• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2054 dni
 
abc.atlant
 
Poszli przez rzez Jaworzynkę. Trasa była ładna i początkowo bardzo łatwa. Kate nie przeżyła takiego zachwytu jak poprzedniego dnia, ale cieszyła się wędrówką. Wprawdzie potem, kiedy skończył się równy odcinek ścieżki i zaczęło się podejście, przyszło jej nawet do głowy, że jest nienormalna, skoro wczorajszy dzień niczego jej nie nauczył - a jednak brnęła dalej pod górę, starając utrzymywać tempo narzucane przez Mateusza.
Mgła rozwiała się, kłaczki chmur unosiły się ku niebu, by po chwili gdzieś zniknąć, a nad nimi rozpostarł się głęboki błękit. Kiedy podejście wreszcie się skończyło, Kate doznała objawienia. Uczucie zauroczenia górami, znane mi jej z jazdy samochodem zakopianką, a potem z dna Doliny Kościeliskiej, wydało jej się nagle czymś banalnym i trywialnym. W tej chwili przeżywał prawdziwą, najprawdziwszą miłość. Widok, który ukazał się jej oczom, gdy stanęła na przełęczy między niewielkimi wzgórzami, a u jej stóp rozpostarła się dolina, której nazwy nie znała… po prostu rzucił ją na kolana. Dosłownie. I nie podniósł jej z tych kolan nawet fakt, że bardzo szybko zrobiło się mokro i zimno.
Nad doliną wznosiły się surowe, postrzępione szczyty. Mateusz rozwinął mapę i zastanawiał się nad wyborem dalszej drogi, podczas gdy Kate usiłowała odgadnąć nazwy gór, zerkając mu przez ramię. Kasprowy Wierch - to łatwe, rozpoznała go po prostokąciku stacji kolejki linowej. Następne szczyty musiały być kolejno Świnicą i Kościelcem, a gdzieś dalej musiał znajdować się Kozi Wierch i Granaty… Nie umiała przypisać kolejnych nazw do mniej lub bardziej strzelistych szczytów, ale w owej chwili było jej wszystko jedno. Kochała na zabój. Poznała magię gór. Podejrzewała, że znaleźć się tam, na jednym z tych wierzchołków, to musi być przeżycie metafizyczne, mistyczne i… Paranormalne albo coś w tym rodzaju. Wcale by się nie bała - tak to czuła w tamtej chwili. Tam, na górze, nie było burz, nie było piorunów, nie było w ogóle ziemskich spraw. Tam, na górze, był raj i błogostan.
Tymczasem jednak znajdowali się raczej na dole. Zeszli jeszcze niżej, do schroniska o nazwie Murowaniec, zjedli po porcji frytek, śmiejąc się i opowiadając sobie najróżniejsze historie. Dziewczyna patrzyła na Mateusza z dziwną fascynacją. Człowiek, którego przed paroma dniami wcale nie znała, stał się dla niej prawdziwym kuzynem, choć żadne więzy rodzinne ich nie łączyły.
Potem wyszli oboje na kamienną werandę i siedzieli na murku, majtając nogami i gapiąc się w zachwycie na zapierający dech w piersiach grzebień szczytów, bo choć Kate upierała się, że może iść dalej i że doskonale daje sobie radę, Mateusz stanowczo stwierdził, że wspinaczka na wyższe szlaki o tej porze roku to głupota (o czym zresztą sama przekonała się poprzedniego dnia). Kate uśmiechnęła się. Słońce paliło jej policzki i czoło, ale nie zwracała na to uwagi, po prostu chłonęła w siebie jego ciepło i urodę tego miejsca. O pójściu w góry już nawet nie myślała.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków