• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 147 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Jakiś czas temu zaczęłam pracę nad korektą tego opowiadania, a więc dociągam niedociągnięcia, wyjaśniam wątki pozostawione bez wyjaśnienia, poprawiam je pod względem konstrukcyjnym, fabularnym (bo trochę to wszystko pomieszane) i stylistycznym. Starą wersję zostawiam bez zmian do porównania, a was zapraszam na nową odsłonę starszego opowiadania (bo ze Śródziemiem rozstać mi się jest wyjątkowo ciężko).


Marzę, aby zostać z nią sam na sam. Mieć ją tylko dla siebie. Porozmawiać z nią o tym co było i o tym, co dopiero będzie. Wyznać jej co czuję. Muszę jej to powiedzieć wprost. I zapytać, czy to odwzajemnia. Problem w tym, że ona jest zwykłą śmiertelniczką, a ja jestem elfem.

Katrin stała na stacji metra, wpatrując się w pusty o tej porze peron. Była zmęczona niekończącym się szaleństwem zakupowym, na które wyciągnęła ją jej najlepsza kumpela, Patty.
- Dlaczeeego jest tyle fajnych ciuchów w tych sklepaaach?! - zajęczała przeciągle Patty. - Jak żyć?! - Katrin westchnęła.
- I tak wydałaś dzisiaj zdecydowanie za dużo. - powiedziała. - Kupiłaś wszystkie ubrania, które przymierzyłaś. Czułam, że to się tak skończy.
- No bo wiesz... To, że dzisiaj były, nie znaczy, że jutro też będą. Lepiej wydać teraz więcej, niż potem żałować. Zresztą w święta i tak mogę liczyć na zastrzyk gotówki!
- Właśnie, święta. Miałaś kupić prezenty dla najbliższych, to po to wybrałyśmy się do miasta. A Boże Narodzenie już za cztery dni. - Katrin oparła się o deskorolkę. Był środek zimy, ale na ulicach wciąż nie widać było śniegu i dziewiętnastolatka mogła swobodnie korzystać z ulubionego środka transportu.
- Wiesz, że po zakupach nigdy się nie wysypiam? - zamieniła temat Patty.
- Czemu? - spytała znudzona Katrin.
- Bo robię sobie w pokoju własny pokaz mody, żeby zobaczyć, jak nowe nabytki komponują się z resztą szafy! Potem te ciuchy tak leżą porozrzucane przez kilka dni, bo nie chce mi się ich sprzątnąć! - Katrin uśmiechnęła się. Dziewczyny były swoimi zupełnymi przeciwieństwami. Patty była osobą energiczną, głośną i pełną entuzjazmu. Nigdy nie mogła spokojnie usiedzieć w miejscu, co skutkowało tym, że nigdy nie robiła nic porządnie. Lubiła nosić ubrania, które odkrywały o wiele więcej ciała niż powinny, nosiła mnóstwo biżuterii każdego rodzaju, malowała się, a jej włosy, spięte na czubku głowy w coś w rodzaju końskiego ogona odsłaniały jej pogodną twarz. Katrin za to była cicha i spokojna, najlepiej czuła się w czterech ścianach swojego pokoju i niechętnie zawierała nowe znajomości. Po kilku dniach noszenia miniówek i kusych koszulek (oczywiście za namową Patty), stwierdziła, że ten styl nie jest dla niej i porzuciła go na rzecz dżinsów i bluz z kapturem w czarnym kolorze. Jedyną ozdoba na jaką sobie pozwalała był pentagram na rzemyku, wiszący na jej szyi, a ona sama chowała się za zasłoną czarnych jak skrzydła kruka włosów. Pomimo tych wszystkich różnic dziewczyny znalazły wspólny język, a wkrótce zostały najlepszymi przyjaciółkami.
- Hej, mówię do ciebie! - głos Patty wyrwał Katrin z zamyślenia. - Podoba ci się lakier, który kupiłam? Daje najlepszy efekt ombre. Chodzi o to, żeby kolor był nakładany warstwami, od najjaśniejszej do najciemniejszej. Hej, a może przestaniesz się w końcu chować za włosami?
- Co? Czemu? - spytała Katrin.
- Masz chyba za długa grzywkę. Byłoby ci dużo ładniej z grzywką na bok. Wisz co?! Mam dzisiaj wolną hacjendę, zostań na noc. Przeprowadzimy metamorfozę Katrin! Najpierw nałożymy mój podkład zawierający wyciąg z drzewa herbacianego. Działa antybakteryjnie. Potem puder, pociągniemy policzki różem, a całość wykończymy błyszczykiem... Katrin przestała zwracać uwagę na paplaninę przyjaciółki i znowu pogrążyła się w rozmyślaniach. Zaczynał wiać wiatr. Zaraz... Skąd wiatr w podziemiach i to w dodatku na stacji metra? Coś było zdecydowanie nie tak. Dziewczyna podniosła głowę. Tuż przed jej twarzą przewijały się wagony pociągu. Katrin spojrzała w bok, chcąc spytać Patty co o tym myśli, ale Patty też zniknęła. Wszystko było jakieś inne niż jeszcze chwilę temu i... I dziwne. Dziewczyna spojrzała w dół, czując pod nogami dziwną miękkość. Stała na trawie, co było jeszcze bardziej dziwne, kiedy podniosła głowę przed sobą zobaczyła gęstwinę lasu. Katrin ostrożnie zrobiła pierwszy krok, potem następny, a chwilę potem dotknęła dłonią najbliższego drzewa, tylko po to, żeby przekonać się, że jest prawdziwe. Zaraz potem odruchowo cofnęła dłoń, gdy w korze utkwił sztylet, prosto na Katrin ruszył z rykiem dziwny stwór, a ona krzyknęła.
- Padnij! - usłyszała głos, przez ułamek sekundy dojrzała błękitne tęczówki, i ciężar czyjegoś ciała rzucił ją na ziemię.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków