• Wpisów: 1590
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:56
  • Licznik odwiedzin: 329 587 / 2393 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack: youtu.be/AHINPB_-wRA

- Jedźcie spokojnie. - powiedziała Galadriela, żegnając drużynę wyruszającą w dalszą drogę. - Katrin... Niedługo spotkasz swoje przeznaczenie. - dziewczyna uśmiechnęła się i skinęła elfce głową na pożegnanie. Popędziła konia, doganiając towarzyszy. Bezpiecznie ukryty pod płaszczem, w skórzanej pochwie spoczywał sztylet podarowany jej przez Galadrielę. "Taki sam niegdyś otrzymała ode mnie twoja matka" tymi słowami elfka zakończyła ich nocne spotkanie.
- Mithrandirze... - odezwała się Katrin podczas postoju na obiad. - Kim jest Limmaniel?
- Limmaniel... - Gandalf uśmiechnął się pod nosem. - Ta, która niesie pokój... To legenda. Historia opowiadana na uroczystych wieczerzach i bankietach. Limmaniel była pierwszą elfką i pierwszą kobietą, która ruszyła na wojnę wraz z mężczyznami. W jedynie lekkiej kolczudze i naramiennikach, w białej sukni i z diademem lśniącym na głowie. Królowa, która nie pozwoliła ginąć swoim poddanym we własnej obronie, ale poprowadziła ich w bój. Własnym ostrzem ścięła ponad pół setki orków, a w końcu wypuściła z łuku decydującą strzałę, która utkwiła w piersi ich pana. Tamtego dnia wróg został pokonany. Limmaniel stała się legendą. Śpiewa się o niej pieśni, opowiada historie. Niejedna kobieta chciałaby być taka jak ona.
- Tylko, że to jeszcze nie koniec opowieści. - dodał Aragorn. - Limmaniel miała córkę, która później zaginęła. Nie wiadomo co się z nią stało.
- Dlaczego właściwie pytasz o nią teraz? - spytał Gandalf, spoglądając na nią, ale uśmiech Katrin wystarczył mu za odpowiedź. Czarodziej uśmiechnął się. - Ach... Spoglądałaś w zwierciadło. - stwierdził. Dziewczyna skinęła głową.
- Tak... A przed wami stoi potomkini Tej, która niesie pokój. - powiedziała, prostując się dumnie. W ciszy, która zapadła przy ognisku, ku dziewczynie zwróciły się zaskoczone spojrzenia. Gandalf odjął od ust fajkę, przypatrując jej się z uwagą, Eomer rozkaszlał się gwałtownie, zakrztusiwszy wodą z manierki, Gimli po krasnoludzku zaklął, zacinając się w palec przy ostrzeniu toporka. Legolas nie był w stanie powiedzieć słowa i tylko Aragorn przyjął wiadomość ze spokojem.
- To przecież niemożliwe... - wykrztusił Eomer.
- Więc przepowiednia... Nie kłamała... - odezwał się elf.
- Od dawna to podejrzewałem. - Aragorn uśmiechnął się lekko. - Katrin... - mężczyzna położył jej dłoń na ramieniu. - Gondor pójdzie za tobą, gdziekolwiek zechcesz nas poprowadzić.
- Powiedz słowo, a będziesz miała na rozkazy całe plemię krasnoludzkie. - dodał Gimli. Katrin podziękowała uśmiechem i spojrzała na Legolasa. Elf ujął jej dłoń w swoją.
- Katrin... - odezwał się. - Cieszę się, że pokochałem właśnie ciebie. - zanim dziewczyna zdążyła zareagować, Legolas przycisnął swoje wargi do jej ust. Nie zaprotestowała. Odwzajemniła pocałunek, a gdy elf wypuścił ją z objęć, uśmiechnęła się, zerkając na pozostałych członków drużyny.
- Możecie być pewni, że was nie zawiodę. - powiedziała.

Katrin przebudziła się w nocy i z jękiem przewróciła na bok. Nocowali oczywiście pod gołym niebem, a gwiazdy świeciły jasno tej nocy, ale dziewczynie nie w głowie był gwiazdy. Wszystko ją bolało i czuła, że chyba ma gorączkę.
- Legolas... - odezwała się, wypełzłszy spod koca. - Śpisz?
- Nie, nie mogę spać. - odpowiedział elf. Katrin wsunęła się pod jego płaszcz i przytuliła do ukochanego. Legolas objął ją ramieniem przytulając do siebie, a dziewczynie udało się znowu zasnąć.
Katrin siedziała w siodle z nisko opuszczona głową. Było jej słabo, kręciło jej się w głowie. Czuła, że zaraz zemdleje. Zrównała się z Aragornem, chcąc prosić o postój, ale zanim zdążyła się odezwać zrobiło jej się ciemno przed oczami, a ona osunęła się po końskim boku na ziemię.
- Katrin... - do ukochanej natychmiast przypadł Legolas. - Katrin, kochanie, co ci jest? - spytał, pomagając jej się podnieść do pozycji siedzącej.
- Słabo mi. - odpowiedziała dziewczyna, opierając się o elfa.
- Katrin, ty masz gorączkę. - Legolas przyłożył jej dłoń do policzka.
- Legolasie, wieź Katrin w swoje siodło. - powiedział Gandalf. - Nie możemy sobie pozwolić na zwłokę. - elf pomógł dziewczynie wsiąść na konia i objął ją ramieniem. Katrin wtuliła się w ukochanego.
Podróżowali w ten sposób od pięciu godzin bez przerwy. Katrin przysypiała w siodle przytulona do Legolasa. Elf zerknął na nią, kiedy przekręciła się z westchnieniem Było jej niewygodnie, dokuczał pełny pęcherz.
- W porządku, kochanie? - spytał, obejmując ją ramieniem.
- Możemy zrobić postój? - odpowiedziała mu pytaniem dziewczyna. - Musze zsiąść, potrzebuję przerwy... - Legolas kojąco pogładził ją po ramieniu i zrównał się z wierzchowcem Gandalfa.
- Mithrandirze... - odezwał się. - Katrin potrzebuje postoju, możemy...
- Ale nie dłużej, niż to konieczne. - odpowiedział Gandalf. Elf skinął głową i szarpnął za lejce, wstrzymując konia, a potem objął małżonkę, gdy nieporadnie zsuwała się z siodła.
- Przepraszam za kłopot. - powiedziała, opierając się na ramieniu Legolasa, kiedy wchodził z nią w las.
- Nie jesteś dla nikogo kłopotem. - zaprotestował Legolas.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków