• Wpisów: 1456
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 22:52
  • Licznik odwiedzin: 317 500 / 2059 dni
 
abc.atlant
 
Alice powoli podniosła się do pozycji siedzącej i przeczesała palcami włosy. Poprzedniego dnia zasnęła na fotelu, przy laptopie, ale ktoś musiał ją przenieść na łóżko, najpewniej Jack. Kobieta powoli zsunęła z siebie koc i opuściła nogi na podłogę.
- Wstałaś... - odezwał się mężczyzna, wchodząc do pokoju. - Kawa. - powiedział, wręczając jej kubek. - Na fotelu masz ubrania na zmianę. Chyba twój rozmiar.
- Dzięki. Kawa się przyda. - Alice upiła łyk z kubka i przejrzała leżące na oparciu fotela ciuchy. Spodnie i sweter rzeczywiście były w jej rozmiarze i po szybkim prysznicu z przyjemnością przebrała się w coś czystego. Jack spojrzał na nią.
- Zejdziemy na śniadanie? - spytał. - Dzwoniła do ciebie Emily, pozwoliłem sobie odebrać. Znaleźli tego człowieka, który podłożył ładunek wybuchowy w tym centrum handlowym i który próbował cię skasować. Maglują go od wczoraj, ale poza tym wiedzą niewiele. Namierzyli jego kryjówkę...
- Spałeś? - Alice przerwała mu i bez zbędnych wstępów zadała pytanie.
- Nie mogłem, musiałem cię pilnować. - odpowiedział Jack, wstając z miejsca. Alice oparła się biodrem o fotel, a kiedy spojrzała na niego z wyczekiwaniem, mężczyzna westchnął. - Wiesz jak nas znaleźli? - spytał, pokazując jej maleńkie urządzenie, które jeszcze wczoraj podpięte do baterii jego telefonu mrugało na zielono. - To znalazłem pod obudową komórki.
- Podsłuch? - spytała Alice, wyciągając dłoń po zieloną diodę.
- I urządzenie namierzające. - podpowiedział Jack. - Alice... - mężczyzna odwrócił wzrok. - Zawsze wszystko muszę spieprzyć.
- Jeszcze niczego nie spieprzyłeś. - kobieta pokręciła głową. - Żyję, tak? Stoję tu. - Alice uśmiechnęła się. - Zejdźmy na śniadanie, bo mam nieuzasadnioną ochotę na dżem truskawkowy. - Jack uśmiechnął się lekko. - Potem się prześpisz. A ja spróbuję się czegoś dowiedzieć i skontaktuję z centralą.

Alice wsunęła do ust tost z dżemem truskawkowym i przeniosła wzrok na Jacka. Mężczyzna mieszał w kubku drugą kawę, najwyraźniej pomimo jej prośby, nie zamierzając kłaść się później spać.
- Zastanawia mnie... - odezwał się w końcu. - Wiedzą, że tu jesteśmy. Wczorajszej nocy ktoś od Mercera stał po drugiej stronie ulicy, obserwował nas. Dlaczego nie spróbują wejść do hotelu, tak jak to zrobili tamtym razem? - Alice nie zdążyła nawet otworzyć ust, gdy szyba ogromnego okna wychodzącego na ulicę, rozsypała się w drobny mak, a tuż koło ucha kobiety śmignął pocisk. Ktoś krzyknął. Obsługa próbowała zaprowadzić porządek.
- Proszę zachować spokój! - zawołał Jack, zrywając się z miejsca. Jedną dłonią wyszarpnął naładowany pistolet zza paska, drugą, tą w której trzymał identyfikator, podniósł do góry. - Proszę o spokój! - powtórzył. - Wszystko będzie dobrze. CIA. - Alice podniosła z podłogi łuskę i dokładnie ją obejrzała.
- To było ostrzeżenie. - stwierdziła, pokazując pocisk partnerowi. - Gdyby chcieli mnie teraz zabić już bym leżała martwa na podłodze. Do wieczora musimy się stąd ewakuować. Tak myślę... - dodała, wyjmując własną broń. - Wszystko pod kontrolą, nikomu nic się nie stanie! - zawołała jeszcze, spoglądając na przestraszone twarze gości hotelowych. Skinęła głową na Jacka, kierując się w stronę windy.
Będąc już w pokoju, Alice podeszła do hotelowego telefonu, z pamięci wybierając numer Emily.
- Technika. - odezwała się kobieta, okręcając się na swoim fotelu. - A, to ty Alice.
- Emily? Zrób coś dla mnie. - Alice obejrzała trzymany w dwóch palcach pocisk. - Chodzi o analizę łuski.
- Nie dajecie mi odpocząć. - uśmiechnęła się do siebie Emily. - O co chodzi?
- O łuskę. Miedziana, centralny zapłon, wygląda na kaliber dwanaście, ale oznaczona jest liczbą trzydzieści trzy. Słyszałaś o czymś takim?
- Nie ma takiego numeru, to jakaś lipa.
- Przed chwilą omal nie rozwaliła mi głowy. - Emily zaniemówiła.
- Przepraszam... - odpowiedziała po chwili. - Co rusz produkują coś nowego. Sprawdzę, możesz zadzwonić za godzinę? - Alice potwierdziła, rozłączając się. Jack stanął za nią.
- To co teraz? Masz jakiś plan? - spytał, składając ramiona na piersi. - Ty zawsze masz plan.
- Chyba nie tym razem. - kobieta pokręciła głową. - Na razie czekamy aż Emily się odezwie.
- Alice... - mężczyzna wziął ją za nadgarstek i stanowczym ruchem posadził na skraju łóżka. - Nie chciałem tego robić w takich okolicznościach. - dodał, siadając obok. - Chciałem... - Jack wyjął z kieszeni niewielkie pudełeczko. - Racine, kocham cię. Wyjdziesz za mnie?
- Niewiele o mnie wiesz. - Alice odwróciła wzrok.
- To mi opowiedz. - Jack ujął ją pod brodę, nakierowując jej wzrok z powrotem na siebie.
- Najpierw zastanów się czy chcesz się wiązać na śmierć i życie z kimś, kogo Stany Zjednoczone śledzą od poczęcia. Tego Hunter ci nie powiedział. - dodała, widząc nieco zdziwioną minę partnera.
- Co zrobiłaś? - spytał tylko Jack.
- Kiedy miałam dwanaście lat matka wywiozła mnie do Stanów, rok później opieka społeczna zgarnęła mnie z ulicy. Kilka rodzin zastępczych, sześć różnych szkół... Nic ciekawego. Złamałam nauczycielowi rękę, bo podejrzewałam go o dobieranie się do uczennic.
- Podejrzenia były... Zasadne? - domyślił się Ascott. Racine tylko pokiwała głową z uśmiechem. - No proszę... Urodzony pies gończy.
- Gliniarze wciągnęli mnie do policyjnej ligi sportowej, trzy lata później dostałam stypendium sportowe w Northwestern. Zwerbowano mnie, bo miałam rewelacyjne wyniki testów, a w agencji brakowało oficerów śledczych. Cała historia. Próbowałam odejść po zamachu w 2012, ale zlecono mi misję w środowisko londyńskich dżihadystów. Resztę mniej więcej znasz.
- I po tym wszystkim wciąż chcę dzielić z tobą życie. - uśmiechnął się Jack. - To jak będzie? - Alice uśmiechnęła się, wyjmując mu z dłoni pudełko z prostym, srebrnym pierścionkiem i powoli wsunęła krążek na palec. Mężczyzna odwzajemnił uśmiech i objął ją ramieniem, przytulając. - Zobaczysz, tego gnoja, który na ciebie poluje, dorwiemy. Obiecuję.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków