• Wpisów: 1575
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:03
  • Licznik odwiedzin: 328 165 / 2356 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack: youtu.be/FWxs215YBqY

Katrin poderwała się z ozdobnej sofy na której leżała. Przy niej  klęczał Czarnoksiężnik. Wymamrotał kilka słów i sztylet podleciał do niego, zatrzymując się z czubkiem o niecały cal od gardła dziewczyny. Nieruchomo patrzyła na sztylet. Potem rozejrzała się po pomieszczeniu. Goście zostali odprawieni, jej towarzysze stali teraz pod przeciwległą ścianą, pilnowani przez straż.Czarny naszyjnik leżał na stole.
- Legolas... - wyszeptała Katrin. z trudem podniosła się z sofy. W głowie jej dudniło. Rozsądek ostrzegał, że ten człowiek zdecydowanie ją przerasta. Atakując go ponownie, dałaby mu tylko kolejną szansę, żeby ją skrzywdził. Nie mogła jednak się poddać. Przyjaciele liczyli na jej siłę. W myślach zasugerowała, żeby Czarnoksiężnik upadł na podłogę. Szarpnął się do przodu i zesztywniał na chwilę. Jego przekrwione oczy pałały gniewem. Po chwili rozluźnił się i warknął,wypowiadając własna sugestię. Katrin łapała się na tym, że podnosi sztylet z podłogi i podchodzi do Legolasa. Elf obserwował ją ze spokojem. Herumor nie przestał mówić. Dziewczyna starała się oprzeć sugestiom, ale słowa sprawiły, że była jak zamroczona. Złapała się na tym, że szarpie małżonka za ramię i przyciąga do siebie, przystawiając mu ostrze o gardła. Żadne z tych działań nie było jej decyzją.
- Katrin... - odezwał się Legolas. - Ocknij się kochanie. To nie jesteś ty. - po policzkach dziewczyny poleciały łzy.
- Przepraszam Legolas... - słowa elfa docierały do niej jak z oddali.
- Potrafisz się temu oprzeć. Spróbuj, Katrin... - Czarnoksiężnik nie przestał mówić, ale dziewczyna wysiliła wolę i udało jej się odsunąć dłoń ze sztyletem od szyi małżonka. Katrin zgarbiła się, dysząc ciężko, walcząc z zawrotami głowy. Miała wrażenie, że czaszka rozpada jej się na kawałki.
- Jak śmiesz próbować zapanować nad taką wolą jak moja? - usłyszała głos Czarnoksiężnika. - Spróbuj tego jeszcze raz, a poderżnę ci gardło za taką bezczelność. - dziewczyna słyszała go jak z daleka. Niemalże nie była w stanie skupić się na czymkolwiek poza bólem, który rozbłyskiwał jej w czaszce. Jak przez mgłę dotarło do niej, że mężczyzna jest wściekły, ponieważ przez chwilę udało jej się opierać. Przez jeden ułamek sekundy, czas nie dłuższy niż moment pomiędzy dwoma uderzeniami serca, prawie jej uległ. Z prawdziwym wysiłkiem się oparł. I to mu się naprawdę nie spodobało. Jej umysł się oczyścił.
Przygotowywała się na tę chwilę od wielu godzin. Tak naprawdę przygotowywała się do tej chwili od przybycia do Śródziemia. Przygotowywała się, odgrywając swój talent. Jej wolę umacniali ci, których kochała. Jej determinacja wzrosła, kiedy dostrzegła zło, jakie reprezentował sobą ten człowiek.
Bez chwili wahania Katrin włożyła wszystko w rozkaz. Jej życie zależało od tej chwili. Życie jej przyjaciół. Nie było trudno przywołać prawdziwe emocje. Cały jej strach, gniew. Całą nadzieję, wiarę i miłość. Pragnienie życia. Całą siłę woli, jaką mogła wezwać. Skupiła się na naszyjniku, wypowiadając rozkaz, który zamieniłby kamień w szkło. Poczuła nieznaczny opór, ale rozkaz się wypełnił. Przemieniony czarny kamień błyszczał nieco inaczej, ale nadal wyczuwała w nim moc. Wiedziała, że sama przemiana może nie wystarczyć. Była na to przygotowana. Wypowiadając błyskawiczne sugestie, jedna po drugiej, zmusiła Czarnoksiężnika do padnięcia, biegu, podskoku, obrotu i zamilknięcia. Wiedziała, że wypowiada sugestie z większą subtelnością niż wcześniej. Wiedziała, że Czarnoksiężnik opiera się poleceniom, ale nie zatrzymała się, by nacieszyć się jego chwilowym niezdecydowaniem. Podnosząc głos uniosła naszyjnik, dźwignęła go w powietrze i cisnęła nim o podłogę. Czarny kamień się roztrzaskał. Ciemna aura mocy zniknęła. Dochodząc do siebie po krótkim zamroczeniu, Czarnoksiężnik zagapił się na odłamki i okruchy potłuczonego szkła na podłodze. Jego wściekłe spojrzenie odnalazło Katrin. Warknął, wypowiadając ostry rozkaz, przywołując potężną falę żaru do jej ubrań. Spokojnie, z pewnością, dziewczyna wypowiedziała polecenie. Czarnoksiężnik zgiął się wpół, kiedy jego rozkaz zawiódł, łapiąc się za żołądek i walcząc z odruchem wymiotnym. Klęcząc na czworakach, spiorunował Katrin spojrzeniem wściekłych, przekrwionych oczu, ale zanim dziewczyna zdążyła zrobić choćby krok w jego stronę, przemieniony w czarnego kruka chwiejnie wyleciał przez okno. Oddział jego strażników rozpadł się w pył. Katrin rzuciła się zrywem do okna, ale zaraz opadła na kolana, oddychając ciężko. Nie była przygotowana na to, że aż tyle energii będzie ją to kosztować.
- Katrin... - Legolas klęknął przy niej i położył jej dłoń na ramieniu. - Katrin, melisse (kochanie), nic ci nie jest? - dziewczyna zmusiła się, żeby podnieść głowę i spojrzeć ukochanemu w oczy.
- Legolas... - wyszeptała, ale to kosztowało ją za dużo wysiłku i straciła przytomność.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków