• Wpisów: 1575
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:03
  • Licznik odwiedzin: 328 165 / 2356 dni
 
abc.atlant
 
Biologi napisana. Właściwie to nie było jakoś tragicznie, ale na cuda tez się wole nie nastawiać. Poziom trudności zadań wahał się od tych banalnych po te, w których kompletnie nie wiadomo było o co chodzi (w moim odczuciu kilka poleceń w ogóle niesprecyzowanych), ale ogólnie arkusz ciężki. Więcej właściwie wolę nic nie mówić, co z tego wyszło zobaczymy, jak będą wyniki. W przyszłym tygodniu ustne...

--------------------------------------------------------------------------------------------

Soundtrack: youtu.be/BfCAIxwxGbU

Katrin zbudziła się w miękkiej pościeli. Nad nią kołysały się łagodnie grube gałęzie buku, przez młode liście przeświecał blask słońca, zielony i złoty, powietrze pachniało słodkim, złożonym z wielu woni zapachem. Legolas siedział obok łóżka, pogrążony we śnie. Dziewczyna z westchnieniem uniosła się i oparła wyżej na poduszce. Delikatnie dotknęła dłoni elfa, a ten natychmiast otworzył oczy.
- Mae govennen. (Dzień dobry.) - odezwała się szeptem Katrin. - Gdzie jesteśmy?
- W Rivendell, kochanie. - Legolas usiadł obok niej na skraju łóżka. - Jak się czujesz? - w piersi dziewczyny wezbrał śmiech.
- Jak się czuję?! - zawołała. - Tego się nie da powiedzieć! Czuję się... Czuję... - rozgarnęła ramionami powietrze. - Czuję się jak wiosna po zimie, jak słońce wśród liści, jak fanfara trąb, jak śpiew harfy, jak wszystkie pieśni świata... - przerwała, wpadając prosto w ramiona ukochanego. Legolas zaśmiał się, poderwał ją do góry i z rozmachem siadając na łóżku, posadził ją sobie na kolanach. W białej koszulce nocnej wydawała mu się jeszcze drobniejsza niż była.
- Usnąłem dwukrotnie, czekając, aż ty się obudzisz. Zbudziłem się o świcie, a teraz pewnie już blisko południe.
- Południe? - powtórzyła. - Południe, ale którego dnia?
- Czternastego po Nowym Roku. - odparł Gandalf, wchodząc do pokoju. - albo, jeśli wolisz, ósmy kwietnia według kalendarza Shire.
- Gandalfie! - zawołała radośnie dziewczyna, widząc mężczyznę w białym płaszczu, z brodą świecącą jak czysty śnieg w przesianym przez liście słońcu. Czarodziej uśmiechając się, rzucił jej błyszczący przedmiot, który złapała w locie.
- To twoje, jeśli się nie mylę. - powiedział Gandalf. Katrin spojrzała na przedmiot, trzymany w ręku i jej twarz zajaśniała wewnętrznym blaskiem.
- Hannon le. (Dziękuję.) - odpowiedziała, zapinając sobie na szyi łańcuszek z przeźroczystym kryształem.
- Szkoda byłoby zgubić tak cenny klejnot. - dodał czarodziej i nie patrzył przy tym wcale na kryształ, ale na Legolasa. Katrin uśmiechnęła się. Kiwnęła głową, potakując. Naraz drzwi pokoju otworzyły się z impetem tak, że aż uderzyły o ścianę, a do środka wpadł rudobrody krasnolud. Zaraz za nim do sypialni zajrzał mężczyzna. Katrin zerwała się z miejsca.
- Aragorn! Gimli! - zawołała, rzucając się na szyję temu, który stał bliżej, czyli władcy Gondoru. Aragorn objął Katrin ramionami, a poderwawszy do góry, okręcił wokół. Gimli również uściskał dziewczynę i krasnoludzkim zwyczajem poklepał po plecach. Aragorn położył jej dłonie na ramionach.
- Nie każdy miałby odwagę stanąć przed takim złem w pojedynkę. - powiedział. - Lin oion nen horme tyar, Gondor lye tulko. (Jesli kiedykolwiek będziesz potrzebowała pomocy, Gondor cię wesprze.) - mężczyzna ucałował ją w czoło.
- No i czyż ta dziewczyna nie jest silniejsza od niejednego krasnoluda? - zawołał Gimli, również obejmując ją ramieniem. Katrin uśmiechnęła się.
- To jeszcze nie koniec. - powiedziała. - A Herumor wróci.
- Co zamierzasz? - spytał Aragorn.
- Położyć temu kres. Czarnoksiężnik wróci potężniejszy, ale my będziemy tu na niego czekać. Nie zostawię Śródziemia na pastwę złu. Nie pozwolę mu krzywdzić tych, których kocham. - dziewczyna uśmiechnęła się, gdy Gimli wydał z siebie bojowy okrzyk. Gandalf spojrzał na nią ze swego miejsca.
- Mogłabyś nauczyć się wielu rzeczy. - powiedział. - Katrin, wrodzony talent magiczny to rzadkość. wystarczy, żebyś opanowała nieliczne frazy, które przetrwały, a dzięki ćwiczeniom możesz stać się potężna. Nauczę cię wszystkiego, co sam umiem. Pomogę ci też w dalszym rozwoju, upewnię się, że rozumiesz niebezpieczeństwa związane z nieudanym rozkazem. - czarodziej uśmiechnął się, gdy Legolas wziął małżonkę za rękę. - Zostawmy ich teraz samych.
Katrin i Legolas stali obok siebie na jednym z tarasów domu Elronda, czule trzymając się za ręce, ale elf objął ją ramieniem z cichym westchnieniem
- Znikniesz teraz, tak? - odezwał się nagle.
- Nie, dlaczego? - spytała Katrin ze zdziwieniem.
- Ostatnim razem tak zniknęłaś. Ar ni enna mer daro lye lu inie. Le mellin. (A ja wciąż chcę zatrzymac cię przy sobie. Po wieczność.) - Legolas spojrzał na nią smutno i przeciągle.
- Na razie nigdzie się nie wybieram. - dziewczyna uśmiechnęła się.
- Ale w końcu znikniesz, prawda? Tak jak wtedy zniknęłaś. - Katrin skinęła głową. Legolas objął ją, przytulając do siebie. Pogładził po włosach i ucałował w czubek głowy. - Odejdziesz. - odezwał się znowu. - A ja zostanę.
- Nie, Legolas. - Katrin ujęła jego twarz w dłonie. - Tym razem nie. Bo tym razem zabieram cię ze sobą.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków