• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 147 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
David Mercer z przeciągłym jękiem dotknął pulsującej skroni, ale zaraz pozbierał się z asfaltu, po drodze zgarniając z jezdni pistolet. Podrywając się na nogi wycelował i strzelił w kierunku oddalających się biegiem Jacka i Alice. Kobieta uchyliła się odruchowo, ale żadnemu z nich nic się nie stało. Mercer ponownie nacisnął spust, ale magazynek był pusty. Mężczyzną wstrząsnęła wściekłość i zaklął głośno, rzucając broń o ziemię.
- Nic się panu nie stało?! - zawołała ku niemu jedna z ratowniczek medycznych, które wespół z policją i strażą pożarną próbowały zapanować nad sytuacją.
-  Nie, wszystko w porządku. - Mercer przywołała na twarz grzeczny uśmiech. - Ale bardzo pani miła.
- Chyba jest pan ranny. - stwierdziła, muskając palcami jego krwawiące ramię, na które w ogóle nie zwrócił wcześniej uwagi. - A już na pewno może pan być w szoku. Proszę ze mną do karetki.

Emily powoli podniosła się ze swojego miejsca za stołem w sali odpraw, gdy Ed Romley włączył telewizor na stacje wiadomości.
- Kilka minut po godzinie dziesiątej na dwieście pięćdziesiątym czwartym kilometrze autostrady M8 w kierunku Glasgow, jak na razie z niewyjaśnionych przyczyn doszło do karambolu, w którym wzięło udział siedem samochodów osobowych. Sześć osób z obrażeniami ciała, w tym trzy z ciężkimi trafiły do szpitala. Do czasu zakończenia czynności na miejscu, kierowcy będą się musieli liczyć z utrudnieniami. - Romley posłała Emily spojrzenie. Kobieta bez słowa wyjęła z kieszeni komórkę, z pamięci wybierając numer Langley.
- Hunter, włącz telewizor na angielską stację. - rzuciła krótko do słuchawki. Romley bez słowa wpatrywał się w ekran telewizora.
- Możemy mieć tylko nadzieję, że naszym nic nie jest. - odezwał się. - Nie mamy z nimi kontaktu od... Dwóch dni?
- Nie, Ed, dość. - odpowiedziała twardo kobieta. - Lecę po nich.
- Emily... - upomniał ją mężczyzna, ale agentka mu przerwała.
- Potrzebuję śmigłowca na zaraz. - rzuciła.

Alice szła chodnikiem przed siebie, nie zwracając uwagi na krzyczącego za nią Jacka. Miała tego wszystkiego serdecznie dosyć.
- Ej, dokąd to?! - Ascott podniósł głos, w końcu zachodząc jej drogą i kładąc dłonie na jej ramionach.
- Jak najdalej! Przed siebie! Mam cię dosyć! - odpowiedziała mu krzykiem. - Ciebie i twoich genialnych pomysłów!
- O nie, zostajesz ze mną, jedyne co teraz musimy to zachować spokój i pomyśleć co dalej.
- Jakie my?! To mnie chcą zabić! - wrzasnęła kobieta, wyrywając się z jego uścisku. Jack zaśmiał się krótko, starając się nadążyć za partnerką, a zaraz potem znów chwycił ją za ramię i przyciągnął do siebie, całując mocno. Alice zamknęła oczy, starając się wyszarpnąć nadgarstek z jego zaciśniętych palców.
- Nie przekonasz mnie w ten sposób. - rzuciła, kiedy w końcu postanowił ją puścić.
- Założymy się? - Ascott wyjął z kieszeni spodni kajdanki i zanim kobieta zdążyła się choćby odezwać jedną bransoletę zatrzasnął na jej lewym nadgarstku, drugą na swojej prawej ręce. - Zadowolona? - Alice bezradnie potrząsnęła dłonią.
- Zdejmij mi to! - poleciła wrogo. Jack pokręcił głową. - Zdejmij, już jestem spokojna.
- Nie mogę, zostawiłem kluczyk w stacyjce. - odpowiedział krótko, starając się wyszarpnąć z kieszeni legitymację. - CIA, proszę opuścić pojazd. - polecił, pokazując identyfikator młodej kobiecie, która właśnie miała odpalić niewielki samochód zaparkowany przy chodniku. - Wsiadaj. - Jack delikatnie wepchnął Alice do środka. - Samochód podlega konfiskacie na czas nieokreślony. - powiedział, odwracając się do właścicielki auta, która obserwowała tę scenę szeroko otwartymi oczami. - Na pewno go pani zwrócimy. - mężczyzna uśmiechnął się do niej i usiadł za kierownicą.
- Czy ty właśnie ukradłeś komuś samochód? - spytała Alice po chwili milczenia.
- Nie ukradłem. Zarekwirowałem. Jest różnica. - odpowiedział ponuro Jack.
- Nie, no jasne... - kobieta z westchnieniem opadła na oparcie fotela, znów potrząsając nadgarstkiem.
- Przestań, nie mogę prowadzić. - rzucił w odpowiedzi jej partner. Zmierzyła go wzrokiem, ale już się nie odezwała.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków