• Wpisów: 1575
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:03
  • Licznik odwiedzin: 328 165 / 2356 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack: youtu.be/jWJYf0yFiJE

Katrin weszła po schodach na jeden z tarasów na najwyższym poziomie domu Elronda. Przy okrągłym stole siedziała pani Galadriela, Radagast Bury, a także ich gospodarz. Towarzyszący dziewczynie Gandalf skinął im głową. Galadriela spojrzała na nią. Katrin spłoszyła się odrobinę, ale odwzajemniła spojrzenie. Elfka uśmiechnęła się.
- Mithrandirze, Katrin... - odezwała się.
- Pani Galadrielo... - Katrin skłoniła się.
- Posłałeś po nas Mirhrandirze. - powiedziała elfka. - Mów, w czym rzecz.
- Chodzi nie tylko o dziewczynę, ale i o Herumora. - powiedział Gandalf, kiedy wszyscy zasiedli już wokół stołu. - Być może myślał, że jego plany i intrygi nigdy nie wyjdą na jaw. Że pozostanie niezauważony. Jednakże mylił się. Zbyt wiele się wydarzyło.
- Twoje myśli zaprząta tylko Czarnoksiężnik. - powiedziała Galadriela.
- To prawda. - Gandalf skinął głową. - Jeśli zgromadzi wokół siebie ludzkich sojuszników, skutki będą straszne.
- Za daleko się zapędzamy. - powiedział Elrond. - Czarnoksiężnik nie ma mocy Saurona, a ten się nie liczy. - Katrin spojrzała na Gandalfa oczekując jego reakcji.
- Żeby uzyskać władzę nad Śródziemiem potrzebny jest Jedyny Pierścień. Ten został stracony dawno temu. - powiedział Radagast.
- I od tamtej pory żyjemy w pokoju. - kontynuował Elrond. - Z takim trudem osiągniętym...
- Żyjemy w pokoju? - przerwał mu Gandalf. - Orkowie, którzy wzięli się znikąd napadają na wsie. Plądrują uprawy.
- To jeszcze nie wstęp do wojny. - odparł elf.
- Mów dalej. - odezwała się stanowczo Galadriela.
- Coś złego czai się w Isengardzie. - kontynuowałGandalf. - Jakaś potężna moc. Możecie zresztą zapytać Katrin. Niejednokrotnie już miała kontakt z mocą powstałą z ciemności. - dziewczyna zarumieniła się i powiodła wzrokiem po zebranych. Nikt nie zwracał na nią uwagi.
- Niedorzeczność. - skwitował Radagast. - Wielu para się czarną magią.
- Mithrandir mówi słusznie. - uznała Galadriela. - Zapytajmy dziewczynę. - Katrin odważnie spojrzała w oczy pani Lorien. - Jeszcze lepiej byłoby obejrzeć jej wspomnienia. Katrin... - elfka wstała od stołu. - Czy zgodzisz się na wgląd w swój umysł?
- Jeśli tylko... Rzuci to więcej światła na zaistniałą sytuację to... Oczywiście. - Galadriela poprosiła dziewczynę, by ta wstała, przyłożyła jej dłoń do czoła i skupiła się na jej umyśle. Katrin zamknęła oczy, wyraźnie czuła obecność Galadrieli w swojej głowie. Cofnęła się w przeszłość, ale teraz była tylko obserwatorem. Widziała jak Gandalf wyjmuje z torby czarny naszyjnik, pamiętała kłótnię z Legolasem, widziała całą długą podróż, aż wreszcie pierwszą walkę z mocami ciemności i zniszczenie źródła. Widziała wszystkie wspaniałe chwile spędzone z ukochanym, to, jak Herumor zdołał odnaleźć ich w jej świecie. Na nowo poczuła rozdzierający ból, który czuła raniona sztyletem. I ból niefizyczny, samotność. To ostatnie sprawiło, że jęknęła i przypominając sobie taniec z poprzedniego wieczora, odwróciła głowę.
- Dość, błagam. - wyszeptała, zaciskając drżące dłonie w pięści.
- Miałeś rację Mithrandirze. - powiedziała Galadriela. - I w kwestii czarnej magii i dziewczyny.
- Musimy zdecydować jakie podjąć działania. - kontynuował Gandalf. - Tylko Katrin jest w stanie przeciwstawić się tak potężnej mocy. Wszyscy, jak tu stoimy, znamy przepowiednię, która powoli się wypełnia. Nawet ja nie wiem jak potężna jest ta dziewczyna, a szkoliłem ją osobiście. Podczas jej szkolenia nie przebiłem się nawet przez skorupkę.
- Wobec tego wyślemy do Isengardu emisariuszy. - powiedział Elrond. - Pojadą przedstawiciele wszystkich wolnych ras Śródziemia. Tak jak za czasów Wojny o Pierścień. Zabraknie jedynie hobbitów, ale nie sądzę żeby ten problem dotyczył niziołków.
- Ten problem drogi Elrondzie, dotyczy wszystkich. - odpowiedział Gandalf. - Z Katrin pojadę ja, żeby mieć nad nią pieczę. Poza tym Legolas, Aragorn, Gimli i Eomer. Jeśli wróg nie pójdzie na ustępstwo, będzie to oznaczało wojnę.
- Chciałabym pomówić sam na sam z Katrin. - odezwała się Galadriela. Mężczyźni skłonili się z szacunkiem pani Lorien i posłusznie opuścili taras.
- Katrin... - elfka usiadła naprzeciwko dziewczyny. - Wyczuwam w tobie żal i tęsknotę. Straciłaś matkę.
- Nigdy nie poznałam tej prawdziwej. A naprawdę tego chcę. Chcę się dowiedzieć kim była... Kim ja jestem. Przed czym chciano mnie chronić i dlaczego złu tak na mnie zależy.
- Dowiesz się tego. - Galadriela założyła jej włosy za ucho i z uśmiechem musnęła palcami policzek. - Wkrótce się dowiesz.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków