• Wpisów: 1490
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 20:24
  • Licznik odwiedzin: 321 004 / 2141 dni
 
abc.atlant
 
Pierwszy oficer Zemsty Królowej Anny zeszła pod pokład, rozglądając się za Jackiem.
- Sparrow? - odezwała się w końcu. Pirat natychmiast wysunął się z cienia i zaszedł kobietę od tyłu, przykładając jej do szyi hak. Szabla i pistolet zniknęły wraz z kapeluszem.
- Witaj, Angelico. - powiedział, uśmiechnąwszy się.
- Cześć, Jack. - odparła tamta. - Pod wrażeniem?
- Nie zgrywaj niewiniątka. Czego chcesz? Ty bezwzględna, bezduszna, zrzędliwa łajzo... Do czego ci jestem potrzebny?
- Chodzą słuchy, że dotarłeś do Źródła, Jack. Do Źródła Wiecznej Młodości. Czarnobrody pragnie, aby również do niego dotrzeć.
- Czarnobrody. Edward Teach. Pirat budzący grozę wśród piratów. W czasie wolnym wskrzesiciel trupów.
- Jestem jego córką. - powiedziała Angelica. Jacka zamurowało.
- Córką... Przez niego poczętą? - spytał w końcu.
- Dawno zaginioną. Niedawno odzyskaną. Kochającą drogiego papę z całej duszy.- Jack zmarszczył nos.
- Kupił to? - nie czekając na odpowiedź, odjął Angelice od gardła hak i wepchnął ją za stos skrzyń, gdy pod pokład zszedł jeden z oficerów. - Źródło Młodości ma być dla niego, albo dla was obojga, ale nie dla nas. - podsumował.
- Nie, Jack. - Angelica pokręciła głową. - Już nie będzie żył.
- Sama tego dopilnujesz?
- Istnieje pewna przepowiednia. Czarnobrody sczeźnie nim miną dwa tygodnie. Za sprawą jednonogiego. Dlatego tak mu spieszno do Źródła. - powiedziała kobieta i odeszła. Jack zmarszczył brwi. Jednonogiego?

- Jack, czy ty siebie w ogóle słyszysz? - Liz wściekle przejechała mopem po deskach pokładu. - Uśpiła nas, podstępem zawlokła na statek, Stwórca jeden wie co z Perłą, naszą załogą, czy oni w ogóle jeszcze żyją, a ty chcesz jej jeszcze pomagać?
- To chyba jedyny sposób, żeby nas z tego wyciągnąć. - odparował Jack, pochylony nad szczotką.
- Czarnobrody potrzebuje Źródła, żeby nie pozwolić wypełnić się przepowiedni, Angelica wręcz przeciwnie, chce się pozbyć ojczulka i zagarnąć dla siebie wieczną młodość, ale nie może, bo nie zna drogi do Źródła. Znasz ją natomiast ty. I... Właściwie jaki ty masz w tym wszystkim interes? - spytała Liz, kończąc wywód.
- Wieczna młodość, Lizzie. - Jack wstał, odrzucając szczotkę na bok. - Wolność od śmierci. Możliwość pływania po wszystkich siedmiu morzach po kres świata. Kapitan Jack Sparrow, ostatni pirat.
- Jack... - Liz przełożyła mop w drugą dłoń. - Z byciem ostatnim wiąże się pewien szkopuł. Wkrótce nie ostanie się żaden. - pirat spojrzał na nią już bez uśmiechu. - A jednonogi? Wiesz o kogo chodzi? Wystarczy choć podejrzenie.
- Nie znam żadnego pirata bez nogi. - odpowiedział Sparrow, podnosząc szczotkę z podłogi i skierował się pod pokład. Liz odprowadziła go wzrokiem, ale pokręciwszy głową z rezygnacją, wróciła do przerwanej roboty. Zaklęła cicho. Mogła się domyślić, że w obecności Jacka nie da się uniknąć kłopotów.

Liz jęknęła, uderzając o twardą podłogę i podniosła wzrok. Jeden z oficerów brutalnie ją obudził, zrzucając z hamaka. Kobieta jęknęła powtórnie, przykładając palce do pulsującej skroni. Głowa pękała jej z bólu. Mimo to powoli wciągnęła na nogi buty i wstała, a biorąc od mężczyzny zombie szczotkę na długim kiju, zmierzyła go wrogim spojrzeniem. Ani trochę go to nie ruszyło.
Liz westchnęła, osłaniając oczy przed ostrym słońcem. Czy pokład naprawdę wymagał codziennego szorowania? Kobieta bez jednego słowa pochyliła się, zaczynając zmiatać z desek śmieci i resztki posiłków. Ból głowy stopniowo się nasilał, chyba miała też gorączkę, łamało ją w krzyżu. Czuła się potwornie.
- Liz, Lizzie! - kobieta powoli podniosła głowę, nie wiedząc jak znalazła się w ramionach Jacka. Sparrow patrzył na nią z troską, obok dostrzegła też Scrum'a z jej szczotką w ręce. Spojrzała pytająco w twarz pirata.
- Zasłabłaś, Liz. - wyjaśnił Jack. Kobieta wsparła się na nim, gdy prowadził ją ku schodom, prowadzącym na mostek kapitański. - Usiądź. - poprosił, podtrzymując ją za ramię. Liz natychmiast wcisnęła głowę między kolana. Było jej potwornie słabo. - Rozpalona jesteś. - usłyszała jeszcze, zanim przez dźwięki życia pokładowego przedarł się ryk jednego z oficerów. W następnej chwili ktoś szarpnął ją za ramię, podrywając do góry i pchnął ku innym załogantom. Z jękiem upadła na deski, słysząc jeszcze zuchwałe odzywki Jacka i świst nahajki. Udało jej się pozbierać z podłogi i chwycić Sparrowa za rękaw płaszcza.
- Jack... Jack! - zawołała, przekrzykując go. - Nic mi nie będzie, wracajmy do pracy. - powiedziała. - Nic mi nie będzie. - powtórzyła twardo, widząc bunt w oczach pirata.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków