• Wpisów: 1575
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:03
  • Licznik odwiedzin: 328 165 / 2356 dni
 
abc.atlant
 
Przepraszam najmocniej, że tyle kazałam wam czekać. Opowiadanie powstawało w bólach i cierpieniu, zwłaszcza pod koniec, kiedy zdążyłam już na dobre znienawidzić tę rzeczywistość, a natłok obowiązków w szkole wcale nie pomagał. Całość jest na Wattpadzie, więc gdyby ktoś chciał teraz natychmiast, właśnie tam odsyłam, a na wasze ręce tutaj składam rozdział siedemnasty.
____________________________________________________________

Alice bez słowa wysiadła za Jackiem z auta, gdy zaparkował pod trzygwiazdkowym motelem i również bez słowa weszła za nim do środka, a potem do pokoju na pierwszym piętrze. Dopiero wtedy stanęła przed nim i uderzyła go w twarz.
- Ty kretynie! - wrzasnęła, szarpiąc bransoletą kajdanek. - Masz się za cholernego anioła stróża?! Ani słowa, bo ci znowu przyłożę! - rzuciła ostrzegawczo. Ascott uśmiechnął się.
- Akurat... - odpowiedział i syknął z bólu, kiedy kobieta spełniła groźbę. Alice oprzytomniała, gdy Jack ukrył twarz w dłoniach, z jękiem próbując zatamować krwotok z nosa. - Masz niezłą prawą. - dodał i szybkim ruchem złapał ją za nadgarstek, gdy znów uniosła pięść, wyprowadzona z równowagi jego komentarzem. - No już, wystarczy. Skończyłaś? - Alice odetchnęła głębiej.
- Tak, chyba tak. - odpowiedziała, powoli się uspokajając.
- Bo jeśli nie, to pokaż na co cię stać. Ostrzegam, że w bijatykach jestem niezły. - Ascott znów się uśmiechnął i zamrugał zaskoczony, gdy kobieta wspięła się na palce i pocałowała go. Spróbował odruchowo ją objąć, ale uniemożliwiły mu to kajdanki.
- Poczekaj. - odezwał się, odsuwając ją od siebie. - Może najpierw się tego pozbędziemy, hm? - spytał, unosząc do góry prawą dłoń. Alice przeniosła spojrzenie z jego twarzy na kajdanki i z powrotem. Skinęła głową.

- Nie ruszaj się. - przestrzegł Jack, biorąc w dłoń pistolet. Alice krzyknęła krótko, gdy strzelił, ale łańcuch łączący obie bransolety pękł. Jack uśmiechnął się. - Na czym stanęło? - spytał. Racine bez zbędnych słów pchnęła go na ścianę i ponownie wpiła się wargami w jego usta. Ascott objął ją w talii, odwzajemniając pocałunek za pocałunkiem, a potem przytulił mocno do siebie, gdy i ona go objęła. Rozchylił powieki, muskając palcami jej piersi. Nie zaprotestowała, odchyliła tylko głowę, gdy przeniósł się z pocałunkami na jej szyję. Alice westchnęła, gdy wsunął dłonie pod jej bluzę.
Spojrzała na niego, przygryzając wargę, ale nie pozostała mu dłużna. Spojrzała mu w oczy pytająco, powoli rozpinając rozporek jego spodni. Pozwolił jej na to i wznowił pieszczotę, sięgając do jej paska i chwilę potem już zsuwał jej dżinsy z bioder. Alice westchnęła, wyginając plecy w łuk i spojrzała na partnera, gdy klęknął przed nią, zdejmując jej bieliznę.
- Pójdziemy do łóżka? - zagadnął Ascott, uśmiechając się rozbrajająco.
- Mhm. - Racine skinęła głową i krzyknęła zaskoczona, gdy porwał ją na ręce. Chwilę potem leżała już w pościeli. Jack zdjął jej z nóg spodnie i uklęknął przed nią, powoli rozpinając zamek błyskawiczny polarowej bluzy. Ona zdjęła mu przez głowę koszulkę, pistolet wyjęty zza paska spodni, odłożyła na szafkę nocną. Powiodła dłońmi po jego nagim torsie.
- Alice... - odezwał się Jack, ale zamknęła mu usta pocałunkiem. Dała sobie zdjąć bluzkę i rozpiąć biustonosz. Wyprężyła się z jękiem, kiedy wszedł w nią mocno i niecierpliwie. Odgarnął jej włosy z twarzy, patrząc prosto w oczy. Ponownie westchnęła, poruszając biodrami. Właśnie na taką reakcję z jej strony czekał.

Tom Reed z szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w ekran komputera, na którym siedzący naprzeciwko niego Ed Romley włączył wiadomości z poprzedniego dnia.
- Kilka minut po godzinie dziesiątej na dwieście pięćdziesiątym czwartym kilometrze autostrady M8 w kierunku Glasgow, jak na razie z niewyjaśnionych przyczyn doszło do karambolu... - Reed podniósł wzrok na agenta.
- Ja nie chciałem, żeby ginęli niewinni! - powiedział, niemalże od razu podnosząc głos. Ed wyprostował się w fotelu.
- Ale już przed zabiciem naszego człowieka nie miałeś oporów, co? - zagadnął. Mężczyzna ukrył twarz w dłoniach i nerwowo przeczesał włosy.
- Potrzebowałem kasy, Mercer dobrze płacił, liczyłem na to, ze jakoś uda się uciszyć wyrzuty sumienia. - Romley uniósł pytająco jedną brew.
- Z tym ci nie pomogę... - stwierdził, składając ramiona na piersi. - Ale mogę zapewnić złagodzenie wyroku, jeśli tylko zaczniesz z nami współpracować. Jeśli podasz mi nazwiska ludzi, z którymi pracowałeś i powiesz jak możemy do nich trafić, możliwe, że sąd uzna, że należy ci się łagodniejsza kara. Na razie masz na koncie współudział w zamachu i czynną napaść z bronią na agenta Secret Service.
- Boże... - Reed pochylił się na krześle, opierając głowę na biurku.
- Bóg ci tu niestety nie pomoże. Ani nawet twój adwokat. Możesz to zrobić jedynie ty sam. Słuchaj... - Ed wstał ze swojego miejsca. - Nasza agentka jest tropiona przez Mercera i jego ludzi, nie mamy z nią żadnego kontaktu od prawie czterech dni, nie wiemy nawet czy w ogóle jeszcze żyje. - Romley uderzył pięścią w biurko. - Nazwiska! - wrzasnął, doprowadzony do ostateczności. Reed wpatrywał się w niego jeszcze przez chwilę.
- Dobrze... - powiedział w końcu. - Podam.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego
  •  
     
    @gość: Napiszę jeszcze raz, bo widzę, że nie dociera. Możesz tu sobie wypisywać co chcesz, a mnie to nie ruszy. Rób sobie co pragniesz, ale ja z tobą skończyłam.
     
  •  
     
    @gość: Ale ty jesteś straszliwie zazdrosny. Żal mi cię nawet.
     
  • awatar
     
     
    gość
    @Kate - Writes: aha, a no to pisz. A nie możesz zamiast przypisywać książek zająć się czymś pożytecznym? Zamiast marnować czas to pomóc rodzicom, dziadkom, w jakim wolontariacie? Tak to se znalazłaś wygodną wymówkę. Tak czy nie?
     
  •  
     
    @gość: Ciekawe, kto tu ma "ciśnienie na atencję"? Ja? Bo robię coś, co kocham, co mnie identyfikuje i sprawia, że jestem tym, kim jestem? Czy ty, który próbujesz zaimponować chamskimi odzywkami? I komu właściwie? Wydawać ci się może, że coś tym osiągniesz. BŁĄD. Na nikim to nie robi wrażenia.
     
  •  
     
    @gość: A ja mam do ciebie jedno, ale ważne pytanie. Czytałeś kiedykolwiek cokolwiek co napisałam? Bo jeśli nie, nie wypowiadaj się na temat czegoś, o czym nie masz pojęcia.
     
  • awatar
     
     
    gość
    @Kate - Writes: ja to nie pierdu to ty jeszcze te pierdy gdzie indziej dodajesz??? Ale ty mosz ciśnienie na atencje ło szok, niedowierzanie i beka. Jak można tak karynić?
     
  •  
     
    @gość: A ty naprawdę myślisz, że ja się tylko w tym jednym miejscu udzielam? Serio taki głupi jesteś czy tylko udajesz?
     
  • awatar
     
     
    gość
    Ty ej co tu zrobisz jak ten cały Pinger padnie? Teraz można powiedzieć że jesteś tu gwiazdą razem z kilkoma innymi atencjuszkami bo tylko właściwie wy tu takie macie ciśnienie i tylko właściwie wy tu pozostałyście hahahaha padnie toto i wasze bzdury i czas zmarnowany i pójdzie to to w niepamięć i nikt o tym pamiętać nie będzie. Haha hahahaha hahahaha hahahaha
     
skomentuj
  •  
  • Pozostało 1000 znaków