• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 147 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Rozdział z Jackiem nieodwołalnie i nieprzekładalnie jutro, bo nie miałam na niego czasu, poza tym na papier (czy też raczej na klawiaturę) cisnęło się co innego, a mianowicie właśnie to, czego początek znajduje się poniżej. Odrobinę namieszałam w fabule "Tożsamości zdrajcy", pchając ku sobie Alice i Jacka (o ironio) i dopisując filmu ciąg dalszy. Pierwsza z wakacyjnych niespodzianek (a mam ich jeszcze kilka).

Mini-soundtrack; youtu.be/KF-F_Jlk9HQ

Pięć miesięcy wcześniej...
Alice Racine stała przed budynkiem, w którym miała miejsce niedawna strzelanina, w asyście kilku snajperów. Powoli dochodziła do siebie po ogromnym wysiłku, choć jej serce wciąż pompowało krew z zawrotną prędkością, rozprowadzając po organizmie adrenalinę. Ciało Erica Lash’a, jej dawnego przyjaciela, a jednocześnie zdrajcy właśnie wkładano do czarnego worka. Wolała sobie oszczędzić tego widoku.
- Funkcjonariusz Racine? - odezwał się jeden z jej kolegów po fachu. - Do pani. - dodał, podając jej telefon komórkowy. Alice spojrzała na ekran. W video rozmowie ukazała się twarz Boba Huntera.
- Kamera uliczna namierzyła wóz Lash’a. - odezwał się mężczyzna. - Brytyjczycy dali nam cynk. Trzeba było go powstrzymać.
- Tak. - odpowiedziała Alice beznamiętnie. - Domyślam się, że mnie wezwiecie na dywanik.
- A ja się domyślam, że chcesz przeprosin. Załatwmy obie sprawy na raz. Mercer jest na wolności. Nie pozwolę mu tam pozostać. A ty?
- Czy dalej chce pan... - serce Alice zabiło mocniej.
- Odpowiedz na pytanie. - kobieta opuściła telefon, zakrywając kamerkę dłonią. Na jej ustach zagościł uśmiech. Nie potrzebowała zbyt wiele czasu do namysłu.
- Tak. - odpowiedziała pewnie, znów spoglądając na ekran.
- W takim razie witamy z powrotem, Alice. - Hunter uśmiechnął się. - Do zobaczenia. - dodał, tym samym kończąc rozmowę. Kobieta oddała telefon przechodzącemu obok koledze i odetchnęła głębiej, kryjąc twarz w dłoniach. Spłynęło na nią uczucie ulgi, spełnienia i dziwnego spokoju. Udało jej się nawet uśmiechnąć i odjęła dłonie od twarzy, biorąc kolejny głęboki wdech. Jej spojrzenie padło na mężczyznę stojącego tuż za taśmą policyjną. Jack Ascott. Przywołując na twarz poważną minę, podeszła do niego, przechodząc pod taśmą.
- Okropna sprawa, co? - odezwał się, wyraźnie zmieszany Jack. Alice uśmiechnęła się.
- Dobra robota. - odpowiedziała. Mężczyzna pokiwał głową.
- Z pewnością. - kobieta złożyła ręce na piersi, nie mogąc powstrzymać się od śmiechu. - Nie śmiej się, w tym miejscu zginął człowiek. - powiedział Jack z pełną powagą. Alice zaśmiała się tym głośniej, zginając się wpół. Mięśnie paliły żywym ogniem. Otarła łzy rozbawienia, obserwując, że i Jack zaczyna się śmiać.
- Powinieneś stawić się ze mną u szefostwa. - odezwała się. - Zrobiliśmy to razem.
- Cóż... A czy jestem gliną? Nie, otóż nie jestem. - Alice znowu się uśmiechnęła.
- Dobrze, że o tym wspomniałeś, bo o tym myślałam i... - kobieta podała Jackowi złożony wpół dokument. - I byłoby fajnie móc mieć partnera. - mężczyzna spojrzał na nią z lekkim niedowierzaniem, biorąc do ręki kartkę papieru. Z uśmiechem uścisnął jej dłoń, którą mu podała.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków