• Wpisów: 1490
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 20:24
  • Licznik odwiedzin: 321 004 / 2141 dni
 
abc.atlant
 


Świt ledwie wstał, kiedy Katrin poderwało z łóżka końskie rżenie i ostre okrzyki królewskich sług. Niemal natychmiast odrzuciła kołdrę, ubrała się, a przeczesawszy włosy palcami, zebrała nieliczne należące do niej drobiazgi. Włożyła je do płóciennej torby, przypasała miecz w pochwie i wybiegła na dziedziniec.
- Legolas! - zawołała, biegnąc w jego stronę. Elf siodłał konia, ale odwrócił się, słysząc jej głos.
- Miałem za chwilę pójśc cię obudzić. - odezwał się. - Chciałem, żebyś była wypoczęta, czeka nas długa droga.
- Myślę, że powinieneś wiedzieć, że nie potrafię jeździć konno. - powiedziała dziewczyna, podbiegając do niego.
- Będziesz jechać ze mną. - odpowiedział elf, wsiadając na konia i poklepał siodło za sobą. Katrin umieściła torbę w jukach, Legolas podał jej rękę i dziewczyna wdrapała się na koński grzbiet. Elf podał jej gruby płaszcz dla ochrony przed zimnem i zmusił wierzchowca do kłusa. Katrin zachwiała się, kiedy koń ruszył i mocno objęła Legolasa w pasie. Wiele elfów stojących w cieniu żegnało ich szeptem i życzyło im szczęścia. Nie było śmiechu, ani pieśni, ani muzyki.
Przebyli most i zaczęli się wspinać długą, stromą ścieżką, aż stanęli w końcu na wyżynie stepowej, gdzie wiatr szeleścił wśród wrzosów. Na szczycie wzgórza Katrin obejrzała się na pałac. Wydawał się teraz niewielki. Brama płonęła ognistą czerwienią w blasku poranka. Potem zniknęła, przesłonięta krzywizną wzgórza. Gondor znajdował się w odległości około trzech dni jazdy konnej od Leśnego Królestwa. Mieli jechać cały dzień, odpocząć, potem skierować się ku Fangornowi. Stamtąd powinni podążyć już prosto do Minas Tirith. Katrin całkiem nieźle radziła sobie w siodle, ale to nie mogło zmieć tego, że nie miała żadnego doświadczenia. Kiedy późnym popołudniem zatrzymali się na popas i zsiadła z konia, była cała obolała. Nie uszło to uwadze Legolasa.
- Naprawdę nigdy nie jeździłaś konno? - spytał.
- Naprawdę. - odpowiedziała dziewczyna, przeciągając się. Legolas wyjął suchy prowiant, podzielił na porcje i jedną z nich podzielił się z Katrin.
- Co to jest? - spytała dziewczyna, biorąc od niego kawałek miękkiego ciasta.
- My to nazywamy lembasy. Chleb podróżny. - wyjaśnił Legolas. - Zjedz. Mówi się, że jeden kęs jest w stanie napełnić żołądek dorosłego mężczyzny. - Katrin powoli odgryzła kawałek chleba, który okazał się naprawdę dobry. Delikatny, pszenny zapach tylko potęgował apetyt i dziewczyna zjadła wszystko co dostała. Legolas dał jej się jeszcze napić wody i ruszyli w dalszą drogę.

Zmierzchało, kiedy Legolas zsiadł z konia i rozejrzał się po lesie. Minęli Pola Gladden i znajdowali się teraz o rzut kamieniem od starej fortecy Dol Guldur, ale na skraju lasu nie groziło im raczej żadne niebezpieczeństwo.
- Rozbijemy tu obóz. - zdecydował elf i podał Katrin dłoń, pomagając jej zsiąść z wierzchowca. - Pójdę po drewno na ognisko. Ty pilnuj konia. I nie oddalaj się zbytnio, bądź ostrożna...
- Legolas... - odezwała się Katrin, kiedy ogień już płonął. - Kim jest Aragorn? I dlaczego twój ojciec nie życzy sobie rozmów na jego temat? - spytała.
- Aragorn jest... Był przyjacielem. - odpowiedział Legolas.
- Co się z nim stało? - Katrin ciaśniej otuliła si.ę płaszczem.
- On nie żyje. - elf zapatrzył się w płomienie ogniska. - Był władcą Gondoru, czyli krainy do której właśnie zmierzamy. Zabili go orkowie. Wdarli się do pałacu i zabili go. Dlaczego nikt nie próbował powstrzymać sług ciemności, którzy ot tak weszli do Białego Miasta, nie wiem.
- Więc kto teraz włada Gondorem?
- Ktoś, kto już od dawna próbował pozbawić Aragorna korony. Ten sam, za którego sprawą Aragorn zginął. Niedobitki orków i on zawarli przymierze. Do tej pory mieli swoje przyczółki w lasach, w kopalniach, teraz... Teraz wszystko się zmienia. Chodzą wieści o odradzającym się kulcie zła, a jeśli to prawda... Znów jesteśmy o krok od wojny, choć zanim do niej dojdzie może minąć jeszcze mnóstwo czasu. - Katrin słuchała z uwagą, przypatrując się twarzy Legolasa. - Zły czas wybrałaś sobie na zjawienie się u nas. - usłyszała jeszcze. Zapatrzyła się w płomienie ogniska. To nie był odpowiedni moment, żeby poruszać temat jej uczuć.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków