• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2053 dni
 
abc.atlant
 
11 lipca 2018r. godzina 23 minut 06
Obraliśmy kurs na Tortugę, gdzie mamy nadzieję uzupełnić zapasy żywności i słodkiej wody, a także płótna żaglowego. Pogoda słoneczna, wiatr nam sprzyja. Przy utrzymujących się warunkach i prędkości dziesięciu węzłów, dotrzemy na Tortugę w ciągu kilku dni. Od dziś pełnię funkcję pierwszego oficera na statku, zarówno z polecenia Jacka, jak i wyboru załogi. Staram się wypełniać swoje obowiązki. Pozostali naturalnie zaakceptowali moje przywództwo. Żyjemy wedle naszych możliwości. Zniesiona jest własność prywatna - dzielimy wszystkie trudy i niedogodności po równo. Jedynym wyjątkiem jest moja osoba - jedynej kobiety na okręcie i osoba Jacka. Stałam na mostku kapitańskim, wpatrując się w zachodzące słońce, gdy dołączył do mnie. Czułam jego bliskość, gdy obejmował mnie ramieniem. Tym razem nie próbował już pocałować. A ja zaczynałam tęsknić za dotykiem jego ust na moich wargach... Czy mogłam dzielić serce między dwóch mężczyzn?
Lizzie Harrington

Edit: Dziś całodzienna wycieczka autokarowa Rewal - Trzęsacz - Międzyzdroje. Miało być fajnie, a koniec końców wyszło średnio. Na początek zwiedziliśmy Park Wieloryba w Rewalu, gdzie w sumie miałam małą powtórkę z biologii, bo przewodnik fajnie opowiadał o życiu stworzeń morskich (nawet mu błysnęłam wiedzą). Potem były ruiny kościoła w Trzęsaczu, które według przewodnika powinien zobaczyć każdy szanujący się turysta. Cóż... Od dzisiaj mogę się za takowego uważać. Przybyłam, zobaczyłam... Po drodze do Międzyzdrojów zahaczyliśmy o Jezioro Turkusowe, a na miejscu została nam już Aleja Gwiazd i molo. Strasznie się tam pozmieniało. Zupełnie inaczej zapamiętałam Międzyzdroje, teraz dużo obiektów tam remontują w efekcie czego przez chwilę byłam zupełnie zdezorientowana, bo co się tam w ogóle stało. Strasznie się też zdenerwowałam i rozczarowałam. Od trzech dni obiecywali nam dwie godziny czasu wolnego w Międzyzdrojach, tymczasem wszystko robiliśmy w biegu. Kierowniczka kazała się pospieszyć, bo panowie wtedy tylko autokarem po nas podjadą i nie będziemy musieli płacić za parking (moja frustracja sięgnęła zenitu). Dostaliśmy tylko dwadzieścia parę minut dla siebie. Nie zdążyłam nic zjeść, nic kupić, nie zrobiłam ani jednego porządnego zdjęcia... Na molo nie poszłam, bo przez Aleję Gwiazd pędziliśmy jak głupi, więc wróciłam tam w czasie wolnym, żeby cokolwiek zobaczyć, zwłaszcza, że dość się rozrosła... I nie był to  wcale czas stracony, jak stwierdziły osoby, z którymi muszę dzielić przestrzeń życiową.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego