• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2053 dni
 
abc.atlant
 
12 lipca 2018r. godzina 22 minut 04
Odnowiliśmy zapasy żywności i słodkiej wody. Na Tortudze zabawimy jakiś czas. Trzeba się zająć Perłą, połatać żagle, naprawić maszty i podreperować kadłub. Podczas sztormu odnieśliśmy spore straty, ale dziś nie chciałam się tym przejmować. Na Tortudze jestem pierwszy raz i choć znam opowieści, nie spodziewałam się tu aż tylu piratów. Jack stara się mnie chronić na swój przewrotny sposób. Nie odstępuje mnie na krok, nie pozwala samej chodzić po uliczkach. Wśród mężczyzn cieszy się dużym poważaniem, wśród kobiet złą sławą. W tej części świata wszyscy (lub prawie wszyscy) znają kapitana Jacka Sparrowa.
Zabrałam się z nim dzisiaj do tawerny, choć próbował mi to wyperswadować. O nie, panie Sparrow... Tego dnia chciałam się tylko dobrze bawić. Trochę wypiłam. Nie za dużo. Nie zamierzałam się upijać. Ktoś zaczął wygrywać na akordeonie dobrze mi znane pirackie przyśpiewki. Bez zbytniego zastanawiania się ruszyłam do tańca. Chwyciłam Jacka za rękę, kilka razy okręcił mnie w tańcu. Obcasami wybijałam rytm. Zamknęłam oczy, dając ujście energii nagromadzonej podczas ostatnich tygodni rejsu. Ośmielona, pod wpływem wypitego rumu, wskoczyłam na blat jednego ze stołów, ani ma chwilę nie przerywając tańca. Alkohol zawsze szybko uderzał mi do głowy. Zewsząd słyszałam śmiech i okrzyki aprobaty. Tańczyłam coraz śmielej, słysząc jak Jack chwali się zebranym, że to jego pierwsza oficer. Niemal wykręcając w powietrzu piruet, zeskoczyłam z powrotem na podłogę, od razu znajdując się w ramionach Jacka. Mimowolnie odsunął się gdy zbliżyłam usta do jego warg. Widziałam, że starał się powstrzymywać. I wiedziałam, że wcale tego nie chce... Ja tego nie chciałam...

  •  
  • Pozostało 1000 znaków