• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 147 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Jack Ascott z westchnieniem przeciągnął się na fotelu samochodowym, usiłując rozprostować zdrętwiałe plecy i nogi. Przetarł twarz dłonią i spojrzał na skuloną na fotelu obok partnerkę. Alice spała, jej pistolet leżał na desce rozdzielczej, przeładowany i zabezpieczony. Jack uśmiechnął się, potrząsając ramieniem kobiety.
- Dzień dobry, skarbie. - odezwał się, kiedy Alice spojrzała na niego pytająco i zaśmiał się krótko, widząc ją jeszcze zaspaną i rozczochraną. - Tak nas pilnowałaś? - spytał z uśmiechem.
- Musiałam zasnąć. - odpowiedziała Alice, nie podejmując ich zwyczajowego przekomarzania. - Te fotele są koszmarnie niewygodne. - stwierdziła w końcu, sięgając po butelkę z wodą.
- Schowaj broń, niech nie leży na widoku. - upomniał ją Jack, przekręcając kluczyk w stacyjce.

- Jasny szlag! - Ascott zaklął, gdy samochód zakaszlał, a przednia szybę Land Rovera pokrył spieniony płyn chłodniczy. Alice obejrzała się na niego.
- Co jest? - spytała.
- Chłodnicę diabli wzięli. - odpowiedział krótko Jack, oglądając się i chwilę potem zjechał na pobocze. Alice wysiadła za nim, gdy mężczyzna grzebał w silniku. - Poszła chłodnica. - powtórzył, zatrzaskując maskę i złożył ramiona na piersi.
- Dzwoń po mechanika. - Alice podała mu telefon komórkowy.
- Namierzą nas. - Ascott pokręcił głową.
- To telefon na kartę od Huntera. Może nie namierzą. - odpowiedziała kobieta twardo. Jack spojrzał jej w twarz. - Dzwoń. - powtórzyła kobieta, wkładając mu w dłoń komórkę. - Co jak co, ale samochód jest nam teraz chyba najbardziej potrzebny. - Ascott z westchnieniem, ale już bez sprzeciwów wybrał numer pomocy drogowej i odszedł na bok, żeby porozmawiać.
- Tak, to chyba chłodnica, pewnie silnik się przegrzał. - usłyszała chwilę potem Alice. - Może pan przyjechać i sprawdzić? Dam pięćdziesiąt funtów ekstra. Świetnie, czekam. - Jack przerwał połączenie. - Holownik jedzie. Przewiezie samochód zastępczy - poinformował, wracając do partnerki. - Trochę to pewnie potrwa.

- Coś przedziurawiło chłodnicę. - zameldował mechanik, odwracając się ku Jackowi, a Ascott niemal natychmiast ukucnął przy nim, zaglądając pod podwozie. Zaklął głośno, wyrywając stamtąd niewielkie, okablowane urządzenie. Alice spojrzała ku niemu.
- Mogli się włamać do systemu śledzącego. - powiedział, odwzajemniając spojrzenie i otworzył przed nią drzwi samochodu zastępczego. - Wsiadaj, byle prędko.
- Sto funtów na konto! - zawołał za nim mechanik.
- Jedź, Alice. - Jack usiadł na fotelu pasażera, od razu sięgając po swój pistolet. Słusznie, bo chwilę potem rozległy się strzały, a zza zakrętu wyłonił się wóz Mercera. Kobieta ruszyła niemalże z piskiem opon.
- Prędzej. - polecił Mercer człowiekowi za kierownicą, doganiając ich. Chwilę potem strzelił. Kula śmignęła tuż przed twarzą Alice, a kobieta drgnęła nerwowo, nie wypuściła jednak kierownicy z rąk. Jack odpowiedział strzałem, trafiając kierowcę czarnej furgonetki w dłoń. Tamten wrzasnął rozdzierająco.
- Do dechy, Racine! - krzyknął Ascott. - Jeśli się z nami zrównają, będzie po nas. - Alice mocniej docisnęła pedał gazu, klnąc pod nosem. Mały Volkswagen, którego mieli do dyspozycji, zdecydowanie nie dorównywał szybkością samochodowi Jacka. Ascott strzelił przez tylną szybę i autem Mercera zarzuciło na lewą stronę, gdy obie szyby - tylna Volkswagena i przednia furgonetki - poszły w drobny mak.
- To nie było mądre posunięcie! - skomentowała Alice, odwracając się.
- Co lepszego mogłem zrobić?! - odpowiedział jej Jack, uchylając się gdy padł kolejny strzał. Alice skręciła gwałtownie, o włos mijając auto jadące zna przeciwka. Jechała nieprzepisową stroną szosy, a w szybkim tempie zbliżali się znowu do miasta. Samochód Mercera szybko ich doganiał. Alice uchyliła się przed kolejnym strzałem.
- Gazu, nie mogą nas dogonić! - krzyknął znowu Ascott, zmieniając magazynek. Alice zgrabnie wyprzedziła kilka aut i z trudem powstrzymała się od krzyku, gdy z bocznej uliczki wyjechała ciężarówka. Szarpnęła kierownicą, omal nie tracąc przyczepności. Obejrzała się, mając nadzieję, że Mercera mają już z głowy i jęknęła, widząc czarny furgon, wciąż siedzący jej na ogonie. Mężczyzna znowu uniósł pistolet.
- Za tobą! - krzyknęła Alice ostrzegawczo, w tej samej chwili, w której Jack oddał trzy strzały. David Mercer uchylił się. Kule minęły go o włos. Ascott znowu zaklął. Magazynek miał już prawie pusty.
- Jedź na centrum! - krzyknął, pokazując partnerce drogowskaz, a ona posłusznie skręciła. Zaraz potem krzyknęła, gdy Jack szarpnął kierownicę w swoją stronę. Samochodem zarzuciło na prawy pas.
- Otwórz drzwi kiedy ci powiem! - polecił. - To nie są żarty! - dodał, widząc minę partnerki i znów skręcił kierownicę. Tył samochodu uderzył w czarną furgonetkę, spychając ją niemalże na chodnik. - Już, Alice! - kobieta szarpnęła za klamkę i przetoczyła bezwładnie po asfalcie, gdy Jack wypchnął ją z auta. Sam wyskoczył zaraz po niej. Furgonetka stanęła w płomieniach, gdy Volkswagen wybuchł uderzywszy w słup latarni.
- Rany boskie... - wyszeptał Jack. - Udało się. Nic ci nie jest? - spytał, pomagając wstać partnerce. Alice jęknęła, ale pokręciła głową.
- Nie, ok. - odpowiedziała, stając na nogach. - Uważaj! - wrzasnęła, odpychając go od siebie, gdy jakiś nadpalony kawałek metalu o włos minął jej policzek.
- Zwiewamy, chodź. - Jack objął ją ramieniem i rzucił się biegiem przed siebie.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków