• Wpisów: 1464
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 5 dni temu, 22:38
  • Licznik odwiedzin: 318 431 / 2080 dni
 
abc.atlant
 
"Miłość jest irracjonalna. Nie trzyma się żadnych zasad. Nawet własnych. Miłość to jedyna rzecz we wszechświecie, której nie da się przewidzieć." - "Piąta fala; Bezkresne morze" - Rick Yancey

Wczoraj obejrzałam w końcu "Elizabethtown", zabierając się za ten film od dobrych dwóch tygodni i całkowicie zauroczyła mnie jego atmosfera. Komedie romantyczne jako takie oglądam rzadko (a już polskich to wcale), bo takie kino zawsze było dla mnie zbyt cukierkowe, zbyt idealne, te wszystkie "niesamowite zbiegi okoliczności" i tym podobne (wystarczy włączyć pierwszy lepszy polski serial - tego też nie trawię - i wiadomo o co chodzi)... Ten taki nie jest! Ten jest... Specyficzny, bo chyba właśnie to słowo określa go najlepiej. To nie jest film, który można zoczaczyć tylko raz. To jest w nim fajne: przyjemny film, z którego można wiele wyciągnąć. Ale oglądając go po raz kolejny. To trochę jak z dziełami Profesora Tolkiena (bo to zawsze moje ulubione porównanie), nie da się w nich zobaczyć wszystkiego od razu. Na pewno jest to film z drugim dnem (a ja się chwalę, że się do niego dokopałam). Jego wielką zaletą jest kompletny barak schematu (nareszcie). Myślę, że wielowątkowość to zamierzony przez autorów zabieg. Film zmienia się znacznie parę razy podczas jego trwania i właściwie jest podzielona trzy części. Pokazuje nam to jakie życie jest złożone i problem relacji międzyludzkich bez zbędnych... Manewrów. To też jego urok.

Kocham ten film. Od pierwszego wejrzenia i za wszystko. Za muzykę (bo dzisiaj cały soundtrack przesłuchałam na nowo), za zdjęcia, za amerykańskie przedmieścia i wioski, za zobrazowanie stosunków rodzinnych, których ukazanie to coś pięknego, za monologi, za Claire (moja osobista bohaterka), po prostu za klimat. Przywodzi mina myśl powieści Nicholasa Sparksa, za to też ogromny plus, bo kocham jego historie (zawsze mnie potrafi ten autor wyciągnąć z dołka) no i... Orlando! Perfekcyjny, kochany, subtelny, ciepły, uroczy... Kochany... Do filmu na pewno wrócę jeszcze niejeden raz, jest super, szkoda tylko, że tak bardzo niedoceniony (jak czytałam niektóre recenzje na platformie Filmweb to aż mi smutno było). Jeśli o mnie chodzi to polecam, na jakiś gorszy wieczór jest w sam raz.
Edit; Claire... Kocham cię (i scenarzystę też) za tę wypowiedź:

  •  
  • Pozostało 1000 znaków