• Wpisów: 1490
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:24
  • Licznik odwiedzin: 321 030 / 2142 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/8D26vYP1Nxc   youtu.be/YwMDL4tU-FE

Hirilin podeszła do niej powoli. Wiedziała już, że Limmaniel z nią nie wygra. Mimo to przepełniał ją szacunek dla walczącej elfki. Limmaniel powoli podniosła wzrok. Zatrzymała go na poważnej, nieco smutnej twarzy Hirilin. Nie emanowała z niej kpina, w jej zimnych oczach dostrzegła współczucie. Wzięła łapczywie haust powietrza i przymykając oczy z bólu, wyprostowała się. Uniosła miecz, mocniej zaciskając palce na rękojeści.
- Nie poddam się bez walki. - wyszeptała, drżąc na całym ciele.
- Jesteś ciężko ranna. nie lepiej zakończyć to szybko? Nie przedłużając sobie cierpień? - Hirilin niemal się uśmiechnęła.
- Nie poddam się bez walki. - powtórzyła Limmaniel.
- To twój wybór. - Hirilin zaatakowała.
Limmaniel z trudem uniknęła cięcia. Zawirowała, uciekając przed ostrzem. Zamknęła oczy, nie miała siły patrzeć, zdała się na inne zmysły. Przykucnęła i spróbowała podciąć elfkę, ale ona pchnęła ją na ziemię. O wiele wolniej niż zwykle, zrobiła przewrót w tył i poderwała się do pionu, po czym zamachnęła się mieczem, pewna, że Hirilin jest za nią. Wtedy poczuła paraliżujący ból w okolicach serca. Otworzyła oczy i ujrzała dłoń elfki trzymającą rękojeść noża i domyśliła się, gdzie jest jego koniec. Zacisnęła palce na nożu.
Zimna fala dreszczy rozlała się po jej ciele. Potem drgawki zniknęły, pozostawiając jedynie chłód. Krzyknęła. Sama do końca nie wiedziała, czy głośno, czy cicho. Odpowiedział jej inny wrzask. Rozpoznała go.

- A więc znowu się widzimy moja panno? - Katrin odwróciła głowę, słysząc głos, który zresztą rozpoznała. Tuż za nią stał samozwańczy władca Doriathu z mieczem w dłoni.
- To ty... - bez wahania skrzyżowała z nim ostrze. - Poprzysięgłam sobie, że zginiesz z mojej ręki. - król uśmiechnął się ironicznie, nacierając na nią z mieczem i chwilę potem jej klinga z brzękiem wylądowała na ziemi. Dziewczyna cofnęła się o krok, unosząc dłonie. Dopiero teraz poczuła, że się boi.
- Dobrze... - warknął król i nagle uderzył ją mocno w twarz. Ten mocny, niespodziewany cios ją przewrócił. Z głuchym odgłosem uderzyła o ziemię. W całym ciele eksplodował ból, oczy napełniły się łzami i prawie nic nie widziała. W czaszce czuła koszmarne pulsowanie. W duchu krzyczała z bólu i przerażenia. Osłoniła dłonią brzuch, chcąc w jakiś sposób chronić dziecko. Król nie poprzestał na jednym uderzeniu. Kopnął ją mocno w żebra, a siła uderzenia pozbawiła ją oddechu. Zaciskając mocno powieki, walczyła z mdłościami i bólem, walczyła o cenny oddech. Interesowało ją jedynie dziecko. Podciągnęła kolana, zwijając się w kłębek i oczekując kolejnego ciosu.
- Zaraz z tobą skończę... - warknął. - Będziesz błagać o śmierć... - Katrin usłyszała odgłos wysuwania klingi z pochwy. Miała cenną sekundę, aby sięgnąć do tyłu i odnalazłszy miecz, skrzyżowała z nim ostrza.
Krzyknęła, czując chłód stali na szyi, a zaraz potem ze zdumieniem zaobserwowała, że w szyję tyrana wbił się nóż, a on sam padł na ziemię martwy. Odwróciła się w stronę, skąd posłano sztylet.

Limmaniel oddychała ciężko, patrząc jak samozwańczy władca Doriathu krzyżuje miecz z mieczem jej córki. Nie mogła już nic zrobić. Mimo to z jękiem wyszarpnęła nóż Hirilin z własnej piersi i posłała w jego kierunku. Trafiła prosto w tętnicę. Katrin chwilę jeszcze patrzyła na martwe ciało, potem przeniosła wzrok na nią.
Limmaniel odpowiedziała spojrzeniem. Straciła równowagę. Nogi ugięły się w kolanach. Wtedy ktoś ją podtrzymał, ciepła ręka objęła ją w talii i delikatnie ułożyła na ziemi. Uchyliła powieki by spojrzeć na bladą, przerażoną twarz córki.
- Mamo... - odezwała się Katrin, drżącymi palcami dotykając jej ramienia. - Proszę... Leż tu spokojnie. Ty nie umrzesz. Nie możesz. Mamo... - dziewczyna zaszlochała.
- Katrin... - Limmaniel z wysiłkiem uniosła dłoń do jej policzka. - To wszystko nie tak. Nie powinniśmy się tu znaleźć. Ale jednak tu jesteśmy. - elfka uśmiechnęła się. - Jak w opowieściach. Tych naprawdę ważnych. Mrocznych i pełnych grozy. Baliśmy się poznać ich zakończenie, bo czyż koniec może być szczęśliwy? Czy świat będzie taki jak dawniej, choć stało się tyle zła? Ale w końcu zły czas przemija. Usuwa się w cień. Nawet mrok przemija. Przyjdzie nowy dzień, kiedy wzejdzie słońce, tym czystszym rozbłyśnie światłem... - Limmaniel zakaszlała. - Te opowieści zapadały nam w pamięć, nawet jeśli... - elfka mocniej ścisnęła dłoń córki, z trudem biorąc kolejny oddech. - Nawet jeśli byliśmy zbyt mali, by pojąć ich sens. Bohaterowie tych opowieści mogli zawrócić, ale nie chcieli. Szli naprzód. Ponieważ mieli wiarę... - Katrin uśmiechnęła się przez łzy. - Na tym świecie istnieje dobro i warto o nie walczyć. Musisz w to mocno wierzyć... Córko... - Limmaniel odetchnęła. - Amralime (Kocham cię) moje dziecko. Ponad wszystko... - Limmaniel zamknęła oczy, jej uścisk zelżał, a głowa opadła na bok.
Z gardła Katrin wyrwał się rozpaczliwy wrzask. niemal natychmiast znalazł się przy niej Legolas, obejmując ją. Dziewczyna odwróciła wzrok od matki, wczepiając się w jego płaszcz.
- Przepraszam! - wrzasnęła przez łzy. - Przepraszam! - Legolas przytulił ją mocno do siebie, kiedy szlochała uczepiona kurczowo jego ramion. Wokół nich zebrali się przyjaciele. Król nie żył. Bitwa była skończona. Po twarzy Elronda spłynęła łza. Aragorn pochylił głowę z szacunkiem. Idril i Lindred stali z boku ze smutkiem malującym się w oczach. Katrin zaszlochała ciszej.
- Dlaczego to tak boli? - odezwała się przez łzy.
- Bo kochałaś zbyt mocno... - odpowiedział Legolas. Dziewczyna odepchnęła go od siebie i zerwała z ziemi, po drodze łapiąc za rękojeść ostrza Limmaniel. Ignorując rozrywający ból podbrzusza, ruszyła ku Hirilin. W jej oczach płonęła wściekłość i żądza zemsty.
- Ty... - wysyczała przez zęby, trzymając elfkę na odległość ostrza. - Jakie masz prawo... Żeby decydować... Co jest dobre, a co złe?! - po policzkach wciąż leciały jej łzy. Błyskawica bólu przeszyła jej ciało. Dopiero teraz poczuła, że po wewnętrznej stronie uda cieknie jej krew. Klinga wyślizgnęła jej się z palców. Poczuła jak obejmują ją ramiona ukochanego.
- Kochanie... - odezwał się Legolas. - Tobie trzeba teraz Domu Uzdrowień. Jesteś ranna. - powiedział, delikatnie biorąc ją w ramiona. Katrin nie zaprotestowała. Przytuliła się do niego mocno, wciąż płacząc.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków