• Wpisów: 1590
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:56
  • Licznik odwiedzin: 329 587 / 2393 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack: youtu.be/NxVbZb44u0s

Katrin stała pod ścianą w ciemnej komnacie Orthanku. Na nadgarstkach i kostkach zaciskały się żelazne kajdany. Nie była w stanie usiąść, bo grube łańcuchy trzymały ją w pozycji stojącej. Pochyliła głowę, włosy opadły jej na twarz. Po policzkach poleciały łzy.
- Tęskno ci do elfiego kochanka? - bardziej stwierdził niż zapytał Czarnoksiężnik, wchodzący do komnaty.
- Byliśmy... Małżeństwem. - zaprotestowała Katrin.
- Słusznie. Byliście. - mężczyzna przyłożył jej dłonie do skroni. Dziewczyna poczuła, jak szalejąca w jej ciele magia zaczyna ją opuszczać. W jednej chwili straciła dopiero co odzyskane siły i zawisła bezwładnie w kajdanach. Zawsze kiedy przychodził zabierać od niej energię, zostawiał jej tylko tyle, by mogła przeżyć. Niezbędne minimum. Czarnoksiężnik przytknął jej do ust kielich wody, a ona łapczywie wypiła zawartość, krztusząc się.
- Świat nigdy ci tego nie wybaczy. - powiedziała, z wysiłkiem podnosząc głowę. Mężczyzna ujął jej twarz w dłonie.
- Tego świata już nie ma. - warknął. Uniósł dłoń do uderzenia i chlasnął ją magią po twarzy, sprawiając, że straciła przytomność.
Dziewczyna z wysiłkiem otworzyła oczy i spróbowała podnieść się z kamiennej podłogi, ale zaraz opadła z powrotem. Jakiś czas temu została przeniesiona do innej komnaty. Chciał mieć ją bliżej siebie, żeby móc częściej z niej czerpać. Raz dziennie już mu nie wystarczał. W ogóle nie obchodziło go to, że powoli umiera. Tego chciał od początku. Drzwi komnaty uderzyły o ścianę, co znaczyło, że Herumor przyszedł po kolejną porcję magicznej energii. Zamglonym wzrokiem patrzyła jak czarnoksiężnik idzie w jej stronę, ale otworzyła szerzej oczy, kiedy tuż przed nią miękko wylądowała postać w zielonym płaszczu, wysokich butach i z łukiem w dłoni. "Elf" przemknęło jej przez głowę. Usiłowała dostrzec twarz pod kapturem, ale nasunięty był na oczy tak, że nie widziała kim jest. Zanim czarnoksiężnik zdążył zareagować w jego piersi utkwiły dwie strzały, trzecia trafiła w oko. Katrin odwróciła wzrok, kiedy wyrwał ją z dzikim wrzaskiem, a chwilę potem zapanowała wręcz nienaturalna cisza. Elf klęknął obok niej i położył dłoń na plecach.
- Siin milina. Siin lye na varna. (Już kochana. Już jesteś bezpieczna.) - wyszeptał.
Katrin powoli otworzyła oczy. Nad sobą widziała jasny sufit pokoju uzdrowicielki. Uniosła dłoń do oczu. Na nadgarstku widniała sina obwódka po uciskających kajdanach gdzieniegdzie z krwawymi śladami. Spojrzała w stronę tarasu, na którym, opierając się o framugę przeszklonych drzwi stał ten sam elf, którego widziała wcześniej. Twarz znowu miał skrytą pod kapturem płaszcza, a ona nie miała siły wstać, żeby do niego podejść. Zamknęła oczy.
Majaczyła w gorączce, nie mając siły nawet poruszyć dłonią. Dopiero teraz czuła ból, jaki wiązał się z codziennym pobieraniem magicznej energii. Uzdrowicielka parzyła zioła, mające na celu uśmierzyć cierpienie, lub przynajmniej złagodzić ból. Przytknęła dziewczynie do ust czarkę z naparem. Katrin wypiła łapczywie i opadła z powrotem na poduszki. Lek zadziałał niemalże od razu. Obok dziewczyny, na skraju łóżka usiał elf. Jak przez mgłę widziała... Twarz ukochanego. Odwróciła głowę, zamykając oczy.
- Legolas... - wyszeptała z wysiłkiem.
- Leż... - nakazał elf głosem... Ukochanego.
- To nie może być Legolas. Nie ma go tu... On jest gdzieś... W innym świecie. Wśród gwiazd... Gdzieś wędruje gdzie nie mogę być... Czy to mi się śniło? - Katrin uniosła dłoń, muskając palcami palce elfa. - Czy on mnie kochał?
- Kocha nadal. - odpowiedział elf, wkładając jej w dłoń niewielki przedmiot. Już tego nie czuła zapadłszy w sen.
Otworzyła oczy. Nagle odkryła, że ma siłę usiąść, a kiedy już to zrobiła, zorientowała się, że dłoń ma zaciśniętą na niewielkim przedmiocie. Powoli rozwarła palce. Na dłoni leżał kryształ górski i srebrny pentagram na rzemyku. Do oczu zaczęły napływać jej łzy, ale zanim zdążyła się rozpłakać do pokoju wszedł elf.
- Jak się czujesz Katrin? - spytał, siadając przy niej.
- Legolas... - odezwała się dziewczyna. - To niemożliwe... Ty nie... I co z... - Katrin musnęła palcami złote włosy, niegdyś długie aż za łopatki, teraz ledwie sięgające ramion.
- Istnieje legenda... Że elfy mogą się odrodzić. - powiedział Legolas. - Znasz historię Berena i Luthien. Luthien odrodziła się jednak jako śmiertelniczka, a ja... Ja wciąż jestem elfem Katrin. - więcej nie powiedział, bo dziewczyna rzuciła mu się na szyje z radosnym krzykiem. Legolas objął ją i przytulił mocno. Dziewczyna odwzajemniła uścisk. Brakowało jej tego. Tak strasznie brakowało.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków