• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2053 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/74vpYxZSUJ8 youtu.be/lzR4EXjZsMc

Katrin włożyła ostatnie niezbędne rzeczy do końskich juków i odwróciła się ku Idril, żegnającej ich na pałacowym dziedzińcu.
- Musicie jechać? - odezwała się elfka. Dziewczyna skinęła głową.
- Nie zaznam tu spokoju. - odpowiedziała.
- Nie zostaniecie nawet na koronację?
- Przykro mi... - Katrin spuściła wzrok. - Cóż... - odezwała się po chwili milczenia. - Do widzenia Idril. Na pewno dasz sobie radę w nowej roli, a ja... - dziewczyna uśmiechnęła się blado. - Ja muszę wracać do swoich poddanych.
- Rozumiem. Jednak jeśli chciałabyś... Dokończyć dzieło swojej matki, będziemy cię tu oczekiwać z otwartymi ramionami. Wszystkie smoki wróciły do swoich jaskiń, Hirilin już nam nie zagraża. Jej ojciec nie żyje, ją umieściliśmy w lochach...
- To i tak zbyt łagodna kara za to, co zrobiła. Nie jestem przyrodniczką Idril. Ale będę pamiętać... - dodała Katrin, sadowiąc się w siodle, na grzbiecie swojego konia.
- Doriath również będzie pamiętać, jak wiele zrobiła dla nas Limmaniel. - odparła Idril. - Jedźcie szczęśliwie.

Droga powrotna minęła szczęśliwie i o wiele szybciej niż podróż do Beleriandu. Wkrótce w oddali zamajaczyła dolina Rivendell, w której głębi stał Ostatni (czy raczej teraz Pierwszy) Przyjazny Dom. Był wieczór, konie pomęczone, a jeźdźcy spragnieni wypoczynku. Kiedy zjeżdżali stromą ścieżką w dół, Katrin usłyszała elfy śpiewające wśród drzew. Brzmiały one jednak o wiele smutniej niż przed ich wyjazdem.
Gdy wjeżdżali na dziedziniec, z domu wyszedł Lindir, który już przez okno dojrzał powrót swojego Pana.
- Mój Panie... - odezwał się, podchodząc do podróżnych.
- Witaj, Lindir. - odpowiedział mu krótko Elrond. Katrin z westchnieniem zeskoczyła z siodła. Pogładziła wierzchowca po szyi, szepnąwszy podziękowanie.
- Wasza Miłość... - Lindir pochylił głowę w krótkim ukłonie, ale Katrin tylko minęła go bez słowa. Elrond położył dłoń na ramieniu sługi.
- Limmaniel poległa w dzikich krajach. - odezwał się ściszonym głosem. - Zapewne dochodziły do was wieści o zamieszkach.
- Owszem, Panie. - Lindir skinął głową. - Czy...
- Później. - przerwał mu Elrond. - Teraz prosimy tylko o coś do jedzenia, a dla moich towarzyszy o komnaty gościnne. O przykrych rzeczach lepiej rozmawiać przy świetle dnia.
Mimo słów Elronda po kolacji zebrali się w pokoju kominkowym, a rozmowy prędko zeszły na temat Beleriandu. Katrin skuliła się na wąskiej leżance, przytulona do Legolasa, kiedy zaczęły się inne opowieści, a po nich jeszcze inne z bardzo dawnych dziejów. Słuchała pieśni i legend, aż wreszcie oczy jej się zamknęły, głowa padła i usnęła wygodnie w kąciku, wsparta na ramieniu małżonka.

Obudziła się w biało zasłanym łóżku, gdy słońce zaglądało przez otwarte okno. W dolinie nad brzegiem strumienia usłyszała głośny i czysty śpiew. Legolas również był już rozbudzony.
- Dzień dobry... - odezwała się Katrin, podnosząc się z łóżka. - Która to godzina?
- Świt się zbliża. - odpowiedział Legolas. - Spałaś od zmierzchu. Odrobina snu w domu Elronda to potężne lekarstwo.
- A ja chce zażyć jak największą porcję tego leku. - odparła Katrin. - Nie wstaję dzisiaj. - dodała z rozleniwieniem.
Zmęczenie jednak prędko z niej opadło, a lekkie śniadanie i spacer po dziedzińcu orzeźwiły, nie mogła jednak odzyskać spokoju ducha, którego tak pragnęła. Siedziała na jednym z tarasów, gdy odnalazł ją Legolas. Powoli usiadł obok niej na wąskiej leżance.
- Jak samopoczucie? - zagadnął.
- Nieźle. - odpowiedziała, spoglądając ku niemu. - Ale dziwnie mi ciężko.
- Na jutro planowany jest bankiet ku czci Limmaniel. - powiedział Legolas. - Spodziewam się, że zaraz po uroczystościach żałobnych będziesz chciała wracać do domu. Wieści tutaj szybko się rozchodzą. W pałacu już wiedzą, co się stało. - elf przerwał. - Jeśli uważasz, że to za wcześnie...
- Nie, nie, w porządku. - odpowiedziała Katrin. - Odwołanie gości byłoby... Swego rodzaju nietaktem.
- Pamiętasz nasz pierwszy taniec? - spytał Legolas, zmieniając temat.
- Tak, oczywiście. Dlaczego pytasz? - w dłoni elfa błysnęła czarna obudowa starego iPhone'a. - Skąd go wziąłeś? Przecież ja go zgubiłam, gdy... - Legolas skinął głową z uśmiechem.
- Zostawiłaś tutaj, w Rivendell. Wziąłem go, żeby nie wpadł w niepowołane ręce. Zastanawiałem się, czy potrafiłabyś wydobyć z tego urządzenia tamtą muzykę.
- Pewnie już dawno jest zepsuty. - odpowiedziała, biorąc telefon od Legolasa. - Tyle czasu go miałeś... - mimo to wyszeptała krótką quenejską frazę. Ekran iPhone'a rozbłysnął kolorami pod jej dotykiem. Playlista również była kompletna.
- Wasza Miłość... - Legolas wstał i skłonił się przed nią, podając jej dłoń. - Uczynisz mi ten zaszczyt? - Katrin chwilę patrzyła na niego, jednak w końcu chwyciła jego rękę, wciskając jednocześnie przycisk odtwarzania.
Legolas poprowadził ją w tańcu, obejmując w talii. Dziewczyna uśmiechnęła się, patrząc mu w oczy i przysunęła bliżej, tak żeby w tańcu móc położyć głowę na jego ramieniu. Elf przytulił ją mocniej, ale to, co zazwyczaj wywoływało jeszcze szerszy uśmiech, tego dnia sprawiło, że jej ciałem wstrząsnął szloch.
- Tęsknię za nią... - odezwała się, kryjąc twarz w jego ramieniu. Legolas kojąco pogładził ją po plecach, pozwalając płakać.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków