• Wpisów: 1479
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 2 dni temu, 22:55
  • Licznik odwiedzin: 320 071 / 2112 dni
 
abc.atlant
 
Kate zeszła do kuchni ziewając i wciąż w piżamie, bo Mateusz zarządził pobudkę o jakże nieludzkiej godzinie piątej. On sam stał już przy kuchence i uśmiechnął się do dziewczyny gdy weszła. Miał na sobie fantastyczny szary sweter z golfem i jasne dżinsy. ”Skąd się biorą tacy faceci?” przemknęło przez głowę Kate, kiedy siadała przy stole.
- No... - odezwał się chłopak. - Pogoda nie najpiękniejsza, ale przynajmniej nie pada.
- Tyle, że gór wcale nie widać. - odparła wymijająco dziewczyna, zabierając się za podsuniętą jej pod nos owsiankę.
- To nic. One tu są, to najważniejsze. Zawsze będą. - kiedy to mówił, w jego głosie zabrzmiała jakaś tkliwość. Zupełnie jakby góry były żywymi istotami i jakby on je kochał. Tak jak kocha się starych przyjaciół.
- Gdzie się dzisiaj wybieramy? - zapytała Kate.
- Jeszcze nie wiem. - Mateusz wykonał szeroki, nieokreślony gest, jakby chciał ogarnąć nim wszystko dookoła.
- No a... Co mi polecisz na początek górskich przygód? Tylko pamiętaj, żadnych przepaści.
- Jeśli nie byłaś jeszcze w Kościeliskiej, to może zacznijmy od niej. Przespacerujesz się po Ornaku, powdychasz tatrzańskie powietrze. Musisz się zaaklimatyzować. A co do przepaści, o tej porze z reguły nie wchodzi się na wyższe szlaki. Jak leży śnieg, to nie należy pchać się powyżej granicy lasu. To znaczy oficjalnie zakazu nie ma, ale u początkującego turysty byłby to objaw...
- Głupoty?
- Tak, bezdennej głupoty. - zgodził się Mateusz. - Albo brawury, co na jedno wychodzi. No nic, jedz, ubieraj się i wychodzimy.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków