• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 173 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Przez tawernę na Tortudze szła młoda - może dwudziestoletnia - dziewczyna. Na białą koszulę i czarną spódniczkę zarzuciła stary płaszcz. Z zielonej bandany zrobiła zgrabną opaskę do włosów, która przytrzymywała w miejscu jej ciemne pukle niesfornych loków. W dłoni ściskała pasek od podręcznego worka, przerzuconego przez ramię. Rozejrzała się wokół i wreszcie przysiadła naprzeciwko mężczyzny z burzą dredów na głowie, w starym pirackim kapeluszu zsuniętym na twarz.
- Szukam pirata. - odezwała się. - Kapitana Jacka Sparrowa. - tamten z hukiem odstawił na stół trzymaną w dłoni butelkę rumu i spojrzał na nią znad trójkątnego ronda.
- To sprzyja ci dziś fortuna. - odpowiedział. - Tak się składa, że jestem nim, we własnej osobie.
- Na pewno jesteś "ten" Jack Sparrow? - dziewczyna zmierzyła go wzrokiem. Pirat spojrzał jej w twarz, na nos upstrzony piegami, w jej zielone oczy, tak znajome.
- Bardziej stosowne byłoby pytanie kim ty jesteś, nieprawdaż?
- Isabell Turner. Córka Willa Turnera i Liz Harrington.
- Ha! - uśmiechnął się Jack. - Płynie w tobie piracka krew, dziecko. A mama nie opowiadała o mnie?
- Opowiadała i to nie raz. - Isabell ściszyła głos. - Jak razem odnaleźliście Źródło Wiecznej Młodości. Coś z niego uszczknąłeś dla siebie... Prawda? - pirat znów się uśmiechnął, tym razem tajemniczo.
- Jack... - dziewczyna wsparła się o blat stołu. - Mój ojciec jest w niebezpieczeństwie. Potrzebuję ciebie... I Perły... - Sparrow pociągnął długi łyk rumu, spoglądając na nią znad butelki.
- Najpierw ty, złociutka, pomożesz mi. - powiedział. - Bo tak się składa, że znowu mi się gdzieś zapodział mój okręt. - Isabell przewróciła oczami. Właściwie mogła się tego spodziewać.
- Stoi. - powiedziała, wyciągając ku piratowi dłoń, którą uścisnął.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków