• Wpisów: 1456
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 22:52
  • Licznik odwiedzin: 317 500 / 2059 dni
 
abc.atlant
 
- Zatoka Białych Pian! - po pokładzie poniósł się okrzyk i Jack odwrócił wzrok od Angeliki. Tamta uśmiechnęła się.
- Wszyscy na pokład! - wrzasnęła, wychodząc na zewnątrz. - Do szalup! - zbudzona brutalnie Liz rozejrzała się zdezorientowana. Kiedy stanęła na lądzie wraz z Jackiem, na brzegu już rozkładano sieci.
- Niech się nie zaplączą! - przypomniał Czarnobrody. - Mają być godne naszych szlachetnych gości. Potrzebujemy światła. - zwrócił się do córki. - Dużo światła. - dodał, po czym skinął na Sparrowa. - Za mną. - rzucił krótko. Jack odwrócił się jeszcze ku Liz. Bez wahania podążyła za nim.
Teach poprowadził ich na szczyt starej latarni morskiej, której powtórnym rozświetleniem zajęło się dwóch bardziej rozgarniętych załogantów. Jack podszedł do jednego z okien.
- Początek księżycowego cyklu, pierwszego tego lata. - odezwała się Angelica, stając obok. - Idealny moment, żeby zdobyć łzę syreny. - oboje odwrócili się, gdy latarnia rozbłysła światłem. - Nareszcie. - Angelica uśmiechnęła się. Liz patrzyła w milczeniu na szalupę z szóstką załogantów, wysłaną w morze. Byli przynętą. Wiedziała co się z nimi stanie, znała opowieści o syrenach. Wkrótce dobiegł ją cichy śpiew Scrum'a - syreny lubiły kiedy się im śpiewało - i wkrótce woda zafalowała, a na powierzchnię wynurzyła się jedna z nich, opierając się o burtę. Posadzeni w szalupie marynarze wpatrywali się w osłupieniu w spoglądającą na nich z ciekawością młodą dziewczynę.
- Umiesz mówić? - spytał w końcu Scrum.
- Tak. - syrena uśmiechnęła się, a mężczyzna zbliżył do niej.
- Piękna jesteś. - wyszeptał.
- To ty tak śpiewasz? - spytała syrena. Scrum skinął głową. - "Żeglarzu mój, dla ciebie ja jedyna"? - marynarz znów potaknął, ale towarzysze natychmiast odciągnęli go w tył, każąc się otrząsnąć.
- Przestańcie! - Scrum wyrwał się im. - Wiele dobrego w moim krótkim życiu się nie wydarzyło, ale chce móc powiedzieć, że Scrum pocałował prawdziwą syrenę. Więc puśćcie mnie do cholery! - krzyknął, uwalniając się z ich uścisku. Na powrót zbliżył się do syreny i zamknął oczy, muskając wargami jej usta. Tamta uśmiechnęła się z rozkoszą i zsunęła pod wodę, ciągnąc go za sobą. Dopiero gdy zanurzył głowę w morzu, Scrum otrząsnął się i z wrzaskiem usiadł z powrotem w lodzi. W wodzie natychmiast zakotłowało się od syren chcących wywrócić łódkę. Liz odwróciła wzrok.
- Do dzieła! - zawołał Czarnobrody. - Zaczęło się! - Liz pobiegła w ślad za Jackiem, zmierzającym z powrotem na pomost.
- Przyciągnijcie je na brzeg! - zawołał pirat, wrzucając do wody pierwszą baryłkę z prochem. Oślepione i wystraszone wybuchami syreny rzeczywiście kierowały się ku plaży.
- Sieci do wody! - wydała rozkaz Angelica. - Szybko! - syreny wreszcie dopięły swego i łódź wywróciła się do góry dnem. Szóstka załogantów została wciągnięta pod wodę. Teraz zajęły się mężczyznami, zarzucającymi sieci. Jeden po drugim, opleceni linami z wodorostów, tracili grunt pod nogami i byli ciągnięci na głębinę. Liz patrzyła na to z przerażeniem.
- Wycofać się! - krzyknęła w końcu. - Wycofać się do lądu!
- Ratujcie się! Wycofujcie! - podłapał Jack. Czarnobrody pokręcił głową z politowaniem.
- Tchórze... - wysyczał. - Na lądzie nie znajdziecie ratunku. Daję słowo. - powiedział, ujmując pistolet po czym zastrzelił jednego ze swoich ludzi. Wśród załogantów zawrzała panika.
Liz wrzasnęła, gdy zniszczony przez syreny pomost runął do wody, a ona wraz z nim. Jej nogę oplotły wodorosty. Złapała się kurczowo belki. Zaraz też dopadł do niej Jack i rozciąwszy więzy, pomógł jej wydostać się na brzeg.
- To nie polowanie, to rzeź. - odezwała się kobieta. - W której łowca staje się zwierzyną. - Angelica cisnęła do wody ostatnią baryłkę prochu, a wybuch doszczętnie zniszczył pomost, odegnał jednak syreny. Nie złapali ani jednej. Czarnobrody zmarszczył brwi i odchrząknął z niezadowoleniem.
- Opatrzcie rannych! - nakazał. - Sprawdźcie, czy któraś syrena jeszcze żyje! - Liz wstała z piasku, wspierając się na Jacku i odbiegła w stronę, gdzie nastąpił wybuch. Pod grubą, drewnianą belką, trzepotał się syreni ogon. Ona sama zaplątana była w sieć, a gdy kobiecie udało się odrzucić ciężką belkę, spojrzała na nią wystraszona. Liz odwzajemniła spojrzenie. Zaraz potem krzyknęła i zakryła dłonią usta, gdy Czarnobrody przebił szablą serce syreny. Wydała z siebie ciche westchnienie i skonała, uroniwszy jedyną łzę, którą Teach złapał do niewielkiej fiolki. Angelica uklękła obok, obejmując ramionami szlochającą cicho Liz.
- Dobra robota, Harrington. - rzucił Czarnobrody. - Wracamy na okręt! Skierujemy się do jakiejś bezpiecznej zatoki. - Angelica odprowadziła go wzrokiem. Chciała zdobyć tę łzę, fakt. Ale nie za taką cenę.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego