• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 220 / 2116 dni
 
abc.atlant
 
Kate rozejrzała się dookoła, dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że przez jakiś już czas nie do końca patrzyła gdzie właściwie idzie. Postanowiła pójść jeszcze kawałek ścieżką wzdłuż Ornaku. Zapamiętała, że są tu aż cztery wierzchołki. Cudownie będzie móc powiedzieć Mateuszowi, że je zdobyła. Że dała radę, i to zupełnie sama w tej okropnej mgle.
Zaraz, zaraz. Ile razu już było w dół i znowu pod górę? Nie miała pewności. Chyba cztery, a może nawet pięć. Czyli była już dalej, poza tym grzbietem? Jedyne co przed sobą widziała, to wydeptane w śniegu ślady. Dobrze, że choć tyle. Miała przynajmniej pewność, że nie zabłądziła, nie zeszła ze szlaku. Uważała jednak, że najwyższa pora zawrócić. Raz, że z zimna kostniała coraz bardziej; nie spodziewała się, że na górze aż tak wieje. Dwa; na dole w schronisku czekała zupa... Jej rozmyślania przerwał ostry dzwonek telefonu. Spojrzała na dotykowy ekran. Dzwonił Mateusz.
- Słucham. - rzuciła do słuchawki, ignorując fakt, że cała drży z zimna.
- Gdzie jesteś? - odpowiedział pytaniem. - Myślałem, że cię tu spotkam, czekam i rozglądam się, ale nigdzie cię nie ma. Minęliśmy się? Idziesz już w stronę wylotu?
- Jakiego wylotu? - zamilkł na chwilę, a potem niepewnym głosem zapytał.
- Kate, to ty?
- No pewnie, że Kate, a kto?! - zdenerwowała się. - Słuchaj, nie wiem co masz na myśli, mówiąc o wylocie. Idę, ale już prawdę mówiąc, resztką sił. Zaraz zamarznę.
- Żartujesz, czy mówisz poważnie? - zaniepokoił się.
- Sama nie wiem. - odparła szczerze. - Chwilami roznosi mnie energia i radość, że tu dotarłam, że jest tak fantastycznie, chociaż powiem ci szczerze, że kompletnie nic nie widać i gdybyś mi nie powiedział, że one tu są, te góry, to pewnie trudno by mi było w to uwierzyć... Ale akurat teraz mam ochotę tylko usiąść i się rozpłakać i zamarznąć sobie cichutko.
- Przestań, nawet tak nie mów! Ale gdzie ty w ogóle jesteś? Mówiłem ci, żebyś sobie poszła powoli na Ornak...
- No właśnie jestem na Ornaku. Nie wiem tylko, na którym wierzchołku.
- Kate! Na jakim znowu wierzchołku? Poszłaś na Ornak?!
- Przecież sam przed chwilą powiedziałeś...
- Ale schronisko! Schronisko to jest Ornak. To znaczy... Wszyscy tak na nie mówią. Cholera, przepraszam cię bardzo, to był taki skrót myślowy. Jezu, ale mi głupio. Poszłaś na Iwaniacką w taką paskudną pogodę?
- Wcale nie jest taka paskudna. - zaprotestowała Kate. - To nic, że mam spodnie mokre aż po uda. A ty... Ty jesteś w tym schronisku, tak?
- Tak, jestem. Ale, Kate... Przecież już się zaczyna robić ciemno. Idź szybko, nie zatrzymuj się. Biegnę po ciebie.
- Daj spokój, dam sobie radę. - dziewczyna zadrżała z zimna.
- Masz coś słodkiego? Czekoladę albo coś?
- O, właśnie, dobry pomysł. Oczywiście, że mam czekoladę. Jestem bardzo dobrze przygotowana. I mam latarkę, żeby nadawać sygnał SOS.
- Przestań się wygłupiać, nie będziesz musiała nadawać żadnego sygnału. Schodź szybkim krokiem, nie zwalniaj, pamiętaj. Tyko nie zejdź ze szlaku. Zaraz się spotkamy. - rozłączył się, a Kate sięgnęła do plecaka po czekoladę i zachciało jej się płakać z zimna. I może też trochę ze zmęczenia. Oraz strachu.
Posłuchała jednak Mateusza pod każdym względem. Po pierwsze, wsunęła całą czekoladę. Po drugie, szła szybko i nie zatrzymywała się ani nie zboczyła ze szlaku, choć strasznie chciało jej się siku. Nie chciała jednak minąć się z Mateuszem. Za żadne skarby.
Kiedy w końcu spotkali się na szlaku, zdążyło się zrobić zupełnie ciemno.
- Cicho, już cicho. - powiedział tylko chłopak, bo na jego widok Kate rozkleiła się zupełnie. A potem wziął ją za rękę i sprowadził na dół, do schroniska na hali Ornak. Podczas gdy dziewczyna z poczuciem absolutnego szczęścia korzystała z toalety, Mateusz zamówił dla niej talerz rosołu, szarlotkę i herbatę z rumem. Zjadła, wypiła i uznała, że będzie żyć. Potem musieli jeszcze dobre dwie godziny maszerować do wylotu doliny, ale to już nie było takie straszne, bo po pierwsze, Kate nie byłam sam, a po drugie pod wpływem zmęczenia (i uwolnionych emocji oraz rumu w herbacie) dostała okropnej głupawki i śmiała się ze wszystkiego.
- Mam straszne wyrzuty sumienia  - powiedział w końcu Mateusz. - Jeśli zniechęciłem cię do gór, to chyba strzelę sobie w łeb. Na to schronisko mówi się zwyczajowo Ornak, wiesz? Nigdy w życiu bym ci nie polecał wyjścia w góry przy takiej pogodzie. Przepraszam.
- Nie strzelaj, błagam. - odparła sennie dziewczyna.  - Jestem tak nieziemsko zmęczona, że nie miałabym siły wezwać pogotowia. Za chwilę wskoczę do łóżka i poczuję się najszczęśliwszą istotą na tym pięknym świecie. Nie pamiętam, kiedy ostatnio się tak czułam i czy w ogóle kiedykolwiek mi się to zdarzyło. A nie, przepraszam, już pamiętam. Dzisiaj, kiedy wreszcie poszłam siku w tym schronisku. Widzisz? Czyli dwa razy w ciągu jednego dnia udało mi się przeżyć niebiańskie szczęście, i to dzięki tobie.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
  • awatar
     
     
    (NIE)Przyjaciółki
    O matko! Jak to miło wrócić do wspomnień! Tak szczerze powiedziawszy, byłam ciekawa, czy nadal piszesz na pingerze, ale okazuje się, że wciąż tu jesteś! Dla mnie ta strona to była taka kolebka, miejsce, w którym zaczynałam. Obecnie można mnie znaleźć na Wattpadzie. Gdybym znowu miała prowadzić własnego bloga... Życzę powodzenia w dalszym pisaniu ;D