• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 173 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Z nauką koniec na dziś, więc wpadam na chwilkę, żeby zrelacjonować wczorajsze wyjście do kina na nowy film z Rowanem Atkinsonem. Cóż... Nie za bardzo przepadam za nim w roli Jasia Fasoli, a postać przez niego grana sprawiała, że i do tego aktora niekoniecznie pałałam sympatią. Ale kumpela stwierdziła, że koniecznie muszę obejrzeć ten film, ja doszłam do wniosku, że jak go oglądać, to tylko z nią (dobra zabawa murowana), a to z kolei zaowocowało wtorkowym seansem. Jeśli macie wolne popołudnie lub wieczór i w repertuarze nie znajdziecie dla siebie niczego konkretnego, to "Johnny English: Nokaut" może wam umilić ten wolny czas.
Johnny English.jpg

Nie oczekiwałam zbyt wiele, ale zostałam całkiem pozytywnie zaskoczona. Dostałam przyjemną parodię filmu akcji, przy okazji uświadamiając sobie, że dokładnie tego potrzebowałam, żeby choć na chwilę odciąć się od tego całego zamieszania związanego ze szkołą, bo potem nie będę mogła sobie na taki luksus pozwolić. Fabuła jest bardzo prosta, szczerze mówiąc na dobrą sprawę mogłoby nie być jej wcale, bo od razu wiadomo, kto jest dobry, kto jest zły, co się wydarzy, ale to w ogóle nie o to chodzi. Film nie stara się być tajemniczy, w końcu to jest lekka i sympatyczna komedia.

Połowa sali pokładała się u mnie ze śmiechu. Ja też się śmiałam, choć nie aż tak, ale może też część żartów do mnie nie trafiło. Ja mam specyficzne poczucie humoru, a to swoje robi... Mimo to pod względem komediowym film podobał mi się bardzo. To jest po prostu Rowan Atkinson, który jak zawsze gra samego siebie i który rozśmiesza już swoimi ruchami. Pomijając już fakt, że Jasia Fasoli nie cierpię, to jako Johnny English ten aktor tak bardzo do mnie przemawia... Zastanawiam się tylko kto English'a wcielił do Secret Service? Co, testów nie było jakichś, z łapanki, z ulicy, no nie wiem, mniejsza (aczkolwiek z takim agentem bym nie chciała pracować). Do jego asystenta już na początku zapałałam szczerą sympatią, jest cudowny.

"Johnny English: Nokaut" nie wprowadza żadnych innowacji czy świeżych pomysłów; za to swoim archaicznym stylem i miałką fabułą bawi i pozwala się zrelaksować. I chociażby tylko po to, żeby odpocząć od szarej rzeczywistości warto dać mu szansę.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków