• Wpisów: 1594
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 15 dni temu, 21:13
  • Licznik odwiedzin: 331 757 / 2452 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack: youtu.be/QDMFwG8A5SU

Katrin podniosła się z wąskiej leżanki, kiedy pierwsze promienie słońca oświetliły jej twarz. Rozejrzała się za Legolasem i uśmiechnęła się widząc elfa pogrążonego we śnie, który wspierał się na miękkiej pufie. Wstała, rozpinając haftki sukni z poprzedniego dnia, w której zasnęła. Zmieniła ją na inną, zapięła na biodrach pas, włożyła miecz do pochwy. Rozczesała włosy, które opadły jej na ramiona miękkimi falami. Dziewczyna wyjrzała na zewnątrz. Trwały gorączkowe przygotowania do bitwy.
- Martwisz się. - odezwał się Legolas, kładąc jej dłoń na ramieniu.
- Tak. - odpowiedziała Katrin, nie patrząc na ukochanego. Odsunęła się, kiedy elf spróbował ją pocałować, ale poddała się, czując jego dotyk na policzku.
- Włóż kolczugę. Nie puszczę cię bez kolczugi na pole bitwy. - powiedział Legolas, nie przerywając pieszczoty.
- Herumor już dopilnuje, żeby nie stała mi się krzywda. Jestem mu potrzebna żywa. - odpowiedziała Katrin.
- Mimo wszystko. - elf włożył jej w dłoń kamizelkę z metalowych kółek. - Włóż kolczugę, Katrin.
Katrin siedziała w siodle, prowadząc wojska Gondoru, Rohanu, Mrocznej Puszczy i Lorien na Isengard. Po jej lewej stronie trzymał się Legolas z Aragornem, po prawej miała Gandalfa i Eomera.
- Boisz się? - odezwał się elf. Dziewczyna mocniej ścisnęła lejce. Owszem, bała się. Ale innego wyjścia nie było.
- Aragornie, zatrzymaj wojska. - odezwała się. - Dalej jedziemy sami. - wojska zostały w tyle, usłuchawszy króla, a cała piątka ruszyła pod czarną wieżę. Katrin zsiadła z konia.
- Niech wyjdzie poplecznik Saurona! - krzyknęła. - Niech dosięgnie go sprawiedliwość! - wrota wieży powoli otworzyły się i twarzą w twarz z dziewczyną stanął Czarnoksiężnik.
- Dlaczego stajesz przede mną uzbrojona jak na wojnę? - spytał. - Kto z tej hałastry ma uprawnienia by ze mną paktować?
- Nie chcemy paktować z tobą, przeklętym wiarołomcą. - odpowiedziała Katrin. - Twoje wojska mają być rozwiązane, a ty opuścisz na zawsze te ziemie. - Czarnoksiężnik uśmiechnął się.
- Ci, którzy przyjechali z tobą są ci bliscy jak sądzę. Wiedz, że będą cierpieć męki z moich rąk jeśli nie oddasz mi się po dobroci. Srodze będą cierpieć, Katrin.
- Nigdy ci na to nie pozwolę. Jeśli chcesz wojny, będziesz ją miał.
- No i koniec negocjacji. - westchnął Eomer.
- Odwrót! I do broni! - wrzasnęła Katrin, wsiadając na konia. Za sobą słyszała śmiech. Czarnoksiężnik śmiał się.
Na wojska ludzi i elfów powoli ruszyła zgraja orków. Katrin odetchnęła, wysuwając miecz z pochwy i wystąpiła przed szereg.
- Eomerze, weź swój oddział na lewą flankę. Elfy z Lorien niech jadą za sztandarem Zielonego Królestwa. Aragornie, wy na prawe skrzydło. - poleciła. - Jedźcie naprzód! Nie bójcie się mroku! Do boju! Jeźdźcy Rohanu, Gondoru! Łuki pójdą w ruch, tarcze pójdą w drzazgi... Dzień miecza! Dzień czerwieni! Nim wzejdzie słońce! - elfowie naciągnęli cięciwy, jeźdźcy dobyli mieczy.
- Cokolwiek się zdarzy, trzymaj się mnie. - odezwał się Legolas. - Będę mieć nad tobą pieczę.
- A teraz do boju! - wrzasnęła Katrin. - Do boju! Na zatracenie i po koniec świata! Na śmierć! - dziewczyna ruszyła pierwsza. Za nią podążyła armia. Posypały się strzały. Orkowie odpowiedzieli tym samym. Katrin w prawej ręce ściskała głownie klingi, w lewej lejce. Kilku orków zdążyła pozbawić głów, ale akurat gdy miała ściąć kolejnego jej wierzchowiec padł, raniony strzałą. Dziewczyna przekoziołkowała na twardym gruncie, niemal natychmiast podrywając się do pionu. Siekła mieczem na prawo i lewo, tam gdzie nie dosięgała klingą, radziła sobie za pomocą magii. Kawałek dalej Legolas wypuszczał z łuku strzałę za strzałą, ale o niego była spokojna. Bardziej martwiła się zgrają orków, która nacierała na oddziały gondorczyków. Wreszcie dojrzała Czarnoksiężnika stojącego na szczycie Orthanku. Nie miała szans się do niego przedrzeć. Nie miała... Wsunęła miecz do pochwy, sięgnęła po zarzucony na plecy łuk i napięła cięciwę. Jak niegdyś Limmaniel. Odetchnęła, mocniej zaciskając palce na głowni łuku. Cięciwa brzęknęła, ale strzała chybiła celu. Miała właśnie wypuścić kolejną, kiedy usłyszała rozpaczliwy krzyk bólu. W piersi Legolasa tkwił sztylet, a on osuwał się na ziemię. Katrin dopadła do niego, otaczając ich oboje ochronną tarczą.
- Legolas... - odezwała się, zaciskając palce na rączce sztyletu. Elf zakaszlał, przyciskając dłonie do rany. Katrin rozchyliła poły jego skórzanego napierśnika i jęknęła. Na tunice Legolasa wykwitła już szkarłatna plama krwi. elf znów zakaszlał.
- Katrin... - odezwał się z trudem.
- Oddychaj spokojnie. - odezwała się przez ściśnięte gardło dziewczyna, starając się jednocześnie tamować krwotok.
- Katrin... - elf z wysiłkiem uniósł dłoń do jej czarnych włosów. - Przysięgałem cię chronić. Choćby za cenę życia...
- Nie, nie, nie, Legolas... - w oczach dziewczyny stanęły łzy. - Nie godzę się na to... Będziesz żył, słyszysz?
- Byłaś mi całym światem... - Legolas spróbował unieśc dłoń do jej policzka, po którym płynęły łzy. - Melisse... - wyszeptał elf ostatkiem sił. - Lye ean iale. Lye vanya. (Bądź wierna. Idź.) - Katrin uśmiechnęła się przez łzy. Bezsilne patrzyła jak jej ukochany dławi się własną krwią i umiera, a wreszcie zerwała z szyi łańcuszek z kryształem górskim i włożyła w dłoń elfa. Wstała, przywołując do siebie błyskawicę. Zagrzmiało.
- Dosyć! - jej głos poniósł się po polu bitwy, kiedy szła w stronę Czarnoksiężnika. - Za dużo przelano już krwi. - powiedziała. Chwilę potem na jej nadgarstkach zacisnęły się żelazne kajdany, a na szyi stalowa obroża. Czarnoksiężnik śmiał się.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków