• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2053 dni
 
abc.atlant
 
Alice obudziła się gwałtownie. Coś strzeliło jej w szyi.
- Auć! - syknęła, prostując się w fotelu samochodowym. Pomasowała kark, ale ból nie mijał. W jakiej pozycji ona spała? Za oknem było ciemno, więc musiał być środek nocy. Wysunęła rękę spod koca, którym musiał okryć ją Jack, bo wcześniej go nie miała i spojrzała na podświetlaną tarczę zegarka.
- Cześć, skarbie. - odezwał się jej partner, zerkając na nią. - Jak się spało?
- Nie najlepiej. - odpowiedziała Alice i wzięła od niego butelkę wody, z której upiła długi łyk. - Gdzie jesteśmy?
- W drodze do Glasgow. Niedaleko Manchesteru. Nie wiem dokładnie. - Jack westchnął. - Nie powinienem ci mówić. Hunter zabronił. - Alice opowiedziała westchnieniem, znów wyglądając przez okno. - Prawdę mówiąc miałem zamiar niedługo zatrzymać się w jakimś barze. - Alice skinęła głową, choć wcale nie poczuła się lepiej. Może dlatego, że nie mogła sama zdecydować co robić. Może dlatego, że ścigali ją ludzie Mercera. Może dlatego, że nie miała wpływu na działania podejmowane obecnie przez jej kolegów z CIA. No i jeszcze musiała koniecznie... Skorzystać z toalety.
- Dlaczego właściwie pojechałeś ze mną? - spytała, odwracając się ku partnerowi. - Nie tylko dlatego, że polecił ci to Hunter.
- Nie. - odpowiedział Jack, wpatrując się w drogę przed sobą. - Ale to nie najlepszy moment na takie rozmowy. Szykuje się poważna akcja, nie mogłem cię tam zostawić. - Ascott skręcił gwałtownie i zwolnił. Alice wyjrzała przez okno na niewielki budynek. Stało przed nim kilkanaście ciężarówek, autobusów i samochodów, a wielka tablica informowała po prostu: Jedzenie.
Alice odrzuciła koc na tylne siedzenie. Jeśli to jest restauracja, to znaczy, że mają też toalety. A jeśli mają toalety, to znaczy, że rozwiąże przynajmniej jeden ze swoich problemów.
Mimo nocnej pory w barze, nad talerzami z jedzeniem siedziało sporo ludzi. Podczas gdy Jack przeglądał wywieszone na ścianie menu, Alice podeszła do lady, za którą kobieta o nastroszonych włosach i bardzo różowych ustach przyjmowała od kogoś zamówienie.
- Gdzie jest toaleta? - spytała agentka, gdy tamta przeniosła wzrok na nią. Kobieta bardzo powoli zrobiła balon z różowej gumy do żucia.
- Za budynkiem, na lewo. - odpowiedziała, a potem wyjęła ze stojaka na ladzie garść brązowych serwetek. - Przydadzą ci się. Papier się skończył.
- Dzięki. - rzuciła jeszcze Alice, biorąc od niej szorstkie serwetki. Pchnęła szklane drzwi, obeszła budynek i zajrzała do toalety.
Omal nie zemdlała z powodu smrodu, który uderzył ją jak obuch, gdy tylko zamknęła za sobą drzwi. Nic dziwnego, że skończył im się papier. Cała podłoga była nim zasłana. A także błotem, kilkoma opakowaniami po chusteczkach i brązowymi torebkami.
Toaleta wyglądała, jakby nie sprzątali jej od dziesięciu lat. Alice bez wahania odłożyła trzymane w dłoni serwetki na brzeg umywalki i zawróciła, kierując się z powrotem w stronę baru. Istniały pewne granice.
Jack siedział przy stoliku pod oknem. Uśmiechnął się, gdy do niego dołączyła, stawiając przed nią papierowy kubek z kawą.
- Byłaś w toalecie? - spytał. Alice objęła dłońmi swój kubek, z wahaniem upijając łyk kawy.
- Wytrzymam. - odpowiedziała.
- Zjesz coś? Naleśniki, które zamówił tamten facet pachną obłędnie.
- Dzięki, nie jestem głodna. - kobieta pokręciła głową.
- Chyba żartujesz. Kiedy jadłaś coś ostatnio?
- Czy kawałek sernika w Whiteleys się liczy? - spytała podchwytliwie Alice.
- Oczywiście, że nie. Jak to możliwe, że nie jesteś teraz głodna? - kobieta westchnęła.
- Nie mam pieniędzy, Jack. - odpowiedziała wreszcie.
- Zamów coś. Albo cię tu zostawię. - Alice roześmiała się, choć tak naprawdę wcale nie były jej do śmiechu. - Co weźmiesz?
- Niech będą te naleśniki. - Jack uśmiechnął się do niej.
- Świetnie. - odpowiedział i chwilę potem wstał z miejsca, żeby przy barze złożyć zamówienie.

Alice wyglądała przez okno samochodu, usiłując dojrzeć coś w ciemności. Jechali przez las, nie widziała więc nic oprócz niekończącej się ściany drzew. Mocniej ścisnęła kolana, czując coraz bardziej naglącą potrzebę skorzystania z toalety.
- Ascott? - odezwała się, zerkając na Jacka.
- Racine? - odpowiedział jej z uśmiechem. - Co tam?
- Jak daleko najbliższa stacja benzynowa? - spytała, zmieniając pozycję na wygodniejszą.
- Około sześćdziesięciu mil. Prawie sto kilometrów. - odparł po sprawdzeniu kilku rzeczy w GPSie. Alice westchnęła zrezygnowana, opierając głowę o szybę. Wyprostowała się w fotelu, jednocześnie pochylając wprzód. Wsunęła obie dłonie między zaciśnięte mocno uda. Pozwoliła włosom opaść na twarz, nie chcąc by Jack dostrzegł rumieńce wypływające jej na policzki. Poruszyła się nerwowo, przygryzając dolną wargę.
- Jack... - odezwała się w końcu.
- Już nie "Ascott"? - roześmiał się mężczyzna, spoglądając na nią. - Alice? W porządku?
- Możesz się zatrzymać? - spytała, już bez zbędnego owijania w bawełnę.
- Teraz, tutaj? - upewnił się Jack. Alice gorączkowo pokiwała głową. Mężczyzna najwyraźniej zorientował się w sytuacji, bo zjechał na pobocze, stając na światłach awaryjnych. Alice sięgnęła do pasa bezpieczeństwa, ale drżącymi palcami nie była w stanie sama go rozpiąć. Kiedy ona walczyła rozpaczliwie z pasem, Jack zdążył już wysiąść i obejść samochód. Bez słowa pomógł jej się rozpiąć i podał dłoń, gdy wysiadała z auta. Alice niemal natychmiast rozpięła dżinsy, które zsunęła do pół uda i ukucnęła w drzwiach samochodu. Jack odwrócił wzrok, stając po drugiej stronie otwartych drzwi, a kiedy zaczęła nerwowo przetrząsać kieszenie bluzy w poszukiwaniu chusteczek, również bez słowa podał jej paczkę, którą niemal wyszarpnęła mu z dłoni.
- Dzięki. - odezwała się, doprowadziwszy się do porządku i oddała mu chusteczki, odwracając wzrok.
- Lepiej? - zagadnął Jack, spoglądając na nią. Alice pokiwała głową. - Jedziemy? - odpowiedziała kolejnym skinięciem i wsiadła z powrotem do samochodu, odgarniając włosy z twarzy. - Do Glasgow jeszcze spory kawałek. - powiedział Jack, idąc w jej ślady. - Może powinnaś się przespać. Nie wyglądasz najlepiej.
- To był komplement? - zripostowała kobieta, ale jej partner nie kontynuował ich zwyczajowych słownych przepychanek.
- Nie. - odpowiedział tylko. - Idź spać, Alice.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków