• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 147 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Niektóre przypadkowe spotkania czasem okazują się darem z nieba, chociaż nie zawsze od razu takimi nam się wydają. Kiedy więc pewnego dnia Uenoyama postanawia uciąć sobie energetyczną drzemkę w nowo znalezionej, obiecującej miejscówce, a na miejscu okazje się, że już śpi tam jakiś dziwny, milczący koleś przytulający się do gitary... nie jest zbyt szczęśliwy. Nie wie jednak, jak bardzo ten niepozorny chłopak, przypominający mu czasami bezpańskiego, słodkiego pieska, zmieni jego życie.
Cholerstwo jest naprawdę dobre i muszę przyznać, że wydanie tej mangi w Polsce to strzał w dziesiątkę. Kreska jest świetna. Historia to typowy, łzawy dramat, ale nie ma co, polubiłem Ueno i jego kumpli, bo chociaż są w tle, ich historie są ze sobą powiązane. Samo przeplatanie tej historii muzyką sprawia, że chciałoby się posłuchać bohaterów.
Bez tytułu.jpg

Historia Ritsuki Uenoyamy i Mafuyu Sato zaczyna się od tej desperacko przytulanej gitary i wymiany jej zardzewiałych, popękanych strun, od pierwszego, nienastrojonego jeszcze akordu oraz nieco szalonej prośby o naukę gry na instrumencie. Ta pełna pasji oraz zaparcia prośba sprawia, że Uenoyama zaczyna wspominać, jak to było, gdy sam po raz pierwszy sięgnął po gitarę. Z jakim zacięciem oraz uporem ćwiczył dzień i noc, doprowadzając całą rodzinę do szału nieporadnymi akordami. Z zupełnie niezrozumiałych dla siebie powodów zaczyna również coraz częściej myśleć o wycofanym Mafuyu, wręcz zapominając o bożym świecie. Zabiera go nawet na próbę swojej kapeli, kiedy ten koniecznie upiera się, aby "popatrzeć" i przedstawia go swoim kumplom – nieco groźnie wyglądającemu chłopakowi swojej siostry, Kaijiemu, perkusiście oraz przyjacielskiemu Harukiemu, basiście. Relacja pomiędzy tą czwórką zmieni się diametralnie, gdy pewnego dnia Mafuyu, nie umiejąc jeszcze powtórzyć na instrumencie pewnej niedającej mu spokoju historii – zaśpiewa ją.
u.jpg

Kiedy przyniosłam z Epiku pierwszy tom "Given" miałam ogromną ochotę, żeby czytać tę mangę "już, teraz, natychmiast!". Sama okładka z gitarami sprawiała, że przyciągała mnie do niej jakaś magiczna siła. Nie wspominam o pewnym cichym i nieśmiałym jegomościu, który stał się moim ulubionym bohaterem. Już po pierwszych stronach odpadłam całkowicie, bo i Ritsuka jest tak charakterystyczną postacią męską że miałam ochotę tylko na niego patrzeć i nie czytać dalej. Z każdą kolejną stroną, kiedy poznawałam jego przyjaciół z zespołu, siostrę i tajemniczego Mafuyu wysiadałam jeszcze bardziej. Wszystkie postaci mają tutaj "to coś" co sprawia, że każdą z nich lubię i jej kibicuję. Przede wszystkim "Given" jest opowieścią o pasji i miłości do muzyki, podzielanej przez członków kapeli Ritsuki. Jak również o tej przekazywanej nieogarniającemu zbyt wiele, ale chcącemu się wiele nauczyć Mafuyu wiedzy dotyczącej gry na gitarze. Dlatego też większość scen kręci się wokół grania na instrumentach, prób, a także na komponowaniu. I tutaj pojawia się największa wada tej mangi – muzyki, o której nam opowiada, nie możemy usłyszeć, do czego wręcz zachęcają rysunki Kizu.

Inną kwestią jest to, dlaczego Mafuyu jest tak wycofany i skąd, właściwie, w jego ręce trafiła dobrej jakości, acz zaniedbana gitara. Mam jedynie nadzieję, że Natsuki Kizu w tej kwestii nie pójdzie na tak horrendalne skróty, jak Takarai Rihito w "Ten Count" (choć tę mangę też ubóstwiam). Ten wątek ma spory potencjał i szkoda by go było marnować tylko na rzecz przyspieszenia pojawienia się romantycznych scen. No i jeszcze piękna kreska, która skłania do zatrzymania się na dłużej przy rysunkach. Do tego fascynujące ułożenie włosów jednego z członków zespołu, piercing u innego i cudowne gitary u dwóch głównych bohaterów...

"Given" jest śliczną, słodko-gorzką historią, która jak na razie rozwija się spokojnie, rozsądnie budując relacje pomiędzy bohaterami. Kizu główny wątek rozwija w pierwszym tomie sprawnie, wprowadzając również jeszcze jeden, poboczny, mogący przynieść trochę więcej zawirowań niż główny. Jeśli się zastanawiacie czy sięgnąć po tę mangę od Kotori moja podpowiedź brzmi: TAK, zdecydowanie.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków