• Wpisów: 1590
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:56
  • Licznik odwiedzin: 329 587 / 2393 dni
 
abc.atlant
 
- Faramir, śpisz? - młodszy z synów namiestnika poruszył się pod kołdrą, słysząc głos brata, ale oczu nie otworzył.
- Zmieni to coś, jeśli powiem, że śpię? - spytał sennie.
- Nie, niespecjalnie. - odpowiedział Boromir, pakując się na łóżko Faramira, na co tamten zareagował przeciągłym jękiem.
- To było pytanie retoryczne.
- I właśnie ci na nie odpowiedziałem, więc nie wiem, w czym problem.
- Błagam cię, Boromirze, czy ty naprawdę musisz mnie budzić w środku nocy? Nie może to poczekać do rana? - zirytowany Faramir przewrócił się na plecy i uniósł odrobinę na łokciach, domyślając się z góry, że ponowne zaśnięcie nie będzie mu dane jeszcze przez jakiś czas.
- Środek nocy to pojęcie względne. Bo gdyby spojrzeć na to z perspektywy, powiedzmy...
- Wszystko, tylko nie twoja filozofia. - Faramir ponownie jęknął. - Mów co się stało i daj mi spać.
- No dobrze, wolisz wersję dokładną, czy skróconą? - spytał Boromir, ale przewrócił oczami, widząc, że jego młodszy brat tylko uniósł brew i bez ogródek wypalił. - Wierzysz w miłość od pierwszego wejrzenia?
- Co takiego?! - Faramir usiadł prosto w pościeli i spojrzał na brata. - Nie snuj mi tu dygresji, tylko mów, o co chodzi. Tylko nie mów, że się zakochałeś. - wobec takiego obrotu spraw Boromir zaiste, nie powiedział nic. Spojrzał tylko poważnie na brata. - Nie mów, że w Sheili.
- A miałbyś coś przeciwko? - zapytał podejrzliwie zainteresowany.
- Od lat się przyjaźnimy, jest dla mnie jak siostra... Wiesz, jakbym się czuł ze świadomością, że mój rodzony brat i moja siostra... Nie, źle... Uuuch... - zażenowany Faramir ukrył twarz w dłoniach. - Masz przecież wielbicielek na pęczki, możesz przebierać, dlaczego właśnie Sheila?
- Bo widzisz, braciszku... - Boromir uśmiechnął się z rozmarzeniem. - Żadna z nich mi się nie podoba. - Faramir westchnął zrezygnowany.
- I zgaduję, że przychodzisz do mnie, żebym przez wzgląd na naszą długoletnią przyjaźń, pomógł ci zdobyć jej serce? - rzucił kąśliwie.
- Cóż... Dokładnie na to liczyłem.
- Zastanawiam się czasem, czy ty naprawdę nie dostrzegasz zjawiska ironii, czy po prostu je ignorujesz.
- Zjawiska czego? - Faramir machnął ręką tylko.
- Nieważne. W każdym razie, nie licz na moją pomoc. - uciął dyskusję, układając się z powrotem do snu.
- Dlaczego?! - Boromir podniósł głos, wyraźnie wzburzony. - Czyżby serce ci nie pozwalało? A może sam darzysz swoją "przyjaciółkę" uczuciem głębszym, niż tylko...
- Nie będę się przed tobą tłumaczył! - przerwał mu zdecydowanie Faramir, choć wypieki na jego policzkach mówiły same za siebie.
- Ach, więc miałem rację. - Boromir uśmiechnął się złośliwie i powiedziałby coś jeszcze, gdyby jego brat nie poderwał się z powrotem do siadu. W oczach Faramira zalśniły złowrogie iskierki.
- A cóż ty niby możesz o tym wiedzieć?! O miłości? Wszak nigdy nikogo nie kochałeś! Poza samym sobą! - wypalił w odwecie, zaciskając dłonie na kołdrze. Świat zawirował mu przed oczami.
- Jak możesz? Jak... Śmiesz?! - starszy syn Denethora porwał z łóżka brata poduszkę i przyłożył nią Faramirowi prosto w twarz. - Przychodzę do własnego brata po poradę i pomoc, a otrzymuję odmowę i kpinę na dodatek!
- Wyjdź! - odpowiedział szorstko Faramir, powstrzymując się od oddania bratu poduszką.
- Wyjdę. - Boromir wstał. - Dobranoc, braciszku. - dodał, przesadnie akcentując ostatnie słowo i rzeczywiście wyszedł, trzaskając przy tym drzwiami, aż echo poniosło się po korytarzu. Faramir z westchnieniem padł na łóżko, przyciskając do piersi poduszkę. Jak miał wytłumaczyć bratu to, czego w słowa ująć nie sposób? Tę tęsknotę, samotność i grozę, których mroki przecina nagle ścieżka osoby, przy której chce się żyć, przy której wraca nadzieja? Jak sprawić, by ktoś inny zrozumiał, czym jest odruch serca i rozkwitające powoli uczucie? Najgorsze zaś było to, że właśnie tak piękne i wzniosłe uczucie, zmieniało się teraz w ustach brata w coś pospolitego i haniebnego.
Nigdy się tak jeszcze nie pokłócili. Istniała niepisana zasada, w myśl której zawsze się wspierali. Świat był dostatecznie trudny i mroczny bez ich sporów. Różnica zdań – i owszem, kłótnie – nigdy. A jednak Faramir miał niesłuszne wrażenie, że właśnie został znowu niesłusznie zrugany i wykpiony przez Denethora. W każdym razie był niemal pewien, że tej nocy nie będzie mu już dane zasnąć.

Sheila cofnęła się odruchowo, gdy miecz Faramira uderzył o jej klingę, przyjęła odpowiednią postawę i spróbowała odpowiedzieć cięciem, które mężczyzna z zawziętą miną zablokował, a jej miecz zbił odrobinę mocniej niż powinien. Nie czekając aż poprawi uchwyt zaatakował od góry, a dziewczyna odruchowo skrzyżowała z nim ostrza. Stęknęła z wysiłku, gdy napierał na nią coraz mocniej i wycofała się spod jego miecza, a zaraz potem uchyliła, gdy Faramir machnął klingą w odwecie, omal nie odcinając jej głowy.
- Faramir... - upomniała go i niemal natychmiast zrobiła szybki unik przed jego mieczem. Na placu rozległ się dźwięczny brzęk stali, gdy krążyli wokół siebie już spokojniej, niż chwilę temu. Sheila spróbowała zablokować miecz przyjaciela, ale skutek był wręcz odwrotny od zamierzonego. Faramir wywinął się zręcznie i ciął przez ramię, zanim zdążyła się osłonić.
Sheila syknęła z bólu, gdy ostrze przyjaciela rozcięło jej skórę na ramieniu i odsunęła o krok, opuszczając miecz. Odjęła od zranionego miejsca odruchowo przyciśniętą tam dłoń i jęknęła. Z palców spłynęły jej krople krwi.
- Sheila? - klinga Faramira z brzękiem upadła na bruk, gdy odrzucił ją na bok. - Przepraszam, ja... - syn Denethora dopadł do niej zmieszany i wytrącony z równowagi. - Nie zrobiłem ci krzywdy? Nic ci nie jest?
- Nie, nie. - dziewczyna oddała mu własne ostrze. - To płytkie rozcięcie, nic mi nie będzie. - uśmiechnęła się uspokajająco i skierowała ku stojącemu przy pobliskiej studni wiadrze z wodą, żeby przemyć zranione miejsce. Chwilę potem dołączyła do przyjaciela, który z westchnieniem przysiadł na niskim murku otaczający plac.
- Co się dzieje? - zagadnęła łagodnie, spoglądając na twarz mężczyzny. Faramir odwzajemnił spojrzenie, wykonując nieokreślony ruch ręką.
- Ojciec... - odparł wymijająco, mając nadzieję, że ta odpowiedź ją zadowoli. Nie mógł jej przecież powiedzieć o nocnej kłótni z bratem. Ani tym bardziej z jakiego powodu się pokłócili.
- Mhm... - Sheila skinęła głową, choć widziała po jego minie, że nie mówi jej prawdy. Nie miała zamiaru go jednak wypytywać. Nic by tym nie osiągnęła, a może nawet pogorszyłaby sprawę. Odsunęła od rozcięcia na ramieniu zmoczoną w wodzie lnianą chusteczkę. Niewielka rana szybko przestała krwawić, a za parę dni miało nie być po niej śladu. Sheila upiła łyk wody z manierki, potem podsuwając ją Faramirowi.
- No dobrze... - klasnęła w dłonie, chcąc odrobinę rozładować napiętą atmosferę. - Mów lepiej, co tam masz dobrego. - twarz Faramira rozjaśnił uśmiech.
- Udało mi się zwinąć z kuchni pasztet. - powiedział, wyjmując foremkę z płóciennej torby.
- Cały?! - dziewczyna uśmiechnęła się z uznaniem. - Mój bohaterze... - westchnęła teatralnie. - Z mojej strony dziś nieco skromniej. - dodała, kładąc na murku i tak sporej wielkości kawałek sera i kiść winogron. Już bez słowa oboje zabrali się do jedzenia.
- Wiesz, że mój brat się tobą interesuje? - spytał po dłuższej chwili Faramir, postanawiając jakoś poruszyć nurtujący go problem. Dłoń Sheili z kawałkiem sera zamarła wpół drogi do ust.
- To dlatego ostatnio tak często na niego wpadam? - odpowiedziała pytaniem. Od pamiętnego popołudnia, kiedy dziewczyna dwa razy położyła na bruku starszego z synów namiestnika, minęły niemal dwa tygodnie, podczas których oboje rzeczywiście spędzili ze sobą dużo czasu. Wystarczająco dużo, żeby zaczęło między nimi kiełkować delikatne uczucie.
- Oczywiście nie wiem na pewno... Nie rozmawiał ze mną o tym... Ale domyślam się, że będzie chciał poprosić cię o zostanie damą jego serca. - Faramir spojrzał na przyjaciółkę niepewny, jak zareaguje. Sheila odwzajemniła spojrzenie.
- I myślisz, że powinnam się zgodzić? - mężczyzna patrzył na nią bez słowa, rumieniąc się lekko, choć wszystko w nim miało ochotę jedynie chwycić ją za ramiona i potrząsnąć, a w twarz wykrzyczeć "Nie!". W końcu powoli odwrócił wzrok, spoglądając przed siebie.
- Nie mogę za ciebie zdecydować. Przykro mi... - odpowiedział powoli. - To ty jesteś jego wybranką, nie ja. On cię... Kocha. Chyba... - dziewczyna uśmiechnęła się lekko. Miała ochotę rzucić w odpowiedzi "A ty?", ale zamiast tego spytała:
- Więc nie przeszkadzałoby ci gdybyśmy... Ja i Boromir... - Faramir zarumienił się gwałtownie na myśl, że jego brat miałby być z Sheilą jeszcze bliżej niż oni byli w tej chwili. Że miałby prawić jej komplementy. Trzymać za rękę. Całować ją i dotykać... Mieć to, czego on tak bardzo pragnął. Dziewczyna uśmiechnęła się szerzej, gdy w końcu nie odpowiedział nic, a jedynie spuścił głowę.
- Rozumiem. - dodała z uśmiechem, ściszając odrobinę głos i wstała z murku, podnosząc swoją klingę, którą wsunęła z powrotem do pochwy. - Muszę już iść, zobaczymy się niedługo? - Faramir skinął głową.
- Jeśli mój brat nie porwie cię dla siebie. - odpowiedział. Sheila posłała mu ostatni uśmiech, kierując się w dół placu. Odprowadził ją wzrokiem, dopóki nie zniknęła w uliczce między domami.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków