• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2053 dni
 
abc.atlant
 
Dziś bez soundtracku. Żadnej sensownej muzyki znaleźć nie mogę.

Limmaniel przebudziła się z płytkiego snu, kiedy następnego dnia rano do jej celi weszła Hirilin w asyście dwóch członków straży.
- Wstawaj. - rzuciła krótko. Limmaniel posłusznie podniosła się  prowizorycznego posłania, ani na chwilę nie spuszczając wzroku z elfki. Na jej nadgarstkach zacisnęły się kajdany i została wyprowadzona z lochów, po drodze rzucając towarzyszom pokrzepiające spojrzenie. Hirilin bez słowa prowadziła elfkę przez pałacowy dziedziniec, aż wreszcie obie stanęły przed ogromną areną. Limmaniel obrzuciła wzrokiem żelazne ściany i sufit z krat, żeby żaden smok, z którym ćwiczono, nie mógł odlecieć. Samo stworzenie stało na środku areny, szarpiące się na łańcuchu, przykute do metalowych ścian. Limmaniel odetchnęła głębiej, patrząc na smoka i srebrzystych łuskach. Poczuła jak serce zabiło jej mocniej.

Hirilin wprowadziła ją na arenę i zdjęła kajdany z nadgarstków.
- Wiesz co masz robić. - odezwała się. - Podstawowa zasada przetrwania; jak dasz się zabić, to nie żyjesz. - powiedziała  odwracając się. Limmaniel, odprowadziła ją wzrokiem,patrząc jak za elfką zatrzaskują się zakratowane drzwi. Odwróciła się, powoli podchodząc do smoka. Jaszczur spojrzał na nią, przekrzywiając głowę. Limmaniel wyciągnęła dłonie w jego stronę, podchodząc coraz bliżej, dopóki smok nie zaryczał wściekle i szarpnął w łańcuchach. Elfka cofnęła się gwałtownie, kiedy jaszczur ruszył w jej stronę. Łańcuch naprężył się, kiedy stworzenie wciąż parło do przodu. Limmaniel powoli cofała się z uniesionymi dłońmi, ale smok najwyraźniej nie był zainteresowany jej zamiarami. W jego oczach dostrzegła ból i cierpienie. Zbyt wielu jej podobnych robiło mu krzywdę. Zaryczał wściekle, po raz kolejny szarpiąc się w obroży. Z ogłuszającym hukiem łańcuch pękł.Limmaniel rzuciła się do ucieczki, ale zaraz została podcięta, kiedy smok machnął ogonem. Z jękiem odczołgała się pod ścianę areny, kiedy jaszczur ruszył na nią. Jej krzyk zagłuszył kolejny ryk i dosięgła ją uzbrojona w szpony łapa.

Limmaniel przeturlała się na bok, chcąc uciec od zabójczych pazurów. Wrzasnęła, kiedy smok rozszarpał jej suknię i łapą przycisnął do ziemi. Właśnie wtedy rozległ się przeciągły wizg powietrza, a na zakratowany sufit spadł zielony Glaurung. Elfka rozpoznała go od razy. To właśnie jego oswoiła jako pierwszego. Smok z rykiem rzucił się na kratę, coraz bardziej wyginając pręty, aż w końcu pękły ze zgrzytem i stworzenie spadło na piach. Limmaniel podczołgała się na bok, kiedy smoki starły się ze sobą.

- Iggo ill tandai! - rzuciła Hiriliin ku straży pałacowej i wpadła do środka, dobywając jednego z dwóch noszonych u pasa mieczy. Limmaniel obejrzała się na nią, potem przeniosła wzrok na swojego smoka, ryczącego na srebrnego kuzyna. Rzuciła się ku niemu.
- Uciekaj! - wrzasnęła, dopadając do jaszczura. - Leć! No leć! Hirilin, nie! - krzyknęła, widząc, że elfka już wysunęła ostrze z pochwy. - On jest niegroźny! - Glaurung znowu ryknął, kiedy założono mu obrożę. - To tylko pogorszy sprawę! - Limmaniel szarpnęła się, kiedy dopadło do niej dwóch elfów. - nie! - krzyknęła znowu, szarpiąc się. - Nie... Nie, nie, nie, błagam! - Nie róbcie mu krzywdy! Nie róbcie mu krzywdy! - smok ciezko padł na ziemie z pomrukiem bólu.
- Zamknąć go z resztą! - nakazała Hirilin, stając obok z mieczem w dłoni.

Limmaniel jęknęła z bólu,m uderzając ramieniem o ścianę. Nogi odmówiły jej posłuszeństwa i osunęła się na podłogę, ale zaraz została szarpnięta w górę. Hirilin wymierzyła jej kopniaka w brzuch. Elfka stłumiła okrzyk bólu, usiłując wstać.
- Co to było? - spytała przez zaciśnięte zęby Hirilin. - Skąd się wziął tamten smok?! - Limmaniel podniosła głowę.
- nie wiem, przysięgam. - odpowiedziała słabo. Hirilin wrzasnęła wściekle. Kopnęła na oślep, nie patrząc gdzie Limmaniel dostała. Elfka uderzyła o ścianę, jęknęła z bólu i podpierając się dłonią, spróbowała wstać.
- Nie wiesz. - syknęła Hirilin. - Zobaczymy, czy to rzeczywiście prawda. - wierzchem dłoni uderzyła Limmaniel w twarz i szarpnęła za ramię do góry. - Jeszcze będziesz błagać o śmierć.
Hirilin zaciągnęła elfkę w głąb pałacu. Limmaniel potknęła się, kiedy tamta pchnęła ją, wchodząc do przestronnej komnaty, ale w porę podparła się dłonią o ścianę.
- Siadaj. - nakazała krótko Hirilin, pokazując na stojące przy niewielkim stoliku krzesło. Stolik zsunęła pod ścianę. Limmaniel dostrzegła w jej dłoni skórzany pejcz.
- Skąd się wziął tamten smok? - powtórzyła pytanie Hirilin.
- Mówiłam już, nie wiem. - odpowiedziała Limmaniel. Elfka uderzyła pejczem po twarzy, potem zamierzała poprawić dłonią, ale Limmaniel chwyciła ją za nadgarstek.
- Masz siłę się jeszcze buntować? - zdziwiła się Hirilin z sarkastycznym uśmiechem i wyrwała rękę z uścisku. - Twarda z ciebie sztuka. - uderzyła jeszcze raz. W twarz. Limmaniel nie zdążyła się osłonić. Teraz już wyraźnie czuła, że po policzku leci jej krew z rozciętego łuku. Mimo to podniosła wzrok na Hirilin.
- Co to był za smok? - powtórzyła księżniczka. Limmaniel pokręciła głową.
- Nie wiem. - odpowiedziała. Znowu poczuła ból pod żebrami, kiedy Hirilin ją uderzyła. Odrzuciła pejcz na bok.
- Skąd on się wziął?! - wrzasnęła, łapiąc Limmaniel za nadgarstek.
- Ile razy mam powtarzać, że nie wiem?! - elfka odpowiedziała krzykiem. Po policzkach leciały jej łzy, mieszające się z krwią. Oddychała spazmami, a serce biło niestrudzenie, choć nierówno.
- Chyba masz dosyć, co? - Hirilin złożyła ramiona na piersi. - Miałam do ciebie jeszcze parę pytań, ale może do jutra zmienisz zdanie i powiesz mi co nieco o tamtym smoku. - uśmiechnęła się, muskając palcami policzek Limmaniel. Elfka odrzuciła głowę na bok. Hirilin przestała się uśmiechać. - Wstawaj! - warknęła.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego