• Wpisów: 1550
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:58
  • Licznik odwiedzin: 311 224 / 1962 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/iwJ0Jdp0tLo

Limmaniel podniosła głowę, słysząc zgrzyt klucza w zamku i krata w drzwiach celi otworzyła się. Elka odgarnęła włosy z twarzy i z zaskoczeniem zrozumiała, że stoi przed nią członkini straży patrząca na nią z jeszcze większym zdumieniem.
- Limmaniel... - odezwała się, uklęknąwszy przy skulonej na podłodze elfce. Musnęła palcami sińce na jej policzkach i zaschniętą krew na łuku brwiowym. Elfka spróbowała zajrzeć jej w oczy w zapadającym zmroku, ale w lochu już teraz było na to zbyt ciemno.
- Należę do ruchu oporu. - odezwała się tamta. - Jestem Cairenn. Kontaktuję się z Idril, wydostanę was stąd. - obiecała wstając z miejsca. Drzwi celi zostawiła otwarte, a chwilę potem Limmaniel usłyszała odgłos otwierania kolejnego zamka i do niej samej dopadła Katrin.
- Mamo... - odezwała się, zarzucając jej ramiona na szyję. Limmaniel odwzajemniła uścisk, choć samo uniesienie rąk stanowiło dlań ogromny wysiłek. - Engwa laiwa ta... (Wyglądasz okropnie...) - dodała dziewczyna, odsuwając się od niej. Limmaniel powoli pokręciła głową.
- Ni kuile. (Żyję.) To najważniejsze... - odpowiedziała. Elrond pochylił się nad nią, składając na jej ustach pocałunek. Aragorn stał w drzwiach celi Limmaniel, tuż obok Legolasa.
- Nie jestem pewien, czy możemy jej ufać. - odezwał się. Zaraz jednak odwrócił głowę, słysząc kroki. Z głębi lochu wychodziła właśnie Cairenn, prowadząc przed sobą Lindreda.
- Lindred... - odezwała się Katrin, podbiegając do przyjaciela. - Ja nie... To przeze mnie to wszystko...
- Przestań, nie obwiniaj się. - Lindred musnął dłonią jej ramię. - Musimy porozmawiać.

Siedzieli w kręgu na podłodze w migoczącym świetle świec.
- Lindred? - odezwała się Cairenn. Elf uśmiechnął się, spoglądając jej w oczy.
- Masz swoją sprawiedliwość. - oznajmił. - Prawo dosięgnęło także mnie, jak sobie życzyłaś.
- Lindred, ja... Ja nie... Ja nie chciałam... Lindredzie, dobrze wiesz, po czyjej stoję stronie. Dlaczego się w to mieszałeś? - przerwała, uchwyciwszy mordercze spojrzenie Lindreda.
- Trudno powiedzieć, byś specjalnie utrudniała pojmanie naszych przyjaciół. - parsknął. - Jakoś nie przeszkadzało ci to, że on chce zniszczyć twoich bliskich, na przykład mnie, dlaczego wiec teraz ma cię to obchodzić? - dodał, odnajdując prawdziwą satysfakcję w sączeniu jadu w te słowa.
- Służę naszemu władcy, Lindredzie! - zawołała zdruzgotana elfka, przebiegłszy spojrzeniem po ziemi, jakby szukała argumentów. - Ty też powinieneś! - dodała, zebrawszy się w sobie, by na niego popatrzeć. - Dopóki jestem lojalna, mogę przekazywać wam informacje. Dopóki on nie wie...
Kiedyś go śmieszyło, jak przy przyjaciołach z pewnej siebie i niedostępnej osoby stawała się wrażliwą, płochliwą elfką, która szukała akceptacji i poparcia. Teraz jednak, patrząc na jej przerażoną twarz, nie potrafił czuć niczego poza złością.
- Nie służysz władcy, tylko samozwańcowi. - powiedział.
Cairenn jeszcze chwilę patrzyła na niego pustym wzrokiem, obojętnie, bez wyrazu, jakby jego słowa skreśliły go w jej oczach, jakby już został dla niej stracony. Wreszcie otarła dłonią łzy, odwróciła głowę i pociągnęła nosem.
- Idril przyjdzie po was jutro w nocy. - powiedziała. - Pomogę jej wejść tutaj i ucieknę razem z wami. Jeśli ma dojść do bitwy, wiem po której ze stron chcę stanąć. - dodała wstając. - Dam wam jeszcze godzinę. Potem przyjdę pozamykać cele. - powiedziała, oddalając się korytarzem.

Siedzieli w celach w niemałym napięciu, wsłuchując się w ciszę panującą w lochach. Legolas położył dłonie na ramionach Katrin, stojącej przy drzwiach celi. Obok Aragorn ponuro wpatrywał się w mrok, nasłuchując. Elrond opierał się o kraty, posyłając spojrzenia kulącej się pod ścianą celi naprzeciwko Limmaniel. Elfka opierała głowę o ścianę, oddychając najspokojniej jak mogła, choć serce biło nierówno, a każdy ruch oznaczał wysiłek.
Wreszcie na schodach rozległy się kroki, pojawiło się światło lampy.
- Przepraszam za zwłokę. - wydyszała Idril, schodząc do lochu z Cairenn za sobą. - Strasznie trudno się tu dostać. - dodała, biorąc od towarzyski klucze. Cela Aragorna i Elronda stanęła otworem. Katrin uśmiechnęła się do elfki, kiedy tamta wsuwała klucz w zamek. Limmaniel tylko podniosła wzrok. Nie stać jej było na nic więcej.
- Co teraz? - spytał Aragorn, stając obok Idril. - Nie mamy broni, nie poradzimy sobie w razie zagrożenia.
- Więc będziemy zagrożenia unikać. - odpowiedziała mu Idril.
- Dobrze, no to jaki masz plan?
- Wyjść tą samą drogą, którą weszłam. Tak samo niezauważenie. Pospieszcie się. - Limmaniel wstała powoli, wspierając sie na ramieniu Elronda. Elf przerzucił sobie jej rękę przez plecy.
- Będę cię niósł jeśli trzeba. - powiedział.
- Dam radę. - odparła Limmaniel, oddychając ciężko. - Muszę dać.
Niezauważeni przecięli pałacowy dziedziniec i wkrótce osłonił ich las. Limmaniel coraz to potykała się o wystające korzenie. Nie mogła złapać oddechu, a serce tłukło jej się w piersi. Elrond przystanął, czując, ze wsparta na nim elfka bezwładnie leci wprzód.
- Elrond... - odezwała się, zaczynając się krztusić. Wysiłek był zbyt duży. Musiałą zwymiotować, ale nie miała czym.
- Limmaniel... - elf spojrzał na nią. Z trudem podniosłą głowę.
- Kocham cię... - wyznała, patrząc mu prosto w oczy. Elrond poderwał ją do góry, biorąc w ramiona i złożył na jej ustach szybki pocałunek. Limmaniel odpowiedziała mu tym samym.
- Wytrzymaj. - nakazał elf, podążając za towarzyszami.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków