• Wpisów: 1480
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 3 dni temu, 20:25
  • Licznik odwiedzin: 320 173 / 2115 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/Xohx2jFLF8Y

Katrin podniosła głowę, kiedy jej matkę wprowadzono z powrotem do lochów. Jeden z elfów wepchnął ją do celi, zatrzaskując za nią drzwi. Elfka opadła na kolana, kiedy nogi się pod nią ugięły i położyła głowę na wąskiej ławce, oddychając głęboko. serce tłukło jej się w piersi, kiedy walczyła z omdleniem.
- Mamo! - krzyknęła Katrin, zrywając się z miejsca. dopadła krat celi, zaciskając na nich palce. - Mamo! - powtórzyła.
- Limmaniel! - zawtórował jej Elrond z sąsiedniej celi.
- To nic. - wykrztusiła elfka. - Nic... Nic mi nie jest. - Legolas położył małżonce dłonie na ramionach, stając za nią. Katrin przyłożyła dłoń do ust.
- Co oni ci zrobili? - odezwał się Aragorn. Limmaniel z jękiem podciągnęła się na ławkę. Otarła twarz rękawem sukni.
- Kazali oswoić smoka. - odpowiedziała, próbując zatamować krwawienie. - Zerwał się z łańcucha, zaatakował mnie. - Limmaniel pociągnęła nosem, patrząc na przesiąknięty krwią rękaw.
- To nie smok ci to zrobił. - bardziej stwierdził niż zapytał Elrond.
- Nie smok. - elfka pokręciła głową. - Hirilin. Ten oswojony Glaurung... Uratował mnie przed tym drugim smokiem. Zamknęli go, a ze mnie chcieli wyciągnąć skąd się wziął. Hirilin sądzi najwidoczniej, że mam smoki na zawołanie. - Limmaniel uśmiechnęła się, choć po policzkach płynęły jej łzy. - Nie wie nawet jak bardzo się myli...

Katrin siedziała skulona na podłodze w swojej celi, drżąc z zimna. Z dnia na dzień robiło się coraz chłodniej. Letnie dni przemijały, nadchodziła jesień i gdy przy letnim cieple w lochach panował dość przyjemny chłód teraz robiło się po prostu zimno.
- Katrin, ty drżysz. - odezwał się Legolas, siadając przy niej i okrył ją szorstkim kocem, który dostali do dyspozycji. - Nie powinnaś siedzieć na gołej ziemi. W twoim stanie... - elf urwał, słysząc, że dziewczyna gwałtownie wciąga powietrze. - Co się dzieje? Katrin...
- Poruszyło się. - Katrin z uśmiechem przyłożyła dłoń małżonka do swojego zaokrąglonego brzucha. - Poruszyło, poczułam wyraźnie. - elf odwzajemnił uśmiech.
- Chyba jedyna iskierka radości w tym wszystkim. - powiedział. Zaraz też podniósł głowę, kiedy do lochów weszło dwóch członków straży, prowadząc do celi Limmaniel. Elfka szła powoli, cały czas popędzana i poszturchiwana, a kiedy jeden z nich wepchnął ją do celi, bezwładnie poleciała na podłogę i spróbowała usiąść, podpierając się dłonią. Drżącą ręką odgarnęła włosy z twarzy i Katrin zaniemówiła. Twarz Limmaniel pokrywała zasychająca krew, prawe oko miała podbite, na szyi można było dostrzec zasinienia, układające się w ślady palców. Elfka oddychała ciężko, kuląc się na podłodze. Przyłożyła dłoń do miejsca gdzie biło serce, jednocześnie walcząc z odruchem wymiotnym.
- Mamo! - Katrin rzuciła się do kraty. Limmaniel podniosła wzrok, ale w głowie huczało jej tak, że była przekonana, że lada chwila zemdleje. - Na vaia... (Boże...) - Katrin przyłożyła dłoń do ust, zaciskając palce drugiej ręki na kracie. Limmaniel zakrztusiła się własną śliną i pochyliła, przykładając dłoń do żołądka. Odkaszlnęła zbierającą się w ustach krew i dopiero wtedy zwymiotowała. Głównie krwią. Do oczu Katrin napłynęły łzy.
- Przecież jej trzeba ziół, leków, ją trzeba zabrać do Domu Uzdrowień! - rozszlochała się Katrin. Legolas natychmiast odciągnął ja w głąb celi, przytulając mocno do siebie. Dziewczyna ukryła twarz w jego ramieniu, szlochając rozpaczliwie.
- Uspokój się. - poprosił elf. - Spokojnie. - spojrzał ku Limmaniel, krztuszącej się w swojej celi. Elfka odpowiedziała spojrzeniem, drugą dłonią ocierając usta, żeby paść na posadzkę bez przytomności.

Limmaniel powoli otworzyła oczy. Leżała na twardej, zimnej podłodze, musiała stracić przytomność. Powoli podniosła się do pozycji siedzącej, zakładając za ucho niesforny kosmyk włosów i podciągnęła kolana pod brodę, odsuwając się od kałuży własnych wymiocin. W ustach ciągle czuła metaliczny smak krwi i chyba miała migrenę, bo głowa pękała z bólu. Przyłożyła do tętnicy szyjnej dwa palce, chcąc wyczuć puls. Serce ciągle biło, choć już co prawda chyba ostatkiem sił.
- Limmaniel... - elfka podniosła głowę, słysząc z sąsiedniej celi głos Elronda. - W porządku? - Limmaniel pokiwała głową. - Myślałem, że cię... Że już po tobie.
- Ja też tak myślałam. - odpowiedziała szeptem. Drgnęła, kiedy do lochów wpadła smuga światła i do środka zeszła Hirilin, jak zwykle w asyście dwóch elfów.
- Wstawaj. - rzuciła ostro, otwierając drzwi celi. Limmaniel wstała posłusznie. Puls przyspieszył na skutek skoku adrenaliny, kiedy chwytała za rękojeść noża elfki i wyszarpywała go z pochwy. Płaską stroną ostrza uderzyła jednego z członków straży, potem zamachnęła się na Hirilin. Tamta bez widocznego trudu skrzyżowała z nią klingę. Drugi w elfów natychmiast zareagował, wyrywając jej z osłabionych palców nóż. Limmaniel jęknęła, uderzając całym ciałem o ścianę. Osłoniła się przed kolejnym ciosem, który jednak nie padł.
- Ava kar ta! (Nie rób tego!) - wrzasnęła powodowana impulsem Katrin. Hirilin odwróciła głowę. Dziewczyna wzięła głębszy oddech. - Chcę rozmawiać z tym, którego nazywasz swoim Panem.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków