• Wpisów: 1468
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 22:26
  • Licznik odwiedzin: 318 860 / 2088 dni
 
abc.atlant
 
XXIV wiek. Ziemia umiera. W przestrzeń kosmiczną zostaje wystrzelony Yggdrasil, statek pokoleniowy, który ma zapewnić przetrwanie gatunkowi ludzkiemu.  Ponad siedemset lat później na Ziemię wraca para ludzi, trochę zmodyfikowanych i podrasowanych, czyli ludzi nieśmiertelnych, potrafiących leczyć się w bardzo szybkim tempie i tak dalej, i tak dalej... Zostają oni przysłani z powrotem z misją, mającą na celu odnalezienie Biblioteki Snów. Od tego zadania zależy bowiem los wszystkich osób znajdujących się na statku.
pizap.com15328592113485.jpg

I wszystko byłoby miło i sympatycznie, gdyby nie okazało się, że na Ziemi życie jednak przetrwało, wciąż jest zamieszkana, a tymi mieszkańcami okazują się... Ludzie. Ludzie, którym udało się przeżyć to do jakiego stanu została doprowadzona planeta pod kątem ekologicznym chociażby. Otóż dwójka głównych bohaterów ląduje na Ziemi, wyłącza to, co nazywają filtrami (taki patent dzięki któremu np. nie czują bólu, nie odbierają bodźców zewnętrznych, ale głownie przez to są nieśmiertelni) i z miejsca zaczynają na nowo żyć. Można wręcz powiedzieć, że na nowo się rodzą i obserwują jak bardzo ich dotychczasowe życie (a oboje liczą sobie po około sto sześćdziesiąt lat) było różne od tego z czym spotykają się już na początku pobytu na błękitnej planecie.

Podczas swej wędrówki Lilo i Rez spotykają się z prymitywnym plemieniem, którego członkowie dawno zapomnieli o dobrodziejstwach techniki. Układają się z samozwańczym lordem władającym wiernie odtworzoną kopią wiktoriańskiego Londynu, którego największą bolączką są morderstwa prostytutek oraz zbyt wysoki poziom edukacji wśród plebsu. Odwiedzają też Aurorę, miasta, gdzie barwy następnego zachodu słońca wybiera się w drodze głosowania (i nie jest to żaden spoiler, bo tak głosi opis tej książki). A gdzieś na końcu ich drogi ukryta jest prawda o powstaniu Yggdrasil, o ich pochodzeniu i o tym (spoiler) dlaczego kapitan statku jest w tej powieści "tym złym".

Ta powieść to wybuchowa mieszanka humoru, science-fiction, zwariowanego, absurdalnego klimatu, treściwości i zwrotów akcji. Czy wy rozumiecie jakim objawieniem jest dla mnie ta książka? O niej nie da się opowiedzieć, ją trzeba po prostu przeczytać, bo zmienia pogląd na wiele spraw, a także na inne powieści ze swego gatunku. Każdy rozdział zwraca uwagę na coś zupełnie innego. Nie ma przestojów. Kiedy kończy się jeden rozdział, kolejny zaczyna się w zupełnie innym momencie, mimo, że to wciąż ta sama historia. Nie ma tam żadnych rzeczy wciskanych na siłę, które niczego nie wnoszą do fabuły (a parę takich książek było), nie ma rzeczy nieważnych. Kiedy trafiamy na gwiazdki w trakcie rozdziału... Cóż... Sami musimy się domyślić co się działo w międzyczasie, bo autor tego nie napisał, bo nie musiał. Ta książka to akcja, akcja i jeszcze raz akcja, a sama powieść jest tak porywająca, że ciężko się od niej oderwać.

Trzeba jednak zaznaczyć, że nie jest to powieść dla każdego. Może ona być trudna w odbiorze, może nie aż tak, jakby się z kimś w szachy grało, ale jest to coś co wymaga refleksji, nad pewnymi wątkami trzeba się dłużej zastanowić, jednak czyta się ją bardzo szybko. Trochę od czytelnika wymaga zrozumienie pewnych powiązań i tego co tam się tak naprawdę dzieje. Jednocześnie jest to podróż po świecie "post-apokaliptycznym", podróż nie tyle wstrząsająca, co jednocześnie pasjonująca. Jest to książka do której na pewno jeszcze wrócę. Może nie odkryję w niej drugiego dna (Władca Pierścieni się kłania), ale będzie to dla mnie czysta przyjemność i chwila przeznaczona na refleksje. Polecam niesamowicie.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków