• Wpisów: 1575
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:03
  • Licznik odwiedzin: 328 165 / 2356 dni
 
abc.atlant
 
- Hej, można? - odezwała się Emily, stukając w otwarte drzwi sali, w której leżała Alice. - Jak się czujesz? - spytała, podchodząc do przyjaciółki.
- No wiesz, jak... Jak agentka z dziurawym barkiem, dobrze. - uśmiechnęła się Alice, oddając Jackowi, który przy niej siedział, talerz po obiedzie.
- Przestań, nawet tak nie żartuj. - odpowiedziała Emily. - Zamknij się, Ascott. - dodała, widząc, że mężczyzna już otwiera usta, żeby coś odpowiedzieć. - Wiesz jak my się wszyscy o ciebie baliśmy? Taką agentkę stracić?!
- Ledwie mnie drasnął. - Alice puściła jej słowa mimo uszu.
- Alice... - kobieta pokręciła głową, dochodząc do wniosku, że nie dogada się z przyjaciółką i mocno ją uściskała, zupełnie nie zwracając uwagi na cichy jęk ból, który wyrwał się Alice. - Tak, zanim zapomnę... - Emily, wyjęła z kieszeni spodni telefon komórkowy. - Ktoś do ciebie. - powiedziała, włączając okienko wideo-rozmowy.
- Witaj, Alice. - odezwał się Bob Hunter, kiedy tylko zobaczył kobietę. - Jak się czujemy?
- Dobrze, dzięki szefie. - odpowiedziała Alice z uśmiechem. - Aczkolwiek pogadankę może sobie pan darować. - dodała.
- Spokojnie, kazanie cię nie ominie. - Hunter odwzajemnił uśmiech. - Póki co, zdrowiej. Masz tam przy sobie Ascott'a, mam rację? - Alice spojrzała pytająco na partnera, a ten natychmiast pochylił się nad nią, żeby i jego przełożony mógł zobaczyć. - Świetnie, dobra robota. - pochwalił Hunter. - Trzymajcie się, do zobaczenia.
- Można?! - Alice podniosła wzrok, słysząc męski głos od drzwi sali.
- Cześć. - odezwała się, widząc Romley'a, wchodzącego do sali. Oddała komórkę Emily, a od mężczyzny wzięła gazetę, którą jej podał.
- Bohaterko dnia dzisiejszego, CIA cię będzie chyba wielbić na kolanach. - uśmiechnął się Ed, pokazując jej artykuł. - W całej Anglii, we wszystkich gazetach o was piszą.
- Mnie nie musicie wielbić, dziękujcie Emily i antyterrorystom. - zaśmiała się Alice.
- Mimo wszystko... - Romley skinął głową. - W centrali strasznie się o ciebie niepokoją. Czekają na ciebie, czują się nieswojo, bo nikt ich nie popędza, ani nie poprawia...
- Jasne, jasne... - Racine pokiwała głową, wciąż pochylona nad artykułem. - Niech się nie niepokoją, ja za chwilę wrócę i zrobię porządek. A tak swoją drogą to co wy we dwoje tu jeszcze robicie? - spytała, podnosząc wzrok. - Cholera jasna, kto kompetentny został tam, w centrali?! - Emily roześmiała się.
- No, i od razu widać, że nam Alice wraca do zdrowia. - skomentował Romley.
- I że w dobrej formie. - dodał Ascott, za co Alice nie omieszkała spiorunować go wzrokiem.

- Powoli, nie śpiesz się. - upomniał partnerkę Jack Ascott, kiedy wchodzili razem po schodach do sali konferencyjnej. - Mówiłem, że mogę cię nieść. - dodał, gdy Alice potknęła się o ściskaną w ręce kulę.
- O nie, nosić mnie nie będziesz. - zaprotestowała przez zaciśnięte zęby i już bez słowa pokonała kilka ostatnich stopni. Jack otworzył przed nią drzwi sali, w której miała miejsce odprawa.
- Przepraszam... - odezwał się. - Melduję przybycie odrobinę tylko spóźnionej Alice Racine. - powiedział z szerokim uśmiechem. Kobieta przewróciła oczami, kuśtykając do swojego miejsca i z westchnieniem opadła na krzesło.
- Witamy z powrotem. - uśmiechnął się Ed Romley. - Jak noga? - zagadnął.
- Dobrze. - Alice skinęła głową. - Ale do tego ustrojstwa nie mogę się przyzwyczaić. - dodała, muskając palcami szynę unieruchamiającą kolano.
- Będę cię musiał chyba gdzieś przenieść, bo w terenie za mało z ciebie pożytku. - palnął Ed. W sali zapanowała cisza, którą przerwał dopiero śmiech Alice.
- Masz rację. - przyznała, ocierając łzy, które stanęły jej w oczach. - Ale Ascott'a zabieram ze sobą.
- Stoi. - uśmiechnął się Ed, oddychając swobodniej. Nareszcie wszystko wracało do normy.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków