• Wpisów: 1550
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: wczoraj, 21:58
  • Licznik odwiedzin: 311 224 / 1963 dni
 
abc.atlant
 
Troszkę mnie nie było... Nauka pochłania tyle czasu, że o matko, ale są rzeczy ważne i ważniejsze. Na przykład sprawdzian z matematyki. Albo z lektury, który wypada mi w tym samym momencie co konkurs i już się zastanawiam jak ja się rozdwoję, żeby napisać te dwie rzeczy jednocześnie. Tak po prawdzie to mam dużą ochotę odpuścić sobie ten konkurs... I tak już olałam przygotowania, nie mam na to siły.

A ostatni czwartek i piątek przesiedziałam sobie w Zakopanem z wycieczką szkolną i już zdecydowanie za późno, żeby z Zakopanego słać pozdrowienia, ale mogę opowiedzieć jak było. Zawsze kiedy się jeździło w góry, łaziło się po mniej lub bardziej samotnych szlakach, teraz to była bardziej wycieczka krajoznawcza. Na żaden szczyt się nie pchaliśmy, choć osobiście bardzo miałam ochotę na ten Giewont. Przeszliśmy za to całą dolinę Strążyska, aż do wodospadu Siklawica, wychodząc spod Wielkiej Krokwi. Wielką Krokiew też oglądaliśmy z bliska. Dla mnie to akurat nie była nowość, bo na skoczni już byłam, nowością był za to wjazd na górę, tam skąd startują skoczkowie. I powiem, że z góry to nie wygląda wcale tak źle. Skoczyłabym, czemu nie. Potem wjechaliśmy kolejką na Gubałówkę, więc naprawdę nic ciężkiego, ani wykańczającego, choć znalazło się parę panienek, którym się przykrzyło, bolały je nogi, był zmęczone i one to w ogóle chciałyby wszędzie podjechać autobusem, bo za ciężko. Z kolei jeszcze inne osoby interesowało tylko to, kiedy pojedziemy do McDonalda coś zjeść. Wieczorem rozpuścili nas po Krupówkach. Trochę się zmieniło odkąd tam byłam ostatnio. Moim zdaniem na lepsze.

Spaliśmy w takim fajnym domku prawie góralskim osiem kilometrów od samego Zakopanego. Taki pokój, jaki ta dostałyśmy to chciałabym mieć na własność. Niczego więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Piątek spędziliśmy w Krakowie. Ciągali nas w ten niemożliwy upał po Wawelu, Rynku i Barbakanie, ale drugiego dnia nikt już na niewygodę nie narzekał. Współczułam tylko tym biednym konikom przypiętym do bryczek, które musiały się smażyć w tym upale. Okrucieństwo... Po dwóch godzinach czasu wolnego w Sukiennicach wywnioskowałam, że oni tam naprawdę niezłą kasę trzepią na przyjezdnych. Tyle pięknych rzeczy po horrendalnych cenach i jak kiedyś przypadkiem nie będę miała co zrobić z pieniędzmi, to pierwszą rzeczą, którą zrobię będzie kupienie biletu do Krakowa. :3

  •  
  • Pozostało 1000 znaków
Wyświetlanie: od najstarszego | od najnowszego