• Wpisów: 1594
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 15 dni temu, 21:13
  • Licznik odwiedzin: 331 757 / 2452 dni
 
abc.atlant
 
- Ja nie jestem pewien, czy to jest dobry pomysł... - odezwał się niepewnie Faramir, gdy Sheila prowadziła go za rękę w stronę wciąż jeszcze płonących ognisk.
- Daj spokój, to tylko zabawa. Nic się nie stanie. - dziewczyna rzuciła mu przez ramię rozbawione spojrzenie. Mężczyzna z jakiegoś powodu zdenerwowany, przełknął ślinę.
- Powinnaś to zrobić z Boromirem, wiesz o tym?
- A widzisz gdzieś tu Boromira? - odpowiedziała mu pytaniem. Faramir już bez oporów dał się podprowadzić do ognia. Spojrzał na dziewczynę, gdy ta kojąco ścisnęła jego palce i odwzajemnił uśmiech, który mu posłała. Chciał z nią skoczyć przez to ognisko. Chciał, jednocześnie mając dziwne przeczucie, że w pewien sposób postępuje nie w porządku wobec brata. Owszem, wiele osób skakało tej nocy przez ogień, ale tylko zakochani i młode pary robili to razem, trzymając się za ręce. Oni nie byli...
- Faramir... Gotowy? - jego wewnętrzną walkę przerwała Sheila, spoglądająca na niego rozemocjonowanym spojrzeniem. W jej oczach połyskiwały iskierki, policzki miała zarumienione. Mężczyzna uśmiechnął się, patrząc na nią. Pragnienie dzielenia z nią tej chwili wygrało. Skinął głową. Dziewczyna podkasała suknię. Skoczyli.
Potem, kiedy było już po wszystkim, usiedli razem na murku, bez słowa przyglądając się tańczącym, każde pogrążone we własnych myślach. Sheila odetchnęła głębiej, zamykając oczy, na co Faramir uśmiechnął się lekko.
- Wyglądasz na zmęczoną. - zagadnął, przerywając ciszę.
- Może trochę jestem... - dziewczyna odwzajemniła uśmiech, przecierając oczy, ale od ziewnięcia nie mogła się powstrzymać. Mężczyzna uśmiechnął się jeszcze szerzej. Widok był naprawdę rozkoszny.
- Jesteś niesamowita, wiesz? - odezwał się znowu Faramir po dłuższej chwili milczenia i kontynuował, nie dając jej dojść do słowa: - Jesteś dobra we wszystkim, czego tylko się tkniesz. Mnie nigdy nic aż tak nie wychodzi... Nawet jeśli wkładam w to cały swój wysiłek. Chciałbym być taki jak ty. Ja się do niczego nie nadaję i... To takie frustrujące... - zawstydzony ukrył twarz w dłoniach. Sheila uśmiechnęła się łagodnie, kładąc mu dłoń na ramieniu.
- Nie masz mi czego zazdrościć. - odpowiedziała. - To nie tak, że wszystko przychodzi mi z łatwością. Chyba tylko sprawiam takie wrażenie... - uśmiechnęła się lekko, kojąco gładząc go po ramieniu. - A ty tak bardzo przejmujesz się każdym drobiazgiem i... - mężczyzna podniósł na nią wzrok. - I masz w sobie siłę, jakiej nie ma nikt z nas. Wykazujesz się nią codziennie. Właśnie dlatego uważam, że twoje zachowanie jest o wiele bardziej godne podziwu. - Faramir patrzył na nią długo.
- Ostatnio mam wrażenie, że coś się w tobie zmieniło. - powiedział w końcu. Dziewczyna nerwowo przygryzła wargę.
- Nie mówiłam ci wcześniej... Czekałam na odpowiedni moment, ale... - westchnęła. - My... Zeszliśmy się z Boromirem.
- A więc jednak... - mężczyzna uśmiechnął się lekko, choć gdzieś głęboko w sercu poczuł bolesne ukłucie. - Mój brat to prawdziwy szczęściarz. Ale wiesz... - Faramir wstał z miejsca i ukucnął przed nią, ujmując w dłonie jej rękę. - Chciałbym, żebyś miała świadomość, że ja też tu jestem. - Sheila spojrzała mu w oczy, a widząc jego łagodny uśmiech, sama nie mogła się nie uśmiechnąć. Mężczyzna przechylił głowę, ponad jej ramieniem dostrzegając pierwszą łunę światła na wschodzie. Powiodła wzrokiem za jego spojrzeniem, odwracając się. Powoli dochodziła końca najdłuższa noc w roku. Faramir wziął głębszy oddech, wstając.
- Zaszczycisz mnie ostatnim tańcem? - spytał, wyciągając do niej dłoń. Sheila skinęła głową z uśmiechem. Skierowali się oboje w stronę gaszonych powoli ognisk, gdzie śpiewano już pieśń na powitanie słońca.

Faramir z westchnieniem rozpiął kaftan, który niedbale rzucił na łóżko, zbyt zmęczony po całonocnej zabawie, by przejmować się teraz takimi drobiazgami, jak pomięte ubranie i poluzował kołnierz przy koszuli. Sięgał właśnie do pierwszych guzików, gdy do jego komnaty bezceremonialnie (i w dodatku bez pukania) wpadł Boromir. Zdezorientowany Faramir patrzył na brata, który stanął zaraz przy wejściu, składając ramiona na piersi i obrzucając go niemal oskarżającym spojrzeniem.
- O co chodzi? - spytał w końcu. Boromir prychnął, w jego oku błysnęła iskra gniewu.
- Dojrzałem przed chwilą Sheilę na targu. Widzę, żeś jej oddał szmaragdową spinkę po matce. - odezwał się, świdrując wzrokiem młodszego syna namiestnika. - Zaiste, do twarzy jej.
- Mam nadzieję, że nie masz nic przeciwko temu? – zapytał Faramir, marszcząc brwi.
- Trochę spóźnione to pytanie, nie sądzisz? – Boromir nadal nie oderwał od niego wzroku. Jego brat westchnął głęboko, już teraz domyślając się, że rozmowa raczej nie będzie miała łagodnego przebiegu.
- O co masz do mnie pretensje? - spytał zrezygnowany, nie mając siły na jeszcze jedną kłótnię, zwłaszcza, że od tej ostatniej nie minęło znowu tak dużo czasu. Boromir zaśmiał się gorzko.
- No cóż, całe miasto od rana o jednym tylko mówi. Mianowicie o tym, że Faramir się zakochał. - mężczyzna spojrzał na brata z osłupieniem.
- Własnym uszom nie wierzę! - Faramir szeroko otworzył oczy. - A nawet jeśli... Ty naprawdę masz do mnie o to pretensje?! O to, że się zakochałem?! - wypalił bez zastanowienia.
- Mam pretensje o to, że to właśnie damę mojego serca sobie wybrałeś na obiekt westchnień!
- Co takiego?! - młodszy z synów Denethora drgnął, czerwieniąc się gwałtownie. Miał wrażenie, że traci grunt pod nogami.
- A tak. - Boromir pokiwał głową, uśmiechając się złowrogo. - Mam ci przypomnieć z kim wczorajszej nocy skakałeś przez ognisko? Chyba nie ma takiej potrzeby. - dopowiedział, patrząc na stojącego przed nim młodszego brata, który nie był w stanie powiedzieć ani słowa. - Nie uważasz, że należą mi się przeprosiny?
- Tobie? - Faramir uniósł brew.
- Tak, mnie.
- Nie przeproszę cię. - wzburzony Faramir pokręcił głową, zaciskając obie dłonie w pięści. - Nie przeproszę cię, Boromirze. Nie będę przepraszać za miłość i odzyskanie nadziei. Ani tym bardziej za to, że najdroższej mi przyjaciółce oddałem spinkę mojej własnej matki. - przez kilka uderzeń serca gniewnie przyglądali się sobie nawzajem.
- Ojciec chce nas widzieć. - rzucił w końcu szorstko Boromir, odwracając się. - A na przyszłość bądź łaskaw uprzedzić mnie wcześniej, nim lekką ręką rozdasz pamiątki po matce. Zwłaszcza, że tak niewiele ich nam zostało. - dodał i wyszedł na korytarz, trzaskając drzwiami. Faramir padł plecami na łóżko z ciężkim westchnieniem. To by było na tyle, jeśli chodziło o odpoczynek po nocy spędzonej na zabawie i tańcach.

- Sheila! - idąca ulicą dziewczyna odwróciła się, słysząc wołanie i przystanęła, widząc biegnącego w jej stronę Faramira. Młodszy syn namiestnika miał na sobie pełną zbroję, u pasa miecz w pochwie, na którego rękojeści opierał teraz dłoń.
- Faramir, co się stało? - spytała, gdy mężczyzna dopadł do niej. Serce zabiło jej mocniej z niepokoju.
- Wojska Mordoru uderzyły na Osgiliath... - odpowiedział Faramir, biorąc głęboki wdech. - Ojciec wysyła tam mnie i Boromira z oddziałami. - Sheila otworzyła usta, ale głos uwiązł jej w gardle i nie powiedziała nic. Mogła tylko patrzeć mężczyźnie w oczy z rosnącym przerażeniem. W białym mieści od dawna mówiło się o groźbie wojny wiszącej w powietrzu, ale nigdy nie była ona tak bliska, jak w tej chwili. - Posłuchaj... - Faramir westchnął, rumieniąc się lekko. - Nie śmiałbym o to prosić przez wzgląd na Boromira, ale... - przerwał, powoli wysuwając miecz z pochwy. Dziewczyna bez wahania niemal zerwała wstążkę z włosów i obwiązała wokół rękojeści, a zimną stal klingi chwilę potem ucałowała.
- Boromir nie pofatyguje się do mnie, żeby się pożegnać? - bardziej stwierdziła, niż zapytała. Faramir z wahaniem pokręcił głową przecząco. Sheila złożyła ramiona na piersi. - Żebyście mi wrócili obaj... - ściszyła głos i drgnęła zaskoczona, gdy mężczyzna pod wpływem impulsu przytulił ją mocno do siebie, ale uścisk odwzajemniła. Chwilę potem odprowadziła go wzrokiem, gdy biegł z powrotem w stronę cytadeli. Patrzyła za nim dopóki nie zniknął jej z oczu.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków