• Wpisów: 1490
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 20:24
  • Licznik odwiedzin: 321 004 / 2141 dni
 
abc.atlant
 


Koń Legolasa mknął galopem przez wzgórza i łąki. Elf mocno przytrzymywał w siodle Katrin. Zmierzali z powrotem w stronę Rivendell, domu Elronda. Jeśli ktoś mógł wyleczyć dziewczynę, to tylko on. Katrin mocno przyciskała dłoń do rany nad lewą piersią. Wciąż pulsowała bólem, cho tępym, mniej dokuczliwym niż wcześniej. Krwawiła, mimo że Legolas próbował zatamować krwotok. Dziewczyna jęknęła głucho.
- Jeszcze troszkę, Katrin... - odezwał się elf, popędzając konia.
- Legolas... - dziewczyna podniosłą na niego wzrok. - Czy ja umrę? Proszę, chcę wiedzieć...
- Nie umrzesz, nie pozwolę na to. - odpowiedział Legolas.
Na nocleg zatrzymali się niedaleko rzeki Gladden. Nie sposób było podróżować po ciemku, nawet gdyby bardzo chcieli. Katrin leżała skulona pod płaszczem, starając się zasnąć, ale ból w ranie wzmagał się. Z gardła Katrin wyrwał się zduszony krzyk, kiedy przez całe ciało przetoczyła się kolejna fala bólu. Wygięła plecy w łuk, ściskając w dłoni brzeg płaszcza. Czuła się, jak gdyby ktoś traktował ją rozpalonym do białości metalem, jednocześnie na całe ramię i bok promieniował śmiertelny ziąb. Legolas czuwał nad ranną i starał się, żeby miała ciepło. Oddał jej nawet swój płaszcz.
Noc wlokła się w nieskończoność, a zaraz po wschodzie słońca wyruszyli w dalsza drogę, docierając w końcu o domu Elronda i zastając jego drzwi otwarte na oścież. Pan domu miał szlachetne rysy twarzy, piękne jak władca elfów, był silny jak wojownik, mądry jak czarodziej, dostojny jak król krasnoludów, a łagodny jak pogoda latem. Katrin ledwie trzymała się na nogach, więc Legolas wziął ją w ramiona, a od razu po wejściu do holu domostwa, posadził na wąskiej leżance. Elrond pochylił się nad nią. Z sakwy zawieszonej u pasa wyjął kilka drobnych liści.
- Tę ranę zostawiło nie byle jakie ostrze. - powiedział. - Było zatrute. - rzucił liście do wrzątku i przemył ranę Katrin. Rozszedł się orzeźwiający zapach ziół, ból złagodniał, uczucie lodowatego odrętwienia stało się mniej dokuczliwe. Katrin odetchnęła spokojniej.
- Lindirze, niech słudzy przygotują komnatę. - Elrond zwrócił się do stojącego przy nim elfa.

Katrin powoli otworzyła oczy. Pierwszą rzeczą, jaką ujrzała, był pięknie rzeźbiony sufit w jednej z gościnnych komnat domu Elronda. Pierwszym co poczuła był dotyk czyjejś dłoni na jej kruczoczarnych włosach. Powoli odwróciła głowę. Przy jej łóżku klęczał Legolas z głową złożoną na materacu i pogrążony we śnie. Jedną dłonią przed zaśnięciem trzymał ją za rękę, drugą gładził po włosach. Dziewczyna powoli usiadła na łóżku i ostrożnie dotknęła zabandażowanej rany. Każdy ruch lewym ramieniem wiązał się z ukłuciem przeszywającego ciało bólu. Katrin westchnęła, chcąc powstrzymać okrzyk, cisnący jej się na usta.
- Legolas... - wyszeptała, dotykając jego dłoni, leżącej na kołdrze. Elf natychmiast poderwał głowę, a jego twarz rozjaśnił uśmiech.
- Katrin... - odezwał się, siadając przy niej i zaraz objął ją ramieniem. Tęsknił za nią, jak gdyby nie widział jej całą wieczność. I tak też się czuł. Powoli przytulił ją do siebie, a kiedy nie odsunęła się, wtulił twarz w jej puszyste włosy. Jak miał jej wyznać miłość? Jak wytłumaczyć, że nie powinni... Kiedy chciał ją zatrzymać przy sobie na wieczność. Katrin ukryła twarz w zgięciu jego ramienia. Chciała się do niego przytulać już zawsze.
- Cieszę się, że tobą wszystko w porządku. - elf uśmiechnął się.
- Nie ty mnie opatrywałeś, prawda? - spytała dziewczyna.
- Żałuję, ale nie ja. - zaśmiał się Legolas. - Nie bój się, nic nie widziałem. - zapewnił trochę zbyt energicznie.
- Legolas... - odezwała się, kiedy oboje siedzieli na parapecie okiennym. - Ile ty właściwie masz lat?
- Ponad dwa tysiące. - odpowiedział elf.
- Naprawdę? - zdziwiła się dziewczyna.
- Tak, dlaczego? Mój ojciec nosi koronę już ponad pięć tysięcy lat. Na tronie zasiadł kiedy był ode mnie niewiele starszy i kiedyś był czas, że dał się poznać jako mądry i potężny władca.
- Myślisz, że byłbyś lepszym królem? - spytała Katrin. - Bo kiedyś przecież zostaniesz królem, prawda?
- Tak, kiedyś zostanę królem, Ale wcale mi do tego niespieszno.
- Zatańczysz ze mną? - dziewczyna zwróciła się do elfa. Czy mógłby jej odmówić? Czy w ogóle mógłby jej czegokolwiek odmówić w takiej sytuacji? Katrin wybrała nastrojową piosenkę ze swojej playlisty na iPhonie (na który Legolas zareagował zarówno ciekawością, jak i lekkim strachem), i elf wziął ją za rękę i pomógł zsunąć się z parapetu. Pewnie z godzinę zastanawiałaby się, w jaki sposób ma objąć Legolasa w tańcu - jej lewa ręka tkwiła przecież na temblaku - ale on ułatwił jej zadanie i dosłownie wziął sprawy w swoje ręce, przyciskając Katrin mocno do siebie. Zatańczyli.
Katrin wiele myślała o Legolasie o o tym, jak się to wszystko potoczy. To wszystko działo się zbyt szybko. Nie byłą na to gotowa. Legolas był wysoki, Katrin była od niego niższa o głowę. Jego ręce dotykały jej talii, bioder, pleców. Wolniutko prześlizgiwały się po miejscach, na które tak długo tylko zerkał. Katrin czuła się bardzo nieswojo, a nogi lekko się pod nią uginały. Gdy muzyka się skończyła, odsunęła się od Legolasa.
- Koniec? - zapytała. Nie odpowiedział, tylko lekko musnął dłonią jej policzek. Objął ją delikatnie, by się przekonać, czy zaprotestuje lub się odsunie. Taka myśl przemknęła jej wprawdzie przez głowę, ale nie odsunęła się, a elf przytulił ją mocniej do siebie. Dotyk jego dłoni sprawiał jej przyjemność. Odwzajemniła uścisk. Przez chwilę stali w miejscu, ciesząc się nawzajem swoją bliskością. W końcu Legolas odsunął ją od siebie delikatnie. Katrin podniosła głowę, spoglądając w piękne oczy elfa. Pochylił się nad nią, by ją pocałować. Zamknęła oczy i odetchnęła głęboko. A potem Legolas przycisnął wargi do jej ust. Na bardzo krótko. Ale w brzuchu dziewczyny rozszalały się motyle, przez głowę przeleciało tornado i miała wrażenie, ze jej usta płoną.
- Amralime. (Kocham cię.) - wyszeptał elf i pocałował ją jeszcze raz. I tym razem nie odsunął ust od jej warg tak szybko.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków