• Wpisów: 1590
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:56
  • Licznik odwiedzin: 329 587 / 2393 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack: youtu.be/oVWBFkaXMyw

Katrin przedzierała się przez gęstą mgłę w białej, pozbawionej życia pustce. Strefa śmierci. Żadnych dźwięków. Nie słyszała nawet własnego oddechu. Właściwie to nie wiedziała, czy w ogóle oddycha. Nie widziała, ani nie słyszała nikogo, ale wiedziała, że ktoś przy niej jest, czuła go. Czuła na sobie jego spojrzenie. Stał spokojnie i obserwował, jak błądzi w gęstej mgle. Jego obecność jej nie przerażała, chociaż nie przynosiła też pocieszenia. Spróbowała się podnieść. Zły pomysł. Udało jej się jedynie oprzeć głowę jakieś dziesięć centymetrów wyżej na poduszce. Przełknęła ślinę, zwilżając wyschnięte gardło. Nie umknęło to uwadze Legolasa który już nalewał wody do kielicha.
- Chciałabyś się napić? - spytał. Katrin skinęła głową i upiła kilka łyków wody. Zostawił ją na chwilę i wrócił, niosąc gorącą zupę. Pomógł jej usiąść tak, żeby mogła się napić z miseczki trzymanej w obu dłoniach. Nagle poczuła dwa wilgotne strumyczki płynące jej po policzkach. Dłoń Legolasa otarła łzy. Pochylił się nad nią, szepcząc do ucha;
- Nie płacz, Katrin. Proszę... - objęła go za szyję i przytuliła do niego, wsuwając dłoń we włosy. Trzęsła się i po raz pierwszy czuła ciężar dziesiątek myśli i uczuć, kotłujących się w głowie. Chciała się umyć i uczesać, więc Legolas przyniósł ciepłej wody. Odchyliła głowę, a on polał jej włosy wodą. Krople wilgoci wsiąkały w jej nocną koszulkę, która momentalnie przykleiła się do ciała. Kiedy już pomógł jej się umyć, skoncentrowała się na włosach, które były w fatalnym stanie. Splątane, pełne kołtunów. Walczyła z nimi, dopóki woda całkiem nie ostygła i nie zaczęła dygotać z zimna w przemoczonej koszulce. Legolas wciąż polewał jej włosy wodą, wolną ręką chroniąc jej twarz przed zmoczeniem. Dotykał jej delikatnie, tak jak zwykł to robić. Wytarł ją puszystym białym ręcznikiem. Katrin zrzuciła mokrą koszulkę i naciągnęła suchą.
- Nadal mnie zaskakuje, że tu jesteś. - powiedziała. - Nie mogę uwierzyć, że wróciłeś. Pocałuj mnie... Proszę... - elf uśmiechnął się i wpił w jej usta, jakby tylko na to czekał.

Kilka dni później Katrin mogła już samodzielnie wstać, a nawet chodzić, choć szybko się męczyła i większość czasu spędzała w łóżku Uzdrowicielka nie pozwoliła jej też wrócić do sypialni, wolała mieć ją na oku. Dziewczyna siedziała na łóżku, kiedy Legolas pomagał jej się ubrać. Uparła się, że koniecznie chce zejść na dół, przywitać się z przyjaciółmi i razem z nimi zjeść obiad. Syknęła, kiedy Legolas za mocno pociągnął tasiemki gorsetu. Kiedyś by jej to nie przeszkadzało, teraz była jednak wyjątkowo wrażliwa na ból.
- Za mocno? - domyślił się elf, luzując tasiemki i zawiązał je na kokardkę. - Może nie powinnaś jeszcze do nas schodzić?
- Mam dość ciągłego siedzenia w tym pokoju. - odpowiedziała Katrin. - Jestem tylko zmęczona, nic poza tym. Chcę zejść na dół, uczestniczyć w życiu pałacowym. Tam na pewno jest o wiele ciekawiej. - Legolas już bez słowa pozapinał haftki granatowej sukni.
- W takim razie chodźmy. - uśmiechnął się, podsuwając jej ramię.
Aragorn i Gandalf odwrócili się od okna, słysząc odgłos kroków na schodach. Na dół schodził Legolas, z ukochaną w ramionach, która - choć powoli odzyskiwała siły - po schodach nie była w stanie zejść. Elf pomógł jej stanąć na twardym i pewnym gruncie, a Katrin wygładziła suknię.
- Witaj Katrin. - odezwał się Gandalf.
- Jak się czujesz? - spytał Aragorn z niepokojem.
- O wiele lepiej, dziękuję. - odpowiedziała dziewczyna, siadając przy stole.
- Gdybyś się zmęczyła, albo źle poczuła, natychmiast mi powiedz. - szepnął Legolas, zajmując miejsce obok niej.
- Katrin... Zastanawiałaś się, jakie działania teraz podejmiesz? - spytał Gandalf, podczas posiłku.
- Czarnoksiężnik, on... - zaczęła Katrin. - Myślałam, że nie żyje.
- Kiedy wyrwałem cię z Orthanku owszem, w jego ciele utkwiło kilka strzał, ale jednak żyje. - odpowiedział Legolas.
- E tam... - Gimli machnął ręką. - Porządny rzut toporem załatwiłby sprawę.
- Przykro mi, ale nie mogę się zgodzić. - Gandalf odłożył sztućce. - Magię można pokonać tylko magią. A on nie będzie czekał wiecznie. - jakby na zawołanie na zewnątrz rozległ się huk pioruna, choć był środek dnia, w jednej chwili zrobiło się ciemno jak w nocy, nawet świece w lichtarzach przygasły. Katrin rzuciła się do okna, z którego z hukiem tłuczonego szkła wypadła szyba. Zielony las był targany nawałnicą. Po całym Śródziemiu niósł się głos czarnoksiężnika.
- Wiem, że mnie słyszysz Katrin i zwracam się bezpośrednio do ciebie. Walczyłaś dzielnie, ale na próżno. Pozwoliłaś, by twoi przyjaciele ginęli za ciebie. Nie ma większej hańby. Czekam na ciebie w Isengardzie. Niech dopełni się twoje przeznaczenie. Od ciebie zależy jak zakończy się nasze spotkanie. Jeśli się nie stawisz, wtedy zabiję wszystkie dzieci, kobiety i mężczyzn, którzy cię ukryją przede mną.
- Katrin? - elf położył jej dłoń na ramieniu. Dziewczyna ujęła jego dłoń w swoją, uśmiechnęła się słabo i spektakularnie zemdlała.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków