibyśmy tam, a on bez problemu zająłby Świątynię.
- To brzmi rozsądnie – przyznał Murfy.
- W końcu co robimy? – spytał Clark.
- Zostajemy tutaj. Być może Brzytwobrody zaatakuje tej nocy. Musimy być gotowi. Globox i Murfy będą na zmianę obserwować teren, a ja, Ly i Clark będziemy walczyć – zadecydował Rayman.
- Nie jest powiedziane, że zaatakują.
- Ale to bardzo prawdopodobne.

Tymczasem w głównej kwaterze robo-piratów doradca nie miał najlepszych wieści. Wszedł do głównej sali i powiedział:
- Więzień uciekł i podejrzewamy, że… z nim!
Brzytwobrody zakazał wypowiadania imienia Raymana z powodu wielkiej nienawiści, jaką do niego czuł.
Ale tym razem admirał nie wściekał się.
- To doskonale. Mój plan niedługo będzie zrealizowany.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
- Skoncentruj się na celu – powiedziała Ly następnego dnia.
- Ruchome tarcze? Może być.
Rayman skupił się i osiem razy strzelił do stale ruszających się tarcz. Wszystkie strzały były celne.
- Ly, twoja kolej.
Wróżce poszło trochę gorzej. Trafiła do celu siedem na osiem razy. Po niej był Clark, który zniszczył dwadzieścia tarczy na raz.
- Murfy, teraz ty – powiedziała Ly.
- Ja nie walczę. Po prostu służę pomocą i dekoncentruję wrogów, a czasem wszystkich.
- To ci się akurat świetnie udaje.
- Wiem, wiem. A gdzie jest Ray?
- Chyba gdzieś zniknął. Pójdę go poszukać.
Wróżka wyszła z ,,przedsionka’’ Świątyni. Przeszła przez korytarz i wyszła na plażę. Rayman siedział na piasku i patrzył na morze. Ly usiadła koło niego. Siedziała chwilę i spytała:
- O czym myślisz?
- O swojej przeszłości – odpowiedział Rayman – Jest okryta tajemnicą. Nawet nie wiem skąd pochodzę.
- Dowiesz się tego. Jestem pewna.
- To tutaj znalazły mnie wróżki?
Ly skinęła głową.
- Może Mag ma rację, może to przeze mnie piraci powrócili.
- To niczyja wina, Ray! Nikt nie mógł tego przewidzieć!
Rayman wstał.
- Nie potrafię tu tak siedzieć, kiedy jesteśmy w niebezpieczeństwie.
- Co chcesz zrobić?
- Spróbuję uratować Globoxa. Później będzie za dużo robo-piratów.
- Chcesz tam iść sam? Nie ma mowy! Idę z tobą! – powiedziała Ly.
- Ok., powiem Clarkowi i Murfy’iemu, żeby uważali. Myślę, że poradzą sobie bez nas przez parę godzin.
Ray wszedł do Świątyni i wyszedł z niej po paru minutach. Ly uśmiechnęła się i przeniosła siebie i przyjaciela na Moczary Przebudzenia.
Piracka warownia w oddali była strzeżona przez sześciu robo-piratów, a ośmiu siedziało przy działkach w oknach.
- Potrafisz sprawdzić plan warowni? – spytał Ray.
- Spróbuję – odpowiedziała Ly.
Skupiła się i zaczęła robić plan budynku z energii. Po chwili był gotowy. Były na nim nawet pozycje piratów.
- Zniszczymy piratów od frontu, a potem wemkniemy się tylnym wejściem. Przejdę szybem wentylacyjnym i wyciągnę Globoxa z celi. Wyjdziemy przez dach. Poczekasz tam na nas, a potem wrócimy do Świątyni – powiedział Rayman.
- Dobrze. Zaczynamy!
Wybiegli z krzaków, w których się ukrywali i zaatakowali zdezorientowanych robo-piratów. Wróżka zajęła się tymi na górze. Wypuściła z rąk błyskawice, które zniszczyły działka. Następnie strzeliła kulami energii do robotów. Rayman naładował pięść na maxa i strzelił, niszcząc trzech piratów. Potem skoczył na jednego i wepchnął go w bagno. To samo spotkało dwóch ostatnich.
- Szybko! – zawołał Ray do Ly.
Pobiegli na tyły warowni. Ly otworzyła drzwi piorunem i przy okazji zniszczyła dwóch strażników. Weszli do środka.
- Po prawej jest szyb wentylacyjny – szepnęła wróżka.
Rayman otworzył klapę i wszedł do szybu.
- Spotkamy się na dachu – powiedział jeszcze i znikł w ciemnym szybie.
A Ly poleciała na dach…
 

 
Przy Sercu Świata zebrały się wszystkie wróżki z Rozdroża Marzeń i wiele teensienów.
- Nie oszukujmy się, sytuacja jest poważna – powiedział teensien w koronie.
- Tak, wiemy. Brzytwobrody powrócił i jest o wiele silniejszy niż dawniej. Już teraz ma wielką armię robotów, a planuje jeszcze więcej – zauważyła jakaś wróżka.
- Robo-piraci zajęli wschodnią część Rozdroża. Opiera się jeszcze Eig w Jaskini Złych Snów.
- Knaarenów także nikt nie pokona – do dyskusji włączało się coraz więcej osób.
- Gdzie są Murfy i Globox? – szepnęła Ly do Raymana.
- Myślałem, że zostali z tobą.
- Nie, poszli się z toba spotkać.
- Nie spotkałem ich.
- To gdzie mogą być?
Jakby na zawołanie o sali wpadł zadyszany Murfy.
- Globox został schwytany przez piratów na Urwisku – wysapał.
- Musimy go uwolnić – powiedział Ray.
- Niby jak chcesz to zrobić? – zapytał jedyny mag, żyjący na Rozdrożu Marzeń – Nie pokonasz ich sam. Zresztą to wszystko twoja wina.
- Co?!
- Brzytwobrodemu nie chodzi już o zawładnięcie naszą krainą. Chodzi mu o ciebie!
- To nie wina Raymana! – Ly stanęła w obronie przyjaciela – Zapomnieliście, że już raz pokonał robo- piratów? Mr. Darka? Andre?
- To jak wytłumaczysz powrót Brzytwobrodego? – mag nie ustępował.
- Brzytwobrody był unieruchomiony przez Andre w Kwaterze Mroklumów. Widocznie przy wybuchu znowu się uruchomił – powiedział Murfy.
- Dosyć! Przestańcie się kłócić! – zawołał teensien w koronie – Potrzebujemy planu.
Rayman chwilę się zastanawiał.
- Wiem, co możemy zrobić – Podzielimy się na mniejsze grupki. Każda pójdzie do miejsca, które jeszcze nie jest oblężone. Największa grupa zostanie tutaj, pilnować Serca Świata. Ja zbiorę siły i pójdę uratować Globoxa, a potem zniszczę Brzytwobrodego.
- Kiedy zamierzasz to zrobić? – spytał wyniośle mag.
- Jak najszybciej. Z każdą chwilą Brzytwobrody jest coraz silniejszy, więc trzeba zaatakować teraz, póki nie ma jeszcze większej armii.
W tej chwili ktoś wyważył drzwi i wpadł do sali.
- Clark! – zawołał Rayman.
Clark podbiegł do niego i podniósł go do góry.
- Nie musiałeś wyważać drzwi – powiedział Ray – Oszczędzaj siły na robo-piratów.
- Po drodze załatwiłem pięćdziesięciu.
- Którędy tu szedłeś?
- Przez Sklepienie i Świetliste Lasy.
- Czy wiele terenów jest już zajętych przez robo-piratów? – zapytała Ly.
- Kraina Żwawych Trupów, Świątynia Kamieni i Ognia, Zatoka Wielorybów, Sklepienie, Moczary Przebudzenia, Bagna Mroku – wyliczał Clark – Najdłuższy Skrót, Cierniowe Wzgórza i Świetliste Lasy w połowie.
Zapadła cisza. Trzeba działać szybko, bo niedługo Brzytwobrody opanuje całe Rozdroże.
- Raymanie, twój plan jest dobry, zastosujemy go – powiedział teensien w koronie.
Jakiś inny otworzył portale do różnych miejsc. Rayman, Ly, Clark i Murfy przenieśli się do Świątyni Wody i Lodu.
- Niezłe miejsce – powiedział Murfy – Urządzamy się w Świątyni czy na zewnątrz? Rayman?
Rayman zrozumiał, że właśnie został dowódcą.
- Co powiecie pół na pół?
- Dobry pomysł – zauważyła Ly – Będziemy mieli okolicę na oku, a w razie zmasowanego ataku schowamy się w Świątyni.
Clark pobiegł poszukać drewnianych belek na zbudowanie bazy, a reszta weszła do Świątyni.
  • awatar Seiti: Masz talent do wymyślania nazw miejsc. :D Pozazdrościć :D Czekam na więcej.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Prosicie, zebym wyjaśniła pare rzeczy, proszę:
Na poczatek może kim jest Rayman:

Rayman (dla przyjaciół Ray) to główny bohater Uważany przez wielu ludzi za bohatera Krainy Rozdroża Marzeń. Ma negatywne stosunki ze złymi postaciami żądnymi władzy i zdobycia świata: z Panem Mrocznym, admirałem Brzytwobrodym czy Andre. Najlepszą bronią Raymana są jego pięści, które wykorzystywał, aby pomóc potrzebującym osobom, jak również niwecząc plany swoich wrogów. Choć czasami jest przesadny i robi wiele rzeczy na własną rękę, Rayman zawsze ma koło siebie najlepszych przyjaciół.

Teensieny (pot. Tinsy, Teensy, Małaki, ang. Teensies) są starożytną rasą. Wyglądem przypominają niskie karzełki, bez zarostu i posiadają dłuugi nos.

Lumy (Lumsy, zdrob. Lumki) to małe kule energii, które żyją na całym Rozdrożu Marzeń. Istnieje wiele odmian i kolorów Lumsów, każdy z nich ma swoje działanie i moc. Lumsy ogólnie wyglądają jak małe świetliki ze skrzydełkami. Istnieje ich całe mnóstwo.

To chyba tyle. Przepraszam, że bez fotek, ale jestem teraz w nienajlepszym humorze. Jesli czegos według was brakuje to piszcie w komentarzach, postaram sie odpowiedzieć na wasze pytania
  • awatar Seiti: No od razu lepiej :D Mogę zacząć bardziej używać wyobraźni :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Rayman dotarł do Krainy Żwawych Trupów szybciej niż sądził. Biegł szybko, żeby już zdobyć tego lumsa i zanieść go Ly. Doszedł do wieży energii, która stanowiła wejście do świata latających małaków. Szedł do wejścia, gdy znowu zaatakowali go robo-piraci. Tym razem było ich siedmiu. Ray zniszczył dwóch, ale musiał uciekać przed resztą. Wbiegł do świata małaków.
Na podłodze leżała trochę zgnieciona pomarańczowa puszka. Rayman chwycił ją i załatwił trzech robo-piratów. Spojrzał w górę i zobaczył srebrnego lumsa na skalnej półce. Piraci na nieszczęście zobaczyli go w tym samym czasie.
Trzeba było działać szybko. Rayman zniszczył jednego robota, ale drugi zręcznie unikał rakiety. Robo-pirat pobiegł po schodach wprost do skalnej półki. Zdążył strzelić do lumsa i go zniszczyć zanim dosięgła go rakieta Raya. Po piracie zostało tylko parę śrubek, a po lumsie nic.
- No pięknie! I co teraz? – zadał pytanie Rayman.
Nagle usłyszał jęki. Poszedł w tamtym kierunku. Dotarł do wiszącej klatki na zewnątrz świata małaków. Strzelił w nią i klatka się rozpadła, a małak, który w niej siedział podleciał do niego.
- Niestety na razie nie ma drugiego srebrnego lumsa, który daje moc czytania w czyichś myślach – powiedział małak – Musi się uformować.
- Uformować? – spytał Ray.
- Srebrne lumsy powstają raz na jakiś czas. Ale nie w byle miejscu, tylko w krainie teensienów. Ten ukształtował się trzy dni temu.
- Ile potrwa, aż powstanie nowy lums?
- Miesiąc.
- Miesiąc?! Nie mogę tyle czekać!
Małak nic już nie powiedział i otworzył portal. Rayman wszedł do niego i znalazł się na Czarodziejskiej polanie. Ruszył do miejsca, gdzie ostatnio widział Ly. Doszedł do polany, na której ostatnio rozmawiali, ale Ly tam nie było. Był za to samotny robo-pirat, którego ray od razu zniszczył.
- Ly? Ly, jesteś tu?! – zawołał.
Nikt nie odpowiedział.
-Ly!
Znowu cisza.
Rayman wskoczył do jednego tornada i podleciał do góry. Strzelił do szkarłatnego lumsa i poleciał na paśmie energii. Wylądował przy portalu. Na nieszczęście zamkniętego. Ray usiadł obok.
Chwilę później portal otworzył się i wyskoczył z niego teensien.
- Wiesz gdzie jest Ly? – zapytał Rayman.
- poleciała do Rady Rusałek – odparł teensien – Chciała się tam spotkać z tobą, Globoxem i Murfy’im.
- Ok., zaraz tam pójdę, tylko otwórz portal.
Teensien klasnął w dłonie i portal na nowo się otworzył. Następnie pożegnał się z Raymanem i poszedł w swoją stronę. Ray wskoczył do portalu i znalazł się w Radzie Rusałek. Znowu była noc.
Ruszył w kierunku budynku rady. Przed nim stała Ly.
- Raymanie! Dobrze, że jesteś! Masz lumsa? – zapytała od razu.
- Niestety robo-pirat go zniszczył. Wybacz.
- To nienajlepiej. Chodź do środka, zebranie zaraz się zacznie!
Ly pociągnęła Raymana za sobą do środka. Drzwi zamknęły się za nimi, żeby już nikt nie wszedł.
  • awatar Seiti: Przybliż mi ten świat bo na razie akcja się toczy, a ja nic nie rozumiem. Kim jest Rayman i jego towarzysze? Co działo się wcześniej? Jakie tornada?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W głównej kwaterze Brzytwobrodego wrzało jak w ulu. W jednej części montowano nowych robo-piratów, a w drugiej Brzytwobrody omawiał szczegóły swojego planu.
- Proponuję ci skrzynię złota za nową wersję Grolgrotha, generale – powiedział Brzytwobrody.
- Obawiam się, że te plany kosztują więcej – odparł generał.
- Czy dwie skrzynie złota wystarczą?
- Tak, myślę, że…
- Szefie! – do pomieszczenia wpadł doradca – Czy przeszkadzam?
- Czego?! – warknął Brzytwobrody.
- Rayman uciekł nam w Zatoce Wielorybów. Zniszczył oddział przy pierwszym portalu, a przy drugim przeszedł niezauważony – zrelacjonował doradca.
- Co?!!! – wrzasnął Brzytwobrody – Wysłać specjalną jednostkę i przyprowadzić go do mnie żywego! Chcę go osobiście zniszczyć!

- Daleko jeszcze? – zajęczał Globox po raz setny.
- To ty wymyśliłeś, żeby iść za Raymanem – powiedział Murfy – I po co, Ray jest szybki, za chwilę będzie wracał. Pewnie już zdobył lumsa.
- Dogonimy go.
- Niby jak?
Na to pytanie Globox nie potrafił odpowiedzieć. Ale to prawda, on wymyślił, żeby dogonić Raymana i iść z nim po lumsa. Tylko trasa, którą Globox wybrał nie była najlepsza. Zamiast iść, jak Ray, przez Zatokę Wielorybów, wybrał drogę przez Urwisko. Murfy leciał, ale Globox szedł strasznie wolkno z powodu małej skalnej półki.
- Słyszałeś to? – zapytał w pewnym momencie Murfy.
- Co?
- To!
- Czyli?
- Spójrz za siebie!
Globox odwrócił się i zobaczył statek wojenny robo-piratów.
- Aaaaaaaaaaaaa! – wrzasnął i pobiegł przed siebie.
Murfy nie ociągał się i ruszył w jego ślady, ale poleciał w drugą stronę. Znalazł wgłębienie w skale i schował się tam, czekając na obrót wydarzeń.
Tymczasem statek wojenny leciał za Globoxem. Po chwili zagrodził mu drogę. Globox zawrócił i chciał biec w drugą stronę, ale ze statku wyskoczyli trzej robo-piraci, którzy go złapali. Zabrali go na statek i po paru minutach odlecieli. Murfy wychylił się ze swojej kryjówki, gdy byli już daleko.
- I co teraz?! Sam nie odbiję Globoxa, a zanim dogonię Raya, to minie sporo czasu. Chyba, że… Może się udać, tylko potrzebuję jakiegoś teensa – gadał do siebie.
Pomyślał jeszcze parę minut i poleciał w kierunku najbliższego portalu. Było bardzo prawdopodobne, że spotka tam teensa.
  • awatar Seiti: Brakuje mi tu kilku rzeczy- 1 opis wyglądu postaci, 2 wyjaśnień co znaczą dane zwroty np. co to jest teensa, lumsa? Tak to ciekawie piszesz.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Kolejny odcinek. Miałam dziś pierwszą w swoim zyciu lekcje chemii i muszę przyznać, że była super. w poniedziałek mam fizykę.

Globox stał i głupio patrzył się na Raymana.
- A jak niby mamy grzebać Brzytwobrodemu w mózgu? – zapytał.
- Na razie mam zbyt mało energii, aby przejrzeć jego plany – powiedziała Ly – potrzebuję srebrnego lumsa.
- Ale najbliższy lums jest w Krainie Żwawych Trupów! – zajęczał Murfy
- To nie tak daleko. Przyniosę ci ten srebrny lums, Ly. Wtedy będziemy mogli poznać plany Brzytwobrodego. A wtedy pokonamy go raz na zawsze – powiedział Rayman.
Ly zrobiła kółko ręką i na polanie pojawił się błyszczący na srebrno portal.
- Czekaj, Rayman! Idę z tobą! – zawołał Globox.
- Niezbyt dobry pomysł – skomentował Murfy – Ruszasz się jak spowolniona wersja ślimaka, chyba że opijesz się sokiem śliwkowym. Ale wtedy twój mózg pracuje na zwolnionych obrotach.
- Co to znaczy? – Globox był zbity z tropu.
- Spowolnisz Raya.
- Ja?! Patrz na siebie!
Podczas gdy Globox i Murfy się kłócili, Ly dawała wskazówki Raymanowi.
- Do Krainy Żwawych Trupów najszybciej dotrzesz idąc przez Zatokę Wielorybów.
- Dzięki za radę.
Ray wskoczył do portalu.
- A gdzie Rayman? – spytał Globox.
- Już poszedł – Ly uśmiechnęła się.
Murfy i Globox znów zaczęli się kłócić.
- To przez ciebie!
- Wcale nie!

Rayman znów jechał na desce po pasmach energii. Droga prowadziła do Zatoki Wielorybów. Po chwili był już na miejscu. Rozejrzał się. Nie było widać nic podejrzanego, ale…
Czterech robo-piratów wyskoczyło z krzaków i zaczęło strzelać do Raymana z laserów.
Ray zrobił parę uników i przystąpił do ataku. Naładował swoją pięść i strzelił. Po strzale zostało tylko dwóch piratów, a po chwili jeden. Rayman był już gotowy do rozwalenia ostatnirgo przeciwnika, gdy robo-pirat uciekł.
- Dziwne – powiedział Ray do siebie i rozejrzał się. Ale pirata nigdzie nie było widać.
Bohater poszedł dalej. Po jakimś czasie doszedł na plażę, która wydawała się dziwnie pusta. Nie było mew, krabów ani ryb. Rayman wskoczył do wody i zanurkował. Rozejrzał się pod wodą i zobaczył laserowe kraty, za którymi były zwierzęta morskie.
- Raymanie, tu jesteśmy, uwolnij nas! – usłyszał głos Carmen, wielorybicy.
Strzelił w przełącznik i kraty zniknęły. Zwierzęta od razu odpłynęły. Została tylko wielorybica Carmen, która dała Raymanowi znak, żeby wypłynął na powierzchnię.
- Dobrze, że jesteś – powiedziała już na powierzchni.
- Piraci was zamknęli? – zapytał Ray.
- Tak. Przybyli niespodziewanie, kiedy spaliśmy, a potem nas zamknęli. Dziękuję za uwolnienie.
- Nie ma sprawy. Czy wiesz gdzie jest portal do Krainy Żwawych Trupów?
- Jest za wodą. Zaprowadzę cię tam, jeśli chcesz. Płyń za mną.
Carmen zanurkowała, a Rayman popłynął za nią. Po jakimś czasie dotarli do drugiego brzegu, na którym był portal.
- Cześć, Carmen. I dzięki za pomoc – powiedział Ray i wskoczył do portalu.
 

 
- Daleko jeszcze? - zapytał po raz setny Globox.
Rayman zignorował jego pytanie, skupiając się na jeździe na pasmach energii.
- Dokąd właściwie jedziemy? – spytał Murfy.
- Do Czarodziejskiej Polany – odpowiedział Ray, starając się nie spaść z deski, na której jechał.
Po paru sekundach ukazał się portal prowadzący na Czarodziejską Polanę. Cała trójka w niego wskoczyła i znalazła się przy niedawno zniszczonej warowni robo-piratów. Ly nie było tam widać.
- przejdziemy przez ruiny warowni, a potem na polanę, na której są te nieszkodliwe tornada – zdecydował Rayman.
Murfy i Globox poszli zgodnie z instrukcjami przyjaciela. Przeszli przez zniszczoną warownię, w której nadal walały się części robo-piratów.
Piętnaście minut później znaleźli się na polance z tornadami. Ly tam była. Lewitowała dwa metry nad ziemią z zamkniętymi oczami i głową uniesioną do góry. Otaczała ją srebrno-złota poświata.
- Ly? – zapytał Rayman.
Wróżka otworzyła oczy i wrócił na ziemię.
- Witaj, Raymanie, przeczuwałam, że przyjdziesz – powiedziała – I wiem w jakiej sprawie przyszedłeś. Chodzi o powrót Brzytwobrodego.
- Niestety. Murfy powiedział, że ten pirat ukrywa się na Moczarach Przebudzenia.
- Tak. Wysłałam tam kulę energii, aby sprawdzić, co on knuje. Niestety nie wygląda to wesoło.
- Jak mógł przeżyć? Rayman go załatwił, prawda? – zapytał Globox.
- Nie wiem, czy to dokładnie tak było – odpowiedział Ray – W ostatniej chwili Brzytwobrody ustawił Grolgrotha, aby wybuchł. Statek został zniszczony. Mnie uratowała Ly, a Brzytwobrody powinien zginąć. Jak mógł przeżyć?
- Mogę się tego dowiedzieć – powiedziała Ly – Potrzebuję tylko trochę energii i będę mogła telepatycznie odczytać myśli Brzytwobrodego.
- Bomba! Przejrzymy gościa na wylot! – zawołał Murfy.
- Ale skąd wziąć energię? – zapytał Globox.
Jakby na zawołanie na polanie pojawił się robo-pirat. Rayman naładował pięść i załatwił go jednym silnym strzałem. Po robocie zostały tylko dwie kule energii. Ly je wzięła. Usiadła w siadzie skrzyżnym i zamknęła oczy. Teraz wystarczy się skupić.
Skupienie.
Teraz dobrze. Teraz Ly mogła odczytać myśli Brzytwobrodego, które pojawiały się jak na filmie. Najpierw zabicie Mr. Darka przez pirata, potem potyczki z Raymanem i finałowa walka. Ucieczka Brzytwobrodego w ścigaczu i unieruchomienie go przez mroklumy. Później ocknięcie się przez pirata, gdy Rayman pokonał Andre i w końcu Moczary Przebudzenia, i plany zemsty. Ly mogła teraz odczytać ostatnie myśli pirata. Plan ataku na Raymana z całą armią robo-piratów.
Ly poczuła, że kończy jej się energia. Już nie mogła zobaczyć myśli wroga… Ocknęła się z transu i opowiedziała przyjaciołom wszystko, co zdążyła zobaczyć.
- Ale nie wiem, kiedy Brzytwobrody zamierza zaatakować – dodała smutno na koniec.
- Dowiemy się tego – powiedział stanowczo Rayman.
....................................................................................................
Wczoraj zaczęłam naukę w klasie pierwszej gimnazjum. O moich wakacjach opowiem wam jutro, ok? Dzisiaj jestem zawalona pracą domową z historii.
  • awatar misao245: coraz ciekawiej :D
  • awatar Seiti: Gratuluję stworzenia dość abstrakcyjnego dla mnie świata. Zapowiada się ciekawie.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Pierwszy odcinek mojej historii o Raymanie. Mam nadzieję, że się wam spodoba i będziecie komciować.

Na Moczarach Przebudzenia panowała nieprzyjemna cisza. Moczary były też prawie opuszczone, nie licząc oczywiście Ssama, Eiga i stadka piranii. Odkąd na Moczary spadły wielkie odłamy statku Brzytwobrodego, mało kto tam zaglądał.
Ale Murfy musiał przez nie przelecieć, to była najkrótsza droga do Lasu Czystych Liści, gdzie Murfy miał się spotkać z paroma Teensienami, żeby w szczegółach opowiedzieć im o ostatniej podróży Raymana i jego walkach. Oczywiście chodziło o podróż Raymana z Globoxem po doktorach i walki z Mroklumami Andre.
Murfy leciał szybko. Niestety musiał przelecieć obok zniszczonej bazy wroga, co nie było przyjemne. Zwalone belki zdążyły już obrosnąć mchem, a metalowe części zardzewiały. I jeszcze tu bujne chwasty…
W ruinach coś się poruszyło. Metalowa ręka wolno sunęła, żebu złapać Murfy’iego. Druga ręka położyła się na belce. Murfy odwrócił się i wrzasnął z całej siły. W ciemności dostrzegł zarys robota, nie byle robota. Był to Brzytwobrody we własnej osobie.
- Łaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! – krzyknął Murfy i poleciał z maksymalną prędkością, jaką mógł osiągnąć, przed siebie.
Brzytwobrody zaśmiał się szyderczo i wygramolił z dziury, w której siedział. Podniósł hełm robo-pirata, który leżał obok jego nogi.
- Taaa… To da się jeszcze naprawić – powiedział pirat do siebie i zaczął się śmiać.
***
Rayman spał oparty o Globoxa. Znajdowali się w Świetlistych Lasach. Panowała cisza, ale mimo to Rayman nie spał spokojnie. Rzucał się we śnie, a na jego czoło wystąpiły kropelki potu. Niestety Globox spał zbyt mocno, by obudzić przyjaciela i spytać, co się stało.
- Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa!!! – Murfy wpadł na polankę okropnie wrzeszcząc. Obudził przy okazji Raymana i Globoxa.
Rayman przetarł oczy i wstał.
- Murfy, chyba nie chcesz znowu zabrać mi rąk i gdzieś mnie wywlec? – zapytał, rozciągając się.
- Nie, ale to katastrofa! Katastroficzna katastrofa! – wrzasnął Murfy.
- Czyli co? Jaka katastrofa?
- Roboty! Piraci! Statki! Lasery! Działa! Brzytwobrody! Znowu jest! Na Moczarach!
- Chcesz powiedzieć, e on przeżył wybuch Grolgrotha? Że powrócił? – spytał Rayman.
Murfy smutno pokiwał głową.
- Teraz nie będzie już mu chodzić o podbój świata, tylko o zemstę na tobie – powiedział.
- Chyba mamy poważny problem – stwierdził Globox – Zaraz, Brzytwobrody? Aaaa! – schował się za drzewem.
- Spokojnie, Globox, na razie nie ma tutaj tego pirata. Możesz wyjść zza drzewa – Rayman uspokoił przyjaciela – Ale Brzytwobrody pewnie cały czas myśli o zemście. Może Ly będzie wiedziała, co on planuje. Idziemy!
Rayman ruszył w kierunku najbliższego portalu.
- Jest środek nocy! – zawołał Globox.
- Możesz zostać – powiedział Rayman.
,,Ja i tak nie mogę zasnąć’’ – dodał w myślach.
Globox i Murfy zdecydowali się po namyśle iść z Raymanem. Przynajmniej ich obroni w razie ataku robo-piratów.
Cała trójka dotarła po krótkim czasie do portalu. Rayman poszedł pierwszy, a za nim Murfy i Globox.
  • awatar Seiti: To dobrze, bo zaczyna się jakbym coś przegapiła. Już się przestraszyłam :D
  • awatar Kowalski, opcje!: @Seiti: Coś nowego :)
  • awatar Seiti: Czy jakas dalsza część wcześniejszego opowiadania czy to coś nowego?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wreszcie, wreszcie dostałam sie na plan "Ojca Mateusza". Co więcej pozwolono mi zagrać w odcinku światecznym. A więc mamy Wigilię 24 XII. Plebania księdza Mateusza. Prezenty już zapakowane, czekamy tylko aż wszyscy usną. Możejko zasypia najwcześniej. Potrafię go zrozumieć. Praca. Po cichutku wchodzimy do jego pokoju. Szeleści papier. Natalia tłucze szklankę. Ja zatrzymuję się tam najdłużej. I nagle koniec nagrania. Ta szczęśliwa chwila trwała zdecydowanie za krótko. W koszuli nocnej biegnę po kartkę i długopis. Autograf. Teraz tylko to się liczy. W pokoju nie ma już nikogo, w korytarzu też nie. Bez kurtki wybiegam na dwór. Radiowóz zniknął. Kolejne morderstwo? W Wigilię? Dajcie spokój! Zlitujcie sie w końcu nade mną! Klękam na śniegu. Tak znajduje mnie ksiądz Mateusz i zabiera do środka. Kolejna scena. Kolacja Wigilijna. Natalia dostała mały kalendarzyk. Na parapecie śpi jeż. Wpatruję się w ciemność za oknem. W tempie natychmiastowym powracam ze snu na stronę jawy. w dłoni mocno ściskam kartkę. Rozwijam ją. Czyli jednak.

....................................................................................................

Ja was proszę, nie czepiajcie się jeża na parapecie, bo to było jak naprawdę. W snach wszystko może sie zdarzyć.
 

abc.atlant
 
malabarbie10
 
Wpis tylko dla właściciela minibloga

Wpis prywatny. Może go zobaczyć tylko właściciel minibloga.

 

 
Dzień dobry... Ja jestem Kate i powodowana nagłą potrzebą posiadania własnego kącika w sieci, zakładam bloga, na którym będę się od dzisiaj udzielać i starać się (aczkolwiek niekoniecznie) umilać wam życie. Jestem pisarką. To znaczy, że piszę opowiadania. Zwykła amatorka, ale jednak.

Jestem człowiekiem zwariowanym, kochającym przygody i tęskniącym za czymś więcej, czego w tym życiu nie bardzo można oczekiwać. Zapatrzona w Tolkiena i stworzony przez niego świat, fanka Sapkowskiego i jego wiedźmina Geralta, szalejąca za Jackiem Sparrowem, momentami marzycielka, ale jednak stojąca twardo na ziemi i mająca jasno sprecyzowane plany na przyszłość.

Czytelniczka, bo czytam wszystko co wpadnie mi w ręce. Najulubieńszy gatunek to oczywiście fantastyka, oprócz tego kryminały, najchętniej te od Jo Nesbo z cyklu z Harry'm Hole. Młodzieżówki, ale tylko dobrze napisane, od czasu do czasu jakiś romans, albo biografia. Jeśli chodzi o filmy to jestem bardziej wybredna. Fantastyczne, ale też nie wszystkie, moje ulubione to "Władca Pierścieni" i "Hobbit". Przygodowe, ale zdecydowana mniejszość, od czasu do czasu jakiś thriller, albo młodzieżowy. Z seriali; "Ojciec Mateusz", "Komisarz Alex" i "Sherlock".

Dorosłość wiążę z kryminologią i praca w policji. Jestem osobą twardą, zbuntowaną, ale jednocześnie wrażliwą i potrafiącą kochać, która nie boi się życia i wychodzi światu naprzeciw. Do czytania bloga serdecznie zapraszam, a nuż moja pisanina przypadnie do gustu.
  • awatar Wiky the Metal-Punk!: Siemanko, postanowiłam skomentować Twój pierwszy wpis :P.
  • awatar Kate - Writes: @gość: to zależy będą one niekiedy śmieszne, zapierające dech w piersiach, czasem horrory lub pełne miłości
  • awatar Gość: a jakie opowiadania?
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›