• Wpisów: 1594
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 15 dni temu, 21:13
  • Licznik odwiedzin: 331 757 / 2451 dni
 
abc.atlant
 
Idąc dziś do kina naprawdę nie spodziewałam się musicalu, dlatego możecie sobie wyobrazić moje zdziwienie, kiedy już praktycznie w pierwszych scenach wszyscy ludzie, których widziałam na ekranie, zaczęli tańczyć. Mimo to na dłuższą metę nie zbiło mnie to z tropu, bo film kupił mnie już kolejną choreografią i oglądało się go z przyjemnością. Szybko też dało się zauważyć, że Elton John bardzo przypomina Freddiego Mercurego. Oboje musieli zmierzyć się z błyskawicznym sukcesem, swoją seksualnością, toksycznymi relacjami, uzależnieniami i mogłoby się wydawać, że "Rocketman" jest kolejnym powieleniem schematu, ale twórcom udało się nadać historii unikalny styl poprzez położenie akcentu na konkretnym aspekcie osobowości Eltona, a film został obdarzony własną tożsamością.
Rocketman.jpg

Film - jak to biografia piosenkarza - broni się przede wszystkim muzyka. I nawet jeśli nie jesteście fanami twórczości Eltona Johna to naprawdę trudno nie być tutaj zachwyconym sposobem wykonania poszczególnych kawałków. Tym bardziej, że wszystkie utwory wykonują odtwórcy głównych ról. Odtwórca głównej roli, Taron Egerton miał naprawdę trudne zadanie do wykonania, odtwarzając wszystkie piosenki swojego bohatera. Nie robi tego w stu procentach w stylu Eltona Johna, są to odrobinę inne wykonania, ale to właśnie ma u mnie tutaj największy plus. Bo jeśli idę do kina i dostaję kolesia, który śpiewa, który przede wszystkim ma głos, który może mi wystąpić na żywo, no to ja się cieszę w cholerę. Może jest to troszeczkę inny głos, niż Eltona, ale oddany pozostał tutaj zarówno charakter wykonawcy, jak i aktora i za to się należą ogromne brawa.

Szczególną uwagę zwróciłam na to, że w niektórych scenach dość mocno dało się odczuć, że do poszczególnych emocji próbowano dobrać odpowiednie utwory i o ile w niektórych przypadkach tekst leżał idealnie, to już w innych niekoniecznie. Natomiast poza muzyką stworzono tu wiarygodny i intrygujący portret psychologiczny artysty, przy czym skupił się on nie tylko na wydarzeniach z jego faktografii, ale przede wszystkim na jego konfliktach wewnętrznych. A Elton John w wykonaniu Tarona Egertona jest postacią z którą łatwo jest nawiązać więź. Mimo iż film porusza motywy, które już wielokrotnie widzieliśmy w innych filmach, dzięki jego grze aktorskiej jesteśmy zaangażowani emocjonalnie w historię.

Gra aktorska również zasługuje na uwagę, Taron w ciągu kilkudziesięciu sekund potrafi płynnie przejść od jednych skrajnych emocji do drugich, co pokazuje doskonałe zrozumienie uczuć bohatera. Wielkie wrażenie robiły sceny, w których bohater był zmuszany do odgrywania szczęśliwej osoby, podczas gdy wewnątrz bardzo cierpiał. Jeśli jest jakiś drobiazg, do którego mogłabym się przyczepić, to są nim dwa momenty, kiedy twórcy odrobinę przesadzili z efektami specjalnymi. Poza tym cały film jest opowiedziany, poprowadzony i zrealizowany bardzo dobrze. To bardzo zaskakująco intymna, wiarygodna psychologicznie  historia, którą na pewno warto zobaczyć.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków