• Wpisów: 1452
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 4 dni temu, 19:58
  • Licznik odwiedzin: 317 274 / 2053 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/AUUCD74ccQI

Katrin musnęła palcami kraty w drzwiach celi. Legolas położył jej dłonie na ramionach.
- Boję się co będzie. - odezwał się. - Jak się czujesz?
- Dobrze. - dziewczyna położyła dłoń na brzuchu, który w ciągu ostatnich tygodni zaczął się zaokrąglać.
- Nie dam im cię skrzywdzić, rozumiesz?
- To nie o siebie się teraz najbardziej martwię. - Katrin westchnęła, składając ramiona na piersi.
Limmaniel szła obok elfki w czerni przez pałacowy dziedziniec. Tamta zdjęła jej kajdany z nadgarstków, najwyraźniej uważając, że nieuzbrojona Limmaniel nie stanowi dla niej zagrożenia.
- Chcemy twojej pomocy. - odezwała się w końcu.
- A niby w jakiej sprawie? - odpowiedziała pytaniem Limmaniel.
- Smoki. Zaklinasz je. A mój ojciec potrzebuje smoków do walki. Wtedy wszystkie królestwa Beleriandu oddadzą nam pokłon.
- Nie układam się z kimś, kogo imienia nawet nie znam. - elfka odwróciła się ku niej z uśmiechem.
- Lubisz znać imię swojego wroga, co? - odezwała się, ujmując elfkę pod brodę. - Jestem Hirilin. Księżniczka Doriathu. Córka swego ojca. - Limmaniel wzięła głębszy wdech.
- Hirilin... - szepnęła. - Córka wojny.
- Owszem. - odpowiedziała elfka. - I uważam, że to miano jest bardzo odpowiednie. - dodała, z uśmiechem przeciągając palcem po ostrzu noża.
- I jestem ci potrzebna, żeby oswoić smoki?
- Oswoić i wytrenować. - Hirilin gestem pokazała jej ogromne klatki, w których zamknięte były smoki. Limmaniel patrzyła na to szeroko otwartymi oczami. Dostrzegła kilka Glaurungów, dwa Ancalagony Czarne, ale najbardziej przyciągał wzrok smok o srebrzystych łuskach, rzucający się w swojej klatce. Limmaniel wpatrywała się w niego, stojąc tuz przed nim. Smok zaryczał głośno, wspierając się łapami o pręty klatki. Od jasnych łusek na szyi odcinała się żelazna obręcz, podobne miał nałożone na wszystkie cztery łapy.
- To okrucieństwo... - wyszeptała elfka.
- To potęga! - zawołała Hirilin, stając obok niej. - To tylko głupie stworzenia, które możemy wykorzystać do wyższych celów. - Limmaniel zamachnęła się, uderzając elfkę w twarz. Hirilin dotknęła piekącego policzka, z satysfakcją obserwując, jak do Limmaniel dopada dwóch elfów z gwardii królewskiej. Elfka jęknęła, kiedy jeden z nich szybkim ruchem kopnął ją w brzuch. Zgięła się wpół, opadając na kolana. Przed oczami miała mroczki, ale ktoś poderwał ją do góry. Na nadgarstkach z powrotem zacisnęły się kajdany. Limmaniel poderwała głowę. Wyrzuciła ramiona w górę, okręciła na pięcie i stanęła za Hirilin, zaciskając jej na szyi łańcuch kajdan.
- Illa horta mi... (Nie zmuszajcie mnie...) Illa horta, maile kar ta ya ala kar illa mare! (Nie zmuszajcie, żebym zrobiła coś, czego wcale zrobić nie chcę!) - rzuciła. Hirilin uśmiechnęła się.
- Spokojnie. - powiedziała, patrząc na straż. - Nie zrobi tego. - Limmaniel mocniej szarpnęła za łańcuch, ale po chwili opuściła ręce. Nie potrafiła zabić w ten sposób. Hirilin odrzuciła głowę w tył, śmiejąc się. - Mówiłam. - powiedziała, odwracając się ku Limmaniel. - Il minda. (Jest słaba.) - dodała, patrząc prosto w oczy Limmaniel. - Odprowadzić!

Katrin podniosła się z wąskiej ławki w celi, kiedy w lochach zjawiło się dwóch członków straży. Jeden z nich zdjął z nadgarstków Limmaniel kajdany, drugi wepchnął ją do celi i zatrzasnął za nią drzwi. Elfka zacisnęła palce na żelaznej kracie, odprowadzając spojrzeniem strażnika. Aragorn stanął przy drzwiach celi, którą dzielił z Elrondem.
- Czego chcieli? - spytał.
- Żebym szkoliła smoki do walki. - odpowiedziała Limmaniel, siadając na wąskiej ławce. - Trzymają te zwierzęta w ciasnych klatkach, w obrożach i na łańcuchach. Chcą je wykorzystać w walce, by podporządkować sobie inne królestwa Beleriandu.
- Czyli to tyle, jeśli chodzi o zapobieganie wojnie. - odezwał się Legolas. - Nie możemy nic zrobić, tkwiąc w lochu.
- Nie, nieprawda. - odpowiedziała Limmaniel. Nie zmusza mnie do tego, do czego chcą zmusić. Mogą mnie torturować, ale nie mogą mnie zabić. Straciliby wtedy zaklinaczkę. Ale jeśli zginę, to będę miała poczucie, że zginęłam w słusznej sprawie. - powiedziała, podchodząc do krat. Towarzysze wpatrywali się w nią w milczeniu, z szacunkiem, z wolą walki w oczach i zacięciem widocznym na twarzach. Katrin pochyliła głowę.
- Pójdę za tobą wszędzie, gdzie zechcesz mnie poprowadzić, Pani. - powiedziała, kładąc prawą dłoń na sercu. Legolas zrobił to samo. Aragorn również skłonił się przed elfką.
- Jeśli będzie trzeba, pójdziemy w ogień i śmierć. - odezwał się Elrond. - ale pójdziemy po sprawiedliwość dla wolnego królestwa. nie wiem jeszcze, co zamierzasz, ale wiedz, że ci ufam. Prowadź Limmaniel.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków