• Wpisów: 1491
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 20:33
  • Licznik odwiedzin: 321 135 / 2144 dni
 
abc.atlant
 
Przy Źródle Wiecznej Młodości wrzało. Barbossa nie poddawał się, choć wyraźnie tracił przewagę. Wypuścił jednak z dłoni szablę, gdy ostrze Czarnobrodego raniło go w ramię.
- Spodziewałem się nieco dłuższej walki! - zaśmiał się Teach. Hektor nie odpowiedział, zdzielił go tylko pięścią, a wykorzystując chwilę rozproszenia przeciwnika z powrotem sięgnął po broń. Czarnobrody ponownie zaatakował, zwodząc go skomplikowanym manewrem i podciął. Barbossa z jękiem bólu padł ciężko na plecy i wsparł na pobliskim kamieniu, usiłując wstać. Uśmiechnął się jednak, spoglądając na Czarnobrodego.
- Przestaniesz się szczerzyć, kiedy cię rozpłatam. - rzucił tamten. Hektor skrzyżował z nim ostrze.
- Obejrzyj się Edwardzie Teach. - powiedział. Czarnobrody odwrócił się powoli. Z mgły wyłaniały się właśnie sylwetki Hiszpanów. W jednej chwili zaniechano walki. Ucichły odgłosy stali uderzającej o stal. Hiszpański dowódca rozejrzał się powoli.
- Seniorita... - odezwał się, spoglądając na Angelicę. - Kielichy poproszę. - Angelica, z przerażeniem malującym się na twarzy, oddała mu naczynia. Kryjący się za nią Jack przyglądał się temu w milczeniu. Hiszpan dokładnie obejrzał kielichy.
- Życiem wiecznym obdarzyć może Bóg. - przemówił w końcu. - Nie jakieś pogańskie wody. - powiedział, odrzucając kielichy daleko od siebie. - Żołnierze, zniszczyć tę bezbożną świątynię! - rozkazał. Czarnobrody zmrużył oczy, zbliżając się do niego.
- Głupcze... - syknął Hiszpan. - To, czego szukasz, może dać jedynie wiara. - powiedział, obnażając klingę.
- Wiara? - Teach parsknął. - Światło wiary pozwala widzieć, lecz jej mroki potrafią oślepić... - pirat przerwał wpół zdania, raniony od tyłu przez Barbossę. Cisze po burzy przeszył odgłos przebijanego ciała, a Czarnobrody padł bez słowa.
- Coś ty zrobił?! - Angelica natychmiast uklękła przy ojcu. Jack rzucił się za nią.
- Angelico, nie! - krzyknął. - Jest zatruta! - kobieta z przerażeniem spojrzała na swoją dłoń, rozciętą ostrzem szabli Hektora. Barbossa uśmiechnął się zwycięsko.
- Nie jestem durniem, by mierzyć się z Czarnobrodym bez jadowitej przewagi. - powiedział. Kobieta spojrzała na Jacka ze łzami w oczach. Zrozumiał bez słowa i rzucił się na poszukiwanie kielichów. Barbossa uniósł czarną szablę.
- Okręt Czarnobrodego, jego załoga i ta szabla to zadośćuczynienie za moją utraconą nogę. - oświadczył. - Za mną! - zarządził i załoganci posłusznie podążyli za nim. Jack przerwał poszukiwania kielichów, gdy skalna ściana roztrzaskała się, gdy Hiszpanom udało się zwalić na nią ciężką kolumnę, ale rzuciwszy okiem na konających Angelicę i jej ojca, znów wrócił do szukania naczyń, a widząc błysk szkła, zgarnął z wody kielichy i wyszarpnął z kieszeni fiolkę z łzą. Źródło zostało zniszczone, ale z roztrzaskanej skały wciąż sączyła się niewielka strużka wody. Jack ukląkł przy skale, do każdego z kielichów łapiąc kilka kropli cennej cieczy. Do jednego z nich dodał łzę syreny. Potem rzucił się biegiem z powrotem.
- Wypij. - powiedział, klękając przy Angelice. - W tym jest łza. Ty weź drugi. - zwrócił się do Czarnobrodego.
- Nie... - jęknęła Angelica, spoglądając na niego mokrymi od płaczu oczami. Jack odwzajemnił spojrzenie.
- Obojga nie ocalę. - powiedział. - I jedno się poświęci.
- Weź, ojcze. - zaszlochała Angelica. - Dla ratowania duszy.
- Kapitanie Teach, ona umiera. - zaoponował Jack. - Musisz ratować córkę. - Czarnobrody przeniósł wzrok na kielichy.
- Ten ujmuje życia? A ten ze łzą je daje? - upewnił się. Jack skinął głową energicznie.
- Tak, szybko. - odparł. Czarnobrody bez wahania chwycił odpowiedni kielich i łapczywie wypił jego zawartość.
- Ratuj mnie, dziecko. - zwrócił się do Angeliki. Tamta wyrwała z dłoni Sparrowa drugi z kielichów.
- Kocham cię, ojcze. - zaszlochała. Jack westchnął z rezygnacją i odwrócił się na pięcie z zamiarem odejścia, ale coś go powstrzymało.
- Chwileczkę... - odezwał się. - A może jednak było odwrotnie? W tym była łza, a w tym to drugie. - Czarnobrody zerwał się na równe nogi, pomimo rany.
- Oszust! Diabeł! - wrzasnął wściekle.
- Ojcze...! - Angelica urwała wpół zdania, patrząc na swoją dłoń. Rana od zatrutej szabli w jednym momencie się zasklepiła. - Łajdaku, jak mogłeś! - rzuciła oskarżycielsko. Jack uniósł dłonie w obronnym geście.
- Ojciec cię ocalił. Może zazna odkupienia. - odezwał się. W tej samej chwili woda wezbrała, porywając ze sobą Czarnobrodego. Stary pirat wrzeszczał rozpaczliwie, gdy woda wirowała wokół niego szaleńczo, aż w końcu na ziemię opadły tylko jego gołe kości. Jack patrzył na to w milczeniu, Angelica natomiast zaniosła się rozrywającym płaczem.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków