• Wpisów: 1581
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 42 minuty temu
  • Licznik odwiedzin: 312 971 / 1991 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/KvkosRv_4-Y

Katrin siedziała na łóżku w komnacie domu Uzdrowień, która jej przydzielono, wpatrując się niewidzącym wzrokiem w widok za oknem, ale odwróciła głowę, gdy do środka wszedł Legolas. Miał na sobie czarną tunikę z zieloną lamówką, czarne luźne spodnie i wysokie buty ze skóry. Czarny płaszcz spinała srebrna klamra z zielonym kamieniem w kształcie liścia.
- Jest tak cicho... - odezwała się dziewczyna, wstając z łóżka. - Słońce przestało grzać. Wszystko przenika chłód.
- To tylko wilgoć po pierwszym wiosennym deszczu. - powiedział Legolas, stając przy niej. Katrin spojrzała na niego. - Nie wierze by ta ciemność miała się utrzymać. - elf uśmiechnął się. Ujął dłoń małżonki w swoją i kojąco ścisnął jej palce. Dziewczyna odpowiedziała mu uśmiechem przez łzy, opierając głowę na jego ramieniu. Trwali tak przez chwilę.
- Tak wielu szanowało moją matkę... - odezwała się znowu Katrin. - Tak wielu przyszło ją dziś pożegnać...
- I ty również powinnaś tam z nimi być. - odpowiedział Legolas.
- Nie wiem, czy jestem gotowa, żeby... Żeby... - dziewczyna przerwała, biorąc oddech.
- Bedę tam z tobą, Katrin. Przez cały czas.
- I za to ci dziękuję...

Limmaniel złożono na dnie łodzi. Pod głowę podścielono szary kaptur.. Długie, czarne włosy sczesano elfce na ramiona. Srebrna zapinka przy płaszczu błyszczała jasno. Łuk umieszczono u jej boku, miecz, wciąż pokryty krwią wroga, na piersi. Katrin pochyliła się nad łodzią, ostatni raz spoglądając matce w twarz. Wyglądała jakby pogrążona w głębokim śnie.
- Poległa... Wielka kobieta. - odezwała się Idril. - Wojowniczka... Matka... Przyjaciółka... - głos elfki zadrżał. - Niegdysiejsza królowa. Oby znalazła ukojenie, byśmy mogli mieć pewność, że zajęła należne jej miejsce. - ze smutkiem popchnięto żałobną łódź na głębsze wody rzeki. Limmaniel leżała w niej cicha, spokojna, ukołysana do snu na łonie żywej wody. Po policzku Katrin spłynęła łza, kiedy księżniczka Doriathu podała jej łuk i strzałę. W piersi dziewczyny narastał szloch, gdy wsuwała grot strzały w ogień rozświetlający jedną z lamp i kiedy ta zapłonęła, drżącymi dłońmi naciągnęła cięciwę. Strzała pomknęła prosto, wbijając się w burtę łódki, która natychmiast stanęła w ogniu.
- Przepraszam, mamo... - wyszeptała Katrin. - Już wiem, że nie jestem królową, jaką chciałaś, żebym była. Daleko mi do ciebie i... Ja chyba... - Legolas podszedł do małżonki, kładąc jej dłoń na ramieniu.
- Twoja matka nigdy w ciebie nie wątpiła. - powiedział. - Zawsze mówiła, że będziesz najwspanialszą królową ze wszystkich. I miała rację. - Katrin podniosła wzrok na ukochanego. - Masz serce królowej i dusze elfki. I jesteś córką Tej, która niesie pokój. - Legolas wziął oddech i z wolna zaintonował pieśń;
- W krainie Doriath, pośród pól, wśród traw zielonoburych / Zachodni z szumem wieje wiatr i w krąg owiewa mury. / "O, jakąż wietrze, niesiesz wieść, gdy dzień dobiega końca? / Czyś Limmaniel tam widział cień w poświacie lśnień miesiąca?" / "Widziałem - siedem mijała rzek, dalekie mijała bory, / Aż weszła w krainę Pustych Ziem, aż krokiem dotarła skorym / Tam, kędy północ rzuca cień... Nie dojrzą jej już oczy - / Lecz może słyszał już jej głos daleki wiatr północy." / "O, Limmaniel, z blanków wież patrzyłem w mroczne dale - / Lecz nie wróciłaś z Pustych Ziem, gdzie ludzi nie ma wcale."
Katrin odetchnęła głęboko, podejmując pieśń;
- Od morza dmie południa wiatr, od wydm i skalnej plaży, / Kwilenie szarych niesie mew i szumem swym się skarży / "O, jakąż wietrze, niesiesz wieść, o, ulżyj mej rozterce; / Czyś Limmaniel tam widział - mów, bo żal mi ściska serce." / "Nie pytaj mnie o losy jej - odpowiem ci najprościej; / Pod czarnym niebem w piasku plaż tak wiele leży kości, / Tyle ich płynie nurtem rzek i ginie w morskiej fali! / Niech ci północny powie wiatr, jaką się wieścią chwali." / "O, Limmaniel, tak wiele dróg ku południowi goni. / A ty nie wracasz z krzykiem mew od szarej morskiej toni!"
Katrin zamknęła oczy, wsłuchując się w niesioną wiatrem pieśń, powtarzaną przez inne elfy;
- "Od Wrót Królewskich wieje wiatr i mija wodospady - / Z północy słychać było róg - przybyła tu na zwiady? / O, jakąż mi przynosisz wieść, o, powiedz, wietrze szczerze; / Czyś Limmaniel tam widział ślad na leśnej gdzie kwaterze?" / "Gdzie Amon Rudh - słyszałem krzyk, walczyła elfka młoda; / Pęknięte ostrze oraz łuk u brzegów wielkiej wody. / Ach, dumną głowę, piękną twarz w młodzieńczych dni urodzie / Teiglin już unosi nurt po złoto lśniącej wodzie." / "O, Limmaniel odtąd z wież spoglądać będą oczy / Ku wodospadom grzmiących wód Teiglin na północy."
Elfy powoli oddalały się w głąb lasu, Legolas również pociągnął małżonkę z powrotem. Brzeg rzeki powoli pustoszał i wreszcie tylko jedna postać wpatrywała się w gasnący już ogień. Elrond ze smutkiem patrzył na dym unoszący się ku górze. Pochylił głowę z szacunkiem, przykładając prawą dłoń do piersi. Potem podniósł wzrok na gwiazdy.
- Za wcześnie odeszłaś, Limmaniel... - wyszeptał. - Kto twojej córce wskaże drogę?

  •  
  • Pozostało 1000 znaków