• Wpisów: 1468
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 22:26
  • Licznik odwiedzin: 318 822 / 2088 dni
 
abc.atlant
 
Ed Romley powoli otworzył drzwi mieszkania, które poprzedniego dnia na przesłuchaniu wskazał im Tom Reed. Szybkim spojrzeniem obrzucił pomieszczenia, ale pistoletu nie opuścił. Wszedł głębiej. Tuż za nim trzymała się Emily, również z pistoletem w dłoniach.
- Ktoś tu lubi sobie wypić. - skomentowała, przyglądając się butelkom po wódce i tanim winie, których pełno stało na stole.
- Najwyraźniej. - zgodził się Romley, chowając broń.  - Do roboty, Emily. - kobieta posłusznie założyła lateksowe rękawiczki, zabierając się za przetrząsanie pomieszczenia. - Musimy znaleźć broń, bo ten gnojek nie chce gadać. - westchnął mężczyzna.
- Spokojnie, najważniejsze, że siedzi w areszcie. - odpowiedziała mu Emily znad szuflady z męską bielizną.
- Ale Mercer jest na wolności. - westchnął Romley. - I poluje na naszą Alice. - Emily zatrzasnęła szufladę, otworzyła kolejną, potem zajrzała do komody.
- Zobacz. - rzuciła krótko, wyjmując stamtąd owinięty w wełniany szalik karabin, który dokładnie obejrzała. - Kaliber się zgadza.
- Świetnie. - odpowiedział Romely. - Nareszcie jakaś dobra wiadomość. Zostawiam to w twoich rękach, niech twoi ludzie się tym zajmą. - dodał, wyjmując z kieszeni dzwoniący telefon. - Halo?
- Szefie, adwokat Reeda tu jest. Chce z panem rozmawiać. - rozległ się męski głos po drugiej stronie.
- Pozwoliliście mu zadzwonić?
- No, niestety miał do tego prawo. - Romley westchnął.
- Dobrze, już jadę. - odpowiedział.

Człowiek Mercera drgnął na siedzeniu samochodowym, gdy ekran komputera rozbłysnął na niebiesko i rozległo się głośne piknięcie.
- Szefie... Ascott włączył komórkę. - zameldował, pochylając się nad laptopem. - Mam ich pozycję. Jadą na północ. Wkrótce ich dopadniemy. - David Mercer uśmiechnął się, zsuwając z nosa ciemne okulary. Samochód zawrócił niemalże w miejscu.
- Dobra robota. - pochwalił lakonicznie.
W niecałą godzinę później czarny Suv zaparkował tuż przy samochodzie przewożącym zwierzęta, stojącym na poboczu. Mercer szarpnięciem otworzył drzwi od strony kierowcy.
- Rusz się frajerze. - rzucił jeden z jego podwładnych, wyciągając mężczyznę z auta. - Otwieraj kojce! Prędzej!
- Bez nerwów... - przerażony mężczyzna rozłożył ręce bezradnie, ale zrobił co kazano. Dwóch uzbrojonych mężczyzn wpadło do środka, przepychając się między zwierzętami.
- Gdzie się podziali? - spytał któryś nich. - Dwóch agentów Secret Service. Facet i kobieta. - drugi z mężczyzn spojrzał na urządzenie, które wibrowało w jego dłoni i chicho brzęczało. Zaraz potem podniósł z dna kojca uwalany piachem telefon komórkowy. Bezradnie rozłożył ręce, wychodząc na zewnątrz, a komórkę podał szefowi. Mercer obejrzał ją dokładnie, a kiedy przekonał się, że telefon rzeczywiście należał do Jacka Ascotta, zamachnął się. Mężczyzna jęknął, dotykając rozciętej wargi.
- Jedziemy. - wysyczał przez zęby Mercer.

Jack przetarł wierzchem dłoni oczy i dopijając kawę w papierowym kubku, obejrzał się na siedzącą w samochodzie Alice. Kobieta spała skulona na fotelu pasażera, oparta o szybę. Pod głowę wsunęła zwiniętą w kłąb bluzę. Podniosła jednak głowę gdy wsiadł z powrotem do auta i przeciągnęła się zdrętwiała.
- Dzień dobry... - odezwał się Jack. - Jak spałaś?
- Cudownie. - odparła sarkastycznie Racine, wiążąc włosy w koński ogon. - Przydałby mi się prysznic. I coś do przebrania... - dodała, krytycznie spoglądając na sweter i dżinsy, które nosiła już trzeci dzień z rzędu. - Muszę zadzwonić. - Jack bez słowa wskazał jej budkę telefoniczną, a kobieta również bez słowa wysiadła z auta.
- Kod kontrolny poproszę. - odezwał się kobiecy głos po drugiej stronie. Alice zastanowiła się przez chwilę.
- Kod kontrolny ZGC442. Klucz szyfrowania ANA9. - odpowiedziała. - Muszę pomówić z moim dowódcą, to pilne.
- Mam na linii szóstej Alice Racine! - zawołała młodziutka sekretarka, wbiegając bez pukania do gabinetu Boba Huntera. - Namierzyliśmy telefon.
- Nareszcie. - mężczyzna wyprostował się w fotelu. - Przełącz mnie. - kobieta skinęła głową, a kiedy wyszła z gabinetu, Hunter podniósł słuchawkę telefonu. - Alice, tu Bob Hunter, jest ze mną Ed Romley.
- Gdzie jesteś? - spytał ten drugi. Alice wzięła głęboki wdech.
- Dzwonię z budki telefonicznej, znacie już odpowiedź. - odparła. - Zagrożona. Mercer na mnie poluje.
- Objęliśmy cię programem ochrony świadków. - powiedział Hunter, nie rozumiejąc.
- Nie wystarczyło. Mercer ma wśród swoich ludzi byłych agentów KGB, przyślijcie wsparcie.
- Alice... - zaczął Romley, ale kobieta zdążyła już odłożyć słuchawkę, ponaglana przez Jacka. Hunter oparł głowę na dłoniach. Cała ta sprawa komplikowała się coraz bardziej.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków