• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 147 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Mercer obejrzał się z nadzieją na swojego człowieka, gdy usłyszał sygnał GPS-a. Tamten spojrzał na szefa z uśmiechem.
- Zgadza się. - odpowiedział. - Racine zalogowała się na swoją skrzynkę mailową. Jeśli to potrwa, namierzę ją. - zameldował. - Mam ją. - dodał po chwili.
- Jedziemy. - rzucił krótko Mercer. Samochód zawrócił z piskiem opon.
Młody mężczyzna bezwładnie przetoczył się po ladzie, pchnięty przez jednego z ludzi Mercera i skulił się na podłodze, usiłując osłonić głowę rękami, ale zaraz i tak został poderwany do pionu. David Mercer podszedł do niego, gdy znów został pchnięty i uderzył plecami o ścianę. Powoli musnął palcami jego gardło, patrząc w oczy w gruncie rzeczy młodego chłopaka i dopiero wtedy poddusił, stopniowo zwiększając nacisk na krtań.
- Gadaj. - powiedział, wyjmując zza paska pistolet, który przyłożył mu do skroni. - Kobieta z CIA i jej partner, postawny brunet. Byli tu. - tamten nerwowo pokiwał głową, wciąż czując chłód pistoletu. - Dokąd pojechali? - mężczyzna pokręcił głową przecząco.
- Nie wiem. - z gardła wyrwał mu się szept przemieszany z jękiem.
- W którą stronę?! - Mercer podniósł głos. Po policzkach pracownika stacji poleciały łzy, a on bez słowa wyciągnął rękę, wskazując odpowiedni kierunek.
- No proszę, więc jednak się na coś przydałeś. - uśmiechnął się mężczyzna. - Kto wie, może nawet daruję ci życie. - dodał, chowając broń i skinął dłonią na swoich ludzi, którzy posłusznie podążyli za nim do wyjścia. Pozostawiony samemu sobie sprzedawca powoli osunął się po ścianie na podłogę, wzdychając z ulgą i otarł twarz dłonią. Zaraz potem stracił przytomność.

- Alice... - odezwał się Jack, zerkając na kobietę. Spojrzała na niego pytająco, odwracając wzrok od okna. - Muszę ci coś powiedzieć. Zanim zorientowałem się, że mam założony podsłuch, zadzwonił do mnie Mercer. Oferował ćwierć miliona, jeśli mu cię wydam.
- Ale się nie zgodziłeś. - odpowiedziała Alice.
- Nie, nie zgodziłem. - Ascott pokręcił głową przecząco.
- Więc nie ma o czym mówić. - podsumowała kobieta, składając ramiona na piersi. - Mogę cię zmienić za kierownicą, nie chciałbyś się przespać? Mam też inny pomysł, zatrzymaj się na jakiejś stacji, wtedy prześpimy się oboje.
- Co będzie, jeśli nas znajdą? O tym nie pomyślałaś? - spytał Jack.
- Nie znajdą. - odparła Alice. - Wyprowadziłeś ich w pole, nie wiedzą gdzie nas szukać.
- Ciekawe tylko jak długo. - mężczyzna spojrzał na nią. Agentka niemal natychmiast odwróciła wzrok, nie znajdując żadnego racjonalnego argumentu, ani tym bardziej ciętej riposty.

- Poczekaj no, czekaj - powiedział Ascott, spoglądając na siedzącą obok Alice. - Naprawdę uważasz, że Julia Roberts to największa amerykańska aktorka naszych czasów?
- Tak - odpowiedziała kobieta, unosząc brwi. - A ty nie?
- Daj spokój! A co z Juliannę Moore... Holly Hunter... Meryl Streep... - przez ostatnie dwie godziny dyskutowali o filmach. Jack w wielu kwestiach się z nią nie zgadzał. Uważał na przykład, że Steven Spielberg jest przeceniany a wszystkie komedie romantyczne nakręcone w ciągu ostatnich dziesięciu lat powinno się zniszczyć. I że Gwyneth Paltrow nie jest nawet ładna. Może podróżowała z wariatem?
- Więc uważasz, że nie powinna dostać Oscara za Erin Brockovich? - spytała Alice.
- Żartujesz sobie? Okradziono Joan Allen - stwierdził Jack. - Była niewiarygodna w Ukrytej prawdzie. Racine zmarszczyła brwi
- Czy ty masz słabość do starszych kobiet?
- Nie. Do dobrych aktorek - odparł Ascott, czerwieniąc się i chwilę potem zjechał na parking przy stacji benzynowej. Alice spojrzała na niego pytająco.
- Co ty wyprawiasz? - zadała kolejne pytanie.
- Sama kazałaś mi się przespać, a ja dosłownie padam na twarz, więc dla kilku godzin snu jestem gotowy narazić się na każde ryzyko. - Jack przetarł twarz dłonią. - Głodna?
- Okropnie. - przytaknęła Alice, wysiadając z auta i zatrzasnęła za sobą drzwi. Miała ponaciągane mięśnie nóg, a plecy bolały w milionach miejsc. Przeciągnęła się i ziewnęła. Potem pomaszerowała za Jackiem do wnętrza budynku.
Chwilę potem oboje siedzieli przy niewielkim stoliku w małym barze. Alice upiła łyk swojej herbaty i odwinęła z folii jeszcze ciepłą kanapkę. Jack podniósł na nią wzrok.
- Nie wiem, czy to dobry pomysł. - odezwał się.
- Dam sobie radę, idź spać. - odpowiedziała Alice. - Jestem agentką Secret Service, a gdybyś o tym zapomniał, noszę przy sobie glocka, z którego umiem strzelać i to całkiem nieźle.
- Alice, to nie są żarty. - Jack spojrzał na nią z powagą. - Mercer cię ściga...
- A ja się nie boję Mercera. - przerwała mu kobieta. - Wręcz przeciwnie, chcę tego sukinsyna wreszcie skazać. - Ascott patrzył na nią nie do końca przekonany. - Idź już. - dodała łagodniej Alice. Jack westchnął, ale posłusznie wstał od stolika. Odprowadziła go wzrokiem, gdy kierował się z powrotem w stronę swojego Land Rovera.
Kiedy dołączyła do niego, mężczyzna od dawna już spał. Kobieta uśmiechnęła się, patrząc na niego przez szybę w drzwiach pasażera, potem oparła się plecami o maskę, powoli wdychając chłodne nocne powietrze. Zza paska spodni wyjęła pistolet i magazynek. Powoli przeładowała broń i usiadła na swoim miejscu w samochodzie, pistolet kładąc na desce rozdzielczej.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków