• Wpisów: 1553
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 19:20
  • Licznik odwiedzin: 326 161 / 2300 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/F8oqZ7SJN_8

Katrin siedziała w siodle na czele kolumny zbrojnych, pomiędzy Legolasem a Thranduilem. Król elfów uniósł dłoń, wykrzykując rozkazy i wzdłuż elfickiej linii rozległ się krzyk żołnierzy. Unieśli swoje nagie ostrza ku pochmurnemu, popołudniowemu niebu i wydawało się, ze czas stanął. Aragorn również wykrzyczał rozkaz i flanki wygięły się, tworząc miejsce pośród formacji. Jeźdźcy rozsunęli się, tworząc szyk. Katrin wpatrywała się w zmierzające prosto na nich wojska Herumora. Wyszarpnęła własny miecz z pochwy. Ostrze zalśniło matowo na tle ciemniejszych chmur. Przełknęła ślinę, czując, że serce wali jej mocno i powodowana impulsem, wbiła pięty w boki wierzchowca, słysząc za plecami wrzawę. Wyprzedziła Aragorna i Legolasa, ściskającego sztandar.
- Synowie Gondoru, Rohanu! - wrzasnęła. Spojrzenia wszystkich skierowały się na nią. - Widzę w waszych oczach to samo przerażenie, które osłabiło moje serce. Być może przyjdzie dzień, gdy ludziom braknie odwagi, gdy porzucimy druhów rwąc więzy przyjaźni, ale to nie jest ten dzień! Dziś bowiem stajemy do walki! Wyruszamy ocalić Śródziemie przed upadkiem. Herumor przedstawił nam wizję świata wolnego od ludzi. Ja nie preferuję podobnej wizji! Śródziemie, jakie oferuję, stanowi kraj pokoju, nie zaś niechęci. Więc na wszystko, co wam na tej dobrej ziemi drogie, wzywam was do walki, ludzie Zachodu! - ryk stanowiący odpowiedź, zaskoczył ją swą siłą. Żołnierze wyciągnęli w górę zaciśnięte pięści lub unieśli ostrza ku niebu, krzycząc z płonącą z głębi serc pasją. Katrin poczuła przepływające przez ciało fale siły, ciarki mrożące ciepłem i zimnem, krew zaszumiała jej w uszach. Jakby nagle w tym momencie zdolna była pokonać samodzielnie zastępy orków.
- Za Gondor! - wrzasnęła, wymachując mieczem. Odpowiedziały jej krzyki żołnierzy. - Za Gondor! - krzyknęła raz jeszcze. - Za Gondor! - ryk, który zabrzmiał w odpowiedzi, przyprawił dziewczynę o jeszcze większe ciarki. Był tak głośny, że wydawało się, iż mógłby ją zwalić z siodła.
- Formować szyk! - zawtórował im Aragorn. Las ostrzy wzniósł się w powietrze i tysiące gardeł wrzasnęło ponownie, a potem Jeszce raz. Katrin wbiła pięty w boki swojego wierzchowca, kłusując w stronę zbocza. Pierwszy nierówny szereg formacji natarł na zastępy orków. Zamachnęła się mieczem, przyspieszając do pełnego galopu. Mogła teraz dostrzec łuczników. Flanka Aragorna zaczęła się oddzielać od sił Leśnego Królestwa, zmierzając w kierunku miasta. Dostrzegła ruch na murach, wyłoniła się zza nich linia łuczników z bronią w gotowości. Obejrzała się. Lewa flanka wchodziła właśnie w kontakt z wrogiem, poprzez dudnienie kopyt nie słyszała jednak odgłosów starcia. Łucznicy wyprostowali się, naciągnęli i zwolnili cięciwy... Katrin nie zdołała się powstrzymać, zerknęła z ukosa na strzały, szybujące i opadające gdzieś za nią. Nie obejrzała się, by sprawdzić czy kogoś trafiły. Skupiła całą uwagę na skręcie w lewo, który miała zaraz wykonać. Nie za ciasno, upomniała się, schylona nisko nad grzbietem wierzchowca. Cała formacja podąży za nią. Jeśli zetnie zakręt, jeźdźcy rozciągną się i rozproszą. Zbyt szeroko, a nadal będą zakręcać, gdy z tyłu nadciągną główne siły, co doprowadzi do zamieszania. Katrin zatoczyła szeroki łuk, łagodnie zawracając wierzchowca w prawo i podążająca za nią formacja zatoczyła półkole. Ściągnęła mocniej wodze, gdy środek kolumny uderzył w szeregi orków. wyrwane kopytami grudy ziemi oraz kępy trawy fruwały wokół niczym deszcz. W polu widzenia dziewczyny pojawił się Legolas. Złociste włosy powiewały, gdy nie używając wodzy, kierował wierzchowcem. W dłoni dzierżył łuk, trzymając broń w poprzek ciała i celując przez lewe ramię. Celny strzał wydawał się mało prawdopodobny pośród narastającego rozgardiaszu i fruwających grud błota. Zwolnił cięciwę i dwóch orków legło przeszytych jedną strzałą. Gdyby Katrin nie widziała tego na własne oczy, nigdy nie uwierzyłaby, że podobna precyzja jest możliwa. Legolas wyszarpnął kolejną strzałę z kołczanu na plecach. Wyprostował się, naciągnął cięciwę i zwolnił, a wszystko to jednym, płynnym ruchem. Kolejny ork upadł, ze strzałą sterczącą z gardła. Katrin o włos uniknęła zderzenia z jednym z własnych jeźdźców. Szarpnięciem wodzy wstrzymała wierzchowca, mijając padającego konia. Siekła mieczem na wszystkie strony. Kolejne orkowe ścierwa kładły się po ziemi, ale wkrótce tuż przed wierzchowcem Katrin zwalił się inny koń, przygniatając całym ciężarem ciała swojego jeźdźca, który wrzasną z bólu. Spłoszony wierzchowiec dziewczyny stanął dęba, zrzucając ją z siodła. Katrin z jękiem wylądowała na ziemi i zasłoniła się ramieniem, kiedy koń przeskoczył nad nią. Dziewczyna zakaszlała. Nie mogła oddychać, bolały ją całe plecy. Nagle pod jej gardło ktoś podsunął ostrze.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków