• Wpisów: 1590
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:56
  • Licznik odwiedzin: 329 587 / 2393 dni
 
abc.atlant
 
Plac koło fontanny znów wypełniał stukot drewnianych mieczy i pokrzykiwań dzieciaków, kiedy Sheila z powodzeniem zajmowała ich uwagę nauką fechtunku. Chłopcy przekrzykiwali się i przepychali, nie mogąc doczekać się swojej kolejki na walkę, wokół stało też kilka dziewczynek z drewnianymi mieczami w dłoniach.
Sheila poprawiła uchwyt jednego ze starszych chłopców i spróbowała jeszcze raz wykonać z nim trudniejszą sekwencję ruchów, żeby chwilę potem odwrócić się i odpowiedzieć na atak z tyłu. Zajęta cierpliwym tłumaczeniem jednej z dziewczynek, jak prawidłowo trzymać miecz w pierwszej chwili zupełnie nie zauważyła Boromira, który stanął z boku i przyglądał się teraz z uśmiechem, jak kilka dzieci na raz atakuje dziewczynę. Gestem nakazał im ciszę, gdy w jego stronę zwróciło się kilka par oczu. Powoli podszedł bliżej, zachodząc Sheilę od tyłu i zakrył jej oczy dłońmi. Dzieciaki wybuchnęły śmiechem.
Dziewczyna również się uśmiechnęła, doskonale wiedząc kogo ma za plecami, mimo to odruch był silniejszy. Pochyliła się, uderzyła drewnianym mieczem przez brzuch i podcięła go, aż plecami uderzył o ziemię. Boromir jęknął.
- Też się cieszę, że cię widzę. - odezwał się zbolałym głosem. - Jesteś pewna, że nie chcesz mnie zabić? Masz ku temu doskonałą okazję.
- Przepraszam, nie chciałam. - odpowiedziała z rozbawieniem, choć w jej głosie wyraźnie dało się wyczuć także skruchę. Wyciągnęła do niego dłoń, żeby pomóc mu wstać, którą zresztą chętnie przyjął. Niemal od razu też objął ją w talii i przytulił, a gdy się nie odsunęła, pocałował w policzek. Dzieciarnia zareagowała na to natychmiast jawnym niezadowoleniem z takiego obrotu spraw. Boromir roześmiał się.
- Chyba wam przerwałem. - stwierdził.
- Nieważne. - odpowiedziała ze śmiechem Sheila i oparła sobie miecz na ramieniu, zerkając na wpatrujące się w nią z wyczekiwaniem dzieciaki. - Do domów! Ale już! - nakazała łagodnie, ale zdecydowanie, nie zwracając uwagi na rozczarowane jęki. Uniosła brew, czekając aż wszystkie posłusznie się rozejdą i z powrotem spojrzała na Boromira.
- Stęskniłem się za tobą... - odezwał się syn Denethora, nieprzypadkowo obejmując ją ręką w talii.
- Widzieliśmy się ledwie wczoraj. - odpowiedziała mu dziewczyna, postanawiając grać nieugiętą.
- I tyle mi wystarczyło, by się stęsknić...
- Szybko się przywiązujesz... - Sheila uśmiechnęła się, patrząc mu prosto w oczy i odwróciła się od niego z zamiarem odniesienia na miejsce miecza.
- Sheila... - mężczyzna złapał ją za nadgarstek. Spojrzała nań pytająco. - Nigdy nie widziałem oczu piękniejszych niż twoje... Jeśli to, co mówią, a mówią, że oczy są obrazem duszy, jest prawdą, to twoja jest przeczysta i niczym nieskalana. - dziewczyna uśmiechnęła się szerzej.
- Co jeszcze mówią? - spytała.
- Że miłość od pierwszego wejrzenia nie istnieje. Kłamali. - Sheila spuściła wzrok i przestając się uśmiechać otworzyła usta, ale zanim zdążyła powiedzieć choć słowo, Boromir pochylił się nad nią jeszcze bardziej i bez ostrzeżenia pocałował lekko. W pierwszym odruchu chciała się odsunąć, ale dotyk jego warg choć stanowczy, był delikatny i czuły. Powoli rozchyliła wargi, pozwalając mu na więcej, z czego też skorzystał. Odwzajemniła pocałunek. Zamknęła oczy, gdy delikatnie objął ją w talii, jej dłoń powędrowała w górę po jego ramieniu i chwyciła za kark, gdy przyciągnął ją bliżej do siebie.
Dopiero po dłuższej chwili odsunęła się od niego, choć Boromir wciąż przygarniał ją do siebie. Nieznośnie długą chwilę patrzyli sobie prosto w oczy. Wreszcie Sheila pierwsza odwróciła wzrok i wysunęła się z jego objęć. Wzięła głębszy oddech, odwracając się od niego i przyłożyła wierzch dłoni do ust, kiedy powoli docierało do niej co się właśnie stało.
- Sheila...? - Boromir chwycił ją za rękę, zmuszając by znów na niego spojrzała. - Wystraszyłem cię? - bardziej stwierdził, niż zapytał.
- Nie. - dziewczyna pokręciła głową przecząco. - Trochę zaskoczyłeś. - przyznała, trochę zbyt gwałtowniej niż zamierzała, uwalniając nadgarstek z jego uścisku.
- Jeśli w jakiś sposób cię... - zaczął mężczyzna, ale dziewczyna zaraz mu przerwała.
- Potrzebuję trochę czasu... - powiedziała, cofając się o krok. - To... To nie jest twoja wina. Przepraszam, muszę iść. - dodała, słysząc swoje imię z jednej z uliczek i zniknęła mu z oczu.

Sheila zagniatała ciasto, zupełnie ignorując panujący w kuchni harmider. Dziewczyny z piekarni w rynku często zgarniały ją do pomocy (nierzadko robiła to też sama kuchmistrzyni, tak jak w tym przypadku), a jej ciastka podobno sprzedawały się potem najlepiej ze wszystkich wypieków, które można było dostać na targu, choć ona sama uparcie twierdziła, że się do tego nie nadaje. Zawsze jednak jej pracę uczciwie nagradzano, nie raz proponując jej przy tym stałe miejsce w piekarni.
Dziewczyna wierzchem dłoni obsypanej mąką odgarnęła z twarzy kosmyk włosów, mamrocząc coś pod adresem starszego syna namiestnika.
- Paniczu Faramirze! - Sheila odwróciła się, słysząc głos kuchmistrzyni. - Dawno panicza u nas nie było!
- Nie nazywaj mnie tak, nie jestem już dzieckiem. - Faramir uśmiechnął się.
- Co też panicz opowiada. Dla mnie panicz zawsze będzie paniczem. - kobieta podsunęła mężczyźnie blaszkę ze świeżo wyjętymi z pieca ciastkami, z których pozwoliła mu jedno wybrać. Młodszy syn namiestnika zdecydowanie był faworytem kuchmistrzyni. Faramir podziękował jej uśmiechem i spojrzał wprost na Sheilę (która natychmiast odwróciła wzrok), a chwilę potem podszedł do niej.
- Kłótnia kochanków? - zagadnął.
- Nie jesteśmy kochankami. - odpowiedziała, zawzięcie ugniatając ciasto. Faramir oparł się o stół, podsuwając jej ciastko. Spojrzała na niego pytająco, ale widząc jego zachęcające spojrzenie, bez słowa odgryzła połowę.
- Co mu odpowiesz? - spytał w końcu mężczyzna. - Zgodzisz się?
- Jeszcze nie wiem... - odpowiedziała z wahaniem dziewczyna. - A w ogóle to nie wypytuj mnie, tylko mi pomóż. - Sheila rzuciła w niego garścią mąki, przed czym Faramir osłonił się nieporadnie. Roześmiał się, podwijając rękawy tuniki.
- A co pieczemy? - spytał, biorąc się za drugą porcję ciasta.
- Tartę z owocami. - dziewczyna sięgnęła po okrągłą blaszkę, na którą wyłożyła ciasto i zajęła się równomiernym rozkładaniem na nim nadzienia z owoców. Faramir z uśmiechem patrzył na jej szybkie, ale dokładne ruchy. Podłapała jego spojrzenie i przygryzając wargę z uśmiechem, rzuciła w niego kolejną garścią mąki. Mężczyzna zaatakował ją w odpowiedzi drewnianą, kuchenną łyżką, wymachując nią niczym mieczem. Sheila ze śmiechem chwyciła za drugą. Po pomieszczeniu poniósł się stuk drewna, kiedy odpowiedziała na atak. Inne dziewczyny obecne w kuchni przyglądały się temu ze śmiechem, kuchmistrzyni pokręciła tylko głową z politowaniem.
Faramir zaglądał dziewczynie przez ramię, kiedy czterdzieści minut później wyjmowała ich tartę z pieca i polewała po wierzchu na wpół stężałą galaretką.
- Za kilka dni jest Sobótka. - zagadnął, kiedy już odstawiła ciasto na stół i odwróciła się do niego, wycierając ręce. - Przyjdziesz?
- Boromir nie będzie chciał mnie zaprosić? - odpowiedziała pytaniem, zdejmując chustkę z włosów.
- Boromir rzadko przychodzi na miejskie potańcówki. - Sheila uśmiechnęła się. To wystarczyło mu za odpowiedź.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków