• Wpisów: 1550
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:58
  • Licznik odwiedzin: 311 224 / 1963 dni
 
abc.atlant
 
Soundtrack; youtu.be/FWxs215YBqY

Limmaniel bezszelestnie zamknęła za sobą drzwi wejściowe i równie bezszelestnie ruszyła przez niewielki salon przylegający do pomieszczenia jadalnego w stronę schodów na piętro.
- Późno wróciłaś. - elfka drgnęła na dźwięk głosu córki i odwróciła się z dłonią na poręczy. Katrin siedziała na leżance z haftem w dłoni.
- Ty jeszcze nie śpisz? - spytała Limmaniel.
- Gdzie byłaś? - Katrin zignorowała pytanie. - Kryłam cię przed Elrondem, ale chcę wiedzieć, gdzie znikasz od kilku dni. Może mi powiesz, gdzie cię nosiło?
- To było tylko... Nic takiego. - wykręciła się elfka. - Jestem, tak?
- Co to jest? - Katrin sięgnęła ku ramieniu matki, zdejmując stamtąd niewielką smoczą łuskę. Limmaniel westchnęła, zamykając oczy. - Prosiłam cię. Ladnanruth (odpowiednik naszego; cholera)! Nie możesz się tak narażać!
- Nie musicie mi tego bez przerwy powtarzać.
- Tylko mi nie mów, że poszłaś sama do lasu.
- Po to tu przyjechałam. I jeśli będzie trzeba, sprzeciwię się nie tylko konwenansom.
- Ty się zastanów nad sobą! Dobrowolnie wchodzisz do jaskini śpiącego smoka! Wspomnień ci się zachciało?! Ja wiem, wiem, jesteś kobietą niezależną, ale czy ty jesteś poważna?!
- Kar si rin illa, ta neithan kuile iin yulma! (Wolę już wspomnienia, niż to kretyńskie życie na niby!)
- Ya! Ea iin yulma! (Tak! Jest na niby!) Ale my, twoja rodzina, jesteśmy naprawdę! A ty tego nie widzisz! Nie rozumiem jak można dobrowolnie szukać niebezpieczeństwa!
- Powtarzam wam bez przerwy, ze umiem zadbać o siebie.
- Ale my się o ciebie martwimy. Masz chore serce!
- Ta rava! (To szaleństwo!) Wcześniej nikt się nie interesował ani mną, ani moją chorobą. Najpierw próbowali mnie siłą wydać za mąż, potem wygnali z domu! A moje własne dziecko...
- Nie chodzi o mnie, mamo! Chodzi o twoje poczynania!
- Tak się martwisz o moje poczynania?! To dajcie mi robić to co chcę robić! A chcę zajmować się smokami!
- Nie próbuj zwalać wszystkiego na nas! Wiesz, czemu hamujemy twoje zapędy!
- Intya ca gor! (Bo się boicie!) - Katrin umilkła, patrząc w oczy matki. Limmaniel odetchnęła już spokojniej. - Przepraszam... Pójdę już do łóżka. - powiedziała, odwracając się od córki.
- Mamo... - zawołała za nią Katrin, wbiegając na schody. Elfka przystanęła. - Nie... Uważaj na siebie. - Limmaniel nie odpowiedziała. - Amralime. Amralime, wiesz?
- Ja ciebie też. - powiedziała elfka i weszła na piętro bez słowa. Katrin odprowadziła ją wzrokiem. Osunęła się po ścianie, ocierając wierzchem dłoni łzy. Zaszlochała cichutko, obejmując dłońmi kolana.

Limmaniel siedziała w kucki przy smoczym jaju, wpatrując się z oczekiwaniem w drżącą i pękającą skorupkę. Położyła dłoń na głowie smoka, kiedy ten trącił ją łbem. Jajko wreszcie pękło, a ze środka wygramolił się mały smoczek na krótkich łapkach, popiskując cichutko. Omal się nie przewrócił, wyłażąc ze skorupki i Limmaniel uśmiechnęła się lekko.
- To właśnie jest cud natury. - wyszeptała. Dorosły osobnik pchnął malucha w stronę wyjścia z jaskini i smoczek niezgrabnie wytoczył się za zewnątrz. Limmaniel wyszła za nim, wyjmując z torby szkicownik. Żałowała, że nie uwieczniła na papierze momentu samego wyklucia. Usiadła na pobliskim kamieniu, przygotowując się do szkicowania. Zaraz jednak podniosła wzrok. Jej smok węszył niespokojnie, a potem zawarczał głucho.
- Limmaniel! - elfka zerwała się z miejsca, słysząc między drzewami głos Elronda. Smok ryknął przeciągle, wpychając młode z powrotem do jaskini. Limmaniel rzuciła się ku niemu, ale w tym samym momencie spomiędzy drzew wypadł Elrond z napiętym łukiem w dłoni. Legolas i Katrin również zaciągnęli cięciwy, Aragorn chwycił za miecz. Smok zaryczał jeszcze raz, wspinając się na tylne łapy. Elrond zawahał się, kiedy elfka stanęła między nim, a bestią.
- Odsuń się od smoka, Limmaniel. - powiedział.
- Odłóż proszę łuk, Elrondzie. - odpowiedziała mu elfka. - Nic wam nie zrobi. Wystraszyliście go.
- My jego, tak? - wykrztusiła Katrin, ściskając w drżących dłoniach łuk. Limmaniel położyła dłoń na przedramieniu Elronda, by ten opuścił broń i skinęła głową. Zaraz potem rozległ się przerażony wrzask małego smoka i ryk dorosłego. Aragorn trzymał młode pod ostrzem, Legolas w zasięgu łuku, a tamten miotał się w trawie z piskiem.
- Zostawcie! Zostawcie go! - Limmaniel rzuciła się ku nim, popychając Legolasa w momencie, gdy padł strzał. Strzała śmignęła w zarośle. Aragorn stęknął, kiedy dosięgnął go masywny ogon dorosłego smoka. - Zostawcie go, to jest dziecko! To przecież małe dziecko! - elfka wyrwała z dłoni Aragorna miecz i odrzuciła na ziemię, a małego smoczka porwała na ręce. - Popatrzcie... Jak drży... - Katrin i Elrond popatrzyli po sobie, kiedy dorosły smok otarł się o ramię Limmaniel i trącił pyskiem malucha, wydając z siebie łagodny pomruk. Elrond wsunął strzałę z powrotem do kołczanu.
- Zatem prosimy o wyjaśnienia. - odezwał się.

  •  
  • Pozostało 1000 znaków